post Avatar

Opublikowane 25.03.2019 00:41 przez

redakcja

Zawsze był najlepszy. Najbarwniejszy. Najzabawniejszy. Najbardziej błyskotliwy. Najmądrzejszy. Gdy tylko miał ochotę, piórem, gawędą czy niezliczonymi anegdotami kasował całą branżę, często wychodząc daleko poza jej granice – nikt nie ma wątpliwości, że stanowił na tym polu jednostkę wybitną.

Znał i kochał życie, choć na własnej skórze posmakował także jak potrafi ranić, kaleczyć. Był postacią niejednoznaczną, wyrazistą, jak chciał, potrafił dopiec do żywej skóry. Erudyta, pasjonat, dla wielu po prostu mistrz. Dwa lata temu Paweł Zarzeczny wzmocnił swoim charakterem i humorem redakcję u góry, tam, skąd zawsze patrzył na swoich konkurentów, podopiecznych i fanów.

Im dłużej go z nami nie ma, tym bardziej nam go brakuje. Ile razy już pomyśleliście: a, ciekawe, co by o tym napisał Zarzeczny. O, ale tu by ich Pawełek podsumował. Ech, przydałby się tu felieton Pawki. Ostatnio pewnie trzy godziny temu, w przerwie meczu z Łotwą, co?

W drugą rocznicę śmierci przypominamy chyba najlepsze z pożegnań Pawła. Krzysztof Stanowski i poruszający tekst o wyjątkowym człowieku.

***

Słuchaj Stanek, mam prośbę!
– Noooooo – odpowiadam znudzonym głosem.
– Napisałbyś mi pożegnanie.
– Jakie pożegnanie?
– No, moje. Nekrolog. Napisz mi taki tekst, jakbym umarł i mi wyślij, ok? Tylko wiesz, postaraj się, nie na kolanie, dobra?
– Czy cię, Pawełku, posrało?

Taki oto dialog mieliśmy ze trzy lata temu.

Stanek, weź mi napisz i już. To dla mnie ważne – kontynuował.
– Ale o co ci chodzi? Jaki nekrolog, jakie pożegnanie? Dlaczego mam pisać, że umarłeś?
– Bo chodzi o to, że jak już umrę, to nie przeczytam, co o mnie napisałeś. Sam rozumiesz, prawda? – trudno było mu odmówić logiki, rozumiałem. – No więc to jest bez sensu, że te wszystkie teksty, kto kim był i jak żył, ukazują się zawsze minimum dzień za późno. Ja bym chętnie przeczytał taki o sobie, a ty napiszesz szczerze, a cała ta reszta nudziarzy strzeli jakieś hagiografie. To weź mi tak napisz coś ładnego, tak jak umiesz, sam jestem ciekaw co z tego wyjdzie. No i wyślij mi na maila. Jakbyś się wyrobił przed środą, byłoby wspaniale. Buźka!

Oczywiście była to jedna z wielu próśb, których nie spełniłem. W sumie szkoda, bo może odesłałby z poprawkami i w ten sposób mielibyśmy pierwszy w dziejach tego typu tekst zredagowany przez nieboszczyka.

*

Zdaje mi się, że Paweł zawsze chciał sfingować własną śmierć właśnie po to, aby przekonać się, co tak naprawdę sądzą o nim ludzie, sprawdzić, kto przyjdzie na pogrzeb i kto uroni łzę. Jako że nie został doceniony za życia w tym stopniu, w jakim jego zdaniem na to zasługiwał, docenienie po śmierci stawało się jego obsesją. Często mówił, co to będzie, gdy już umrze, jak bardzo zatęsknimy, jak zmienimy zdanie na jego temat i ile zdań napisanych czy wygłoszonych wreszcie zrozumiemy.

Pierwsza myśl: a może właśnie to się stało? Może wdrożył swój plan w życie? Może udaje, że umarł i śmieje się, siedząc w piwnicy i pijąc „Warkę”? Byłby w stanie porwać się na takie szaleństwo.

Druga myśl: no nie, bo jeśli ktoś naprawdę miał umrzeć, jeśli któremuś z moich znajomych miałbym przewidzieć śmierć, to jego wskazałbym jako pierwszego. Paweł i długo, długo nikt. Nawet w tym wyścigu był najlepszy.

Wiesz co Paweł, chciałeś, żebym coś o tobie szczerze napisał… No więc byłeś spaślakiem, grubasem, pierdolonym obżartuchem, który jako pierwszy człowiek w dziejach całkowicie wykluczył z diety wodę, a postawił w stu procentach na piwo. Nawet jak się dowiedziałeś, że masz cukrzycę i sto innych chorób, to po prostu oprócz reklamówki z browarami zacząłeś też nosić reklamówkę z lekarstwami, jakby popijanie jednego drugim miało wystarczyć. I o to mam do ciebie pretensje, a wręcz jestem wkurwiony. Wkurwiałeś mnie, przychodząc zrobiony na program. Wkurwiałeś mnie, pisząc kolejny felieton po pijaku. Wkurwiałeś bardzo często. Ale nie dlatego, że program źle wyjdzie albo ludziom nie spodoba się tekst. Wkurwiałeś mnie, bo wiedziałem, jak to się skończy. I wiedziałem, że ty też wiesz.

