Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Norwegowie swoje, wiatr swoje, jury… też swoje. Polacy drudzy w Vikersund

Sebastian Warzecha

Autor:Sebastian Warzecha

17 marca 2018, 19:30 • 3 min czytania 2 komentarze

Całkiem niedawno, po konkursie w Lillehammer, gdzie Stoch i Kubacki zmietli konkurencję, oficjalny profil ekipy tego drugiego napisał na Twitterze, że „Dawid wygrał w rywalizacji skoczków, którzy nie są Kamilem Stochem”. Dziś Polacy wygrali konkurs drużynowy dla ekip, które nie są Norwegami.

Norwegowie swoje, wiatr swoje, jury… też swoje. Polacy drudzy w Vikersund

Napiszemy najkrócej, jak się da, o tym, co robili dziś Norwegowie: roznieśli system. Oto punkty pierwszych trzech drużyn z całego konkursu: 1567,3; 1301,7; 1284,0. Ten drugi wynik to Polska. Nikt nie miał do gospodarzy podjazdu i było to widać od pierwszych skoków. Nawet w złych warunkach potrafili latać tak, jakby wszyscy Norwegowie zebrali się pod skocznią i dmuchali im pod narty.

A tak nie było, bo – tradycyjnie – na trybunach rządzili głównie Polacy.

Tym bardziej szkoda, że jury postanowiło nas trochę podenerwować i pomagało podopiecznym Alexandra Stöckla. Podniesienie rozbiegu o cztery belki przed skokiem Daniela Andre Tande? Nie ma sprawy! Co tam, że swoje próby z niższej i w złych warunkach oddali wszyscy zawodnicy z grupy, w której skakał Daniel. Śmieszne to tym bardziej, że Tande to mistrz świata w lotach. Prawdopodobnie i bez takiej pomocy odleciałby rywalom.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Szkoda, że pogoda – na spółkę z organizatorami – nie pozwoliła rozegrać konkursu, na jaki wszyscy czekaliśmy. Bo zawody w Vikersund charakteryzują się tym, że co roku mamy nadzieję na nowy rekord świata. Przy takiej formie Kamila Stocha, jaką prezentował, można było cichutko liczyć na to, że może byłby polski. Szansa jest jeszcze jutro, ale gdyby zrobić to dziś, to złożyłoby się wszystko pięknie, bo:

– równe 24 lata temu Toni Nieminen został pierwszym skoczkiem, który doleciał do granicy 200 metrów (przekraczając ją o trzy metry). Wtedy kozak, dziś… pewnie by nie skakał, bo Finów w konkursie zabrakło. Ale gdyby jednak, to byłaby to 29. odległość w konkursie.

– 22 lata temu Adam Małysz pierwszy raz wygrał konkurs Pucharu Świata. W Oslo, więc też na norweskiej ziemi.

Kamil, dziś była drużynówka, więc uznajemy, że te rocznice da się uczcić też jutro. Nie krępuj się.

Wracając jeszcze na moment do pogody, to jednak musimy napisać, że średnio leży nam ta skocznia w Vikersund. Jasne, to tam ustanawia się wspomniane rekordy świata (253,5 metra Krafta!), ale zbyt często warunki powodują, że konkurs w połowie polega na tym, kto doleci do punktu K, a w połowie na tym, kto wygra. Wielu zresztą marzy potem o przeleceniu nad bulą. Rosjanie przekradli się dziś do drugiej serii z wynikami: 92, 129, 152 i 203 metry. Skoki na poziomie odpowiednio: średniej skoczni w Zakopanem, Wielkiej Krokwi, Willingen i jakiegoś mniejszego mamuta, choćby Kulm.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Do pozytywów dopisujemy, że Stoch utrzymał całkiem pokaźną przewagę (55,7 punkta) w cyklu Raw Air, Kubacki wciąż jest w nim w pierwszej 10., a Polacy próbują dogonić Niemców w klasyfikacji Pucharu Narodów. Jutro chcielibyśmy napisać, że Stoch wygrał Raw Air, przy okazji zgarniając też Kryształową Kulę.

Fot. Newspix.pl

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Bartosz Klebaniuk wraca do składu Pogoni… po pięciu miesiącach przerwy

Piotr Rzepecki
2
Bartosz Klebaniuk wraca do składu Pogoni… po pięciu miesiącach przerwy

Inne sporty

Skoki

Konkurs duetów w Oberstdorfie: Wygrali Słoweńcy. Nasi na piątym miejscu

Łukasz Poznański
0
Konkurs duetów w Oberstdorfie: Wygrali Słoweńcy. Nasi na piątym miejscu
Skoki

Od biedy i tragedii do bycia legendą. Noriaki Kasai inspiruje cały świat

Jakub Radomski
8
Od biedy i tragedii do bycia legendą. Noriaki Kasai inspiruje cały świat

Komentarze

2 komentarze

Loading...