post Avatar

Opublikowane 03.01.2018 14:22 przez

Rafal Bienkowski

Jakaż to ironia losu. Przed nim w historii Turnieju Czterech Skoczni było siedmiu zawodników, którzy wygrali pierwsze trzy konkursy, ale w ostatnim nie wytrzymywali presji. Ciśnienie to wytrzymał natomiast człowiek, który już wtedy zaczął sypać się psychicznie. Półmetek tegorocznej edycji, zdominowanej przez Kamila Stocha, to dobra okazja, żeby przypomnieć kulisy słynnego turnieju z sezonu 2001/2002, który był dla Svena Hannawalda momentem największej chwały i zarazem początkiem końca kariery.

– Był taki wychudzony, że tylko szedł na skocznię, skakał i nic poza tym. Nie miał raczej kontaktu z innymi zawodnikami, pamiętam go jako zamkniętego w sobie – wspomina Tomasz Pochwała, który znalazł się w składzie biało-czerwonych na tamten turniej.

***

14 milionów. Tyle osób śledziło w niemieckiej telewizji konkurs w Bischofshofen, kiedy Sven Hannawald jako pierwszy skoczek w historii zapewnił sobie triumf w turnieju wygrywając wszystkie cztery konkursy.

Według niektórych źródeł to więcej, niż przyciągnął tam przed telewizory nawet finał Ligi Mistrzów, w którym Bayern Monachium pokonał Valencię.

***

Niemiecko-austriacki turniej w sezonie 2001/2002 miał tak naprawdę jednego faworyta – Adama Małysza. Polak, zanim przyjechał do Oberstdorfu, wygrał od listopada aż sześć z dziewięciu konkursów indywidualnych. Hannawald był jednym z nielicznych, którzy potrafili wtedy dobrać mu się do skóry. Niemiec, wówczas aktualny mistrz świata w lotach, wygrał z nim w Titisee-Neustadt. Mimo to media nad Renem podczas inauguracji 50. TCS większe szanse dawały Martinowi Schmittowi, który w ostatnich trzech latach wygrywał w Oberstdorfie.

Ulubieniec Niemców kończy jednak ten konkurs dopiero na 19. miejscu. Zadyszkę formy łapie też Małysz, który jest piąty. Hannawald natomiast rezygnuje z udziału w kwalifikacjach, pokonuje w parze Andreasa Widhölzla, dwa razy odpala po 122 m i nie pozostawia rywalom złudzeń. Drugi Martin Höllwarth traci do niego osiem punktów.

To było mimo wszystko spore zaskoczenie, ponieważ przed samym turniejem nie prezentował aż takiego wysokiego poziomu. Ale dla Niemców, tak samo jak i dla Austriaków, cztery skocznie zawsze były najważniejszym turniejem. Zawsze szczególnie się na niego sprężali – wspomina w rozmowie z nami Robert Mateja, który skończył tamtą edycję dopiero w szóstej dziesiątce.

Po latach w rozmowie z oficjalnym serwisem FIS-u przyzna to zresztą sam Hannawald: – Dla mnie Turniej Czterech Skoczni jest ważniejszy niż igrzyska olimpijskie, bo tutaj trzeba udowodnić swoją wartość w czterech konkursach. Jeden dobry dzień nie wystarczy.

Jednak w grudniu 2001 r. na Schattenbergschanze w Oberstdorfie jeszcze nikt nie miał prawa wiedzieć, że jego wygrana była nie tylko efektem bardzo wysokiej formy, ale także regularnych, potajemnych seansów z psychologiem Hansem Eberspacherem. Profesor przed tamtym sezonem zadania miał dwa: pomóc skoczkowi udźwignąć presję i przenieść dobrą dyspozycję z treningów na konkursy, ale przede wszystkim podnieść go po trudnym sezonie 2000/2001, którego nie ukończył. Hannawald był wtedy krańcowo wychudzony, ważył niewiele ponad 60 kilogramów przy 185 cm wzrostu, co było już objawem anoreksji. Miał też pierwsze problemy z motywacją. Trener Niemców Reinhard Hess przy butelce wina powiedział mu, że nie będzie musiał brać udziału w ostatnich konkursach. Dał mu czas, aby zebrał się do kupy przed sezonem olimpijskim. Rozmowy z psychologiem pomogły mu w tym.

