post Avatar

Opublikowane 18.03.2018 15:13 przez

Rafal Bienkowski

Włosi sędziujący Włochom, puchar wystawiony na licytację w sklepie UNITRA, spektakularna wywrotka ze skrzynką piwa, ale też śmierć ojca tuż przed ważnym meczem – zwycięstwo siatkarzy Płomienia Milowice w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych to opowieść nie tylko sportem pisana.

Od zdobycia pierwszego w historii polskiego sportu Pucharu Europy w grach zespołowych minęło w tym roku czterdzieści lat. – Rany boskie, tyle lat. Straszliwa liczba! – mówią dawni mistrzowie. 

***

Karol Wojtyła zostaje papieżem. Zima stulecia. Deyna nie trafia karnego z Argentyną. W kinie premiera filmu „Wodzirej”, a w telewizji serialu „Noce i dnie”. Rodzi się Piotr Łuszcz, czyli późniejszy „Magik”. We wsi Emilcin rzekomo ląduje UFO. Rusza produkcja Poloneza. Płomień Milowice wygrywa ówczesną siatkarską Ligę Mistrzów.

W 1978 r. w Polsce newsów było od cholery.

Od cholery czasu trzeba było też czekać na kolejny triumf polskiego zespołu w Pucharze Europy. Po 38 latach dokonało tego Vive Kielce w Champions League szczypiornistów. Dopiero oni dołączyli do tego mało licznego klubu, którzy otworzyli siatkarze.

Byłem górnikiem i nawet byłem w kopalni!

W latach 70. w Milowicach działy się rzeczy ekskluzywne, chociaż żadne to Monaco. Pępkiem tej zachodniej dzielnicy Sosnowca była kopalnia „Milowice”, a węgielny krajobraz dopełniały jeszcze osiedla mieszkaniowe dla górników. Pejzaż raczej szary.

W tamtych czasach transfery w siatkówce praktycznie nie istniały, zawodnicy grali w swoich klubach latami, ale jeżeli już któryś trafiał w takie miejsce, mógł być w małym szoku. Tak jak chociażby Ryszard Bosek. Po latach wspominał w „Rzeczpospolitej”, że było to dla niego traumą. Pierwszą rzeczą, jaką zobaczył na dworcu kolejowym w Sosnowcu, był… list gończy wystawiony za mordercą. Później tramwaj którym jechał nieoczekiwanie zatrzymał się na trasie po środku niczego i tak stał, stał, stał. Chociaż do hali Płomienia w końcu udało mu się dotrzeć.

hala 2 1968

trybuny

A jednak w tej szarzyźnie narodził się klub, który przez lata trząsł ligą. Siatkarki Płomienia zdobyły między 1974 a 1981 r. aż pięć mistrzostw Polski, panowie z kolei tytuły zgarniali w sezonach 1977 i 1979, dorzucając do tego jeszcze dwa srebra (1975, 1976) i brąz (1974). Zawodnicy nie mieli prawa narzekać na swoje miejsce pracy, bo w górniczym zespole mieli cieplutko. Bez cienia przesady można napisać, że Milowice były jednym z pierwszym klubów w Polsce, którym zarządzano niemalże zawodowo.

Płomień był wtedy bardzo dobrym klubem. Nie mieliśmy źle: własna sala, hotel, gabinety odnowy biologicznej, restauracja. Czego chcieć więcej? – mówi Weszło Włodzimierz Sadalski, jeden z czterech mistrzów olimpijskich i świata z reprezentacji Huberta Wagnera w składzie ekipy z Sosnowca. Oprócz niego byli to jeszcze wspomniany Bosek, Wiesław Gawłowski i Zbigniew Zarzycki.

Ja na papierze byłem cieślą dołowym i nawet dwa razy byłem na dole! – dodaje Waldemar Wspaniały, późniejszy trener reprezentacji, który urodził w Sosnowcu. – Wtedy nasze zatrudnienie na kopalni było oczywiście fikcją, bo nie było sportu zawodowego, chociaż my tak naprawdę byliśmy zawodowcami. Może nie zarabialiśmy jakichś wielkich pieniędzy, powiedzmy że były to dwie średnie krajowe. Chociaż oczywiście reprezentanci kraju mieli pewnie wyższe umowy. Grając w Płomieniu można było więc spokojnie żyć, ale z drugiej strony jakie to ma porównanie do dzisiejszych czasów, kiedy zawodnicy zarabiają setki tysięcy euro czy dolarów?