Gdy prosto na ścianę pędzi zwykły debil, wzruszam ramionami. A ty – no cóż – popełniłeś moim zdaniem takie powolne, kontrolowane, długo wyczekiwane samobójstwo. Byłeś zbyt mądrym człowiekiem, by w takiej sprawie nie dodać dwóch do dwóch i nie przewidzieć zakończenia.

O, to właśnie najbardziej chciałem ci napisać, bo nigdy nie zwyzywałem cię wystarczająco za to, co ze sobą robisz, mimo że miałem na to tysiąc razy ochotę.

*

Widziałeś w „One Man Show” jak Paweł przewidział własną śmierć? Ale trafił – powiedziałem w sobotę do Przemka Rudzkiego.
– Wiesz, przy całym szacunku dla jego zdolności wizjonerskich, w końcu musiał trafić, bo przewidywał ją minimum raz w tygodniu – odparł nie bez racji.

Czasami miałem wrażenie, że Paweł sam był zaskoczony, że udało się przeturlać przez jeszcze jeden tydzień. Że po prostu nastał ranek, a on otworzył oczy. Nielogicznie – tak intensywnie niszczyć samego siebie i bez skutku. Wiele osób kupowało tę jego pozę – człowieka szczęśliwego, wesołka, lekkoducha, bawidamka. A moim zdaniem za tą maską często krył się człowiek smutny i niespełniony, złamany już na starcie. Często, bo nie zawsze. On faktycznie był rzadko spotykaną plątaniną charakterów i postaw. Był słodko-gorzki. Zdarzało się, że zapominał o problemach i żalu i wtedy był ośmiolatkiem, który dostał pierwszy w życiu rower. Ale zdarzało się, że miał te swoje 56 lat i niósł cały ten ciężki bagaż.

Myślę, że odpowiedzi na wszystko, co zdarzyło się później, trzeba szukać w dzieciństwie – gdy na oczach Pawła jego ojciec siekierą zabija matkę, a później się wiesza. Mały Paweł ucieka w książki, w naukę, w historię, w te wszystkie alternatywne światy, które pozwalają mu funkcjonować w innych wymiarach. Później znowu – w domu dziecka – otacza go przemoc i on znowu ucieka w lektury. Bo gdyby po prostu został tutaj, na Ziemi, między zwykłymi ludźmi i rówieśnikami – to zwariowałby od razu. Dużo więc czyta, chłonie, a na sprawy przyziemne ma całkowicie wywalone – nie ma już nic, co go rusza. Wszystko może obśmiać, okpić, każdego obrazić, albo złamać każdą zasadę. Bo co mu zrobią? Wszystko co najgorsze już się dokonało. Pozostaje więc bezczelnym chłopakiem z podwórka, ale jednak z głową pełną wiedzy.

Musicie więc wiedzieć, że Paweł był naprawdę intelektualnym tytanem, największym z największych. Aż mi się przypomniała taka scenka sprzed kilku tygodni, z czasów programu „Stan Futbolu”. W grudniu zmarł mój teść, w styczniu do Hiszpanii zabrałem teściową. Paweł pytał, jak się ona trzyma, co robimy na co dzień i tak dalej. Mówię mu: – Ona lubi sztukę, zawiozłem ją niedawno do muzeum Prado w Madrycie.

Nie wiem, czy Paweł był kiedyś w Prado. Nie sądzę. Jeśli był w Madrycie, to w barze, potem ewentualnie w jakiejś agencji towarzyskiej, ale najpewniej po prostu w kolejnym barze. Natomiast z książek wiedział o tym miejscu wszystko.

Siedzimy przy znanym wam z telewizji stole, wchodzimy na antenę za dziesięć minut. Obok albo Karol Klimczak z Lecha Poznań, albo Dariusz Marzec z Ekstraklasy SA, nie pamiętam już, który to odcinek. I Paweł mówi: – Tam są wspaniałe obrazy Velazqueza oraz Goi. Velazquez to głównie portrety, ale Goia to też scenki.

I zaczyna opowiadać o problemach z proporcjami na niektórych obrazach, zwłaszcza na tych przedstawiających ludzi siedzącymi na koniach. Przez słuchawkę słyszę, że do wejścia na antenę została minuta, a Paweł pyta: – A Boscha tam teraz wystawiają? Ten to miał łeb zryty!

Zaczyna kolejną opowieść, przerwaną przez reżyserkę: „jesteście na żywo”.

*

Przez wiele lat miałem problemy ze zdecydowaniem, czy postrzegam Pawła Zarzecznego jako osobę dobrą, czy jako złą. Nie chodzi o to, czy go lubiłem, czy nie, bo zawsze lubiłem. Po prostu o to, do której grupy osób obiektywnie należałoby go zakwalifikować.

Nie był on bowiem ideałem człowieka, a jego życie rodzinne – to dorosłe – nie paprało się samo, tylko w ogromnej mierze na jego własne życzenie. Nie uznawał świętości – to jest fajne hasło, imponuje młodym ludziom, ale w życiu każdego człowieka są pewne świętości, które uznawać po prostu trzeba. W przeciwnym razie płoną mosty, także te najważniejsze. Kilka poszło z dymem.