Sztab reprezentacji, widząc jaka presja wytworzyła się po wygranej w Oberstdorfie, stara się za wszelką cenę odciąć od tego zgiełku swojego lidera. Kontakty z mediami zostają ograniczone tylko do obowiązkowych kilku minut pod skocznią i konferencji prasowej, rzecznik prasowy dba nawet o to, aby Hannawald nie miał kontaktu z tłumami kibiców proszącymi o pamiątkowe zdjęcia. Chodzi o uniknięcie pytań, „czy wygra”. Ze skoczni od razu zawożony jest do hotelu.

***

W Garmisch-Partenkirchen scenariusz się powtarza. Hannawald po dwóch udanych seriach treningowych odpuszcza kwalifikacje. Razem z kolegami z reprezentacji idzie na kolację sylwestrową, po północy wypija lampkę szampana i kładzie się do łóżka. Niespokojny budzi się około trzeciej. Później każda kolejna noc aż do zakończenia turnieju będzie wyglądać podobnie.

W konkursie noworocznym w obecności ponad trzydziestu tysięcy widzów znów jest pierwszy, tym razem przed Widhölzlem i Małyszem. Chociaż już ze skromnym zapasem, bo mniej niż dwóch punktów. Wygrana wisiała zresztą na włosku, bo po pierwszej serii minimalnie prowadził Austriak, czyli zwycięzca TCS z sezonu 1999/2000. W obu kolejkach, kiedy Hannawald leciał w akompaniamencie przeraźliwego „Hanni! Leeeeć!”, on przez gwizdy nie słyszał pewnie własnych myśli.

Trzy dni później na nowej skoczni Bergisel w Innsbrucku już w pierwszej serii odpala 134,5 m, ustanawiając tym samym rekord skoczni. W serii finałowej na luzie ląduje na 128 m, czym deklasuje drugiego Małysza o 23 „oczka”.

Dla niemieckich mediów był to układ idealny, bo dziennikarze od początku turnieju pompowali atmosferę właśnie na tym pojedynku.

Ich rywalizacja została trochę nakręcona medialnie, bo po sukcesach Schmitta Niemcy mieli trudniejszy czas, a musieli jakoś pobudzić zainteresowanie, zwiększyć oglądalność. Z mojej perspektywy był to jednak czysty sport: kto lepszy, ten wygrywa – mówi w rozmowie z Weszło Tomasz Pochwała, wówczas reprezentacyjny kolega Adama Małysza.

Robert Mateja: – To było trochę podkoloryzowane. Jedyna ostrzejsza sytuacja, którą pamiętam, miała miejsce w Harrachovie, gdzie  Hannawald trochę „poprzepychał” się z kibicami. Wyciąg był tam akurat tak usytuowany, że jechało się nad publicznością i niektórzy rzucali w niego śnieżkami. On z kolei pokazywał w ich kierunku jakieś gesty.

Wygrywając w Innsbrucku Niemiec zostaje jednak ósmym skoczkiem w historii, który wygrał pierwsze trzy konkursu Turnieju Czterech Skoczni. Przed nim tej sztuki dokonali Olav Bjørnstad, Helmut Recknagel, Max Bolkart, Toralf Engan, Bjoern Wirkola, Yukio Kasaya oraz Kazuyoshi Funaki. Ten ostatni przypadek miał miejsce w sezonie 1997/1998. Można powiedzieć, że „Hanni” już wtedy zaczął pisać swoją historię, bo wtedy to właśnie on wygrał ostatni konkurs w Bischofshofen.

I teraz to on miał znaleźć się w podobnej sytuacji.

***

Noce przed konkursem, który telewizja RTL promuje pod hasłem „Skok dla potomności”, ma fatalne. Prawie nie może spać, przechodzi nerwicę, bezcelowo błąka się po hotelowych korytarzach.