Czołowi zawodnicy i porządek u księgowej były fundamentami pod przyszłe sukcesy, ale warto też przypomnieć inną ciekawą kwestię, o której mówi się raczej rzadko. Chodzi o zaangażowanie Huberta Wagnera. Kiedy „Kat” prowadził reprezentację, był też jednocześnie konsultantem w Płomieniu, gdzie grało kilku jego kluczowych zawodników. Gracze Milowic wspominają, że przyjeżdżał do nich nawet dwa-trzy razy w tygodniu i nie siedział na trybunach, tylko często brał czynny udział w zajęciach.

My grając w reprezentacji znaliśmy jego metody treningowe i opowiadaliśmy o tym kolegom z Płomienia, ale co innego jest słuchać opowieści, a co innego tego później doświadczyć. Myślę, że to było bardzo ważne dla całego zespołu – mówi Sadalski.

Ach, ci Grecy…

Czterdzieści lat temu najważniejsze klubowe rozgrywki na Starym Kontynencie nosiły jeszcze szyld Puchar Europy Mistrzów Krajowych. Ich schemat też był kompletnie inny od obecnej Ligi Mistrzów. Kiedy teraz czołowe kraje mogą wystawić do fazy grupowej nawet po trzy ekipy, wtedy grali wyłącznie mistrzowie. Nie było też grup, tylko nagła śmierć – przegrany odpadał. I kolejna ciekawostka pokazująca, jaka to siatkarska prehistoria: w Pucharze Europy grał wówczas nawet Real Madryt, bo Królewscy, o czym mało kto pamięta, jeszcze do początku lat 80. prowadzili sekcję siatkarską.

W sezonie 1977/1978 w PE mistrz Polski trafił w pierwszej rundzie na Panathinaikos Ateny. Dwumecz bez historii. Płomień wygrał w Grecji 3:1, a tydzień później w Milowicach nie stracił nawet seta. Znacznie ciekawiej było w ćwierćfinale, gdzie czekało już Federlazio Rzym. Przejście Włochów dawało przepustkę do turnieju finałowego, czyli ówczesnego Final Four.

Zaczęło się od historii, która w dzisiejszych czasach po prostu by nie przeszła. Delegowany do poprowadzenia pierwszego meczu w Rzymie skład sędziowski z Grecji, nie doleciał na miejsce. Samolot został uziemiony przez fatalną pogodę i zwyczajnie nie było komu sędziować. Jedynym wyjściem było więc ratowanie się miejscowym arbitrem, co jednak od razu śmierdziało na kilometr.

Była myśl, czy w ogóle grać, ale chodziło też o sprawy finansowe klubu. Powrót do kraju, a potem znów wyjazd do Włoch? To byłoby skomplikowane i kosztowne. No więc zagraliśmy. To był dziwny mecz. Przegraliśmy pierwszego seta po straszliwych pomyłkach arbitra. To było czterdzieści lat temu, ale pamiętam, że działy się tam rzeczy co najmniej dziwne. Na szczęście drugą partię wygraliśmy. I to już w zasadzie dawało nam pewność, że na Płomieniu damy sobie radę – tak Włodzimierz Sadalski wspomina mecz, który ostatecznie był przegrany 1:3.

Przed rewanżem atmosfera w drużynie trochę jednak siadła z innego powodu. – Dla mnie to był tragiczny czas, bo krótko przed meczem w Sosnowcu zmarł mój ojciec. Dowiedziałem się o tym dosłownie kilka godzin przez spotkaniem. Nie zagrałem, bo człowiek zupełnie o czym innym myślał. To się pamięta, takie rzeczy zostają. Ale mecz był wygrany i polski zespół awansował do finału – mówi Waldemar Wspaniały.

Tak jak wcześniej zapowiadali zawodnicy, urwany set w Rzymie był kluczowy, bo w Milowicach Federlazio zostało wytarte o parkiet – 3:0 (15:6, 15:7, 15:7). Po meczu Włosi przepraszali też Polaków za sędziowski cyrk z pierwszego spotkania.

Taki rarytas

Można było więc rezerwować bilety do Bazylei, która była gospodarzem turnieju finałowego. Oprócz Płomienia zakwalifikowali się do niego Turcy z Büyükdere Boronkay Stambuł, Czechosłowacy z Aero Odolena Voda i Holendrzy z Blokkeer Rijswijk.

W decydującej fazie Pucharu Europy zabrakło więc mistrza Związku Radzieckiego, czyli siatkarskiego hegemona tamtych czasów. W latach 70. drużyny z tego kraju wygrały bowiem aż sześć z ośmiu wcześniejszych edycji pucharu. Zespół CSKA Moskwa, który seryjnie wygrywał swoją ligę, byłby faworytem, tyle że nie został nawet zgłoszony do rozgrywek. I do dzisiaj tak naprawdę nie wiadomo dlaczego. Siatkarze Płomienia mówią coś o konflikcie, do którego doszło w tamtejszej federacji, ale można też dokopać się do informacji, że Rosjanie chcieli po prostu jak najlepiej przygotować się do mistrzostw świata, które w tym samym roku miały odbyć się we Włoszech. Druga wersja jest całkiem możliwa, bo CSKA było wtedy tak naprawdę reprezentacją Związku Radzieckiego. Tak czy inaczej, brak tej drużyny w Szwajcarii był później powodem umniejszania sukcesu Płomienia, co niektórych graczy irytuje do dziś.

To był problem Rosjan, a nie nasz. Poza tym nikt nie był w stanie przewidzieć wyniku, bo przecież wygrywaliśmy z nimi i na mistrzostwach świata, i na igrzyskach – mówią.

płomień gra

Sama Bazylea przyjęła sosnowiczan hucznie, bo był luty i trafili akurat na końcówkę karnawału. Zawodników zbudził łomot orkiestry dętej pod oknami. W nocnym przemarszu przez miasto wzięła udział masa ludzi, wszyscy w kolorowych przebraniach, sypało się konfetti, prawie jak w Rio. W pamięci siatkarzy utkwiło to, że chociaż w nocy miasto było wprost zasypane wspomnianym konfetti i serpentynami, to wcześnie rano – kiedy wybrali się na spacer – wszystko było już idealnie wysprzątane. Nigdzie nawet papierka.

Areną turnieju była St. Jakobshalle. To tam miał zostać wyłoniony najlepszy zespół Europy. Faworytem wydawała się być drużyna z Czechosłowacji, a z tamtejszymi klubami Płomieniowi zawsze grało się ciężko. Mistrzowie Polski na przystawkę dostali jednak Turków i skończyło się gładkim 3:0.

Bardzo ważny był drugi mecz z Holendrami. Wygraliśmy go po ciężkiej walce. Nie było łatwo, bo kluby z tego kraju w tamtych czasach liczyły się w Europie – zwraca uwagę Waldemar Wspaniały. Spotkanie niby było pod pełną kontrolą, bo Płomień prowadził już 2:0, ale w trzecim secie nieoczekiwanie zebrał baty przegrywając… 1:15 i zrobiło się nerwowo. Ostatnia, bardzo wyrównana partia, zakończyła się jednak szczęśliwie, co dało zwycięstwo 3:1.

W ostatnim meczu drużyna Aero nie miała już szans na zdobycie pucharu, ale gdyby zdołała wygrać spotkanie, trofeum wylądowałoby w rękach Blokkeer Rijswijk. – Aż byliśmy zdziwieni ich postawą, bo zagrali mecz wręcz doskonały. Wyrwać im zwycięstwo było bardzo, bardzo trudno – mówi Sadalski.

To był dreszczowiec. Pierwszego seta Płomień wygrał, ale dwa kolejne już przegrał nie wychodząc w nich nawet z „dychy”. Mecz wyglądał już bardzo źle, ale udało się wyrównać i doprowadzić do piątej partii. Ta zaczęła się kiepsko, bo mistrz Czechosłowacji prowadził już 3:1, ale w tym momencie mecz wywrócił się do góry nogami. Polacy zaczęli zdobywać punkty seriami, wygrali seta do 7, a cały mecz 3:2.

W takich okolicznościach zdobyto pierwszy Puchar Europy w historii polskich gier zespołowych. Dokonali tego Gawłowski, Bosek, Sadalski, Molenda, Wspaniały, Kasprzyk, Malinowski, Rogowicz, Piątek, Pawlik, Kmera i trener Aleksander Skiba.

Impreza zaczęła się jeszcze w Szwajcarii, chociaż nie obyło się bez małych problemów. – Po zdobyciu pucharu była ogromna radość. Pamiętam, jak Włodek Sadalski niósł w rękach z dziesięć butelek piwa i się z tym wszystkim wywalił. Nie ocalała chyba ani jedna butelka, gdzie wtedy dla nas bardzo dobre piwo to był rarytas. To były czasy komuny, gdzie czasami piwo można było kupić tylko na dworcach i to jeszcze na dodatek ciepłe – mówi Waldemar Wspaniały.

Nocny „włam” do sklepu

Kiedy samolot z siatkarzami wylądował na lotnisku w Warszawie, na płycie czekała już orkiestra i przedstawiciele klubu.

Luty, środek zimy, chyba z -25, a tu orkiestra górnicza wystrojona w swoje mundury i poprzebierani uczniowie górniczej szkoły zawodowej. Grają, chociaż zimno jak diabli. Aż było nam żal tych chłopaków, bo samolot miał opóźnienie i biedni musieli czekać z godzinę czy dwie – wspominają zawodnicy.

Na lotnisku nie było jednak żadnego przedstawiciela Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Zawodnicy oczywiście od razu to zauważyli, ale nie robili z tego problemu.

Brak działaczy nie przeszkodził jednak zawodnikom w dobrej zabawie. Najpierw przenieśli się do warszawskiego hotelu Polonia. Tam natknęli się na Grzegorza Latę i Jana Tomaszewskiego, którzy wybierali się akurat na mecz pokazowy. Część zawodników Płomienia znało ich ze wspólnych zgrupowań reprezentacji w Zakopanem, dlatego była świetna okazja do stuknięcia się szkłem.

Bankiet może zaczął się w Polonii, ale gdzie się skończył, to już nie pamiętam – śmieje się Wspaniały. – Zostaliśmy jednak w Warszawie, bo niedługo mieliśmy grać mecz z Legią. Przegraliśmy go. Potem była druga feta w Milowicach. Sala pełna kibiców, do tego wiadomo, przemówienia, bla bla bla. Później dostaliśmy premie od dyrektora kopalni, następnie znowu wyprawiono kolejny bankiet i razem wyszło chyba z tydzień świętowania.

Kuriozalna historia związana jest z samym pucharem za zwycięstwo w Bazylei. Niewiele brakowało, aby to jedno z najważniejszych trofeów w historii polskiej siatkówki przepadło bez śladu.

puchar

Przez pierwsze lata, jak pan Bóg przykazał, puchar był eksponowany w klubie i cieszył oczy kibiców. Zamieszanie zaczęło się na przełomie lat 80. i 90. kiedy Płomień stanął na skraju bankructwa.

Szefostwo kopalni zaczęło zastanawiać się nad wycofaniem klubu z rozgrywek. Popierały to też załogi górnicze, które miały już dość pracy na „siatkarzy darmozjadów”, chociaż jeszcze kilkanaście lat wcześniej nosili ich prawie na rękach. I kiedy Płomień faktycznie uśmiercono, zaczęła się wyprzedaż dobytku, w tym pucharu. Doszło do tego, że byli zawodnicy musieli przygotować plan „odbicia” trofeum.

Ktoś wpadł na pomysł, żeby puchar wystawić na licytację. I w sklepie UNITRY, gdzie można było kupić telewizory, radia czy magnetofony, była zorganizowana wystawa wszystkich osiągnięć Płomienia. Wokół pucharu zaczęło się robić gorąco – opowiada Waldemar Wspaniały. – Całe szczęście, że kierownikiem sklepu był mój kolega. Zakradłem się więc tam w nocy i po prostu wyniosłem trofeum. Dobrze, że nie doszło do licytacji, bo to byłoby bez sensu. Dla nas to rzecz bezcenna. Puchar przez pewien czas stał później w specjalnej gablocie i ludzie mogli go oglądać. Z tego co wiem, obecnie znajduje się w gabinecie Piotra Hałasika, byłego prezesa i sponsora GKS-u Kazimierz Płomień Sosnowiec.

