Jak zareagować, gdy szybko zawaliłeś gola? Tak, jak Bartosz Rymaniak

redakcja

Autor:redakcja

07 października 2018, 18:02 • 2 min czytania

Reklama
Jak zareagować, gdy szybko zawaliłeś gola? Tak, jak Bartosz Rymaniak

Dla piłkarza nie ma wielu rzeczy gorszych niż spektakularne zawalenie gola na początku meczu. Łatwo o frustrację, niepokój, zwątpienie w siebie, uciekanie od gry, a trzeba jeszcze wytrwać na boisku przez wiele  minut. W takich momentach widać klasę zawodnika, bo naprawdę trzeba mieć stalowe jaja, żeby po wielkiej wpadce nie tylko się nie załamać, ale jeszcze stać się jednym z najlepszych w dalszej części spotkania.

Reklama

Dokładnie taką drogę w niedzielne popołudnie przeszedł Bartosz Rymaniak. Kapitan Korony Kielce zaczął swój występ tragicznie, od juniorskiego błędu. Pospiesznie wykonał rzut wolny z prawej strony, chciał przerzucić grę na lewą flankę. Kopnął jednak prosto pod nogi Arvydasa Novikovasa, który zachował zimną krew i precyzyjnym strzałem sprzed pola karnego dał prowadzenie Jagiellonii.

Oglądając powtórki, człowiek łapał się za głowę, myśląc sobie: jak można było to tak spieprzyć?

Rymaniak z czasów Cracovii czy Zagłębia Lubin pewnie zareagowałby tak, jak napisaliśmy we wstępie. Od jakichś dwóch lat to już jednak inny, lepszy piłkarz i dziś to potwierdził. Spartolony gol podziałał na niego niezwykle mobilizująco, zmusił do jeszcze większej inicjatywy. Kapitan gospodarzy robił wszystko, żeby zmazać plamę. I chyba mu się to udało.

Reklama

W defensywie kolejnych chwil słabości już nie miał, a z przodu szalał. Już do przerwy mógł mieć dwie asysty. Po jego idealnym dośrodkowaniu Matej Pućko jakimś cudem trafił w Mariana Kelemena zamiast do bramki. Później po zagraniu Rymaniaka strzelał Adnan Kovacević i znów Kelemen miał dużo roboty.

W drugiej połowie obrońca kielczan mocno maczał palce przy bramce wyrównującej. Tym razem pośpiech się opłacił. Rymaniak szybko wyrzucił aut, Elia Soriano wyblokował rywala i Pućko wykorzystał sytuację sam na sam.

Podobnie pisalibyśmy, gdyby Zlatko Janjić z dwóch metrów wcelował w bramkę. Kapitan Korony tak naciskał na Bartosza Kwietnia, że ten miałby „samobójczą” asystę. Bośniak jednak nie poskładał się jak trzeba i musiał zakryć twarz w dłoniach.

Wspominaliśmy, że w obronie już było dobrze. Ba, udawało się też zrobić różnicę, jak w 88. minucie, gdy Rymaniak na sporym ryzyku interweniował wślizgiem w polu karnym i udało mu się wybić piłkę spod nóg Novikovasa.

Reklama

Koniec końców wychowanek Kanii Gostyń schodził z boiska z podniesionym czołem, mimo że popełnił kompromitujący błąd na starcie. Gdybyśmy pracowali w trenerce, chcielibyśmy, żeby nasz piłkarz po początkowym blackoucie potrafił się podnieść właśnie tak jak Bartosz Rymaniak.

Fot. FotoPyk 

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Cracovio, ogarnij napastnika! Bartosz Grzelak po raz pierwszy nie zremisował

Kacper Korpak
3
Cracovio, ogarnij napastnika! Bartosz Grzelak po raz pierwszy nie zremisował

Weszło

Reklama