Kiedy pytamy Tomasza Pochwałę, jak zapamiętał Hannawalda, z którym przecież mijał się na skoczni, ten wprost przyznaje – gwiazdor wyglądał jak cień człowieka.

Był taki wychudzony, że tylko szedł na skocznię, skakał i nic poza tym. Nie miał raczej kontaktu z innymi zawodnikami, pamiętam go jako zamkniętego w sobie. Martin Schmitt porozmawiał z każdym, on nie. Może Adam czasami wymienił z nim dwa słowa na skoczni, ale to było wszystko. Na Hannawaldzie ciążyła też jednak ogromna presja, bo było ciśnienie, żeby tym pierwszym, który wygra cztery konkursy, był Niemiec. Był zamknięty w sobie, ale jak pamiętamy, już po udanych skokach pokazywał ogromne emocje. Wydaje mi się, że to wszystko, co się w nim kumulowało, wtedy właśnie puszczało i wybuchało – mówi i dodaje: – Po Innsbrucku wszyscy dyskutowali na skoczni, czy da radę wygrać wszystko, ale tak do końca chyba nikt w to nie wierzył. Bo pamiętajmy, że Turniej Czterech Skoczni to nie tylko konkursy, ale także codzienne uciążliwe przejazdy. Ale dał radę.

W pierwszej serii skacze 139 m, dzięki czemu zwycięstwo ma już na wyciągnięcie ręki.

W przerwie między seriami – czyli dopiero po siedmiu turniejowych skokach – specjalny faks z gratulacjami wysyła mu już kanclerz Niemiec Gerhard Schröder. Hannawald przeczyta go po konkursie, w studio telewizji RTL.

Zanim to się jednak stanie, przed drugim skokiem tradycyjnie maksymalnie ogranicza kontakt z otoczeniem. Nie chce widzieć swojej rodziny, która licznie zgromadziła się pod skocznią, spławia też reportera niemieckiej telewizji, który prosi go o krótki komentarz przed najważniejszym skokiem w życiu. Lider Niemców skupia się tylko na nim i kilkadziesiąt minut później kończy zabawę. W drugiej serii osiąga 131,5 m. Wygrywa przed Mattim Hautamäkim i Martinem Höllwarthem, ale kogo oni wtedy obchodzą? Liczy się tylko on. Pierwszy, który dokonał rzeczy przez pół wieku nieosiągalnej dla nikogo.

Po wszystkim przyzna dziennikarzom, że gdyby turniej potrwał jeszcze dzień dłużej, umarłby, albo stracił wszystkie włosy.

***

Puchar Świata w Willingen, który wypadał kilka dni po turnieju, to było już istne szaleństwo. Tak skoczek wspominał tamte dni w swojej biografii „Sven Hannawald. Triumf. Upadek. Powrót do życia”:

To, co się działo w nadchodzących dniach, dziennik „Bild” określił ładnie nagłówkiem „Hannimania”. Nasz hotel był oblegany przez fanów, a młode dziewczyny czekały za ogrodzeniem z czerwonymi różami. Tysiące tańczyły w rytm piosenki „Honey, Honey” („Hanni, Hanni”). Na trybunie z miejscami siedzącymi kobiety trzymały plakaty z napisem: „Sven, chcę być twoją teściową”, „Sven, gdzie jest twoje pranie?” lub „Sven, chcę mieć z tobą dziecko”. Pierwsi fani już o trzeciej w nocy wędrowali na skocznię. Żeby nie opuszczać swoich miejsc stojących w pierwszym rzędzie, dziewczyny zaopatrzone były w pieluchy. Ponad setka dodatkowych wykwalifikowanych ochroniarzy miała za zadanie utrzymać tę euforię w ryzach. (…) Szaleństwo w Willingen miało swoją kolejną kulminację – moje zwycięstwo. Miasteczko przeobraziło się w jedną wielką zakrapianą imprezę „Hanni-Boom”. Jak podliczyły gazety, konkurs przyniósł regionowi obroty rzędu dziesięciu milionów marek”.

