post

Opublikowane 03.09.2018 15:38 przez

Rafal Bienkowski

– Cieszę się, że finały NCAA odbiły się w kraju takim echem, bo jednak niewielu polskich zawodników decyduje się na wyjazd do Stanów, żeby kontynuować karierę na uniwersytecie. Kibice mogli obejrzeć chłopaka z Torunia, który jeszcze kilka lat temu latał po małej sali w Szkole Podstawowej nr 24, a teraz wybiega na stadion do futbolu amerykańskiego w obecności 70 tys. ludzi, gdzie na dużym ekranie pokazują Michaela Phelpsa i Vince’a Cartera oglądających jego mecz. To była fajna przygoda – mówi Przemysław Karnowski, były center Gonzaga Bulldogs, który po nieudanym pobycie w Hiszpanii wrócił właśnie do Polskiego Cukru Toruń.

„Big Mamba” opowiada w długiej rozmowie z Weszło o swoich początkach, wyjeździe na studia za ocean, amerykańskich studentach brodzących w błocie, najgorszym sylwestrze w życiu, kontuzji po której wstawanie z łóżka zajmowało mu ponad godzinę, przyczynach porażki w finale ligi, a także drafcie NBA, po którym ostatecznie musiał obejść się smakiem.         

***

Gdyby po finałach NCAA zaczepiła ciebie wróżka i powiedziała, że za półtora roku wrócisz do rodzinnego Torunia, to co byś jej powiedział?

Na pewno bym się z nią nie zgodził.

Dla polskiej ligi twój powrót to świetny news, dla ciebie sportowo na pewno nie. Jak sam do tego podchodzisz?

Muszę pokazać, że wciąż potrafię grać na wysokim poziomie. Chcę dobrze przepracować ten sezon razem z trenerem Dejanem Mihevcem i odpowiadającym za przygotowanie fizyczne Dominikiem Narojczykiem. Grałem już w naszej lidze przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych, więc jestem z nią w miarę zapoznany. Wiem jak wygląda tutaj gra, część kolegów znam też dobrze z reprezentacji. Plan jest więc taki, żeby mocno popracować, odbudować się i po roku wejść już z buta do lepszej ligi.

Twoja przygoda z hiszpańską ACB potrwała tylko rok.

Myślę, że początek sezonu w Hiszpanii nie był zły (Karnowski od lipca 2017 r. był zawodnikiem MoraBanc Andorra – red.). Grałem w miarę regularnie zarówno w lidze, jak i EuroCupie, ale niestety w grudniu złapałem kontuzję. Początkowo myślałem, że to nic poważnego, bo skręcenie stawu skokowego zdarza się u koszykarzy dość często. Zakładałem, że będę pauzował dwa i pół, góra trzy tygodnie, ale sprawa okazała się poważniejsza i byłem poza grą aż przez osiem tygodni. Klub w moje miejsce ściągnął dwóch zawodników, ale trudno się dziwić, to biznes, każdy chce wygrać. W takim układzie ciężko byłoby mi wrócić do rotacji, dlatego wraz z agentem doszliśmy do wniosku, że zmienię klub. Już wtedy miałem propozycje z Torunia i Anwilu, ale postanowiłem pójść do Fuenlabrady. Myślałem, że to będzie dla mnie dobry krok, bo drużyna wygrywała i kiedy przyszedłem, faktycznie dostawałem szanse. Później jednak zaczęliśmy przegrywać i trener wrócił do graczy, z którymi pracował od początku sezonu. W konsekwencji w niektórych meczach wychodziłem na 2-3 minuty, a w innych w ogóle. Byłem sfrustrowany. Dziś, kiedy to wszystko analizuję na chłodno, to wiem, że takiego ruchu już bym nie zrobił. Drugą połowę sezonu miałem straconą, praktycznie wyłącznie trenowałem.

Jakie to uczucie wrócić na stare śmieci?

Od momentu, kiedy zdałem maturę i wyleciałem do Stanów Zjednoczonych, nie byłem w Toruniu dłużej niż trzy tygodnie z rzędu. Później wracałem do Polski już tylko na zgrupowania kadry. Cały czas mam tutaj znajomych, z którymi się trzymam. Zdarzyły się nam jakieś wakacyjne wypady, jak jest czas, spotykamy się pograć w Fifę. Fajnie jest wrócić, ale przyjechałem tutaj przede wszystkim grać w koszykówkę i na tym się skupiam. Wszystko kręci się wokół kosza, sam traktuję ten sezon jakbym był za granicą. Chcę odciąć się od tego wszystkiego i po prostu pracować.

Jesteś takim sentymentalnym gościem, który wraca teraz myślami do momentu, kiedy wyfruwał z Torunia?   

Jasne, nawet zwykła jazda samochodem po niektórych ulicach sprawia, że wspomnienia wracają. Na jednej chodziłem do podstawówki, na drugiej do gimnazjum czy liceum, tam chodziłem na pierwsze treningi, w tym kościele była pierwsza komunia, potem bierzmowanie. To wszystko przypomina mi, że tutaj się wychowałem i spędziłem większość swojego życia.

Jesteś ciekawym miksem. Niby torunianin, ale urodzony w Bydgoszczy, a wiadomo, jak bardzo kochają się oba miasta.

Gdyby nie porodówka, nie miałbym nic wspólnego z Bydgoszczą. Moja mama akurat pracowała w tamtejszym szpitalu i dlatego tam się urodziłem. Ona zresztą pochodzi z Bydgoszczy, tata jest z Torunia. Ja sam uważam się za torunianina, chociaż jak graliśmy kiedyś z reprezentacją turniej w Toruniu, to mówili, że jestem torunianinem, a jak graliśmy turniej w Bydgoszczy to mówili, że jestem z Bydgoszczy. Jak widać, zawsze ktoś się podłączy.

Mając w domu ojca-trenera, trudno było nie wybrać basketu? Twoja mamy zresztą też grywała.

Mama najpierw biegała przez płotki, dopiero potem grała w koszykówkę. Tata z kolei najpierw skakał wzwyż, następnie trochę gwizdał jako sędzia, aż w końcu przerzucił się na trenerkę. Sam wcześniej przez rok grałem w hokeja na lodzie, potem w nogę, nawet pływałem, więc tego sportu zawsze było dużo. Rodzice nigdy nie pchali mnie w stronę kosza, pytali raczej, w którą stronę chciałbym pójść.

Kiedy poszedłeś na pierwszy trening do ojca?

Miałem może 11 lat. Powiedziałem mu, że chcę zacząć trenować, a on na to: „Ale Przemku, niestety nie mamy drużyny w twoim wieku, więc jeśli chcesz trenować, to tylko z chłopakami dwa lata starszymi”. Podkreślił, że jeśli nie będę tak dobry jak oni, to po prostu nie będę grał. To mnie zapaliło do pracy, do boju. Oczywiście z tatą mieliśmy swoje spory, odbyliśmy kilka walk, ale na szczęście werbalnych. Ojciec jest takim typem trenera, który potrafi krzyknąć, ale to wszystko z dobroci dla zawodników, bo zawsze się nimi przejmował. Od kiedy wyleciałem z gniazdka, cały czas konsultuję z nim moją grę, ale już bardziej na zimno.

Jak w ogóle za dzieciaka wsiąkałeś w koszykówkę? Ja zaczęła się twoja fascynacja NBA?

