Talent z Realu zmienia klub! Pora na ligę włoską

Marcin Ziółkowski

05 sierpnia 2026, 15:31 • 3 min czytania 1

Reklama
Talent z Realu zmienia klub! Pora na ligę włoską

Franco Mastantuono był jednym z nagłośniejszych nazwisk transferowego lata AD 2025. Póki co jednak, z dużej chmury widzieliśmy mały deszcz. Nastoletni skrzydłowy sezon w Realu Madryt zakończył jedynie z trzema bramkami: pomimo obiecującego początku, jego sezon nie był przekonujący. Z odsieczą przychodzi klub, który niedawno pozyskał jednego z jego kolegów. Nowy sezon może Argentyńczykowi dać bardzo dużo.

Reklama

Mało galaktyczny Mastantuono. Potrzebny w karierze zakręt?

Argentyńczyk trafił do Realu Madryt po naprawdę długim okresie plotek transferowych. Łączono go z Barceloną, PSG, a także z Królewskimi. Chętnych na usługi piłkarza z Ameryki Południowej było co niemiara. Finalnie Real sprowadził go do siebie latem ubiegłego roku. Oczekiwania były spore, mówiło się bowiem o wydatku rzędu 50-60 milionów euro. Królewscy mieli go na oku (już wtedy) od ponad dwunastu miesięcy.

A wszystko to dotyczyło zawodnika 17-letniego. Franco Mastantuono nie miał łatwego sezonu w barwach Królewskich. Rozpoczął go dopiero po ukończeniu osiemnastego roku życia, tak więc Klubowe Mistrzostwa Świata rozegrał jeszcze w barwach River Plate.

Na koniec co prawda rozegrał 35 spotkań dla Realu, ale trafił do siatki jedynie trzykrotnie. Przełożyło się to jedynie na 1484 minuty we wszystkich rozgrywkach. Alvaro Arbeloa nie stawiał na niego zbyt chętnie.

Reklama

Rozsądną opcją w jego sytuacji było pójść na wypożyczenie i tak też się wkrótce stanie. Obchodzący niedługo 19-letnie urodziny Mastantuono będzie grać w sezonie 2026/27 w barwach Fiorentiny. Według informacji Fabrizio Romano, to tzw. suche wypożyczenie, więc nie zakłada ono ani jego przedłużenia, ani opcji wykupu.

Może być to dobra szansa dla Mastantuono, z uwagi na fakt, że trenerem w Toskanii jest Fabio Grosso, a to trener, który uwielbia kreować grę. W takiej grze skrzydłowy z Argentyny powinien się odnaleźć. Dla Fiorentiny to kolejny już transfer tego lata. To prawdopodobnie najbardziej aktywny na mercato zespół Serie A.

Reklama

W Toskanii dyrektor sportowy Fabio Paratici zdecydowanie nie próżnuje. Ściągnął już wielu interesujących zawodników. W ostatnich dniach – niedawnego kolegę Mastantuono z Realu, a więc Victora Valdepenasa (transfer definitywny). Do talii Fabio Grosso dotarł też Joao Mario z Juventusu, także w ramach wypożyczenia.

Poza Hiszpanem, ściągnięto także pomocnika, który w swoich boiskowych poczynaniach jest bardzo elegancki. To Arthur Atta z Udinese. Wypożyczono też mającego na swoim sumieniu sprawy pozaboiskowe Alexa Jimeneza z Bournemouth. Na transfer uczestnika mundialu – Christa Inao Oulaia z Trabzonsporu – Fiorentina pobiła nawet swój rekord.

Real Madryt także nie ma chwili wytchnienia. W ostatnim czasie, poza Valdepenasem, sprzedał choćby duet Hiszpanów do Fulham (klubu Arbeloi) za ponad 50 milionów euro. Mowa o Goncalo Garcii i Cesarze Palaciosie. W miejsce tego pierwszego, błyskawicznie zakupiono z pomocą klauzuli w kontrakcie zawodnika Levante, Carlosa Espiego

Reklama

Królewscy mają nadzieje na dopięcie dwóch kolejnych ruchów przed końcem okna. Mowa o Yanie Diomande z RB Lipsk, a także Rodrim, który na co dzień występuje w Manchesterze City.

Pierwszy mecz sezonu Serie A (i możliwy debiut Mastantuono) przewidziano na 24 sierpnia. Wtedy to nowi koledzy Argentyńczyka zagrają na Stadio Olimpico przeciwko Romie. Fiorentina sezon temu długo walczyła o utrzymanie. Stefano Pioli okazał się ogromnym nieporozumieniem w roli trenera. Sytuację wyratował Paolo Vanoli, były piłkarz Violi. Skończyło się na 15. lokacie.

Reklama

 

 

Fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama