Robert Kubica może powiedzieć, że był pierwszym Polakiem w Grand Prix Formuły 1, że jako pierwszy z naszych zgarnął pole position i wygrał wyścig. Ale nie może powiedzieć o sobie, że był pierwszym nadwiślaninem, który posadził tyłek w bolidzie. Tym pierwszym był Andrzej Jaroszewicz, kierowca rajdowy, kolorowy ptak PRL-u, syn komunistycznego premiera. Dlaczego ścieramy kurz z tej historii? Z dwóch powodów. Po pierwsze, w tym roku mija 40 lat od wydarzeń na torze w Poznaniu, a po drugie, nie wszyscy kibice być może zdają sobie sprawę, ale wtedy naprawdę pojawił się cień szansy, żeby nasz kraj zorganizował Grand Prix.

Jak Czerwony Książę bolidem Formuły 1 powoził

*

Kiedy w 2006 r. Robert Kubica został zapytany przez „Playboya”, czy zna nazwisko pierwszego Polaka za kierownicą bolidu Formuły 1, odpowiedział, że nie ma pojęcia. A kiedy jeszcze usłyszał, że ten biało-czerwony pierwszy raz miał miejsce w Poznaniu, tylko się skrzywił.W Poznaniu? Eee… Dla mnie to nie jest żadne prowadzenie bolidu. To nie są testy. Tak to nawet wy jeszcze dzisiaj możecie prowadzić bolid. Pojedziemy na jakiś tor, zrobią wam szybkie przeszkolenie, dadzą bolid sprzed 8 lat i w drogę… – mówił.

Cóż, dla Roberta nie była to nawet ciekawostka, ale sama historia jest jak najbardziej interesująca. Przywiezienie do naszego kraju bolidu teamu Wolf Racing miało być bowiem pierwszym, małym kroczkiem do przyznania organizacji Grand Prix krajowi zza żelaznej kurtyny. I kto wie, gdyby nie polityka władz komunistycznych, być może dziś to my byśmy mieli tę imprezę, a świat nigdy nie poznałby węgierskiego Hungaroringu?

*

Zanim wrócimy do Poznania i 1979 r., należy jednak przypomnieć, kim był sprawca całego zamieszania. Andrzej Jaroszewicz, bo o nim mowa, to bez wątpienia jedna z najbarwniejszych postaci PRL-u. Można powiedzieć, że jego zakręcony życiorys miał aż trzy odcienie.

W świadomości wielu Polaków pamiętających tamte czasy pozostanie przede wszystkim synem Piotra Jaroszewicza, premiera w latach 1970-1980. Właśnie stąd wzięła się jego najsłynniejsza ksywka – Czerwony Książę. On sam do dziś lubi zresztą żartować, że to całkiem oryginalny pseudonim, bo przecież nasz kraj miał wielu prezydentów i premierów, ale taki książę był tylko jeden. Jak łatwo się domyślić, życie latorośli tak wysoko postawionego polityka było z jednej strony łatwiejsze, bo wielu chciało uchylić nieba „synowi Jaroszewicza”, z drugiej zaś dość niewdzięczne, bo był szczególnie tępiony przez przeciwników systemu. Młody naturalnie zbierał więc cięgi za ojca, ale – bądźmy szczerzy – i tak nie mógł raczej narzekać na swój żywot. Mógł pozwolić sobie na nieporównywalnie więcej niż statystyczny zjadacz chleba. Poruszał się po zupełnie innej komunistyczne orbicie.

Wyjazd za granicę? Proszę bardzo. Kontrola milicyjna? Nie muszę się zatrzymywać, mam przepustkę za przednią szybą. Załatwić paszport koledze? No problemo. Szybszy przydział mieszkania znajomemu? Zobaczę co da się zrobić. Miał oczywistą siłę przebicia, chociaż jak opowiadał po latach, z ojcem w czasach jego kadencji widywał się niezwykle rzadko. Kiedy był już dorosły i mieszkał sam, a chciał pogadać z nim chociaż przez kilka minut, musiał być w jego domu w Aninie o 7.10, bo ten już o 7.30 wyjeżdżał do pracy. Innej opcji nie było, bo premier wracał zwykle w nocy. Jedno jest jednak pewne, koneksje bez wątpienia pozwoliły mu spełnić największe marzenie, a więc zaistnieć w motorsporcie.