Jednak ostatnie trzy-cztery lata to moim zdaniem przemiana Pawła. Może wynikająca z zaakceptowania faktu, że już na rynku medialnym nie będzie rozdawał kart, takim wyzbyciem się niepotrzebnych, zjadających człowieka ambicji. Przejściem do tego momentu w życiu, gdy siada się przy kominku i po prostu opowiada historie. Bez napinania mięśni i bez groźnych min.

Paweł stał się znacznie życzliwszy niż wcześniej, otwarty na ludzi, przyjemniejszy w codziennym odbiorze. Zaczął dzwonić i pytać się, co słychać. Ze szczerą ciekawością. Ileż razy mu mówiłem, że wszystko OK i że nie mam teraz czasu na głupie gadki, a on to ciągnął i ciągnął, aż musiałem brutalnie przerywać. Zwłaszcza, że zawsze schodził na ten sam temat: – A kiedy „akcja Zosia”?

Chciał, żebym miał córkę Zosię. Powtarzał, że ja i moja żona mamy dobre geny i nie mogą się marnować. I że Leon musi mieć rodzeństwo. Zawsze mnie to krępowało: – Paweł, co ja ci mam powiedzieć? Pytasz czy uprawiam seks, czy co?

Każda rozmowa kończyła się tak samo: – A kiedy „akcja Zosia”?

Dzieci to w ogóle była jego zajawka. Jaką ma mądrą córkę, jakiego sprytnego syna. Rozpierała go duma, gdy o nich mówił. Wszystko w życiu było głupotą, wszystko teatralną sztuką, wszystko było fatamorganą, ale dzieci były naprawdę.

*

No więc Paweł bywał różnym człowiekiem, takim z krwi i kości, upadającym i wstającym, ale w ostatnich latach – dobrym. Takim naprawdę dobrym. Ciepłym. Kiedyś – zimny skurwiel, cynik. Ale potem nastąpiła przemiana. On naprawdę zaczął wszystkim wokół życzyć dobrze. I wybaczał, godził się, nie chował urazy. Mówił: „winy przeciwko mnie są nieprzedawnione”, a potem z automatu przedawniał wszystkie.

Poznaliśmy się w „Przeglądzie Sportowym”. Miałem pewnie z 16 lat, już dobrze nie pamiętam, i o dziwo w „PS” wylądowałem przed nim. On przyszedł jako uznana postać, od razu na stanowisko zastępcy redaktora naczelnego. Byłem zdziwiony, że gdy nas sobie przedstawiono, wiedział o moim istnieniu.

Cztery lata później wysłał mnie na finały mistrzostw świata do Korei i Japonii. Nie dlatego, że mnie lubił, bo nawet mnie jakoś dobrze nie znał, a z innymi biesiadował. Po prostu wiedział, że mu ten mundial dobrze obsłużę. Przyślę dużo tekstów, wszystkie na czas, będzie wstęp, rozwinięcie i zakończenie, przecinki gdzie trzeba. Bo to, że Paweł nie uznawał świętości objawiało się w każdym wycinku jego życia – nie uznawał na przykład takich świętości, że polecieć powinien ktoś z większym stażem i zasługami. On, jako osoba odpowiedzialna za gazetę, chciał mieć święty spokój i możliwie najlepsze artykuły. Hierarchię miał w dupie jak wszystko inne, za wyjątkiem wyników sprzedaży.

U mnie demokracja nie istnieje. Ja rządzę, a jak coś wam nie pasuje, możecie sobie popierdolić o tym w kuchni – mówił.

Różny był wtedy „Przegląd Sportowy”. Bywał świetny, bywał fatalny, Paweł jak we wszystkim w życiu, tak i w robieniu gazety potrafił się zatracić i przekroczyć granicę dobrego smaku („Sraczka w Legii” na okładce), ale trzeba było przyznać jedno: to była gazeta z zębem. Czasami gryzła za mocno i nie zawsze właściwą osobę, ale chociaż gryzła, zamiast przeżuwać.

Bo jak sam Paweł mówił: „Najgorsza jest obojętność. A jeśli czytelnik we wszystkim się z gazetą zgadza, to jest to dla gazety duży problem”.

*

W tamtych czasach stosował taktykę rodem z boksu: przypierdol i odskocz. Mówił: – Dobra, dzisiaj go skrytykowaliśmy, to jutro pochwalmy, żeby sam nie wiedział, o co chodzi.

Ale takie tylko wydawał rozkazy. Sam zdecydowanie częściej wolał soczyście przypierdolić. Tylko że z wdziękiem, ze swadą. Jak wtedy, gdy w chwili triumfu Jerzego Engela i jego kadry napisał prorocze słowa, których nikt inny nie odważyłby się puścić drukiem w gazecie: „Panowie, jeszcze nie czas na lizanie się po fiutach”.