Nie mogłem pamiętać słynnego „hej, hej tu NBA” w polskiej telewizji, ale były już pierwsze internety modemowe. Trzeba było czekać z półtorej minuty, żeby się połączyć – do tego chyba każdy w bloku wiedział, że łączy się internet, bo stary modem wydawał taki dziwny dźwięk – ale działało. Wchodziłem na YouTube, gdzie szukałem ciekawych filmików. Najczęściej podglądałem Shaqa i Hakeema Olajuwona. Wtedy to się zaczęło. Później, kiedy rodzice załatwili normalny internet, była możliwość oglądania skrótów meczów na stronie NBA. Zacząłem też chodzić na treningi. Miałem szczęście, szło mi nieźle i po kadrze wojewódzkiej doszedłem do reprezentacji Polski do lat 16. Dużo pomógł mi w tym oczywiście wzrost. Wtedy może nie byłem jeszcze takim bykiem, ale już byłem wysoki.

Jak reagował twój organizm na taki wystrzał w górę?

Był rok, że urosłem 13-14 cm, ale przeszedłem przez to w miarę bezboleśnie. Pamiętam tylko, że bardzo dużo spałem. Zawsze jak przychodziłem ze szkoły, to kładłem się na 2-2,5 godziny.

Park & Suites Arena, Montpellier 10.09.2015 KOSZYKOWKA MEZCZYZN MISTRZOSTWA EUROPY EUROBASKET 2015 MECZ Polska vs Finlandia MEN BASKETBALL EUROPEAN CHAMPIONSHIP EUROBASKET 2015 GAME Poland vs Finland NZ przemyslaw karnowski FOT. ARTUR PODLEWSKI /058sport.pl / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Poważne treningi zacząłeś w wieku 12 lat, a już pięć lat później zostałeś wicemistrzem świata do lat 17. Szybko poszło.  

Po tamtym turnieju skupiła się na nas duża uwaga, bo niecodziennie przecież reprezentacja Polski dochodzi do finału mistrzostwa świata jakiejkolwiek kategorii wiekowej. W drodze do finału pokonaliśmy m.in. Hiszpanię, Serbię aż 30 punktami oraz Litwę, a więc udało się nam ograć wszystkie europejskie potęgi. Dla wielu z nas to było wtedy spełnienie marzeń, przygoda życia, chociaż dla Amerykanów z którymi przegraliśmy mecz o złoto, pewnie nie. Pamiętam, że po wszystkim poszliśmy do nich do pokoju żeby pogadać. Byli na spokoju, niby cieszyli się, ale dla nich to była kolejna robota do wykonania, po której po prostu wracali do domu.

Później znaczna część ich składu trafiła do NBA.

Kiedyś liczyłem i wyszło mi, że aż jedenastu. Chociażby Bradley Beal i Andre Drummond. Obaj byli podstawowymi zawodnikami tamtej drużyny, a teraz zarabiają po kilkadziesiąt milionów dolarów. Większość Amerykanów przewyższała wszystkich zawodników na tamtym turnieju przede wszystkim atletycznością, przygotowaniem fizycznym. Przegraliśmy z nimi ponad 30 punktami i to była chyba najmniejsza możliwa różnica. Nie ma co się oszukiwać, byli poza naszym zasięgiem.

Zostałeś jednak wybrany do najlepszej piątki turnieju i ludzie cię zapamiętali. No i później miałeś też trochę szczęścia, bo wizyta trenera Gonzagi Marka Few w Polsce przypadła akurat na twój najlepszy mecz w lidze.

Trener Few jest znany z tego, że za bardzo nie lubi latać. Nie chodzi o samolot, tylko o podróżowanie aż przez ocean. Wcześniej jednak jego asystent Tommy Lloyd był już w Europie chyba z pięć razy. Dużo rozmawialiśmy, wysyłał mi wiadomości, aż w końcu obaj byli na meczu. A spotkanie faktycznie, wyszło mi.

Wyszło? Jako 18-latek rzuciłeś 35 punktów, trafiłeś 17 z 18 rzutów z gry. 

Miałem dzień konia, wpadało prawie wszystko, dobrze zbierałem. W obecności szkoleniowca Gonzagi udało mi się zagrać dobry mecz, ale z drugiej strony, trzy-cztery miesiące wcześniej, kiedy na spotkanie z ŁKS-em Łódź przyjechał trener Lloyd, już tak dobrze nie było…

Pamiętam, że tego samego dnia wcześnie rano musiałem być w Krakowie, gdzie zdawałem egzamin dający mi prawo pójścia na ewentualne studia w Stanach. O 8 zaczynałem pisać, a później takim malutkim, ciasnym Citroenem szybko musiałem wrócić do Tarnobrzegu. Skończyło się na… 5 punktach i dwóch celnych rzutach na dziewięć z gry. Kiedy jednak usiedliśmy pogadać po meczu w Legionowie, trenerzy powiedzieli mi wprost: „Bardzo chcemy, żebyś przyjechał do Gonzagi. Widzieliśmy twoje mecze, gdzie grałeś źle, gdzie grałeś średnio i gdzie bardzo dobrze”. Przekonało mnie to, że przedstawili mi plan, w którym mogłem rozwinąć się jako zawodnik. Trzy tygodnie później byłem już na kampusie w Gonzadze na oficjalnej wizycie. To była jednak przemyślana decyzja, bo byliśmy w kontakcie przez ponad dwa lata.

Co wtedy w ogóle wiedziałeś o rozgrywkach uniwersyteckich w USA?

Wiadomo, mecze w większości odbywały się w nocy, dlatego miałem z tatą taki układ, że on oglądał szkoły, które się mną interesowały i potem relacjonował mi ich grę. Odbyliśmy dużo takich rozmów, podobał mi się ich styl, przekonali mnie, że mogę jako wysoki zawodnik zaistnieć. Poza tym Gonzaga miała już doświadczenie w prowadzeniu zawodników z Europy. Dali mi szansę, chociaż przed wylotem nikt tak naprawdę nie wiedział, kim jest Przemek Karnowski. Każdego roku gubi się tam wielu zawodników, ale ja miałem to szczęście, że udało mi się odnaleźć.

Od razu poczułeś amerykańskie flow?

No nie, trochę czasu mi to zajęło. Oprócz trenerów bardzo dużo pomagał mi jednak Kevin Pangos, który teraz będzie grał w Barcelonie. Poznałem go właśnie w Stanach Zjednoczonych i to on był moim gospodarzem, na pierwszym roku mieszkaliśmy razem. Według panujących tam zasad, przez pierwsze dwa lata mieszka się w kampusie. Później można tam oczywiście zostać i zajmować coraz lepsze budynki, albo też urządzić się poza kampusem, bo dostaje się nieco więcej pieniędzy ze stypendium na wynajem domu. W takim lokum mieszka potem powiedzmy pięć osób, każda ma swoją sypialnię. Amerykański system uniwersytecki jest inny od tego w Polsce, życie studenckie jest o wiele fajniej zorganizowane.

Kibice w Polsce nie do końca czują ligę uniwersytecką, a w amerykańskim sporcie w marcu i kwietniu to jeden z głównych tematów.

Tak, mecze lecą na czterech kanałach dosłownie przez cały dzień. Towarzyszy temu wielka adrenalina, bo jest już tylko jedno spotkanie i drużyna, która miała średni sezon, może wygrać z ekipą, która nie przegrała wcześniej meczu. Ludzie się tym ekscytują, każdy ma w sercu swój uniwersytet, a na sercu logo, my akurat mieliśmy swojego buldoga. Poziom zainteresowania rozgrywkami dobrze pokazuje sprawa biletów. Jeśli graliśmy akurat mecz z jedną z najlepszych drużyn w lidze, to żeby dostać bilety, ludzie czekali dosłownie półtora dnia na mrozie w namiotach, a potem następne półtora dnia w takich samych warunkach, żeby mieć jak najlepsze miejsca w hali.

Ciekawa dystrybucja biletów.

Cała sala miała ponad 6 tys. miejsc, ale darmowych biletów dla studentów było tylko 1400. Jeszcze ciężej było usiąść w pierwszych rzędach. Organizacją meczów zajmuje się na kampusie tzw. grupa Kennel Club, to ona rozdaje numerki, kto może siedzieć w pierwszym, drugim, a kto w trzecim rzędzie. I wygląda to bardzo pomysłowo. Studenci chcący iść nam mecz, są rozstawieni po kampusie w niewielkich grupach. Członkowie Kennel Club wysyłają na Twitterze wiadomość na przykład o godzinie 12 informując, w którym dokładnie miejscu należy odebrać numerki. Ludzie się wywalają w błoto, wstają, biegną dalej, to coś niesamowitego. Nie można tego zobaczyć nigdzie indziej niż w rozgrywkach uniwersyteckich.

Jak wygląda zainteresowanie mediów podczas decydujących spotkań?

Kiedy przyjechaliśmy do Phoenix, wygraliśmy pierwszy mecz i udało się nam awansować do finału, to tłum w naszej szatni był taki, że tutaj rozmawiałem z jedną osobą, a obok stało z 70 kolejnych z kamerami i aparatami. Ale dla mnie nie była to wielka różnica, bo jednak wciąż jest to takie samo pytanie, na które musisz odpowiedzieć i dla 15 dziennikarzy. Raczej mnie to nie stresowało.

Niby tak, ale też niecodziennie Polak ląduje na okładce „Sports Illustrated”.

Ktoś oznaczył mnie na Twitterze przy wiadomości, że byłem pierwszym Polakiem  na pierwszej stronie tego magazynu. Nie wiem, być może, nie jest to potwierdzone, ale to naprawdę miłe. Spędziłem na uniwersytecie w Gonzadze pięć lat, cały czas walczyłem za tego buldoga i to było dla mnie nagrodą.

si-cover-march-madness

Tym bardziej, że w pewnym momencie miałeś bardzo poważne problemy zdrowotne. Opowiesz o tym?

Wszystko zaczęło się na treningu. Wyskoczyłem do bloku, przyjąłem jednego z zawodników na klatę. Odbiło mnie, ale zamiast wylądować na nogi, to obróciło mnie w powietrzu i spadłem na plecy. Miałem je trochę poobijane, czułem dyskomfort, ale nie na tyle, żeby zejść z treningu. Dokończyłem zajęcia, potem poszedłem na zabiegi i wróciłem do domu. Ale już następnego dnia, kiedy podnosiłem się z łóżka, nie mogłem za bardzo się obrócić, schylić. Kolejnego dnia mieliśmy mecz. Poszedłem na salę, ale powiedziałem, że na pewno nie dam rady zagrać. Chyba, że stanie się cud. Ledwo mogłem chodzić. To było 2 grudnia, później spędziłem miesiąc na rehabilitacji, akupunkturze, masażach, ale to nic nie pomagało, było wręcz tylko gorzej. O graniu nie było mowy. Był to okres, kiedy przylecieli do mnie rodzice na święta. Przy okazji mieliśmy też atrakcyjne mecze w lidze, a ja leżałem w łóżku i nie mogłem nawet pójść na mecz. Czasami zwykłe wstawanie z łóżka zajmowało mi godzinę, godzinę piętnaście.

Jak wyglądały twoje poranki?

Taktyka była taka, że obracałem się na łóżku, ześlizgiwałem się na podłogę, czołgałem się do klamki, chwytałem za nią i krzesło, a potem jakoś się podnosiłem. Miałem 23 lata i nie mogłem normalnie wstać z łóżka. Przyjmowałem wprawdzie na plecy zastrzyki z kortyzonu, ale one pomagały mi może na 2-3 godziny. Nie wyglądało to dobrze. 27 grudnia rodzice musieli lecieć do domu, a ja leżałem w łóżku i nie mogłem ich nawet odwieźć na lotnisko. Później miałem kolejne badania i dostałem informację, że muszę od razu kierować się do szpitala. Mówiłem im „róbcie ze mną wszystko, tylko nie operacja”, a pierwsze słowa doktora to oczywiście operacja kręgosłupa. Rodzice śpią, ja jestem tam sam, nie wiem co robić. Dodatkowo okazało się jeszcze, że w dysku i nodze wdało mi się zakażenie gronkowcem. Do szpitala przyjechałem 31 grudnia.

Kiepski sposób na witanie nowego roku.

Prawda? Pamiętam, że kiedy obudziłem się po operacji i wjechałem na oddział, to za oknem były fajerwerki. Od razu zasnąłem i tak wyglądał mój sylwester.

Jak wyglądała sama operacja?

Początkowo miałem lecieć prywatnym samolotem do Los Angeles, bo był tam gość, który w przeszłości operował wielu graczy futbolu amerykańskiego. Jednak ze względu na infekcję nie mogłem czekać i zostałem w szpitalu w Spokane (tam mieści się Gonzaga University – red.). Zajął się mną człowiek, który miał za sobą około 1200 operacji, ale mówił, że moja była jedną z najbardziej skomplikowanych. Wszystko trwało 8 godzin. Wyczyścili mi dysk, którego zresztą już nie mam, bo w jego miejscu pojawił się implant. Po samej operacji leżałem w szpitalu przez trzy tygodnie. Po wszystkim, jeszcze przez trzy miesiące musiałem też nosić pod pachą kroplówkę 24/7, żeby zwalczyć gronkowca.

To jak funkcjonowałeś?

Chodziłem z saszetką podłączoną do specjalnej maszyny. Kroplówka była podpięta do największej żyły dochodzącej do serca i co 4-6 godzin podawała mi lek. Drugą saszetkę miałem z kolei na nodze, dlatego jak po operacji chodziłem na zajęcia, to kumpel musiał nosić za mną plecak.

Jakie były wtedy rokowania co do powrotu na parkiet?

Na początku miałem nie grać już w ogóle, później była mowa o roku przerwy, bo tyle miała trwać rehabilitacja. Okazało się jednak, że mam młody organizm, który szybko się regeneruje, przez co w zasadzie sześć i pół miesiąca po operacji już biegałem, skakałem.

I w kolejnym sezonie los ci to częściowo oddał.

Oddał, oddał. To był najlepszy sezon w historii Gonzagi. Mieliśmy dobrych chłopaków którzy zostali, dobrych pierwszoroczniaków, do tego doszły ciekawe transfery z innych uczelni. Naprawdę fajna paczka, byliśmy też kumplami poza boiskiem. Nawet ostatnio w dwunastu stawiliśmy się na weselu Kevina Pengosa. Cały czas mamy ze sobą kontakt.

Jak z perspektywy czasu patrzysz na tamten przegrany finał z North Carolina (65-71)? Dojście do ostatniego spotkania to wielki sukces, ale z drugiej strony to był dla ciebie też bardzo dziwny mecz.

Dokładnie. Powiedzmy to sobie szczerze, to był mój najgorszy mecz w ofensywie w całej uniwersyteckiej karierze, a rozegrałem 152 spotkania (Karnowski jest liderem drużyny wszech czasów pod względem liczby rozegranych meczów, a także zwycięstw, których odniósł aż 137 – red.). Widziałem statystykę, że był to mój najgorszy ranking ofensywny ze spotkań, w których grałem więcej niż 25 minut.

