post Avatar

Opublikowane 28.04.2018 13:59 przez

Kamil Gapinski

W nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu Macieja Sulęckiego (26-0, 10 KO) czeka najbardziej wymagające wyzwanie w zawodowej karierze. W Nowym Jorku w walce wieczoru podczas gali transmitowanej przez HBO (w Polsce – TVP Sport / TVP 1) zmierzy się z byłym mistrzem świata Danielem Jacobsem (33-2, 29 KO). Bez dwóch zdań – to największe wydarzenie z udziałem polskiego pięściarza w 2018 roku. Rywal najważniejsze zwycięstwo odniósł poza ringiem – w 2012 roku wbrew wszystkiemu wygrał z rakiem.

W Stanach Zjednoczonych jest od tego czasu znany jako „Miracle Man”, bo faktycznie dokonał cudu. Pierwsze diagnozy były bezlitosne – wykryto u niego kostniakomięsaka, wyjątkowo groźnego raka kości. Jacobs miał pecha już na samym początku – w 80 proc. przypadków to schorzenie atakuje kończyny. U niego zaatakowany został kręgosłup, co wiązało się z o wiele gorszymi rokowaniami. O ile dawano mu niewielkie szanse na pokonanie nowotworu, to nikt nie przypuszczał, że w ogóle wróci do sportu – cudem miało być już samo stanięcie na nogi.

Do tamtej chwili niemal wszystko w jego karierze układało się wzorowo. W młodości dwukrotnie wygrywał prestiżowy amatorski turniej Golden Gloves oraz amatorskie mistrzostwa USA. Marzył o wyjeździe na igrzyska w Pekinie w 2008 roku, ale odpadł w krajowych eliminacjach. Nie rozpaczał – przeszedł na zawodowstwo i w wieku 20 lat debiutował na gali, gdzie w walce wieczoru występował sam Floyd Mayweather. Szybko pokonywał kolejne szczeble i piął się w rankingach kategorii średniej. Miał efektywny i przyjemny dla oka styl – większość walk kończył przed czasem.

W lipcu 2010 roku – w wieku zaledwie 23 lat – po raz pierwszy w karierze walczył o mistrzowski tytuł. Na jego drodze stanął o wiele bardziej doświadczony Dmitrij Pirog (16-0, 13 KO). Trzy z pierwszych czterech rund wygrał Amerykanin, który imponował szybkimi kombinacjami i po prostu zadawał więcej celnych ciosów. Rywal wciągnął go jednak w swoją grę, którą zakończył w piątej odsłonie. Wykorzystał „shifting” – zapomnianą już nieco technikę opierającą się na zadawaniu ciosów przy jednoczesnej zmianie bokserskiej pozycji. Osaczył w ten sposób Jacobsa pod linami i powalił go potężnym prawym sierpowym, po którym nie było już co zbierać.

Trener Amerykanina przyznał po latach, że do tej walki w ogóle nie powinno dojść. Pięć dni przed wyjściem do ringu Jacobs musiał pożegnać się z ukochaną babcią Cordelią, która zmarła na raka. Na jej cześć wyszedł do ringu z napisem „Lady Bird” na spodenkach i to właśnie jej chciał zadedykować upragnione zwycięstwo. Dla samego pięściarza była bowiem kimś więcej niż „zwykłą” babcią…

„Była dla mnie jak matka. Moja mama była obecna w moim dzieciństwie, ale to właśnie babcia w największym stopniu mnie wychowała. Kocham moich rodziców, ale wszystko zawdzięczam właśnie jej – nikt w rodzinie nie był mi bliższy. Nauczyła mnie wszystkiego – dzięki temu jestem dziś tym kim jestem. Stracić ją tuż przed największą i najważniejszą walką w karierze… To było najgorsze co mogło mi się w życiu przytrafić” – wspominał kilka tygodni po porażce.