*

To był geniusz słowa, erudyta. Musielibyśmy się wszyscy drugi raz urodzić, by przeczytać tyle książek, ile on przeczytał – i jeszcze ze cztery razy, by tyle ich zapamiętać, ile on zapamiętał. Nie wiem, jak on magazynował w głowie te wszystkie postaci, cytaty, wydarzenia, którymi mógł rzucać z niebywałą lekkością. I co najważniejsze – zawsze we właściwym momencie. Dalibyście mi tydzień na dobranie cytatu do jakiegoś zdarzenia i bym nie dał rady tego zrobić tak dobrze, jak on robił to od ręki. Komputer w głowie.

Chociaż jeśli chodzi o czytanie, przypomina mi się taka scenka…

A wiesz, miałem teraz sporo wolnego czasu. Uznałem, że przeczytam jeszcze raz tych wszystkich Mickiewiczów, Słowackich, Sienkiewiczów… No, walnąłem komplet przez wakacje. I wiesz co? – zapytał.
– Co?
– Okazało się, że jak sam nie napiszę, to nie poczytam. Chała.

Siedzieliśmy wtedy przed jego domem, w Zalesiu, Paweł sprowadzał do poziomu gówna wszystkich największych polskich pisarzy. Z kolei jego pies – z wyglądu groźny jak diabli – biegał sobie po okolicy. Podszedł wnerwiony sąsiad.

Dlaczego ten pies biega bez kagańca?
– A dlaczego ma biegać w kagańcu?
– Bo może kogoś pogryźć!

W duszy przyznałem rację sąsiadowi, ten pies to było bydle.

A dlaczego pan jest bez kagańca? – zapytał nagle Paweł.
– Słucham?!
– Statystycznie rzecz biorąc, ludzie na ludzi napadają znacznie częściej niż psy na ludzi, więc zgodnie z tym rozumowaniem pan pierwszy powinien założyć kaganiec.
– Co pan powiedział?!
– No sam pan widzi, kto tu jest agresywny – skwitował Paweł i sięgnął po piwko.

*

Myślę, że słowo „bajkopisarz” jednak go trochę obraża. Bardziej pasuje – „bajarz”. On nie tyle w swoich tekstach często zmyślał, ile nie przejmował się faktami, które uważał w danym momencie za nieistotne lub po prostu psujące całkiem przyjemną narrację.

Kilka tygodni temu do niego mówię: – Paweł, opowiadasz jakieś bzdury, że PSG sprzedało mecz Barcelonie. Sam w to nie wierzysz, a ludzie cię słuchają. Po co to?

A on na to: – Pewnie, że nie wierzę, ale każdy może powiedzieć, że PSG nie sprzedało. A że sprzedało, to mogę powiedzieć tylko ja!

Był człowiekiem, który w piłce i w ogóle w życiu tyle widział, iż kolejne mecze, kolejne sezony, kolejni piłkarze – to wszystko mu powszedniało. Kiedy więc snuł swoje opowieści, nie należało zwracać uwagi, o jakim konkretnie zawodniku mówi z jakiego klubu. Mógł na potrzebę chwili podstawić dowolnych bohaterów, zgadzać miało się przesłanie. Pawła trzeba było umieć czytać i słuchać. Kto próbował robić to dosłownie, ten przegrywał. Jak w starych bajkach – więc może jednak „bajkopisarz”? – z reguły chodziło o morał.

Denerwowałem się czasami, że czytelnicy tego nie rozumieją. Tego przerysowania, stawania okoniem tylko po to, by rzucić na sprawę inne światło. Kiedy wszyscy mówili „to jest czarne”, on mówił „to jest białe”. Nie dlatego, że uważał, iż to jest faktycznie białe, lecz dlatego, by zwrócić wszystkim innym uwagę, iż tamta czerń nie jest do końca czernią, lecz po prostu bardzo, bardzo ciemną szarością. Tak, trzeba było umieć go czytać. Zastanowić się, co faktycznie chce przekazać i dlaczego.

Nie zgadzam się! Głupoty pisze! – to prostackie. Z Pawłem można się było nie zgadzać, on sam się z sobą celowo nie zgadzał. Zazwyczaj chodziło jednak o to, by przy okazji czytelnik leciutko nie zgodził się także z samym sobą, troszkę zmodyfikował wcześniejszą opinię. Albo chociaż poczuł ożywczy intelektualnie zamęt w głowie.

*

Zwykł mawiać: „wszystko już było” – dlatego też niespecjalnie ekscytował się kolejnymi sportowymi wydarzeniami. W każdym doszukiwał się kalki z przeszłości, za wyjątkiem wygranego meczu z Niemcami na Stadionie Narodowym, gdy rozpłakał się jak dziecko. Raz jeden nie mógł powiedzieć, że „wszystko już było”. A on nawet własną śmierć sprowadziłby do tego stwierdzenia. Powiedziałby: – Co to w ogóle za temat? Geniusz umarł? Einstein też umarł! Wszystko już było!

W ten sposób dochodzimy do jego narcyzmu. Tego nigdy do końca nie rozgryzłem. Wciąż nie wiem, na ile Paweł w sobie zakochany był, a na ile udawał. Na ile stworzył postać, którą po prostu odgrywał. Nie wiem. Ale bywał w tym uroczy.