Co nie zagrało?

Myśląc o tym dziś, na chłodno, nie wydaje mi się jednak, żeby to była trema. Po prostu zagrałem słaby mecz. Spójrz chociażby na to: wiadomo, jestem znany z tego, że nie trafiam za dużo osobistych, a jednak w tym meczu trafiłem 7 na 9, ręka nie drżała. Gorzej było z gry, bo zazwyczaj te moje lewe haczyki wpadały, a wtedy nie. Po meczu w szatni było strasznie cicho, każdy był zawiedziony. Przyszedł trener, mówił oczywiście, że jest z nas wszystkich zadowolony, dumny, ale każdy chciał to wygrać. Ten mecz długo za mną chodził.

Twój sukces z Gonzagą dobrze pokazuje, jak bardzo wyposzczony jest polski kibic basketu. W pewnym momencie stałeś się w Polsce bardzo popularny.  

Na pewno pomogło to, że turniej Final Four NCAA był w kraju transmitowany na żywo. Dużo ludzi to oglądało. Cieszę się, że finały odbiły się w Polsce takim echem, bo jednak niewielu polskich zawodników decyduje się na wyjazd do Stanów żeby kontynuować karierę na uniwersytecie, niewielu też gra w pierwszej dywizji NCAA. Kibice mogli obejrzeć chłopaka z Torunia, który jeszcze kilka lat temu latał po małej sali w Szkole Podstawowej nr 24, a teraz wybiega na stadion do futbolu amerykańskiego w obecności 70 tys. ludzi, gdzie na dużym ekranie pokazują Michaela Phelpsa i Vince’a Cartera oglądających jego mecz. To była naprawdę fajna przygoda.

Wiadomo, że na takim meczu są tabuny skautów i agentów. Jak wygląda ich kontakt z graczami? Czatują gdzieś pod szatnią i zaczepiają ich, czy te czasy już minęły?

Nikt z NBA nie może ciebie zaczepić, ponieważ zasady NCAA są bardzo surowe. W czasie studiów nie możemy mieć zawartej umowy z agentem, chociaż można utrzymywać kontakt z kimś, z kim chciałbyś związać się po wyjściu z uczelni. Ale jeśli spotkałbym się z agentem tak jak teraz spotkałem się z tobą na wywiad, to ja musiałbym zapłacić za zupę którą zamówiłem, a ty płaciłbyś za swoją kawę. To są takie niuanse, ale bardzo dużo szkół traci nawet mistrzostwa, bo ktoś podebrał im gracza. Tam wszystko jest pilnowane. Sam w Spokane byłem już całkiem rozpoznawalny i gdybym poszedł do restauracji, spotkał się z agentem i on by za mnie zapłacił, to istniałoby duże ryzyko, że ktoś to zauważy. Szybko poszłaby informacja, że Przemek Karnowski był tu i tu, agent za niego zapłacił i nie mógłbym przez to grać przez powiedzmy dziesięć meczów. Te zasady są bardzo skomplikowane. Możemy tutaj wrócić do meczu w Legionowie, na którym obserwowali mnie trenerzy Gonzagi. Oni mieli wtedy wynajęty samochód, ale ze względu na przepisy NCAA nie mogłem z nimi pojechać. Byłem rekrutem, dlatego nie mogli mi nawet zaproponować podwózki. Spotkaliśmy się dopiero kolejnego dnia na obiedzie w Warszawie.

Kiedyś kluby NBA miały nawet specjalne budżety, żeby skauci mogli podkupywać graczy z uczelni.

Słyszałem nawet historię, jak jeden klub wyciągał chłopaka, który wychował się na farmie. Do niego nie poszły żadne pieniądze, ale już wujek i ciotka dostali dwa nowe ciągniki. Tak się kiedyś handlowało zawodnikami.

Ty po finale NCAA musiałeś jednak wciąż mocno przekonywać do siebie skautów.   

Dostawałem zaproszenia na treningi przeddraftowe i to było całe tournée. Zacząłem od Waszyngtonu, potem było m.in. Orlando, Charlotte, Atlanta, Dallas. Spędziłem mnóstwo czasu w samolotach. Wszystko działo się bardzo szybko, dla przykładu miałem trening w Dallas, po którym od razu leciałem do Atlanty, gdzie miałem zaplanowany trening z Hawks. Pamiętam to dokładnie, do hotelu wszedłem 30 minut po północy i od razu dostałem SMS-a: „Jutro bądź gotowy w lobby o 7 rano, wyjeżdżamy na trening”. Myślę sobie, ale jak na trening? Dopiero przyleciałem, jeszcze nic nie zjadłem, a za sześć i pół godziny mam być gotowy na kolejny trening? Ale musisz zacisnąć zęby, trenować nawet będąc niewyspanym. Takie są realia.

Później zgłosiłeś się do draftu. Wiadomo jak się skończył, ale jak ty naprawdę oceniałeś swoje szanse?

Na pewno każda drużyna patrząc na mnie miała gdzieś z tyłu głowy, że przeszedłem operację pleców. Wybranie mnie było bardzo ryzykowną sprawą dla klubów, bo tak naprawdę mogły one wybrać kogoś, u kogo najpoważniejszym urazem było skręcenie kostki albo zwichnięcie palca. Gdzie ja przeszedłem 8-godzinną operację i przez ponad pół roku dochodziłem do siebie. Do tego byłem piąty rok na studiach, a więc nie byłem też najmłodszy z tego grona. Byłem więc takim pozytywnym realistą. Na pewno był we mnie tamten mały dzieciak, który chciał trafić do NBA, ale też nie miałem żadnej informacji przed draftem, że mogę być wybrany nawet z dalszym numerem. Czułem się zawiedziony, ale też byłem świadomy tego, jak ciężko będzie o wybór w drafcie. Obojętnie co mówili o tym ludzie w Polsce.

A co mówili?

Niech ktoś mi pokaże tekst w którym mówiłem, że będę na sto procent wydraftowany, bo taka opinia krążyła. Ja nigdy takich słów nie powiedziałem. Owszem, chciałem zostać wybrany, zawsze pracowałem na to w Gonzadze, ale to się nie wydarzyło. Ten dzień w moich marzeniach wyglądał inaczej, ale to nie koniec świata. Jeśli ktoś ubiega się o jakąkolwiek pracę i jej nie dostaje, to idzie do następnej. Tak do tego podchodzę.

A jak sam draft wyglądał od kuchni? Wszyscy wiedzą, że wychodzi komisarz ligi, czyta nazwisko, wstaje zawodnik, dostaje czapeczkę klubu, uśmiecha się itd., a jak wyglądało to z twojej strony?

Nie powiem ci tego, bo ja siedziałem w Spokane ze znajomymi. Półtorej godziny przed draftem urządziliśmy sobie grilla.

Czyli nasłuchiwałeś wieści na luzie?

Po grillu byliśmy na basenie, a po powrocie siedzieliśmy przed telewizorem oglądając cały draft. Jeśli już mogłem się na coś nastawiać, to najwyżej na drugą rundę. Co kilka minut dostawałem jednak SMS-a od agenta, że kluby zastanawiają się, ale raczej nie. Miałem tylko potwierdzoną informację, że dostanę szansę gry w lidze letniej. I faktycznie dwie godziny po drafcie dostałem telefon, że Charlotte Hornets bardzo chcą, żebym zagrał dla nich latem. Nawet się nie zastanawiałem, powiedziałem okej, bo wcześniej miałem u nich udane treningi. W drafcie zderzyłem się z rzeczywistością, ale cieszę się, że miałem szansę zagrać w lidze letniej.