Rak nie wyrok

Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. Jacobs po pierwszej porażce w karierze wrócił na właściwe tory i zaliczył dwa zwycięstwa z niżej notowanymi przeciwnikami. Zaczął coraz głośniej marzyć o rewanżu z Pirogiem. Na początku 2011 roku udał się do Iraku, aby odwiedzić amerykańskich żołnierzy. Tam po raz pierwszy poczuł się dziwnie – któregoś dnia nogi po prostu zaczęły się pod nim uginać. Początkowo myślał, że to wina niewłaściwie dobranych obciążeń treningowych. Dyskomfort z czasem przerodził się jednak w ból, który z dnia na dzień robił się coraz ostrzejszy. Prześwietlenie wykazało, że na kręgosłupie Jacobsa pojawił się spory guz. Rak – takiej diagnozy nie chce usłyszeć nikt, a już na pewno nie 24-letni sportowiec u progu czegoś wielkiego.

Początki były trudne. Specyficzne położenie nowotworu sprawiło, że Amerykanin przez kilka tygodni był sparaliżowany od pasa w dół. Część starych znajomych nagle odwróciła się od niego. Do końca w narożniku pięściarza stał za to Andre Rozier – szkoleniowiec, który prowadzi go jeszcze od czasów amatorskich. „To było największe wyzwanie w moim życiu. Jestem pewny, że nie pokonałbym tej drogi bez niego. Był ze mną od początku do końca na 100 procent. Kocham tego gościa” – opowiadał o ojcowskiej relacji z trenerem Jacobs. Ich współpraca trwa zresztą do dziś.

Operacja się udała, ale lekarze byli sceptyczni. Rozier wspomina tamten okres jako ostrożne pokonywanie kolejnych etapów. Gdy jednak któregoś dnia zobaczył ledwo stojącego na nogach podopiecznego w sali bokserskiej, był w szoku. Jacobs wyprowadził jeden cios, uśmiechnął się pod nosem i powiedział, że wróci następnego dnia. W ten sposób stopniowo zaczął dokonywać niemożliwego.

„To był długi i trudny proces. Kiedy opuściłem szpital i nauczyłem się na nowo chodzić, to pierwsze kroki skierowałem do sali bokserskiej. To było sprzeczne z tym, co mówili mi lekarze – twierdzili, że nigdy nie będę mógł uprawiać sportu. Pamiętam, że po wyjściu ze szpitala sala bokserska była jedynym miejscem, w którym chciałem się znaleźć” – wspomina Jacobs.

Dziś jest w stu procentach zdrowy, a jedyną pamiątką po najtrudniejszej walce w karierze pozostaje długa blizna na plecach oraz… ograniczone czucie w małym palcu lewej nogi. „Perypetie zdrowotne sprawiły, że Daniel jest teraz lepszym pięściarzem. Wydaje się bardziej świadomy wszystkiego co dzieje się wokół niego – nie mówiąc o tym, że niezmiernie dojrzał. Pokonanie nowotworu pozwoliło mu złapać drugi oddech i spojrzeć na życie w inny sposób” – analizował trener.

Przerwa w ringowych występach po najtrudniejszej walce w życiu trwała 1,5 roku. Jacobs wrócił i zaczął nokautować każdego, kto stanął na jego drodze. W sierpniu 2014 roku – w szóstym występie po chorobie – zastopował w piątej rundzie Jarroda Fletchera (18-1), zdobywając pas mistrza świata federacji WBA w kategorii średniej.

Trofeum bronił cztery razy, ale najbardziej zaimponował w starciu z Peterem Quillinem (32-0-1, 23 KO). W ringu spotkali się wówczas dwaj potężnie bijący nowojorczycy, a ich pojedynek w Barclays Center nie potrwał długo. Po minucie pierwszej rundy Jacobs zainicjował furiacką wymianę pod linami. Udało mu się zaskoczyć rywala krótkim prawym sierpowym, po którym Quillin zatańczył – sędzia uznał, że nie nadawał się do kontynuowania walki, choć na deski nie padł.

GGG? Miał być z innej planety…

Akcje Jacobsa rosły, a seria dwunastu zwycięstw przed czasem po porażce z Pirogiem zaprowadziła go do kolejnej wielkiej walki. Godnego partnera do tańca od dawna szukał akurat Giennadij Gołowkin (36-0, 33 KO), który mógł się pochwalić jeszcze bardziej porażającą sekwencją nokautów. Stawką pojedynku w Madison Square Garden były 3 z 4 najważniejszych tytułów w kategorii średniej. Eksperci byli niemal jednomyślni – jeśli Pirog potrafił obnażyć słabą szczękę Jacobsa, to mocniej bijący Gołowkin również musiał to zrobić.

Pojedynek pokazał jednak, że Amerykanin jest naprawdę wybitnym bokserskim strategiem, który do maksimum potrafi wykorzystać okoliczności. Przykład? Ceremonię ważenia zorganizowano w piątek wczesnym rankiem, choć zazwyczaj odbywa się popołudniu. Jacobs w ten sposób zyskał kilka bezcennych godzin, aby lepiej się nawodnić. Nie da się ukryć – jak na kategorię średnią jest naprawdę potężnym pięściarzem. Choć potrafi zbić wagę do limitu 160 funtów (72,5 kg), to w dniu walki z Gołowkinem mógł ważyć nawet 10 kilogramów więcej!

Jak to w ogóle możliwe? Amerykanin – mając na tacy trzy pasy – taktycznie postanowił z jednego zrezygnować. Organizacja IBF jako jedyna z bokserskich federacji kontroluje bowiem wagę pięściarzy także w dniu pojedynku. Zasady są proste – pięściarz przez noc nie może przybrać więcej niż 10 funtów (4,5 kg). Gołowkin w dniu walki stanął na wadze i te kryteria spełnił. Jacobs wejścia na wagę odmówił, co wiązało się z tym, że w przypadku zwycięstwa pasa IBF by nie zdobył.

Decyzja Amerykanina może zaliczać się do szarej strefy etycznych zachowań w boksie, ale nie da się ukryć, że miał do niej pełne prawo. Kosztem jednego z trofeów postanowił po prostu zmaksymalizować swoje atuty – a jednym z największych jest u niego siła fizyczna. W ringu ogromny Jacobs walczył z Kazachem jak równy z równym. W czwartej rundzie wylądował nawet na deskach – Gołowkin zaskoczył go przy linach podobną akcją jak przed laty Pirog. „Miracle Man” tym razem się pozbierał i nieoczekiwanie wyciągnął rywala na głębokie wody. Po dwunastu rundach twardego boju sędziowie byli jednomyślni – punktowali minimalnie na korzyść faworyta.

„W walce z Gołowkinem przygotowywałem się na kogoś z innej planety. Tymczasem w ringu spotkałem takiego samego człowieka jak ja, który także miał swoje słabości” – podsumował pokonany po raz drugi w karierze Jacobs, który tym razem w ogóle nie był smutny.

To była jedna z tych „szlachetnych” bokserskich porażek. Sam zainteresowany długo przekonywał, że tak naprawdę wygrał – i kilku ekspertów podzielało nawet ten pogląd. Jedno trzeba mu przyznać – walczył naprawdę dojrzale. Często zmieniał pozycję, a w ringu boksował zrywami, podrywając się zwłaszcza w końcówkach rund. Może nie obnażył Gołowkina, ale pomógł wydobyć na światło dzienne ludzkie oblicze kazachskiego cyborga.

Za najważniejszy występ w karierze zarobił ponad 2 miliony dolarów. Po wszystkim znalazł się w nietypowej sytuacji – nie miał już pasa, ale zyskał na renomie. Musiał jednak ustawić się w kolejkę – Gołowkin przymierzał się do hitowej batalii z Saulem „Canelo” Alvarezem (49-1-1, 34 KO). „Miracle Man” w międzyczasie zmienił promotora. Wybór padł na Eddiego Hearna – człowieka odpowiedzialnego między innymi za ostatnie sukcesy brytyjskiego króla wagi ciężkiej, Anthony’ego Joshuy (21-0, 20 KO). Jacobs został jego pierwszym amerykańskim pięściarzem i miał to być dopiero początek ekspansji.

Choć od nawiązania współpracy minął prawie rok, to na drodze pojawiły się wyboje. Powrót po porażce z Gołowkinem był nawet udany – były mistrz wypunktował twardego, ale ograniczonego Luisa Ariasa (18-0, 9 KO). Problemem jest jednak nadal stosunkowo mała popularność Jacobsa, który nawet w rodzinnym Nowym Jorku nie potrafi pociągać za sobą tłumów. Hearn próbuje pracy u podstaw – po mieście jeżdżą bannery promujące walkę z Sulęckim, a sporo uwagi amerykańskiemu pięściarzowi poświęca stacja HBO, której stał się twarzą. Mimo to – według doniesień miejscowych dziennikarzy – bilety nie sprzedają się tak dobrze, jak wszyscy by chcieli.

Bukmacherzy i eksperci skazują Sulęckiego na porażkę. Za Amerykaninem przemawia nie tylko większe doświadczenie, ale też statystyka walk w Barclays Center – każdą z poprzednich pięciu rozstrzygał na swoją korzyść przed czasem. Mimo to nasz rodak w audycji Weszlo.fm „Ciosek Na Wątrobę” sprawiał wrażenie rozluźnionego i pewnego siebie.

„Jacobs jest duży jak na tę kategorię? Rzeczywiście, będzie większy i silniejszy niż większość moich rywali. Ale ja jestem tak naprawdę bokserem wagi półciężkiej! To bardziej on się zdziwi widząc moje gabaryty” – przekonywał Sulęcki. Choć stawką walki nie będzie żaden z mistrzowskich tytułów, to zwycięzca zostanie obowiązkowym pretendentem do posiadanego przez Gołowkina pasa federacji WBA.

Między pięściarzami nie ma złej krwi, a Polak co i rusz podkreśla, że bardzo szanuje Jacobsa. Rzeczywiście – rywal wyróżnia się nie tylko ciekawym życiorysem, ale również podejściem do samej rywalizacji. Nie angażuje się w twitterowe wojny i nie szuka taniego rozgłosu jak wielu jego rodaków.

„Pozostaję wierny swoim wartościom. Tak powinno się podchodzić do sportu. Mam odpowiedzialność wobec wszystkich dzieciaków, którzy zainteresowali się boksem przez moją historię. Moje doświadczenia nauczyły mnie, by nigdy się nie wywyższać. Musisz zdać sobie sprawę, że w życiu nic ci się nie należy – nawet samo życie. O wszystko trzeba walczyć zachowując przy tym pokorę” – przekonuje Daniel Jacobs, który jak mało kto wie o czym mówi.

KACPER BARTOSIAK

Opublikowane 28.04.2018 13:59 przez

Kamil Gapinski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 1
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Axel
Axel

Najważniejsze aby dał dobrą, równą walkę bo o wygraną będzie baardzo ciężko

Weszło
03.08.2020

Młode wilki na gigancie. Wspomnienie Warty lat dziewięćdziesiątych

Brakowało na proszek do prania, grali na dożynkowym pięćdziesięciotysięczniku. Wychowywali talenty Tomasza Iwana i Macieja Żurawskiego, mieli kapitana z przeszłością w Fenerbahce, a przy tym skład z łapanki, który po zwycięskim debiucie w ekstraklasie krytykował sam trener. Krótki, dwuletni lot Warty wśród najlepszych ćwierć wieku temu to wciąż jednak sporo wniosków także dla dzisiejszych „Zielonych”. […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

I ligę pozamiatał, czas na Ekstraklasę. Bartosz Nowak w Górniku Zabrze

Wiecie, jak to z transferami z pierwszej ligi do Ekstraklasy bywało. Często kogoś chwaliliśmy, często wpychaliśmy go na wyższy szczebel, a okazywało się, że nie do końca tam pasował. Nie zawsze ktoś, kto błyszczał na zapleczu, okazał się równie dużym wzmocnieniem w najwyższej lidze. Ale Bartosz Nowak ze Stali Mielec pozamiatał pierwszą ligę tak, że […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Stal w trzeciej lidze, sprawa Skry w prokuraturze

Jak wiemy, Stal Stalowa Wola bardzo pragnęła pozostać w drugiej lidze, mimo tego, że spadła do trzeciej. Ale sami rozumiecie, jakie mamy czasy – dość pokręcone i różne regulaminowe cuda już widzieliśmy, więc swoich sił spróbowała również Stal, która zaapelowała do PZPN-u o poszerzenie drugiej ligi do dwudziestu zespołów (teraz jest ich dziewiętnaście przez awanse […]
03.08.2020
Włochy
03.08.2020

Znakomity Szczęsny, rozczarowujący Teodorczyk… Jak poszło Polakom w Serie A?