Podczas spotkań rodziny Płomienia byli zawodnicy obmyślają plan, co tu zrobić z trofeum, które powinno być należycie eksponowane. – Taki puchar nie może przecież stać na zwykłej półce w zwykłym gabinecie.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. album „Płomień-Milowice” autorstwa Magdaleny, Zuzanny i Joanny Bąk; milowice.com

Opublikowane 18.03.2018 15:13 przez

Rafal Bienkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 4
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Blajpios
Blajpios

Też dziękuję – razem (ponad podziałami) z Kolegą markus1977 kibicującym Górnikowi Zabrze – za ten artykuł; nawet jeszcze całego nie przeczytałem, bo znam tę historię, toteż mogę podziękować „z góry”; dodatkowo, robi się rzewnie, bo to ten sam rok, w którym piłkarze Zagłębia Sosnowiec wystąpili ostatni raz w pucharach europejskich. Za to – siatkarze z Sosnowca błysnęli. Jednak – warto szczegół pewien sprostować, mianowicie, jeżeli piszecie o „jakiejkolwiek dyscyplinie”, w której polski zespół zdobyłby puchar europejski klubowy: to faktycznie, trzeba było czekać długo ale nie aż 38 lat. Mianowicie – też z Sosnowca szabliści zdobyli Klubowy Puchar Europy w 2003 roku, w 25-lecie pierwszego triumfu. To oni więc – najprawdopodobniej – byli kolejnym zespołem – ale Sosnowiec tym samym nadal zostawał jedynym miastem triumfatora klubowego z Polski. Potem jeszcze raz albo dwa razy laskarze z Poznania (tak, polscy hokeiści na trawie!) zdobyli też klubowe mistrzostwo i dopiero potem uczynili to „ręczni z Kielc” o ile mnie pamięć nie myli i kogoś nie pomijam. Oczywiście, nie pomniejsza to sukcesu piłkarzy ręcznych Vive, z pewnością też piłka ręczna jest bardziej obecnie popularna niż szabla czy hokej na trawie, niemniej jednak, jeżeli piszemy o „jakiejkolwiek dyscyplinie”, to wspomniane fakty warto dodać. Raz jeszcze dzięki jednak za przypomnienie pierwszego triumfu i za artykuł, który dobrze się czyta, pozdrawiam.

Matthew
Matthew

No i w tym samym roku co Vive (tylko kilka miesięcy później, bo w lipcu), zespół Panthers Wrocław wygrał Ligę Mistrzów w futbolu amerykańskim! 🙂

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Weszło
13.08.2020

Alex Sobczyk: Erik Grendel powtarzał mi, że pasuję do Ekstraklasy

Alex Sobczyk to kolejny Polak, który dorastał w Austrii ze względu na emigrację rodziców, a teraz próbuje swoich sił w Ekstraklasie. Niecałe dwa tygodnie temu pozyskał go Górnik Zabrze. Przy Roosevelta z dobrej strony dał się zapamiętać Daniel Sikorski, więc mają tam pozytywne punkty odniesienia. 23-letni napastnik na austriackiej ziemi nie zaistniał mocniej w seniorskiej […]
13.08.2020
Weszło
13.08.2020

2. Bundesliga – przytułek dla odrzutów z Ekstraklasy

Przemyślane, logiczne ruchy transferowe. Poważny skauting. Skrupulatne obserwacje. Mocni dyrektorzy sportowi. Organizmy gotowe do wysokiej intensywności treningów. Z tym kojarzy nam się 2. Bundesliga. A tak jest naprawdę: Ognjen Gnjatic podpisuje 2-letni kontrakt z Erzgebirge Aue Rodrigo Zalazar trafia na wypożyczenie do St. Pauli. Thomas Dähne z 3-letnią umową w Holstein Kiel. David Kopacz na […]
13.08.2020
Weszło
13.08.2020

Kulesza: „Nie uważam, by Jagiellonia miała niską skuteczność transferową”

– Poziom całej drużyny był niezadowalający, spodziewaliśmy się więcej – zarówno po Polakach jak i obcokrajowcach. Natomiast inne drużyny mają więcej obcokrajowców w swoich składach. Ja chętnie bym zatrudniał Polaków, ale ciężko jest utrzymać takiego piłkarza w klubie. Gdy zawodnik zaczyna być kreatywny, szybko dostaje ofertę i wyjeżdża. Tymczasem nie zawsze uda się znaleźć odpowiedniego […]
13.08.2020
Weszło
13.08.2020

PRASA. PZPN: „Jeśli piłkarze nie są pewni zdrowia, na wszelki wypadek odwołujemy mecz”

W dzisiejszej prasie sporo o odwołanych meczach i nic dziwnego. „Sport” informuje, że Polonia Bytom po czterech kolejka nie będzie miała żadnego rozegranego spotkania na koncie. W środę w trzeciej lidze Siarka miała zagrać z Podhalem, ale mecz odwołano przez niepewne wyniki badań. – Jeśli zdarzają się piłkarze, którzy nie są w stu procentach pewni swojego […]
13.08.2020
Weszło
13.08.2020

Niewiarygodne, ale prawdziwe. Choupo-Moting po prostu zamknął grę!