W 2002 r. zostaje wybrany sportowcem roku w Niemczech, a to, kogo zostawia w pokonanym polu, najlepiej pokazuje skalę popularności skoków w tym kraju. Drugi był Dirk Nowitzki, trzeci Michael Schumacher. Hannawald jest rozchwytywany przez media i reklamodawców, Niemcy widzą w nim „narciarskiego Beckhama”. Chociaż trzeba też przyznać, że jemu rola gwiazdora też przypada do gusty, chętnie dzieli się sobą z opinią publiczną.

Ale już kilka tygodni później okazuje się, że to tylko poza, bo gigantyczna popularność go przerasta. Zaczyna unikać kamer, ludzi, na zgrupowaniach kadry snuje się jak duch, kiedy ma wolne, zamyka się w swoim ciasnym mieszkaniu w Hinterzarten. Każdy uraz, który wymusza przerwę w treningach, jest dla niego ulgą.

Treningi nie sprawiają mu już przyjemności, chociaż na sezon 2002/2003 paliwa jeszcze wystarczy – kończy go w generalce Pucharu Świata na drugim miejscu za Adamem Małyszem. Ale to wtedy też pojawiają się u niego pierwsze, już bardzo poważne stany depresyjne. Jest wypalony, kolejnego sezonu już nie kończy. W kwietniu 2004 r. trafia do prywatnej kliniki w Bad Grönenbach na południu Niemiec.

Słyszy tam diagnozę: – Brzmiała: „ciężki przypadek depresji z syndromem somatycznym, „nietypowa anorexia nervosa”, „wyraźny syndrom wypalenia”. Czy ten smutny opis mojego stanu był rachunkiem, który wystawiło mi moje dotychczasowe życie?

Pogromca mitu Turnieju Czterech Skoczni oficjalnie karierę kończy w 2005 r. Równowagę psychiczną odzyskuje dopiero po pięciu latach.

Jak mówi, dziś już nie budzi się w nocy niespokojny.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Opublikowane 03.01.2018 14:22 przez

Rafal Bienkowski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 17
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Carlitos
Carlitos

Nienawidziłem chuja.

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gino Lettieri vel Wunderwaffe

Zrobił ci coś złego? Pytam zupełnie poważnie, bo ja (z kibicowskiego punktu widzenia) nie lubiłem go, to dość naturalne, ale żeby nienawiść?

Carlitos
Carlitos

Nic mi nie zrobił, oprócz tego, że wygrywał przez chwilę z Adamem. No i to prowokacyjne cieszenie się, to tyle 🙂

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Gino Lettieri vel Wunderwaffe

Właśnie tak myślałem… Ta jego spontaniczna, ekspresyjna radość wyjątkowo mnie wkurzała.

Wojciech Leszczu
Wojciech Leszczu

Staszek Anioł
Staszek Anioł

Trudno akurat Kasayę zaliczyć do tych, którzy „w ostatnim konkursie nie wytrzymywali presji”, bo ten został po prostu… wycofany przez sztab japoński po trzech zwycięstwach.

Nedi81
Nedi81

Otóżto! Wrócił do Japoni, miał trenować do olimpiady i zdominować oba konkursy. Udało się tylko w jednym.

Chopin
Chopin

Ciekawostka: Niemcy mają 82 mln ludności, a dla niech 14 mln widzów skoków to absolutny rekord oglądalności.
Polska ma 38 ludności, a olimpijski konkurs w Salt Lake City w 2002 roku oglądało 14,5 mln widzów. Mecze Polaków na Euro 2012 też gromadziły po 14 mln ludzi przed TV.

Wyrzysk
Wyrzysk

Bo tam jest 41 mln ludzi, którzy nie znają niemieckiego i nie oglądają niemieckojęzycznej telewizji.

Joopiter
Joopiter

Nawet nie tyle chodzi o nieznajomość języka, co o brak tożsamości imigrantów z niemieckimi sportowcami (o ile ci nie mają pochodzenia akurat z ich mniejszości).