47379618_2179034682417736_1061748269559840768_n

Tutaj dochodzimy do drugiej strony jego życiorysu – Andrzej Jaroszewicz był jednym z najlepszych polskich kierowców rajdowych lat 70. W sezonach 1975 i 1976 był wicemistrzem Europy, mało tego, wcześniej pobił nawet rekord świata w jeździe długodystansowej. W 1973 r. był jednym z siedmiu kierowców, którzy stanęli przed takim zadaniem na poniemieckiej autostradzie pod Wrocławiem. On i cały zespół pod kierownictwem Sobiesława Zasady jeździł bez przerwy przez dwa tygodnie. Pokonanie 50 tys. kilometrów zajęło im 361 godz. i 36 min. Przy czym to właśnie Jaroszewicz był tym, który przeciął Fiatem 125p linię mety.

Syn premiera był bez wątpienia jedną z najważniejszych postaci naszego motorsportu tamtych lat także z tego względu, że w młodym wieku został szefem nowo utworzonego OBRSO, a więc Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Samochodów Osobowych FSO, gdzie był jednocześnie kierowcą fabrycznym. Wszystkie najnowocześniejsze technologie, które udawało się ściągnąć z Zachodu do Polski, trafiały właśnie tam. Nic więc dziwnego, że Jaroszewicz mógł sobie pozwoli na wiele. Na przykład na rozbicie kultowej Lancii Stratos podczas Rajdu Hiszpanii, wycinając przy okazji pół kilometra gaju oliwnego…

Był też jednym z czołowych bon vivantów okresu PRL. Wystarczy zresztą prześledzić jego cały życiorys, w którym znajdziemy pięć żon i niezliczoną liczbę romansów. Daniel Olbrychski ponoć do dziś jest cięty na kierowcę za to, że ten odbił mu kiedyś Marylę Rodowicz i spotykał się z nią przez kilka tygodni. Kmicic dał mu zresztą za to po pysku.

*

Dobra, tyle o samym Jaroszewiczu, przejdźmy teraz do Formuły 1. Syn premiera, z racji swoich rajdowych wojaży, nawiązywał za granicą wiele znajomości. Złapał też wspólny język z Walterem Wolfem, kanadyjskim biznesmenem i właścicielem teamu Walter Wolf Racing. Kiedy zespół w 1977 r. debiutował w „Jedynce”, Jaroszewicz akurat powoli odchodził już z rajdów. Miał wprawdzie chrapkę na mistrzostwo Europy, ale część partyjnych oficjeli – mimo mocnych korzeni rodzinnych kierowcy – zaczęło go atakować, przez co tracił zaplecze.

Pragnąłem ocieplić u nas wizerunek polskiego motosportu. Bardzo mi zależało, żeby ludzie nie zapomnieli o naszych wcześniejszych osiągnięciach. Zwłaszcza że udało nam się zrobić naprawdę dużo. Rajdowe polskie fiaty może nie były najsilniejszymi samochodami swoich czasów, ale wystarczyły, żeby namieszać w stawce, mieliśmy ukończonych kilka naprawdę obiecujących prototypów, polonezy też sobie radziły. Ale moja wyobraźnia sięgała dalej. To był zresztą czas, kiedy dostawałem od fanów mnóstwo listów. Również ze względu na nich chciałem zorganizować w Polsce coś, co na zawsze związałoby nasz kraj z czołowymi światowymi rozgrywkami samochodowymi. Marzyło mi się sprowadzenie do Polski wyścigów Formuły 1. Chociaż rzecz jasna, nie miałem zamiaru brać udziału w tych rozgrywkach, bo to zupełnie inna dyscyplina niż rajdy – opowiadał Jaroszewicz w wywiadzie-rzece, którego udzielił Alicji Grzybowskiej na potrzeby książki „Czerwony Książę”.

Tor Poznań wciąż jeszcze pachniał nowością, dlatego ówczesny szef OBRSO zaczął sondować, na ile obiekt odpowiadałby wymogom Formuły 1. Doszło do spotkania, podczas którego Andrzej Jaroszewicz wręczył Wolfowi dokumentację zdjęciową obiektu wraz z dokładnymi planami. Kanadyjczyk z kolei wybrał się z tą paczką do doskonale znanego wszystkim Berniego Ecclestone’a, który był już wtedy panem Formuły 1.