Nie ukrywam, że jakoś na początku roku często się na niego denerwowałem. Pisał teksty, które tak naprawdę nadawały się tylko do śmieci, a nie do publikacji. Nie przykładał się, nie trzymał poziomu. Napisałem mu to, grałem na ambicji, chciałem go podłączyć pod prąd. Wprost go informowałem – to gówno jest, a nie felieton.

Odpisał: „masz rację”. Zdziwiłem się.

Po chwili odpisał znowu: „Ale i tak lepszego nie napiszesz”. Uśmiechnąłem się.

A potem napisał tekst i całą tę moją złość na zawsze rozładował. Jak to on – kilkoma głębokimi zdaniami:

Kolega mi doradził, jak pisać felietony. Mądrze, dowcipnie, merytorycznie, długo, z pasją… Przemyślane.

Ja bym bardzo chciał, wierzcie, problem w tym, że każdy człowiek się zużywa. Jak bateria. Ślepnie, głuchnie, za autobusem nie pobiegnie.

Życie. Kto tego nie pojmuje, nie zrozumie nigdy własnych rodziców.

Kiedyś – z rok wcześniej – podjąłem inną próbę walki o jakość jego tekstów. Odpisał mi: „To tak jakbyś recenzował Hemingwaya, przykre”. I po chwili: „Kopernik musiał mieć przejebane”. I znowu po chwili: „A Galileusza skazali na stos, taki z ognia, a Sokratesa na wypicie trucizny”.

Puszczał oko i porównywał się z największymi.

*

Kochał życie. Kochał też przechwałki. Nikt do końca nie wiedział, którą z opowieści należy potraktować poważnie i czy w ogóle którąkolwiek. Co się rzeczywiście zdarzyło, a co jest tylko cudowną fikcją. Zdarzały się jednak sytuacje, które nagle rzucały wszystkich adwersarzy o glebę.

Na przykład taka z „Dziennika”, gdzie też pracowaliśmy razem. Jak się weszło drzwiami, do działu sportowego naszej gazety należało przejść ze 20 metrów prosto, a z kolei 10 metrów po prawej od drzwi był dział sportowy „Faktu”. Tam urzędowała sekretarka. Dziewczyna przed 30 rokiem życia, młodzież by powiedziała, że solidne 7/10, z obfitym i z reguły niezbyt ukrytym biustem, więc spora część dziennikarzy nie odrywała wzroku.

Natomiast Paweł nigdy nawet nie rzucił okiem.

Wchodził, albo raczej wtaczał się, kierował się prosto do swojego biurka, siadał i mówił z grymasem: – Nogi bolą, bardzo bolą.

Tak dzień w dzień – 20 metrów na wprost, krzesło: – Nogi bolą, bardzo bolą.

A potem była impreza firmowa, koło knajpy pieniek. Paweł usiadł, w czym nie było nic dziwnego, pewnie bolały go nogi. Ale na Pawle siedziała owa sekretarka i…

No, tak właśnie. Przestaliśmy traktować jego opowieści jako fantastykę.

*

Na pewno jednak dużo grał. Grał bogatego, którym nie był. Opowiadał o cudzych domach i cudzych samochodach, jak o swoich. To wszystko kreacja, pomagająca mu w codziennej pracy. Prawda jest taka, że bywały lata, gdy ze znalezieniem pracy miał ogromne trudności, a w tylnej kieszeni wcale nie nosił miliona dolarów, tylko bilet na tramwaj. Niby wszyscy go lubili, ale na dystans, jeśli się spotkać to najlepiej przypadkowo i góra na godzinkę. Z jednej strony miał prawo czuć się rozżalony, że on – człowiek o takiej wiedzy, medialny potwór i mistrz wszech wag – nie może liczyć na wystarczająco nobilitującą posadę. Z drugiej – sam sobie zamykał kolejne drzwi. Pijaństwem. Delegacjami, w które jechał i z których zapominał przesłać teksty (za to przesyłał pocztówki). Hotelami, w których się barykadował, podając się za Andrzeja Szarmacha. Wreszcie – chadzaniem własnymi ścieżkami, bez słuchania instrukcji i poleceń, niesubordynacją. Całym tym stylem utracjusza, który był czarujący, ale nie z punktu widzenia przełożonego.

Paweł, od pięciu dni do ciebie dzwonię. Nie nadałeś tekstu! Daj mi coś podyktuj – krzyczał do słuchawki Kaziu Marcinek, podczas kolejnej zawalonej delegacji.
– Dobrze, notuj. W bramce zagra Matysek, w obronie Bąk, a dalej sobie dopisz. Muszę kończyć.
– Ale Paweł!
– Nie popisuj się Kaziu, nie popisuj się. Buźka! Ściskam! Pa!

(abonent czasowo niedostępny)

Rozumiałem obie strony – Pawła zdziwionego, że nie ma pracy i pracodawców, którzy nie chcieli mu jej dać.

Niedawno rozstawałem się z Eleven. Przedstawiciel stacji próbował wtedy rozbić nasz duet. Wziął Pawła na rozmowę i zaczął go mamić pieniędzmi, a Paweł pieniędzy potrzebował – chociażby po to, żeby opłacać córce studia w Anglii (jemu samemu wystarczyło szesnaście puszek „Warki” dziennie). W Eleven mieli przez moment plan robienia mojego programu, ale beze mnie.

Co ja mam zrobić? – spytał mnie Paweł przez telefon.
– Jeśli pytasz mnie, czy rozczaruję się tobą, jeśli dalej będziesz tam chodził do programu, to moja odpowiedź brzmi: tak, rozczaruję się. Ale jeśli potrzebujesz pieniędzy, to nic mi do tego.

Zadzwonił po trzydziestu minutach: – Pierdolić te pieniądze. Zawsze razem.

*

Teraz chwila przykrej dla mnie szczerości. Są oferty na „Stan Futbolu”. Jedna z telewizji powiedziała: – Chcemy to, ale bez Zarzecznego.

Bez niego i już, warunek nie do przeskoczenia. Wszystko inne jest negocjowalne, ale to akurat nie.

I wiecie co? Pomyślałem sobie – rozumiem ich. Prawda jest taka, że Paweł coraz częściej był niedysponowany i przeszkadzał zamiast pomagać. Nie każda telewizja przymyka na to oko. Brałem pod uwagę przyjęcie warunku, mimo tamtego telefonicznego „zawsze razem”. Zastanawiałem się, rozważałem, radziłem. Napisałem Kubie Olkiewiczowi: – Waham się, to trochę zostawienie swojego człowieka na polu bitwy.

Nie wiem, jaką decyzję bym ostatecznie podjął, bo żadnej podjąć niestety nie zdążyłem.

*

Ostatnio w ogóle kilka razy Pawła zawiodłem. Nie wiem, o co chodziło mu z tym odcinkiem numer 500, dlaczego chciał robić z tego jubileuszu tak wielkie wydarzenie, po co ta pompa. Prosił mnie, bym nagrał życzenia. Nie miałem pomysłu, wszystko wydawało mi się takie banalne – nie nagrałem w ogóle. Pomyślałem: – Nagram na odcinek numer 1000.

A teraz patrzę na ten moment, gdy on na wstępie mówi, że odcinek numer 500 i więcej może już nie być, bo umrze. Przypominam sobie, jak zabiegał, by mu te życzenia wysłać, co było nie w jego stylu. Wręcz… błagał? Więc powiedz mi teraz, Pawełku. To był jakiś plan? Wiedziałeś, co się stanie następnego dnia? Tak miało być? Chciałeś się pożegnać ze mną, z Rudim, z chłopakami? Po co cała ta celebra? Nie mogło przecież chodzić o pracę. Nigdy nie przejmowałeś się pracą.

Zastanawiam się, kiedy ostatni raz tak dłużej rozmawialiśmy, co dziś faktycznie można byłoby uznać za pożegnanie. Było lato, pamiętasz? Jechałem z żoną na działkę, pomyślałem, że siedzisz sam i że po ciebie podjadę. Pojechaliśmy pogrillować, popatrzeć na biegającego Leona, powspominać. Przyjechał teść i przywiózł whisky. Bardzo był dumny przed kolegami w pracy, że gościł na działce tego słynnego Pawła Zarzecznego.

W grudniu umarł, w marcu umarłeś ty. Mam nadzieję, że polewacie tam sobie nawzajem.

*

Trudno się pisze nekrologi, wiesz? Wiem, że wiesz. Pamiętam, jak zmarł Kazimierz Górski. Naczelny chciał o tym dwie strony, koniecznie twojego autorstwa. Gazeta miała odjechać o 21:00.

O 20:50 przybiegł spanikowany sekretarz redakcji, by sprawdzić, czy już poprawiasz literówki. Tymczasem ty jadłeś golonkę, a na monitorze widoczne było tylko jedno zdanie: „Zmarł Kazimierz Górski”. Więcej nie dałeś rady.

Paweł, a co z tekstem? – zawołał przerażony.
– Zjeść też trzeba – odparłeś, nawet nie podnosząc głowy znad talerza.

*

Chciałeś zobaczyć własną śmierć? Wszedłem na Twittera, na Weszło, na Onet, na Gazetę, na Interię… Byłbyś zadowolony. Piszą, że odszedł ktoś wielki. Hejterzy pochowani w norach, a normalni ludzie przed klawiaturami. Tak jak chciałeś. Skurczybyku, znowu ci się udało.

KRZYSZTOF STANOWSKI

PS Mamy mało wspólnych zdjęć. To główne zdjęcie pochodzi z mojego wesela. Paweł w oczepinach złapał rzucaną przeze mnie muchę, dzięki czemu mógł przetańczyć noc ze świadkową.