Król Roastów
Król Roastów

14 mln widzów w samych Niemczech, a gimbaza i tak będzie twierdzić, że ten sport nikogo nie obchodzi.

zielonywojownik
zielonywojownik

Podpadł polskim kibicom ostentacyjnie ciesząc się przed nimi. Po prostu nie dał się lubić. Ani kibicom ani innym zawodnikom. Schmitt zasłużył na szacunek, potrafił się zachować z klasą.

Rudy z UE
Rudy z UE

Nie wiem czy w przypadku gdy „psycha Ci siada” zachowanie z klasą ma coś do rzeczy, po skoku miał jedyny moment wytchnienia, tak to sobie tłumacze, choć nie znając tych faktów odbiór był właśnie taki jak piszesz, choć z drugiej strony najbardziej znienawidzony był chyba tylko w Polsce, bo akurat wygrywał z Adamem i tyle, nic więcej.

wwwww432
wwwww432

Niezły tekst, tylko po co to mieszanie czasów? Utrudnia czytanie.

Spektakularny
Spektakularny

Po latach Polacy przecież pogodzili sie ze Svenem i obok Morgiego to ulubiony zagraniczny skoczek w Polsce

szuwarek
szuwarek

„wspomina w rozmowie z nami Robert Mateja, który skończył tamtą edycję dopiero w szóstej dziesiątce.” – To był dopiero kozak nie tam żaden Małysz czy Stoch!!!

Rogal
Rogal

A ja po 1 konkursie na to liczyłem u stocha u Svena uważam za fenomen skok w zakopanym na odległość 140 metrów biorąc pod uwagę nowe kombinezony i przebudowę skoczni to rekord który się trzymał przez 7 lat to fenomenalny skok

Blogi i felietony
06.08.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Warta Poznań nie będzie grać u siebie. A nawet jakby grała u siebie, nie wprowadziłaby do Ekstraklasy polskiej odpowiedzi na La Bombonerę. Nie ma dziesiątek tysięcy fanatycznych kibiców. Warta Poznań nie wprowadzi też w ekstraklasowy krwioobieg milionów euro. Nie stoi za nią żaden hipernowoczesny kombinat IT, żadne unikalne know-how. Ich marka nie przykuje do telewizorów […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Handzlik: Idąc do Legii popełniłem błąd. Potem nawet myślałem, żeby rzucić piłkę

Pięć lat – tyle musiał czekać Konrad Handzlik na to, żeby powiększyć swój dorobek występów w Ekstraklasie. Kiedy przechodził z Wisły Kraków do Legii Warszawa, wokół jego osoby było dużo szumu. Za dużo, bo sam przyznaje, że wcale mu to nie pomogło. Ostatecznie do ligi trafił nie dzięki temu, że przebił się przy Łazienkowskiej, a […]
06.08.2020
Bukmacherka
06.08.2020

Juventus doczłapie się do ćwierćfinału?

Juventus – Olympique Lyon. To jeden z najbardziej zagadkowych meczów 1/8 finału Ligi Mistrzów. „Stara Dama” w teorii powinna awansować do ćwierćfinału, ale w praktyce absolutnie nic nie jest przesądzone. FORMA LYONU JEST NIEWIADOMĄ W pierwszym meczu, który odbył się we Francji, Lyon wygrał 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Lucas Tousart. Ten wynik szokował, […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Czterech piłkarzy, na których radzimy zwrócić dziś szczególną uwagę

Przed nami kolejny czteropak w Lidze Europy i – uwaga, nie ironizujemy – cztery fajne pozycje do oglądania. Najbardziej efektowna zapowiedź wieczoru skupiłaby się na ligach. Mamy starcie przedstawiciela La Liga z zespołem Serie A, mamy reprezentanta Premier League, mamy drużynę z Bundesligi. Tak, potem mina rzednie, gdy pod hasłem”Anglicy” zamiast Chelsea kryje się Wolverhampton, […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Kolejny głośny powrót do Ekstraklasy. Kucharczyk w Pogoni Szczecin