Już w przypadku Ajaksu Amsterdam, już przy pamiętnym zwycięstwie Ole Gunnara Solskjaera nad PSG, już przy słynnej remontadzie z udziałem Barcelony mieliśmy podejrzenia, że Liga Mistrzów to bardziej wrestling niż piłka nożna. Wiecie, gdzieś za kotarą siedzi sztab najlepszych światowych scenarzystów, którzy wymyślają wspólnie kolejne sezony tej baśniowej epopei. Dziś otrzymaliśmy namacalny dowód.  Wyczyn Erika […]
13.08.2020
Weszło
12.08.2020

Minuty od spełnienia marzeń. PSG odkuło się po latach frajerskich porażek

Czasami trochę wyolbrzymiamy mówiąc, że ktoś był o krok od sukcesu. Że niewiele brakowało, żeby spełnił marzenia. Ale w przypadku meczu Atalanty Bergamo z PSG nie ma mowy o przesadzie. Włosi byli o kilka chwil od historycznego wyczynu, półfinału Ligi Mistrzów. Od zostania jednym z czterech najlepszych zespołów w Europie, drużynę Gian Piero Gasperiniego dzieliło […]
12.08.2020
Weszło
12.08.2020

Rivaldinho w Cracovii. Za nazwisko roboty nie dostał, grać umie

Syn Maradony robił karierę w znanej i lubianej Puteolanie. Stephan Beckenbauer zaliczył w Bundeslidze tylko epizod. Jasne, jest Paolo Maldini, który osiągnął więcej od ojca. Ale jest i Christian Maldini, który odbił się od starego dobrego Hamrun Spartans. Jak to jest z tymi synami sławnych piłkarzy, przekonamy się też w najbliższym sezonie Ekstraklasy – do […]
12.08.2020
Blogi i felietony
12.08.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Nie doniesienia z początku okresu przygotowawczego, nie przypadek wykrycia zakażonego w Wiśle Płock czy Lechii Gdańsk, ale dopiero odwołany mecz superpucharowy sprawił, że polskie środowisko piłkarskie wreszcie obudziło się z letniego snu. Wydawało się, że koronawirus nas nie dotyczy, bo przecież zagraliśmy końcówkę ubiegłego sezonu, ba, nawet finał Pucharu Polski, wiele meczów z udziałem kilkutysięcznych […]
12.08.2020
Weszło
12.08.2020

Jeszcze mocniejsi niż w Lublinie, ale czy to wystarczy?

Długi to był marsz, momentami bardzo trudny, zamieniający się wręcz w czołganie. Cracovia po swoje pierwsze trofeum od lat czterdziestych, Janusz Filipiak po swój pierwszy piłkarski triumf, Michał Probierz po pierwszy puchar po odejściu z Jagiellonii… W Lublinie, po końcowym gwizdku starcia z Lechią Gdańsk, zakończyło się jednocześnie kilka niechlubnych serii. Czy Cracovia uskrzydlona pierwszym […]
12.08.2020
Weszło
12.08.2020

Wisła podtrzymuje tradycję i bierze napastnika, który nie strzela goli

Cillian Sheridan, Grzegorz Kuświk, Karol Angielski, Oskar Zawada, Kamil Biliński, Mateusz Piątkowski, Mikołaj Lebedyński. To nie wyliczanka spod znaku „wymień niepasujący element”, bo tu wszystkie elementy pasują. Wspólny mianownik tych siedmiu piłkarzy? Grali w Wiśle Płock i strzelali niewiele goli. W ciągu trzech sezonów zdobyli łącznie 22 bramki. Tak, tak – siedmiu gości, trzy sezony, […]
12.08.2020
Weszło
12.08.2020

Ronaldinho, Weah, Jay-Jay Okocha. Kozacy PSG sprzed ery szejków

Napędzane kasą szejków Paris Saint-Germain nie jest najbardziej lubianą ekipą w Europie. Owszem, mają takich grajków, że potrafią zachwycić, ale choćby przy okazji dzisiejszego meczu z Atalantą wydaje nam się, że zdecydowanie więcej osób trzyma kciuki za niespodziankę, za awans dzielnej włoskiej bandy. PSG wypomina się kolejne wpadki i nazywa królami własnego podwórka. Ale przed […]
12.08.2020
Weszło
12.08.2020

Sezon prawie idealny. Na co jeszcze stać Atalantę?