Jak oceniasz swoją grę?

W pierwszych trzech meczach w Charlotte grałem mało, albo w ogóle. Może nie czułem się jak piąte koło u wozu, ale liczyłem na więcej. Dodatkowo już od sezonu miałem zerwane więzadła w kciuku i czekałem na operację w Los Angeles. Po nieudanych meczach dla Hornets zadzwoniłem więc do agenta i powiedziałem „słuchaj, jeżeli nie gram, to mogę teraz polecieć na operację i będę gotowy na zgrupowanie kadry”. Kazał mi jednak poczekać. Hornets grali mecz o 9, około południa położyłem się spać w hotelu. Budzę się, patrzę, a mam czterdzieści wiadomości i dwadzieścia nieodebranych połączeń. Oddzwoniłem i okazało się, że ostatnie dwa mecze ligi letniej zagram dla Orlando Magic. Z tego co słyszałem, była to pierwsza w historii taka wymiana w lidze letniej. Śmiałem się, że poszedłem do nich za koszyk jabłek. Cóż, spakowałem się i przeniosłem do innego hotelu. Już w pierwszym meczu wyszedłem w piątce, zagrałem 25 minut, w drugim było podobnie. Ostatni mecz graliśmy co ciekawe z Charlotte i rzuciłem im 20 punktów. Łącznie w Orlando dało mi to 17 punktów i 7 zbiórek na mecz. To chyba pokazało, że mogę grać na takim poziomie w lidze letniej.

Miałeś cichą nadzieję, że po udanej końcówce może ktoś jednak da ci szansę?

Może tak, ale to były dwa mecze. Ludzie, którzy mnie obserwowali, robili to przez pięć lat mojej gry w Gonzadze. Wiedzieli w czym jestem dobry, co muszę poprawić. Później toczyły się jeszcze rozmowy z moim agentem, żeby pojechać na camp przedsezonowy do którejś z drużyn NBA, ale to niestety wypadało na koniec września. Gdybym pojechał i nie udałoby mi się, zostałbym na lodzie. W październiku musiałbym szukać klubu w Europie, gdzie nie byłoby to takie łatwe. Dlatego zdecydowałem się podpisać umowę w Hiszpanii. Wybrałem pewniejsze miejsce.

Wkurza cię, że jesteś nazywany oldschoolem? Że dla centrów o takiej charakterystyce nie ma już miejsca w NBA?

Czy mnie to wkurza? Ludzie mówią dużo rzeczy. Ja jednak sam najlepiej wiem w czym jestem dobry, a w czym jestem słabszy. Cały czas pracuję nad rzutem z półdystansu, chcę też dorzucić trójki, żebym już nie był takim „oldschoolem”.

Jak wiadomo liga w porównaniu do lat 90. bardzo się zmieniła. Gra toczy się szybciej, składy są niższe, gracze oddają coraz więcej rzutów z dystansu. Trochę padłeś ofiarą tej ewolucji.

Trochę tak. Myślę, że gdybym grał w koszykówkę nawet 15 lat temu, to byłoby mi o wiele łatwiej dostać się do NBA. Jest jednak jak jest, dziś każdy rzuca za trzy. Kiedyś drużyna w meczu oddawała dwadzieścia takich rzutów, teraz jest to 50-60. Tak się dziś wygrywa mistrzostwa i takim ludziom płaci się duże pieniądze.

Co teraz? Marzysz jeszcze o NBA, czy to już zamknięty temat?

Przede wszystkim chcę być zdrowy i zagrać dobry sezon w Polsce, gdzie podpisałem umowę na rok. Trzeba mieć dobry sezon, żeby pójść w górę. Draft jest tylko raz. Możliwością, która ewentualnie mi została, jest kolejne zaproszenie na ligę letnią. Wiadomo, NBA to NBA, ale gra w mocnej lidze w Europie też jest świetną sprawą. Staram się robić swoje.

ROZMAWIAŁ RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. newspix.pl

Fuksiarz.pl - Zakłady bukmacherskie
17.09.2021

Obstawiaj Premier League w Fuksiarz.pl i zgarnij freebet!

Siemanko premierligowe świry. Przed nami piąta kolejka ligi angielskiej, więc siadamy w fotelach i wiadomo co dalej. A skoro już ligowa piłka na Wyspach Brytyjskich wraca do gry, warto rzucić okiem na promocję Fuksiarz.pl. Ten legalny polski bukmacher w najbliższy weekend rozdaje freebety za obstawianie meczów Premier League. Sprawa jest prosta – Fuksiarz.pl – da […]
17.09.2021
Uncategorized
20.08.2021

Taśma miesiąca – trzynaście zdarzeń i 2,5 tysiąca w kieszeni

Dzisiaj w „Weszło Fuksem” polecamy wam spektakularne tasiemki. Trafić pięć zdarzeń na kuponie – cóż, to już jest satysfakcja. O jakichś mocnych treblach nawet nie mówimy, bo to klasyka weekendu. Ale trafić TRZYNAŚCIE (!) zdarzeń na kuponie… Ukłony po sam pas. Jak co tydzień zapraszamy was na przegląd najciekawszych trafionych kuponów w Fuksiarzu z zeszłego […]
20.08.2021
#WeszłoFuksem
11.08.2021

Osiem tysięcy w kieszeni na połączeniu portugalsko-francusko-polskim

Coraz częściej przy robieniu cyklu „Weszło Fuksem” wychodzi z nas klasyczny janusz. Czujemy wręcz, jak rośnie nam nos, czerwienieją poliki i z jakąś taką większą estymą zerkamy na białe podkoszulki… Trudno nie zazdrościć ludziom, którzy trafiają takie kupony. A co dzisiaj mamy w „Weszło Fuksem”? Ostatnie niedobitki z Igrzysk w Tokio, sporo trafionych meczów tenisowych, […]
11.08.2021
#WeszłoFuksem
30.07.2021

Tona szczęścia w ESA, ekspert z Tokio i badminton na wagę trzech stówek

Łączny kurs 18.88 na treblu z Ekstraklasy. 7/7 z Igrzysk Olimpijskich w Tokio. Zwycięstwo Legii zagrane za tysiaka. Trebel na live z igrzysk. Taki sympatyczny zestaw kuponów mamy dla was w naszym cyklu #WeszłoFuksem. Co tydzień wybieramy najciekawsze kupony z Fuksiarza, żeby uplastycznić i unaocznić wam, że komuś naprawdę wchodzą te szalone kupony! Różnie układał […]
30.07.2021
Weszło
21.07.2021

Podolski zostanie królem strzelców albo zaliczy bramkę sezonu?

Lukas Podolski trafił do Górnika Zabrze i jest to oczywiście piękna historia, tak wyczekiwany powrót do domu, natomiast dalej też musi być coś dopisane. Już na boisku. Nie wystarczy, że Podolski się uśmiechnie i sprzeda parę ładnych zdań. Potrzebne są też bramki, asysty, wpływ na zespół. Wszyscy się zastanawiamy – jak to z Podolskim w […]
21.07.2021
#WeszłoFuksem
14.07.2021

Euro, Copa America, tenis i UFC – czyli jak obłowić się w Fuksiarzu

Euro za pasem, zatem codzienne typowanko też za nami. No chyba, że ktoś lubi typować hokeja w poniedziałek, we wtorek i środę Ligę Mistrzów, w czwartek Ligę Europy, a w weekend Ekstraklasę i między to wplata siatkówkę. Tak czy siak – czas podsumować wasze najlepsze kupony w cyklu „Weszło Fuksem”. Co mamy dzisiaj? UFC, Euro, […]
14.07.2021
Skoki
21.09.2021

Gregor Schlierenzauer zakończył karierę!