Wrócił Sobota, wrócił Boruc, teraz wraca Michał Kucharczyk, który zasili Pogoń Szczecin. Trzeba przyznać, że nieźle kręci się to okno transferowe jak do tej pory, postaci, których jesteśmy arcyciekawi w nowych barwach, jest już więcej niż kilka, a przecież okienko trochę jeszcze potrwa. PRZYCHODZI NIE Z ŁAWKI, A Z BOISKA Kucharczyk Rosji nie pozamiatał, w […]
06.08.2020
Weszło Extra
06.08.2020

„Żyłem, umarłem i znów ożyłem”. Ståle Solbakken, czyli trener niezniszczalny

13 marca 2001 roku Ståle Solbakken, wówczas 33-letni piłkarz FC Kopenhagi, jak co dzień wybrał się na trening. Nie mógł wiedzieć, że zajęcia opuści… martwy. Tak się przynajmniej wydawało klubowemu lekarzowi, który przeprowadził rozpaczliwą akcję ratunkową, udzielając nieprzytomnemu zawodnikowi pierwszej pomocy. – Jego serce przestało bić – przyznał potem doktor. Aż trudno uwierzyć, że mówił […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Kamil Wilczek podpalił Danię. Legenda Brondby zagra dla FC Kopenhagi

Luis Figo w Hiszpanii. Ashley Cole w Anglii. Zlatan Ibrahimović we Włoszech. Kasper Hamalainen w Polsce. W różnych krajach pojęcie „piłkarskiego zdrajcy” ma inny przykład, ale tę samą definicję. Gościa, który przechodzi do odwiecznego rywala. Zdaniem kibica – dla kasy. Zdaniem samego zainteresowanego poniekąd pewnie też, ale wiadomo – ilu ludzi, tyle powodów. W każdym […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

W Warcie nie ma czasu na świętowanie. Dzień po fetowaniu mieliśmy komitet transferowy

– Od pewnego czasu udaje nam się działać na warunkach zdrowego zarządzania tym budżetem. Odkąd jestem w klubie budżet płacowy jest w graniach 50-60% budżetu ogólnego, co – jak wykazują wskaźniki – jest zdrowym procentem. Nie będziemy wydawać więcej niż pozwalają nam na to nasze możliwości finansowe. Nie będzie w Warcie płacowego eldorado i życia […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Wilusz: „Raków był bardzo konkretny, a poziom Ekstraklasy idzie do góry”

W jakich okolicznościach podpisywał kontrakt z Rakowem Częstochowa? Co go przekonało? Jakie wrażenie zrobił na nim klub i trener Marek Papszun? Dlaczego potrzebował stabilizacji? Czy ostatni rok w Rosji uważa za stracony? Dlaczego nie został w Rosji i czy miał możliwość zostania na dłużej w Uralu Jekaterynburg? Czy wraca do lepszej ligi? Skąd u niego […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Pan piłkarz na dłużej w Lechu. Kolejorz dogadał się z Pedro Tibą

Lech Poznań świetnie szkoli młodzież. To teza łatwa do obrony, teza oczywista, z którą trudno polemizować. Ale jednocześnie Kolejorz miał w ostatnim czasie problemy ze ściąganiem kozaków, od których ta młodzież mogłaby się uczyć. Natomiast jednym z takich kozaków, którego poznaniacy wyszukali i ściągnęli jest Pedro Tiba. Wśród fanów Lecha pojawiały się obawy, że Portugalczyk […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Felix: „Chciałem zapewnić lepszą przyszłość mojej rodzinie. Liga turecka ma swoją renomę”

W dzisiejszej prasie futbol na pewno nie dominuje, ale… coś dla siebie znajdziemy. W „Przeglądzie” mamy zapowiedź Ligi Mistrzów i rozmowę o nowym trenerze Jagiellonii, w „Sporcie” rzecz o transferach Piasta i GKS-u Jastrzębie, a w „Superaku” Jorge Felix opowiada o transferze. – Trafiłem do czołowego klubu, który w poprzednim sezonie zajął czwarte miejsce w […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