Zrzut ekranu 2017-03-26 o 11.54.25

*

Niżej znajdziecie:

– NAJLEPSZE ODCINKI „ONE MAN SHOW”

– PAWEŁ BYŁ MISTRZEM AFORYZMÓW I CIĘTEGO JĘZYKA. ŁAPCIE WYBÓR 56 KWIECISTYCH MYŚLI

– CO TAKIEGO JEST W GŁUPICH, ŻE SĄ MĄDRZEJSI? OSTATNI WYWIAD Z PAWŁEM ZARZECZNYM

– NAJLEPSZE FELIETONY PAWŁA ZARZECZNEGO

– BEZKOMPROMISOWE WYPOWIEDZI, WYWIADY, KSIĄŻKI PAWŁA ZARZECZNEGO

Odpoczywaj, Paweł.

Fot. Newspix.pl

Opublikowane 25.03.2019 00:41 przez

redakcja

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło fit
03.12.2020

Piątek w Weszło.FM!

Jutro w Dwójce bez sternika przywitają was Dariusz Urbanowicz i Michał Łopaciński. Temat poranka zdominuje mecz Lecha Poznań w Lidze Europy, ale nie zabraknie ciekawostek z innych sportów, horoskopów i suchych żartów. Panowie będą z wami do 10! O 10 spotkanie z Kamilem Kanią w Magazynie Ligi Mistrzów, a godzinę później na naszej antenie pojawi […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Pozytywów brak. Lechici słabi, bardzo słabi i fatalni (NOTY)

Każdy z piłkarzy Lecha Poznań został oceniony przez nas poniżej noty wyjściowej. Jeśli chcemy dostrzec w występach poszczególnych zawodników jakieś pozytywy, musimy użyć naprawdę dobrej lupy. FILIP BEDNAREK – 4 Świetna interwencja przy strzale Pizziego. Miał świadomość tego, że długi róg bramki jest odsłonięty i poszedł tam chyba w ciemno, broniąc setkę. Wykazał się też […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Jeżeli Liga Europy miała być oknem wystawowym, to Marchwiński przez nie wypadł w złą stronę

Lech Poznań w ostatnich latach w modelowy sposób wypromował wielu zawodników. Czasami wręcz mieliśmy wrażenie, że niektórych nawet sprzedawał lekko powyżej wartości, korzystając już z renomy solidnego dostawcy, którą wyrobił sobie na Starym Kontynencie. Jak tak dalej jednak pójdzie, z Filipem Marchwińskim będzie problem.  Nie chodzi tylko o mecz w Lizbonie, choć on jest kropką […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Ostateczna weryfikacja tezy o szerokiej kadrze Lecha

Wyobraźcie sobie, co byłoby, kiedy cała europejska przygoda Lecha wyglądałaby tak, jak drugi mecz poznańskiej ekipy z Benfiką. Jakby ta cała impotencja, bezzębność, pasywność, żałość, toporność trwała przez całą fazę grupową. Przecież można byłoby się załamać. Stracić wiarę w sens polskiego futbolu. A tak, choć wicemistrz Polski zagrał słabiutko, to tego właśnie można było się […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Liga Europy odhaczona, można się skupić na Podbeskidziu!

Poważnie rozważaliśmy odpuszczenie oglądania meczu Lecha z Benfiką, gdy zobaczyliśmy skład Kolejorza na to spotkanie. Bo skoro sam Kolejorz nie traktował tego meczu poważnie, to dlaczego my mielibyśmy podchodzić do niego na galowo? Ale obejrzeliśmy. Choć jakim kosztem. Jeśli ktokolwiek się jeszcze łudził, że poznaniacy mają szansę na wyjście z grupy, to dzisiaj został odarty […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Widzew jak to Widzew – dwóch dobrych meczów z rzędu nie zagra

Remis, zwycięstwo, porażka, zwycięstwo, porażka. Wyniki Widzewa w ostatnim czasie wyglądają, jakby brały się z maszyny losującej. Ekipa z Łodzi ma wiele, by być jednym z kandydatów do top6 na koniec ligi, ale jeśli nie ustabilizuje formy, nie będzie o czym rozmawiać. Tylko raz w tym sezonie zdarzyło się, by łodzianie wygrali dwa mecze z […]
03.12.2020
Anglia
03.12.2020

Bednarek z nowym kontraktem. Ostatnim przed przenosinami wyżej?

Jan Bednarek to właściwie modelowy przykład, jaki chcielibyśmy oglądać częściej przy przenosinach polskiego zawodnika do Premier League. Wiadomo, że to cholernie wymagająca liga, jakieś miliard razy bardziej niż polska, więc przeskok jest – trzeba się wdrożyć, okrzepnąć i tak dalej. Problem polega na tym, że nasi piłkarze na tym etapie już toną i potem albo […]
03.12.2020
Live
03.12.2020

LIVE: Trzymajcie się w tej Lizbonie…

Dejewski, Muhar, Kaczarawa. To tylko trzech spośród jedenastu piłkarzy, którzy wybiegną dziś na murawę w Lizbonie, by dać odpór potężnej Benfice. Czy wierzymy? Nie wierzymy. Czy się łudzimy? Nie łudzimy się. Panowie, po prostu się pokażcie z dobrej strony, a nuż Dariusz Żuraw jednak dowie się, że jego krótka ławka i wąska kadra wcale nie […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

„Zakładam, że telewizja wyciągnie konsekwencje z przełożenia meczu w Gdyni”