I okazało się, że jak na tamte czasy (wolniejsze auta, mniej rygorystyczne zabezpieczenia) poznański tor stwarzał możliwość przyjęcia najszybszych kierowców świata. Uznano go wręcz za jeden z najbezpieczniejszych obiektów. Pomysł wcale nie wydawał się więc kosmiczny, poza tym władze F1 bardzo poważnie rozważały zorganizowanie Grand Prix za żelazną kurtyną. Nawet pomimo tego, że w drugiej połowie lat 70. wyścigów europejskich nie brakowało. Te były rozgrywane już w Hiszpanii, Monaco, Belgii, Szwecji, Francji, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Austrii, Holandii i we Włoszech.

Projekt był zaawansowany, Polacy jeździli do innych krajów na Grand Prix żeby z bliska zobaczyć, jak wygląda organizacja takiej imprezy. Materiały zbierał zarówno Andrzej Jaroszewicz, jak i zarządcy Toru Poznań. Adam Smorawiński, dyrektor budowy obiektu jeździł do holenderskiego Zandvoort, które już od lat organizowało Grand Prix. Goście z Polski dzięki wsparciu Berniego Ecclestone’a mogli obejrzeć tor centymetr po centymetrze, od parku maszyn, przez zaplecze po parkingi, bo przecież wyścig to także dziesiątki tysięcy widzów. Później dzięki Berniemu podobną wizytę mogli złożyć również na niemieckim Hockenheim.

Plany były ambitne, chociaż z ewentualną organizacją wyścigów wiązałyby się rozmaite problemy.

Jak na przykład prowadzić sprzedaż biletów za granicę? – mówi w rozmowie z Weszło Dobiesław Wieliński, autor książki „Magia asfaltowej wstęgi” opowiadającej historię poznańskiego toru. – Przecież istniał ruch wizowy, a nasze państwo nie gwarantowało, że wszyscy, którzy złożą wnioski, je otrzymają. Tymczasem przedsprzedaż biletów była niezbędnym warunkiem w Europie Zachodniej już w latach 70. Kolejna sprawa – potrzebne byłyby wielkie parkingi, hotele, a na to nawet nie było miejsca. Temat organizacji wyścigu nakręcały niektóre gazety, ale twórcy toru od początku prawdopodobnie zdawali sobie sprawę, że Formuła 1 jest w PRL-u raczej nierealna. Brakowało infrastruktury.

*

wolf8

167589_160395570672915_3515012_n

Mimo to w końcu padła jednak propozycja, aby zaprezentować w Poznaniu bolid teamu Wolf Racing. Sprowadzenie tej drogiej zabawki do Polski często przedstawiane było jako fanaberia syna ówczesnego premiera, za którą zapłaciła Polska Rzeczpospolita Ludowa, ale sam Jaroszewicz twierdził po latach, że to nie była prawda.

Kiedy prace nad projektem były już zaawansowane, Walter Wolf sam zaproponował: „Słuchaj, przybliżmy trochę ludziom ten sport. Ja dam swój samochód, ty go poprowadź”. A prasa napisała, że sprowadzenie tego bolidu było moim kaprysem, co akurat na pewno nie pomogło nam w zdobyciu zwolenników. Opisano to jako jedną z moich zachcianek, za którą zapłacił Skarb Państwa. A w rzeczywistości to Walter pokrył koszty transportu i dostosowania bolidu – opowiadał kierowca.

Do Polski przyprowadzono dokładnie ten sam egzemplarz, którym w 1977 r. Jody Scheckter wygrał Grand Prix Monaco (gość dwa lata później już jako kierowca Ferrari został mistrzem świata). Auto musiało jednak przejść drobny lifting, ponieważ Jaroszewicz to był jednak kawał chłopa. Udało się to bez większych problemów i stało się – prezentacja bolidu z silnikiem Forda Cosworth V8 3.0 była jedną z atrakcji II wyścigu o puchar Międzynarodowych Targów Poznańskich zorganizowanych w połowie czerwca 1979 r.