Jego dorobkiem medalowym można by obdzielić kilku zawodników. Gdy wchodził do Pucharu Świata, był fenomenem, z miejsca gotowym rywalizować o najwyższe cele. I choć kilku ostatecznie nie zrealizował, to i tak przeszedł do historii jako legenda skoków narciarskich. Legenda, którą w pewnym momencie wyhamowały kontuzje i wypalenie. Od dobrych kilku lat Gregor Schlierenzauer był już […]
21.09.2021
Inne sporty
19.09.2021

Robert Kubica mistrzem Europy!

To dobry czas dla Roberta Kubicy. Polak miał niedawno okazję wrócić do Formuły 1, biorąc udział w dwóch wyścigach pod nieobecność Kimiego Raikkonena. Wtedy jednak, co naturalne, okupował miejsca przy końcu stawki. Dzisiaj natomiast może cieszyć się ze zwycięstwa. Zespół Polaka, ORLEN Team WRT, został mistrzem prestiżowej serii European Le Mans Series 2021! Już wczorajsze […]
19.09.2021
Inne sporty
12.09.2021

Szalone Grand Prix Włoch. McLaren wygrywa po raz pierwszy od 2012 roku!

Znakomite było to Grand Prix Włoch, przyniosło nam właściwie wszystko to, czego po F1 oczekujemy. Niespodziewany zwycięzca? Jest. Walka na noże dwóch faworytów do mistrzostwa? Jest. Kilka bolidów poza torem? Znajdą się. Dramaturgia wynikła z błędów kierowcy lub zespołu? Proszę bardzo. Można by się tak rozpisywać naprawdę długo. Najważniejsze są jednak dwie informacje. Pierwsza, że […]
12.09.2021
Weszło
10.09.2021

Wspomnień czar, czyli Robert Kubica na torze Monza

Grand Prix Włoch zawsze miało dla Roberta Kubicy wyjątkowe miejsce w kalendarzu. Tam polski kierowca zdobył swoje pierwsze podium w Formule 1 i również tam najczęściej sięgał po punkty. Jak pokazała przyszłość, ten tor leżał mu doskonale. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że dla Polaka był on domem w świecie wyścigów, co niech będzie smakowitą zapowiedzią […]
10.09.2021
Inne sporty
05.09.2021

Grand Prix Holandii: Kubica wrócił, Verstappen triumfował

Robert Kubica zanotował kolejny „powrót” na tory Formuły 1. Tym razem jednak miał do dyspozycji bolid, w którym – jak to sam określił – po raz pierwszy od 2010 roku naprawdę mógł się pościgać. Co z tego wyszło? Polak, który wskoczył na miejsce wykluczonego przez COVID-19 Kimiego Raikkonena, podstawowego kierowcy Alfa Romeo Racing ORLEN, zakończył […]
05.09.2021
Inne sporty
05.09.2021

Miał grać w piłkę ręczną, dziś zgarnia miliony z pokera. Jak Wiktor Malinowski doszedł na szczyt

Miał wielki talent do piłki ręcznej, w wieku 17 lat trenował nawet z pierwszym zespołem VIVE Kielce i nie odstawał wtedy od legend polskiego szczypiorniaka. Potem przyszły jednak kontuzje. Najpierw problem z łąkotką, później zerwane więzadła. Gdy się rehabilitował, brakowało mu adrenaliny. Brat polecił pokera. Okazało się, że jest w tym dobry, karty go wciągnęły. […]
05.09.2021
NBA
02.08.2021

50 najlepszych zawodników w historii NBA z podziałem na pozycje

Od środy do niedzieli publikowaliśmy na Weszło rankingi najlepszych zawodników w historii NBA z podziałem na pozycje. Od centrów poczynając, na rzucających obrońcach kończąc. Dla porządku zebraliśmy wszystkie te teksty w jednym miejscu. 50 najlepszych zawodników w historii NBA (z podziałem na pozycje) Oczywiście ten artykuł to tylko krótkie podsumowanie naszych przemyśleń. Jeżeli chcecie poznać […]
02.08.2021
NBA
01.08.2021

10 najlepszych rzucających obrońców w historii NBA

Piąta i ostatnia część naszego mini-cyklu rankingów, w ramach którego wybieramy 50 najlepszych zawodników w historii NBA z podziałem na pozycje. Dzisiaj czas na rzucających obrońców, a zatem w zestawieniu nie zabraknie gigantycznych postaci. Michael Jordan, Kobe Bryant, Clyde Drexler, Allen Iverson, James Harden… Co my wam zresztą będziemy ich teraz wymieniać. Zapraszamy do lektury. […]
01.08.2021
NBA
31.07.2021

10 najlepszych niskich skrzydłowych w historii NBA

LeBron James czy Larry Bird? Larry Bird czy LeBron James? Eksperci analizujący historię NBA przez lata nie potrafili się zdecydować, który z nich zasługuje na wyższą pozycję w rankingach wszech czasów. A przecież na tej dwójce lista znakomitych niskich skrzydłowych się nie kończy. Mamy jeszcze latającego Juliusa Ervinga, twardego jak skała Johna Havlicka, pożytecznego Scottiego […]
31.07.2021
NBA
30.07.2021

10 najlepszych silnych skrzydłowych w historii NBA

Nieustraszony Charles Barkley. Subtelny Dirk Nowitzki, charyzmatyczny Kevin Garnett, błyskotliwy Kevin McHale, legendarny Bob Pettit. Przed wami kolejny odcinek naszego mini-cyklu rankingów, w ramach którego wybieramy 50 najlepszych koszykarzy w historii z podziałem na pozycję. Dzisiaj przedstawiamy wam 10 najwybitniejszych silnych skrzydłowych wszech czasów. Zanim jednak przejdziemy do sedna sprawy, słówko o wczorajszym głosowaniu. My […]
30.07.2021
NBA
29.07.2021

10 najlepszych rozgrywających w historii NBA

Niezniszczalny John Stockton. Steve Nash, który fantazją mógłby obdzielić połowę ligi. Niedoceniany z perspektywy lat Isiah Thomas, rzucający jedną trójkę za drugą Stephen Curry, no i bestia w osobie Russella Westbrooka. Czas na drugą odsłonę naszego mini-cyklu, w ramach którego wybieramy 50 najlepszych zawodników w historii NBA z podziałem na pozycję. Wczoraj przedstawiliśmy wam dziesięciu […]
29.07.2021
NBA
28.07.2021

10 najlepszych centrów w historii NBA

Brutalnie silny Shaquille O’Neal. Hakeem Olajuwon, który zbliżył się do perfekcji w defensywie. Niespełniony, choć znakomity Patrick Ewing. Wiecznie goniący za kolejnymi rekordami Wilt Chamberlain, a także Bill Russell kolekcjonujący mistrzowskie pierścienie. Startujemy z mini-cyklem rankingów, w ramach którego wybierzemy 50 najlepszych zawodników w historii NBA z podziałem na pozycje. Dzisiaj mamy dla was zestawienie […]
28.07.2021
Inne sporty
11.09.2019

11 września: sportowe tragedie w cieniu dwóch wież

Tak jak większość z 2973 ofiar poszli tego dnia normalnie do pracy, wsiedli do samolotu, żeby załatwić swoje biznesy lub po prostu aby zacząć nowe życie w nowym mieście. Na długiej liście ofiar zamachów z 11 września, od których mija właśnie 18 lat, są także ludzie sportu. Jedno z nazwisk, które od 2001 r. widnieje […]
11.09.2019
Inne sporty
03.06.2019