Gościem dzisiejszej audycji pt. „Trójmiasto jest nasze” w radiu Weszło FM był prezes I ligi piłkarskiej – Marcin Janicki. Odpowiedział on na pytania dotyczące wczorajszych odwołanych meczów z powodu złego stanu murawy na kilku stadionach. W głównej mierze prezes Janicki ustosunkował się do sytuacji zaistniałej w Gdyni. Tamtejszy stadion posiada bowiem podgrzewaną murawę, a mimo […]
03.12.2020
WeszłoTV
03.12.2020

QUIZ: Kokosiński, Paczul, Rokuszewski, Białek, Olkiewicz

To co, gotowi na kolejny quiz? Lecimy dziś mocno – nagrodą jest zdjęcie Patryka Lipskiego z autografem. Nigdzie indziej nie można tego wygrać. Bo w sumie i po co? Zapraszamy! 
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Grzeszny portret Jesusa

Uważa się za najlepszego trenera na świecie, w czym utwierdzają go słowa Julio Cesara, który stwierdził kiedyś, że ceni go wyżej niż samego Jose Mourinho. Jest przekonany, że posiadł całą taktyczną wiedzę świata. Mają go za prostaka, a swoją pracę tłumaczy za pomocą obrazów Pauli Rego. Potrafił bezwstydnie obrażać matkę trenera Tottenhamu, szarpać się ze […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Filipiak na tropie spisków. Sędziowie sprzyjają Legii i gnębią Cracovię

Jeszcze wcale nie tak dawno ważyły się losy tego, jak wyrok za kupowanie meczów przez Cracovię w ogóle wyegzekwować w Ekstraklasie. Skończyło się na ujemnych punktach. Kurz nie opadł, a Janusz Filipiak postanowił włożyć kij w mrowisko i wskazuje palcem, że ktoś inny mataczy. Tym razem właściciel Cracovii sugeruje, że w polskiej piłce istnieje jakiś […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Jestem z rocznika 1988, więc Diego Armando Maradony „nie znałem”, czyli nie żyłem w czasach, gdy świat piłki był w jego cieniu. Nie załapałem się na to coś pomiędzy jednoosobowym Hollywoodem, a argentyńskim Twin Peaks. Gdy więc zmarł, znałem trochę ogólnodostępnych frazesów, a także miałem poczucie, że z piłkarzy przeszłości, to jego chciałbym obejrzeć na […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Gdzie będzie polska piłka w 2030 roku? Testujemy Football Managera 2021

Football Manager wciąga na różne sposoby. Jeden lubi awansować z czwartej ligi do ekstraklasy. Inny dokłada sobie warunki – chce zbudować potęgę, ale korzystając tylko z piłkarzy rodzimych, nie ściąga zawodników z zagranicy. Ale koniec końców chodzi o to, by wykreować w grze rzeczywistość przyszłości. Uznaliśmy, że warto sprawdzić jak w przyszłości będzie wyglądała Polska. […]
03.12.2020
Inne sporty
03.12.2020

Głowacki przegrał przed czasem. Koronawirus odebrał mu szansę na zdobycie tytułu

Krzysztof Głowacki (31-2, 19 KO) ma pozytywny wynik badania na COVID-19 i wypada z walki z Lawrencem Okolie (14-0, 11 KO) w następną sobotę. Nowy rywal Brytyjczyka jeszcze nieznany. Dla Polaka miała to być pierwsza walka od pamiętnego starcia z Mairisem Briedisem w połowie 2019 roku. Z powodu pozytywnego wyniku testu na swój kolejny pojedynek […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Czy warto było na ten mecz czekać?

Ach, cóż to był za cios w serca wszystkich prawdziwych fanów futbolu. Wczoraj wieczorem wielu z nas miało już przyszykowane czipsy i batony, by poza zmysłami wzroku i słuchu, pieszczonymi przez transmisję z meczu Arka Gdynia – Korona Kielce, rozkosz przeżyły też smak i powonienie. Niestety, w wyniku zmrożonej murawy w Gdyni, na te piłkarskie […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Niezasypana dziura po Jóźwiaku. Lech wciąż czeka na Sykorę

Wydawało się, że najtrudniejszym wyzwaniem stojącym przed Lechem Poznań w kontekście letniego okna transferowego będzie zastąpienie Christiana Gytkjaera. Duńczyk regularnie strzelał gole, został w poprzednim sezonie królem strzelców, był napastnikiem trzymającym wysoki poziom przez trzy pełne sezony. Ale tę lukę udało się załatać – i to może nawet z nadwyżką – Mikaelem Ishakiem. Ale nieoczekiwania […]
03.12.2020
Weszło
03.12.2020

Wspomnienie wielkich dni i polskie akcenty

Dla wielu może się to wydawać szokujące, ale dzisiaj jest więcej meczów niż tylko Arka – Korona o 12.00 i Benfica – Lech o 21.00. Choć z polskiej perspektywy nie ma niczego ważniejszego od boju poznaniaków o kolejne pieniądze z UEFA, to jednak Liga Europy dzisiaj przygotowała aż 23 inne spotkania, z których przynajmniej trzy […]
03.12.2020