Andrzej Jaroszewicz przejechał bolidem siedem okrążeń. Niby niewiele, ale i tak zrobiło to na nim wielkie wrażenie. Jak opisywał po latach, w tamtych czasach zdarzało mu się jeździć samochodami z większą liczbą koni mechanicznych, ale uczucie powożenia bolidem było dla Czerwonego Księcia nieporównywalne z niczym. – Siła odśrodkowa dosłownie wciskała mnie w fotel, a pod balaklawą i kaskiem czułem, jak skóra na głowie zwijała mi się jak u mopsa – wspominał w rozmowie z Alicją Grzybowską.

F1

Wróćmy jeszcze na chwilę do samego Andrzeja Jaroszewicza, ponieważ tuż po wydarzeniach na Torze Poznań uległ on bardzo poważnemu wypadkowi. Jak na ironię, doszło do niego na… niewinnej motorynce.

Po powrocie z Poznania do Warszawy dwukrotny wicemistrz Europy został zaproszony na imieniny do jednego z hoteli w stolicy. Zabawa była przednia i mocno podlewana procentami, dlatego uczestnicy nie bardzo chcieli kończyć ją w pierwotnym miejscu. Jaroszewicz zaprosił więc roztańczoną grupę do swojego domu. Razem z nimi miał jechać wynajęty zespół i to właśnie muzycy wsiedli do fiata należącego do rajdowca. Ten odstąpił im swoje auto, ponieważ był już po kilku głębszych i wolał pojechać pożyczoną od jednego z nich motorynką. Niestety, podróż nie potrwała długo, bo przy skręcie z al. Niepodległości przednie koło wpadło w zapadniętą studzienkę. Jednoślad wystrzeliło do góry, a Jaroszewicz upadając rozbił głowę o krawężnik. Jeden z najlepszych polskich kierowców, który kilkadziesiąt godzin wcześniej kierował bolidem, omal nie zabił się na motorynce.

Na skutek poważnych obrażeń miał sparaliżowaną twarz i spędził w szpitalu kilka miesięcy. To był w zasadzie koniec jego kariery w rajdach.

*

Można spotkać się z tezą, że to właśnie paskudny dzwon Jaroszewicza i jego długa rekonwalescencja były powodem upadku projektu pod tytułem „Formuła 1 w Polsce”. Ale można to chyba między bajki włożyć, skoro nawet sam kierowca od początku podkreślał, że to nie on miał jeździć w królowej sportów motorowych w przypadku przyznania imprezy. Był urodzonym rajdowcem i wiedział, że to nie dla niego. Jak przekonywał po latach, najważniejsze było po prostu zorganizowanie wyścigów na polskiej ziemi.

Znacznie bardziej wiarygodna wydaje się być wersja mówiąca o braku politycznej woli. – Decyzje zależały oczywiście od rządu i partii. Kraj był w przededniu kryzysu gospodarczego, z czego władze zdawały sobie sprawę. Cukier był już na kartki, więc skąd pieniądze na takie inwestycje. PZPR nie chciała tak ryzykować wobec braków na rynku spożywczym – mówi dziś Dobiesław Wieliński.

Zresztą już sama budowa toru w Poznaniu nie pasowała wielu członkom partii, dla których sport motorowy był dzieckiem kapitalizmu, a tego przecież nie mogli adoptować. A jakby tego było mało, także samo środowisko motorsportu nie mówiło jednym głosem. – Władze Polskiego Związku Motorowego w Warszawie źle patrzyły na projekt. Myślały o budowie toru w stolicy. Koncepcję tę forsowali czołowi kierowcy rajdowi i wyścigowi z Warszawy, przez co Poznań był źle odbierany – dodaje dziennikarz.

Sam Andrzej Jaroszewicz twierdzi z kolei do dziś, że także coraz słabsza pozycja polityczna jego ojca nie pozwalała popchnąć projektu do przodu. – Jestem przekonany, że gdyby ojciec rządził jeszcze rok czy dwa, to udałoby mi się ściągnąć Formułę 1 do Polski. Imprezę ostatecznie dostali Węgrzy, którzy nie mieli wtedy nawet toru. Zbudowali Hungaroring i do dziś co roku organizują jedno z najbardziej znanych wydarzeń sportowych na świecie.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. archiwum D. Wielińskiego i A. Jaroszewicza