Jak doskonale wiadomo, nie brakowało Polaków w minionym sezonie Serie A. Jest wśród nich mistrz kraju, są zdobywcy Pucharu Włoch, ale są również spadkowicze. Kto zachwycił, kto spełnił oczekiwania, a kto rozczarował i ma za sobą stracony rok? Pokusiliśmy się o małe podsumowanie. Nie braliśmy pod uwagę piłkarzy, którzy w trakcie rozgrywek zmienili ligę, jak […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Biznes po płocku. Nie ma ani 20 tysięcy złotych, ani drużyny

Jak wiadomo, Wisła Płock nie pojechała na zgrupowanie, ponieważ u jednego z zawodników wykryto koronawirusa. To zdarzenie zapoczątkowało medialną ofensywę nowego prezesa płocczan, Tomasza Marca – i nie do końca wiadomo, czy on się chwali, czy żali. Na początek zacytujmy fragment wywiadu z „Przeglądu Sportowego”: – Wybraliśmy więc droższe testy wymazowe głównie dlatego, żeby mieć […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Punkt za Juventusem. Conte zdecydowanie ma na czym budować!

Jeden punkt. Tak niewielkiej różnicy na szczycie Serie A nie było od dawna, więc Inter Mediolan ma powody do radości. Owszem, dorobek całego peletonu potwierdza, że to nie gonitwa była wyjątkowo mocna, ale Stara Dama wyjątkowo słaba. W erze dominacji Juve – czyli w erze trwającej już prawie dekadę – nigdy mistrz nie miał tak lichego […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Marzec: Po rozstaniu ze Stalą Mielec mam bliznę. Ale ona się zagoi

– Przychodząc do Stali mieliśmy jasno określony cel i udało się go zrealizować. Później była euforia, radość. Nie rozmawialiśmy wcześniej o klauzuli zakładającej przedłużenie umowy w przypadku awansu, bo na etapie, gdy trafiałem do Mielca, była fajna atmosfera i zaufałem ludziom. Uznałem, że nie ma o czym rozmawiać, że to normalne w takich relacjach – […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Kowalewski oddaje się do dyspozycji Rady Nadzorczej, ale jest ładnie ubrany

Słyszeliśmy o dziennikarzach śledczych, słyszeliśmy o dziennikarzach modowych, ale nie słyszeliśmy jeszcze o dziennikarzach śledczo-modowych. Dziwne to by było, gdyby Bob Woodward i Carl Bernstein z jednej strony ujawniali niecne działania Nixona, a z drugiej dyskutowali, czy czarny to nowy różowy, czy jednak różowy to nowy czarny. Ale jednak jest taka profesja! Do takich wniosków […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Mioduski: „Boruc rozumiał nasze ograniczenia. Daliśmy z siebie maksimum”

– Artur Boruc rozumiał nasze ograniczenia. Od początku było wiadomo, na co możemy sobie pozwolić, a na co nie. Ale zdawaliśmy sobie sprawę, że nie przyjdzie u nas grać za nic, za frytki, za grosze – że musi zarabiać przyzwoite pieniądze. Daliśmy z siebie maksimum, a Boruc też podszedł do tego tematu bardzo racjonalnie. Z […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Pątnicze drogi nowicjuszy do Ekstraklasy. Który beniaminek jest najmocniejszy?

Podbeskidzie Bielsko-Biała, Stal Mielec, Warta Poznań. Co łączy te kluby? Ano chyba to, że wszyscy beniaminkowie przyszłego sezonu Ekstraklasy ciągną za sobą historie przypominające pięty gorliwego pątnika. Już nawet mniejsza o czas oczekiwania na powrót do elity, bo choć Stal i Warta czekały ćwierć wieku i mogą tą pokaźną liczbą grać, to Podbeskidzie wróciło na […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Gorgon w Pogoni, czyli czas na stabilizację w ofensywie

Pogoń Szczecin obiecała, że utrata sponsora strategicznego nie wpłynie na negocjacje transferowe i słowa dotrzymała. Bo tak należy rozumieć sięgnięcie po Alexandra Gorgonia, kapitana HNK Rijeki. Nie gościa z rezerw, nie takiego po przejściach, nie byłego reprezentanta i nadziei kraju XYZ. W Ekstraklasie ląduje człowiek, który przez ostatnie lata zgarniał trofea i był kluczowym zawodnikiem […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Gole Klimali i Niezgody, asysta Jagiełło. Jak grali stranieri?