United wygrywają w sparingu pod szyldem Ligi Europy

Tak się stęskniliśmy za międzynarodowymi rozgrywkami, że odpaliliśmy nawet starcie Manchesteru United z LASK Linz, co wcześniej – przed pandemią – byłoby nie do pomyślenia. Nie dość, że Austriacy są elektryzujący jak budyń, to jeszcze przegrali 0:5 w pierwszym spotkaniu. Naprawdę więc w normalnych czasach wolelibyśmy oglądać wyścigi kropel na szybie. Ale że jest, jak […]
06.08.2020
Weszło
05.08.2020

Inter gra dalej, ale rośnie rola defensywy

Wicemistrzostwo Włoch, punkt straty do Juventusu, niezłe punktowanie i przyzwoita gra po przerwie pandemicznej. Ale jednocześnie pierwsze zgrzyty z udziałem Antonio Conte, brak regularności, która pozwoliłaby przeskoczyć słabą w tym sezonie Starą Damę, no i sporo punktów uratowanych przez Samira Handanovicia. Finisz sezonu w wykonaniu Interu Mediolan ma trochę słodko-gorzki smak i dzisiejsze zwycięstwo nad […]
05.08.2020
Blogi i felietony
05.08.2020

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ

Od wielu lat hołduję jednej wyjątkowej wakacyjnej tradycji. Stawiam tasiemki na pierwsze rundy eliminacji do europejskich pucharów. Nie zliczę ile razy Steaua Bukareszt zremisowała z jakimiś dziadami, wykładając mi kupon na siedem zdarzeń. Nie zliczę ile razy wszystko weszło, gdy akurat Partizana nie trawił żaden wewnętrzny konflikt, a mistrz Norwegii zgodnie z planem rozprawiał się […]
05.08.2020
Weszło
05.08.2020

Perełka przedwcześnie oddana. Ferran Torres w Manchesterze City

Manchester City szybko zabrał się za zbrojenia przed kolejnym sezonem. Wicemistrzowie Anglii wciąż pozostają jeszcze w grze o triumf w Lidze Mistrzów, ale działacze i sztab szkoleniowy The Citizens naturalnie planują kilka ruchów do przodu. Dlatego na Etihad Stadium wylądował Ferran Torres. Dwudziestoletnia perełka z Valencii przeniosła się do Anglii za około 20 milionów funtów […]
05.08.2020
Francja
05.08.2020

Widmo wirusa we Francji. Kolejny sezon Ligue 1 pod znakiem zapytania?

Francuzi nie mają ostatnio szczęścia do piłki. Dziewięć przypadków w Strasburgu, cztery w Lille, trzy w Nantes, po jednym z Bordeaux i Montpellier. Razem osiemnaście pozytywnych testów na obecność koronawirusa w organizmie wśród piłkarzy Ligue 1. To dużo. Albo inaczej: coraz więcej, bo wydaje się, że spirala dopiero się rozkręca. Co więcej, problemy się spiętrzają […]
05.08.2020
Weszło
05.08.2020

Wiktor Rydz: Chcę, żeby GKS był stabilny. Żeby tu było normalnie

Na finiszu pierwszoligowych rozgrywek nad GKS-em Bełchatów wisiało nie tylko widmo spadku, ale nawet upadku z przyczyn finansowych. Sytuacja była bardzo trudna, ale udało się dociągnąć do końca rozgrywek i zrobić utrzymanie. To niewątpliwy sukces. Potem przyszedł kolejny – komisja licencyjna przyznała bełchatowianom licencję na kolejny sezon. Jaka jest sytuacja w GKS-ie? Co dalej z […]
05.08.2020
Weszło
05.08.2020

Johnny Spike Gill i D’Sean Theobalds odeszli z Korony. Żal, smutek i zwątpienie

Czy potraficie sobie wyobrazić Harry’ego Pottera bez blizny na czole, Paryż bez Wieży Eiffla, Franza Smudy bez zdania „poradziłem sobie na Euro 2012”? My też nie. To są związki tak ikoniczne, tak zakorzenione w ludzkiej podświadomości, że gdyby ich zabrakło, czulibyśmy olbrzymią pustkę. Johnny Spike Gill i D’Sean Theobalds w Koronie to była ta sama […]
05.08.2020