Weszło
03.02.2023

Pewne zwycięstwo Realu, Valencia bez argumentów

Real Madryt bez większych problemów pokonał u siebie Valencię 2:0, chociaż wynik mógł być zdecydowanie większy. Goście tego wieczora byli jedynie tłem dla Królewskich, którzy za wszelką cenę starają dogonić się liderującą w tabeli Barcelonę.Dzisiejsze spotkanie Realu z Valencią było raczej bez historii. Gospodarze zaprezentowali się naprawdę solidnie, chociaż pierwsza połowa była w ich wykonaniu niemrawa. Do przerwy gra obu drużyn wyglądała mniej więcej […]
03.02.2023
Suche Info
02.02.2023

Brutalny faul na gwiazdorze Realu Madryt [WIDEO]

Real Madryt pokonał dziś 2:0 Valencię w ramach 17. kolejki hiszpańskiej ekstraklasy. Najbardziej paskudnym momentem meczu był faul Gabriela Paulisty na rozpędzonym Viniciusie Juniorze.Brazylijski stoper nie tylko wyciął swojego rodaka. Usiłował go też po prostu kopnąć w przypływie frustracji.Spójrzcie: Isso é coisa de MOLEQUE, @gpaulista5!!! De MOLEQUE e MAU-CARÁTER!!! Um homem de 32 anos indo pra machucar um garoto como o @vinijr é de uma baixeza nojenta […]
02.02.2023
Piłka nożna
02.02.2023

Wrócił pragmatyczny i skuteczny Juventus. „Stara Dama” w półfinale Pucharu Włoch

Ćwierćfinałowe starcie Juventusu z Lazio w Pucharze Włoch nie było najciekawszym widowiskiem do oglądania dla neutralnego kibica. Aczkolwiek fani „Starej Damy” w końcu mają jakiś powód do zadowolenia. Ich drużyna zagrała bardzo dobrze w defensywie i awansowała do półfinału Coppa Italia.Juventus – Lazio 1:0. „Stara Dama” minimalnie lepsza od LazioPowiedzieć, że Juventus nie ma najlepszego czasu to, jak nic nie powiedzieć. Nie dość, że pod względem sportowym nie wyglądają dobrze w tym sezonie, to do tego […]
02.02.2023
Suche Info
02.02.2023

Kiwior imponuje na treningach Arsenalu

Jak informuje Chris Wheatley z portalu London World, Jakub Kiwior zaliczył udane wejście do Arsenalu. Reprezentant Polski zaimponował sztabowi szkoleniowemu „Kanonierów” podczas wstępnych badań i treningów.Arsenal zapłacił za Kiwiora całkiem sporo, bo aż 25 milionów euro. Trzeba jednak pamiętać, że rywalizacja na rynku o polskiego obrońcę była dość zacięta, zatem z góry było wiadomo, że Spezia zainkasuje za ten transfer sporą sumkę. – Arsenal przedstawił realny plan […]
02.02.2023
Suche Info
02.02.2023

Greenwood po wycofaniu zarzutów: „odczuwam ulgę”

Mason Greenwood udzielił pierwszego komentarza po tym, jak wycofano zarzuty pod jego adresem o przemoc domową i próbę gwałtu na byłej partnerce. Zawodnik Manchesteru United z góry zapowiedział, że to jego ostatnia wypowiedź w tej sprawie.– Odczuwam ulgę ze względu na to, że ta sprawa dobiegła już końca. Chciałbym podziękować mojej rodzinie, bliskim i przyjaciołom za ich wsparcie. Na tę chwilę nie będzie kolejnych komentarzy – powiedział Greenwood, cytowany przez The Sun.Do tematu odniósł się również Manchester […]
02.02.2023
Suche Info
02.02.2023

Ancelotti: „Nie potrzebowaliśmy wzmocnień w zimowym oknie”

Kibice Realu Madryt z niepokojem obserwowali postawę swojego klubu w zimowym oknie transferowym, ponieważ Los Blancos nie dokonali istotnych wzmocnień. Trener „Królewskich”, Carlo Ancelotti, uspokoił fanów – jego zdaniem wszystko idzie zgodnie z planem.Real w ostatnich tygodniach nie radził sobie najlepiej. „Królewscy” pokonali wprawdzie Atletico Madryt w Pucharze Króla, ale już w lidze potracili trochę punktów, no i polegli też w starciu z Barceloną o Superpuchar Hiszpanii. Wspomniany Carlo […]
02.02.2023
Inne sporty
02.02.2023

„Cholera, to było coś wielkiego”. Jak Amerykanie i Japończycy zorganizowali galę wrestlingu w Korei Północnej