Doszliśmy do tego momentu sezonu, w którym po szalonym maratonie zostało tylko konfetti na finiszu i parę butelek do posprzątania. Większość lig zakończyła już granie, choć… Może lepiej powiedzieć – zawiesiła? W końcu za moment wszyscy wrócą na boiska i rozpoczną nowy sezon. W każdym razie grania jest niewiele, co nie znaczy, że nasi stranieri wleźli […]
03.08.2020
Weszło
03.08.2020

Mecz z Lechem nie jest dla mnie priorytetem. Póki co cieszymy się z awansu

– Spotkanie z Lechem nie jest dla mnie priorytetem, ale wiem, że będzie ono już w czwartej kolejce. Życie natomiast pokaże, co się wydarzy za tydzień albo dwa. Na razie cieszymy się z tego, co jest i już niedługo wracamy do pracy, aby godnie reprezentować Wartę w ekstraklasie. Zobaczymy, jakie będą ruchy transferowe. Myślę, że […]
03.08.2020
Weszło
02.08.2020

Odcinek specjalny quizu – Cezary Stefańczyk kontra rekord Damiana Smyka!

Czy rekordowy wynik Damiana Smyka zostanie pobity? Z tym pamiętnym występem zmierzy się dziś Cezary Stefańczyk, który polską ligę zna na wylot. Jak doświadczony ligowiec wypadnie w naszym quizie? Oglądajcie specjalny odcinek, w którym obok byłego obrońcy Wisły Płock zobaczymy Jakuba Białka, Kubę Olkiewicza i Jana Mazurka. Prowadzenie – niezawodny Paweł Paczul. Startujemy o 20!
02.08.2020
Inne sporty
02.08.2020

F1. Pięćdziesiąt okrążeń nudy, dwa okrążenia szaleństwa

Jeśli wyłączyliście Grand Prix Wielkiej Brytanii na kilka okrążeń przed końcem – nie będziemy zdziwieni. Właściwie wszystko zdawało się wówczas rozstrzygnięte. Niemal przez cały wyścig pierwsza czwórka jechała po swoje. Działo się co najwyżej za ich plecami. Jeśli jednak wytrwaliście do końca – otrzymaliście nagrodę. Bo ostatnich kilka okrążeń to była istna jazda bez trzymanki. […]
02.08.2020
Weszło
02.08.2020

Komu z I ligi dać szansę w Ekstraklasie? 7 nazwisk do notesów skautów

W pierwszej lidze znamy już wszystkie rozstrzygnięcia, więc zabieramy się za kolejne podsumowania. Wybraliśmy już najlepszych piłkarzy zaplecza po restarcie, a teraz czas na zawodników, którym można dać szansę w Ekstraklasie. Od razu zaznaczymy – odrzuciliśmy tych, którzy do niej awansowali oraz młodzieżowców, którym poświęcimy osobny tekst. Grono zostało dość mocno okrojone, ale… daliśmy radę […]
02.08.2020
Weszło
02.08.2020

Casus Davida Kopacza. Niemiecka szkoła nie szkoli nam gwiazd

David Kopacz to typ zawodnika, który rozbudzał nadzieje. Trenował z Mario Goetze, Pierre-Emerickiem Aubameyangiem, Gonzalo Castro, Mario Gomezem, Marco Reusem, Erikiem Thommym i jeszcze paroma innymi uznanymi nazwiskami, które błyszczą lub błyszczały w Bundeslidze. Rósł z Jadonem Sancho, dzisiaj wartym pewnie ponad sto milionów. Co więcej, w juniorach Borussii Dortmund miewał mecze, w których grał […]
02.08.2020
Weszło
02.08.2020

Abramowicz: Karny z Wartą? Jak się walczy w powietrzu, to nieuniknione, że ręce lądują na rywalu

Dawid Abramowicz kontrowersyjny rzut karny w meczu Warty Poznań z Radomiakiem widział z bliska. Nawet z bardzo bliska, bo to on go sprokurował. Jak sytuacja wyglądała z jego perspektywy? Czy ma pretensje do Łukasza Spławskiego, albo sędziego Bartosza Frankowskiego? Co sądzi o finałowym spotkaniu? Jak zareagował, gdy zobaczył kibiców z Radomia pod stadionem w Grodzisku? […]
02.08.2020