Jerry, przestań się dąsać, czyli historia logo NBA

Kiedy Jerry West przyznał w telewizji, że logo nigdy mu się nie podobało i powinno zostać zmienione, skrzynkę projektanta Alana Siegela zapchało momentalnie dwa tysiące e-maili. Zdecydowana większość z prośbą, żeby pod żadnym pozorem nie ruszać kultowego znaku, nawet jeśli chce tego facet, którego wizerunek został na nim wykorzystany. Prawdziwe tło logotypu NBA ma znacznie […]
03.06.2019
Inne sporty
11.02.2019

Bison Dele. Tajemnica skrywana przez ocean

– Wszyscy powtarzają, że to historia Kaina i Abla, ale ja nie potrafię w to uwierzyć – mówiła matka Bisona Dele, mistrza NBA, którego zagadkowa śmierć na Pacyfiku pozostaje nierozwiązana od 17 lat. Tragedia byłego gracza Chicago Bulls poruszyła świat koszykówki tak, jak teraz tym piłkarskim zachwiała historia Emiliano Sali, który zginął w Kanale La […]
11.02.2019
Inne sporty
03.09.2018

Przemysław Karnowski: Ja i NBA? Byłem pozytywnym realistą

– Cieszę się, że finały NCAA odbiły się w kraju takim echem, bo jednak niewielu polskich zawodników decyduje się na wyjazd do Stanów, żeby kontynuować karierę na uniwersytecie. Kibice mogli obejrzeć chłopaka z Torunia, który jeszcze kilka lat temu latał po małej sali w Szkole Podstawowej nr 24, a teraz wybiega na stadion do futbolu […]
03.09.2018
Inne sporty
11.06.2018

Steve Kerr: strzały, które nie milkną

Wyobraźcie sobie „Ojca chrzestnego” bez Roberta Duvalla albo „Chłopców z ferajny” bez Joe Pesciego. Niby aktorzy drugoplanowi, ale odwalili tam kawał dobrej roboty i bez nich – kto wie – mogły to być zupełnie inne filmy. Steve Kerr, kiedy biegał jeszcze po parkietach NBA, był właśnie takim Duvallem lub Pescim. Najczęściej ekskluzywny rezerwowy, ale nie […]
11.06.2018
Inne sporty
02.06.2018

Chris Reiko prosto z Vegas: kac gigant wciąż męczy Amerykanów

Czym jest epidemia „Vegas Flu”? Jaki jest dziś największy problem NBA i dlaczego niektórzy koszykarze to hipokryci? Jakie żarty krążą o piłkarzach, którzy zawalili eliminacje do mistrzostw świata w Rosji? Dlaczego sportowcy mają kosę z Donaldem Trumpem? Kiedy powstanie książka o Sebastianie Janikowskim? O tym, co piszczy w amerykańskim sporcie, pogadaliśmy z Chrisem Reiko, przez wiele […]
02.06.2018
Liczba komentarzy: 7
Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty
3 lat temu

Treść usunięta

kupsobiemasc
kupsobiemasc (@kupsobiemasc)
3 lat temu

nie ćpaj ziomek, szkoda życia

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty
3 lat temu
Reply to  kupsobiemasc

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty
3 lat temu

Treść usunięta

Vooyek_Zbooyek
Vooyek_Zbooyek (@vooyek_zbooyek)
3 lat temu

Inteligentny facet. Postawił wszystko na realizację marzenia. Nie wyszło mu, ale szanuję go za wysiłek i upór.

liamnieszczesny
liamnieszczesny (@liamnieszczesny)
3 lat temu

A co sie rozpisywac nad nieudacznikiem ktory grajac z dzieciakami w starczym wieku bal sie rywalizacji z najlepszymi. Kazdy bedzie bil dzieciakow z takimi gabarytami a jak przyszlo co do czego poznali sie na 'talencie'
Tweraz przyjezdza na emeryture w wieku 265 lat bo wszedzie sie na nim poznali, znalazl ostatniego frajera do wydojenia. Frajera co nie ma pojecia o koszu a za chwile bedzie parkingowym o ile choc do tego sie nadaje

Yarek
Yarek (@yarek)
3 lat temu

Życzę Panu Przemkowi jak najlepiej w jego karierze zawodowej, ale chyba nie uda mu się zagrać w NBA. Coraz mniej klubów gra z klasycznym centrem w pierwszym składzie i nic nie zapowiada zmiany tego trendu. Jeśli odbuduje formę, będzie zdrowy i trafi do mocnego klubu w Europie, w którym pokaże się z bardzo dobrej strony, to wtedy ma szansę na to, że jednak ktoś z NBA do niego wróci z propozycją gry.

Suche Info
22.09.2021

EFL Cup: Klich i Bednarek przechodzą dalej, Everton odpada

We wtorkowy wieczór rozegrało się kilka meczów EFL Cup. Grała połowa Premier League, a więc streścimy wam pokrótce, co działo się na angielskich boiskach. Liverpool gładko opędzlował Norwich 3:0. Czy zagrał Przemysław Płacheta? No cóż, bez zaskoczenia – nie było go w kadrze meczowej. Juergen Klopp dość lajtowo podszedł do tematu, nie zagrał nikt z […]
22.09.2021
Weszło
21.09.2021

Podpuścić i skasować, który to już odcinek?

Klasyczny Inter Mediolan. Chciałoby się nawet może napisać: klasyczny Antonio Conte, gdyby nie fakt, że Conte już z San Siro się rozstał. Podczas dzisiejszego spotkania z Fiorentiną Inter zaprezentował całą gamę swoich dobrze znanych sztuczek. Handanović wyczyniający cuda w bramce. Pozorny bałagan w pierwszym okresie gry. Przetrzymanie wzmożonego pressingu rywala. I wreszcie ten kluczowy moment: […]
21.09.2021
Suche Info
21.09.2021

Bez niespodzianki: Zagłębie opędzlowało rezerwy Śląska

We wtorkowych meczach Pucharu Polski doszło tylko do jednej niespodzianki. Co chcemy przez to powiedzieć? Ano to, że Zagłębie Lubin zgodnie z oczekiwaniami spokojnie poradziło sobie z rezerwami Śląska Wrocław. Był to mecz dla Zagłębia… co najmniej niewygodny. Gdyby lubinianom zdarzyła się wpadka z rezerwami lokalnego rywala – a „Miedziowi” wielokrotnie udowadniali, czy to z […]
21.09.2021
Suche Info
21.09.2021

Ryszard Wieczorek: – Mam nadzieję, że będzie to nawóz pod rozwój klubu

Zakurzony Ryszard Wieczorek góruje dziś nad renomowanym Kostą Runjaiciem. Co miał do powiedzenia po meczu? Cytujemy za oficjalną stroną Pogoni: – Źle zaczęliśmy mecz, myślę, że zjadła nas trochę trema. Zbyt łatwo dopuszczaliśmy Pogoń pod bramkę i straciliśmy gola. To nas odblokowało. Zaczęliśmy grać swoją piłkę. Mieliśmy dwa stałe fragmenty gry, wyrównaliśmy i uwierzyliśmy w […]
21.09.2021
Suche Info
21.09.2021