Rok 1995. Na stadionie w Pjongjangu, stolicy Korei Północnej, organizowana jest… gala wrestlingu. Nie opowiadają za nią jednak sami Koreańczycy, a dwie federacje: japońska (NJPW) i amerykańska (WCW). W ringu pojawiło się wówczas sporo gwiazd, choć największa była na trybunach. Ze wszystkimi wrestlerami ściągnięto też bowiem… Muhammada Alego. Jak to możliwe, że taki event udało się zorganizować? Kto za tym wszystkim stał? Jak zareagowali Koreańczycy na wrestling? Dlaczego jedna […]
02.02.2023
Piłka ręczna
01.02.2023

Industria Kielce na krawędzi. Co stanie się z mistrzami Polski?

19 mistrzostw kraju. 17 razy wywalczony Puchar Polski. Wygrana Liga Mistrzów. Finał ostatniej edycji tych rozgrywek, przegrany dopiero po karnych z Barceloną. A teraz spore kłopoty finansowe i przyszłość klubu stojąca pod znakiem zapytania. Industria Kielce – wcześniej grająca też jako Vive Targi, Vive Tauron, PGE Vive, Łomża Vive oraz Łomża Industria – szuka sponsorów i apeluje do władz miasta o pomoc.  Do końca marca„Zarząd […]
01.02.2023
Inne sporty
01.02.2023

Jedyna taka rodzina w sporcie. Sebastian, Petr i reszta Kordów

Sebastiana Kordę polscy kibice mogą kojarzyć z dwóch rzeczy. Po pierwsze, z wyrzucenia z Australian Open Huberta Hurkacza. Po drugie, z bycia synem mistrza wielkoszlemowego, Petra Kordy. Amerykański tenisista miał się od kogo uczyć. Ale jego rodzina jest pełna kapitalnych sportowców. Sam Sebastian czuje się wśród nich najsłabszy. I trudno mu się dziwić.To nie byle jakie sukcesy. Sebastian w styczniu rozprawił się z zawodnikiem, który bywa maszyną na kortach twardych. Daniił […]
01.02.2023
Suche Info
31.01.2023

Jeremy Sochan wystąpi podczas Weekendu Gwiazd!

Ostatnie owocne tygodnie Jeremy’ego Sochana zostały należycie docenione. 19-latek wystąpi w meczu Rising Stars, który będzie miał miejsce 17 lutego podczas Weekendu Gwiazd. To oczywiście pierwsze takie wyróżnienie dla gracza z Polski w historii najlepszej ligi świata.W Rising Stars wezmą udział najlepsi debiutanci oraz drugoroczniacy w NBA, a także młodzi zawodnicy z G-League, czyli zaplecza amerykańskich rozgrywek. Oprócz Sochana wśród „żółtodziobów” zaproszenie do Salt Lake City […]
31.01.2023
Tenis
31.01.2023

Djoković zagra w US Open. Znowu ma szansę na Wielkiego Szlema?

2023 rok idzie jak na razie w stu procentach po myśli Novaka Djokovicia. Serb wrócił do Melbourne i wygrał Australian Open, a teraz otrzymał zielone światło na grę w US Open. 11 maja Stany Zjednoczone zniosą bowiem ograniczenia dotyczące szczepień na koronawirusa, które przeszkodziły mu w poprzednim sezonie. Czy to oznacza, że Nole ponownie powalczy o Wielkiego Szlema?Nawet niedzielni fani tenisa wiedzą, jaki los spotkał Djokovicia w 2022 roku. Tenisista uznawany […]
31.01.2023
Tenis
31.01.2023

Czeski tenis to potęga. Siostry Fruhvirtove mają talent na miarę Igi?

Czesi mają znakomite tenisowe tradycje i aż 9 zawodniczek w pierwszej setce rankingu WTA. Ale ich złote czasy mogą dopiero nadejść, w dużej mierze za sprawą dwóch sióstr. Linda Fruhvirtová liczy 17 lat i wygrała trzy mecze w tegorocznym Australian Open. A Brenda za parę miesięcy skończy 16 i jest uważana za jeszcze większy talent. Talentów w kobiecym tenisie nasi sąsiedzi mają zresztą prawdopodobnie… najwięcej na świecie.Wypadałoby zacząć od krótkiej […]
31.01.2023