– Jeśli wygramy Ligę Mistrzów, zrobię naszym kibicom pizzę. Nie jedną, a tysiąc! – zapowiedział Gian Piero Gasperini przed decydującym turniejem w Lizbonie. Ostatni włoski przedstawiciel na najważniejszej scenie na Starym Kontynencie nie cofnie się przed niczym. Atalanta Bergamo ma za sobą sezon prawie idealny – oczywiście jak na swoje możliwości. Miażdżyła kolejnych rywali. Zdobyła […]
12.08.2020
Weszło
12.08.2020

Koronawirus w Barcelonie. Mecz z Bayernem niezagrożony

Przedwczoraj dwa zarażenia w Atletico Madryt, wczoraj osoba mająca dostęp do centrum treningowego PSG, dziś piłkarz FC Barcelony. Tak, także i w „Dumie Katalonii” jeden z zawodników usłyszał, że ma pozytywny wynik testu na koronawirusa. Uspokajamy – prawdopodobnie nie będzie to miało jednak żadnego wpływu na piątkowe spotkanie z Bayernem. Mecz w tej chwili nie […]
12.08.2020
Weszło
12.08.2020

Niezgoda wygrywa turniej w izolacji

Pamiętacie pomysł Rakowa Częstochowa, który zaproponował dokończenie ligi w izolacji? Sceptycy twierdzili, że w Częstochowie upadli na głowę. Ci z nieco większą wyobraźnią myśleli: może i ciekawa idea, ale niemożliwa. Otóż możliwa. Zrealizowano ją w MLS. Z komplikacjami, ale zrealizowano. Dzięki temu Jarosław Niezgoda sięgnął po swoje pierwsze trofeum za oceanem.  Dziś w nocy Polak […]
12.08.2020
Weszło
12.08.2020

Przerwane sny o dominacji Premier League. Biją ich nie tylko Hiszpanie, ale i Niemcy

Gdy w zeszłym sezonie cztery kluby Premier League dotarły do ćwierćfinału Champions League, a w finale zagrały dwie angielskie ekipy, mówiło się, że nadchodzą wielkie czasy dla wyspiarskiego futbolu. Gigantyczny przemysł napędzany pieniędzmi z praw telewizyjnych miał zabetonować najważniejsze fazy Ligi Mistrzów. Nie minął jednak rok i wróciliśmy do statusu quo z poprzednich lat – […]
12.08.2020
Weszło
12.08.2020

Andrea Pirlo, czyli zagadka dla analityków. Co wiemy o nowym trenerze Juventusu?

– Andrea Pirlo jako trener? Jedną rzecz wiemy na pewno. W garniturze i pod krawatem będzie wyglądał świetnie – tak „Il Foglio”, w nieco szyderczy sposób, recenzuje powierzenie mistrzowi świata z 2006 roku sterów Juventusu. Szyderczo, ale zarazem szczerze. Bo co można powiedzieć o trenerze, którzy jeszcze nigdy nikogo nie trenował? Który nie zastosował ani […]
12.08.2020
Weszło
12.08.2020

Quiz piłkarski. Kto podnosił z boiska wygraną w Champions League?

No i nadszedł dzień, w którym widać już metę kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Siedem meczów w Lizbonie i będzie po sprawie – w wyjątkowych okolicznościach ktoś dopisze sobie do CV spore osiągnięcie. Z tej okazji przygotowaliśmy dla was quiz piłkarski. Zadanie polega na wymienieniu podstawowych jedenastek zwycięzców ostatnich dziesięciu finałów Champions League.  Łatwe? No to […]
12.08.2020
Weszło
12.08.2020

PRASA. Chaos z badaniami, ale wkrótce mają być wytyczne na wzór UEFA

Środowa prasa to ciąg dalszy zamieszania związanego z tym, jak kluby mają się badać przed nowym sezonem, zapowiedź meczu PSG z Atalantą, echa postawy Wisły Kraków ws. podziału pieniędzy z praw transmisyjnych, Waldemar Sobota mówiący o swoim powrocie i Dawid Janczyk kolejny raz próbujący wrócić na dłużej do grania.  PRZEGLĄD SPORTOWY Zespół Medyczny PZPN przyznaje, […]
12.08.2020