Runjaic: – Puchary rządzą się swoimi prawami

Tak! Mamy to! Czuliśmy, że to słynne hasło padnie już w pierwszej rundzie. I padło. Kosta Runjaic stwierdził na pomeczowej konferencji prasowej, że „puchary rządzą się swoimi prawami”. Brawo! To są wypowiedzi, o które nic nie robiliśmy! Natomiast nie chcemy tylko szydzić, bo Runjaic wziął na siebie pełną odpowiedzialność za ten mecz. Na spotkaniu z dziennikarzami […]
21.09.2021
Weszło
21.09.2021

Hej, Pogoń. Nie startuj już w Pucharze Polski. Nigdy

Drodzy „Portowcy”, jesteście fajnym klubem, dokonujecie sensownych ruchów, macie na siebie pomysł, macie w mieście klimat do piłki, dobrze szkolicie młodzież, budujecie okazały stadion. Jako że trudno nie pałać do was w ostatnich latach sympatią, chcemy podsunąć wam pewien pomysł. Z czystej życzliwości. Gorąco prosimy o przemyślenie go na najbliższym spotkaniu pionu sportowego. Nasz pomysł […]
21.09.2021
Weszło
21.09.2021

Jaga w defensywie? Kabaret. I to taki marnej jakości

Sezon ledwie się na dobre zaczął, a Jagiellonia ma już na koncie trzy spotkania, w których przyjęła od rywali trzy bramki. Udało się to Górnikowi Zabrze jeszcze w sierpniu. A na przestrzeni tygodnia białostoczanie przyjęli trójkę od Wisły Płock i Lechii Gdańsk. Dzisiaj Jaga gładko dostała w trąbę u siebie i pożegnała się z Pucharem […]
21.09.2021
Suche Info
21.09.2021

Węgry bez kibiców. Kara za mecz z Anglią

Mecz z reprezentacją Anglii i rasistowskie oskarżenia w tle? Brzmi znajomo. Ale tak, jak podczas meczu Polaków do żadnych incydentów nie doszło, a burza wokół Kamila Glika okazała się wyolbrzymioną do granic historią, tak węgierska federacja poniesie konkretne konsekwencje. Za co? Ano za to, że z trybun padały obraźliwe hasła względem angielskich piłkarzy, zwłaszcza w […]
21.09.2021
Suche Info
21.09.2021

Kontuzja Baszkirowa. Kilka tygodni przerwy

Złe wieści dla Zagłębia Lubin. Jewgienij Baszkirow doznał urazu. Klub komunikuje, że czeka go kilka tygodni przerwy. Jeszcze nie są znane szczegóły urazu Rosjanina, który dopiero przejdzie detaliczne badania. Wiadomo, że kontuzja dotyczy kolana. Baszkirow wystąpił w ostatnim meczu lubinian z Bruk-Betem, ale został zmieniony w przerwie. W tym sezonie czterokrotnie znalazł się w wyjściowym składzie. […]
21.09.2021
Weszło
21.09.2021

Gdzie Szymański? Czemu Płacheta? – powołania Sousy | Smykałka #19

21.09.2021
Suche Info
21.09.2021

Klopp napisał wzruszający list do chorego na raka kibica

Juergen Klopp to świetny człowiek. Niewiele jest w wielkiej piłce postaci, które wzbudzałyby tak dużą sympatię. Kiedy dowiedział się, że jeden z kibiców Liverpoolu walczy z rakiem, napisał do niego list, by go wesprzeć. Niestety, historia nie zakończyła się happy endem. Chory na nowotwór Chris zmarł. Jego brat wrzucił na Twittera list, jaki wysłał szkoleniowiec […]
21.09.2021
Weszło
21.09.2021

Kamil Grosicki i stolica. Związek, który nie mógł przetrwać

W pierwszej części historii Kamila Grosickiego zajrzeliśmy do Szczecina, który był domem dla dwóch zespołów Pogoni. Gdy Dariusz Adamczuk z kumplami i kibicami budowali od zera projekt „Pogoń Nowa”, jeden z najzdolniejszych wychowanków w historii Portowców debiutował pośród brazylijskiej kolonii Antoniego Ptaka. Dziś opisujemy kolejny etap jego wędrówki. Z rodzinnego Szczecina Grosicki wyjechał do Legii […]
21.09.2021
Suche Info
21.09.2021

Patologia. Piłkarz celowo złamał rywalowi nos

Niższe ligi mają swój kapitalny urok, ale niestety przynoszą też mroczne historie – czasem wręcz rodem z kryminałów. Taka właśnie wydarzyła się na austriackich boiskach, gdzie rosyjski zawodnik, niejaki Raschid Arsanukajew, dopuścił się niewiarygodnego chamstwa. Historia wydarzyła się na boiskach dziewiątej ligi w Austrii, konkretnie w meczu Göfis Satteins 1b i FC Viktoria 62 Bregenz. Arsanukajew […]
21.09.2021
Suche Info
21.09.2021

Robert Lewandowski odebrał Złotego Buta

Usiądźcie wygodnie i cieszcie się tą chwilą. Robert Lewandowski został właśnie pierwszym Polakiem w historii futbolu, który sięgnął po Złotego Buta. W teorii już to wiedzieliśmy, ale to dziś RL9 odebrał tę prestiżową nagrodę, więc formalności zostały dopięte. 41 bramek okazało się wyczynem, którego nie przebił nikt. Podczas oficjalnej gali gratulacje Polakowi składali Herbert Heiner, […]
21.09.2021
Suche Info
21.09.2021

Kolejna kontuzja Thiago Alcantary

Są tacy piłkarze, którzy mają w sobie cząstkę geniuszu, ale kontuzje zabijają ją kawałek po kawałku. Najlepszym przykładem jest rzecz jasna Marco Reus, ale nie tylko. Thiago Alcantara także jest często trapiony przez urazy albo poważne problemy zdrowotne. Okazuje się, że pomocnik Liverpoolu znów z tego powodu znajdzie się poza grą. Jak informuje angielskie „Sky […]
21.09.2021
Suche Info
21.09.2021

Kto stracił najwięcej na pandemii? Barcelona i Juventus

Włoska „La Gazzetta dello Sport” wraca do tematu strat, jakie największe kluby piłkarskie świata poniosły z powodu pandemii. Składają się na nie zamknięte trybuny, sklepy klubowe i wiele innych spraw, które powiększały dziurę w budżecie. Które kluby straciły na tym najwięcej? Straty, o których mówią włoskie media, idą w setki milionów euro. Na szczycie listy […]
21.09.2021
Ekstraklasa
21.09.2021

Stadion Radomiaka z trzema, a nie dwiema trybunami? Jest taki plan

Co jakiś czas zaglądamy do Radomia, a konkretniej – na budowę nowego stadionu w tym mieście. Inwestycja, która może posłużyć za scenariusz do sequelu „Niekończącej się opowieści” powoli idzie do przodu. W ostatnich tygodniach można usłyszeć optymistyczne prognozy, a z naszych ustaleń wynika, że miasto chciałoby, żeby w pierwszym etapie budowy powstał obiekt z trzema, […]
21.09.2021
Skoki
21.09.2021

Gregor Schlierenzauer zakończył karierę!

Jego dorobkiem medalowym można by obdzielić kilku zawodników. Gdy wchodził do Pucharu Świata, był fenomenem, z miejsca gotowym rywalizować o najwyższe cele. I choć kilku ostatecznie nie zrealizował, to i tak przeszedł do historii jako legenda skoków narciarskich. Legenda, którą w pewnym momencie wyhamowały kontuzje i wypalenie. Od dobrych kilku lat Gregor Schlierenzauer był już […]
21.09.2021