Trzech kandydatów do rychłego powrotu do Ekstraklasy

redakcja

Autor:redakcja

27 lutego 2017, 14:09 • 4 min czytania

Reklama
Trzech kandydatów do rychłego powrotu do Ekstraklasy

Powroty do polskiej ligi to stały element każdego okienka transferowego. Niestety bardzo rzadko chodzi o transfery, które można rozpatrywać w kategoriach sukcesu polskiego klubu (np. przejście Jędrzejczyka do Legii), zdecydowanie częściej celem tych ruchów jest to, by gość przypomniał sobie, że jest piłkarzem. No bo Ekstraklasa z szeroko otwartymi ramionami przyjmuje wszystkich, którzy dostają odcisków od siedzenia na dupie w zagranicznych ligach lub o prostu w nich zawodzą. 

Reklama

I fakty są takie – zimowe okienko wciąż jest jeszcze otwarte, niektóre z zagranicznych lig dopiero przed chwilą wybudziły się z zimowego snu, a już możemy pokusić się o wytypowanie gości, którzy latem będą się tłumaczyć w wywiadach, dlaczego im nie wyszło. I powiemy wam, że nawet dobrze nam z tą myślą, ze wrócą – bo skoro wyjechali, to wcześniej coś tu znaczyli i niewykluczone, że znowu będą. Zapraszamy. Oczywiście historia zna przypadki, w których nawet polskim piłkarzom z czasem udawało się odwrócić swój los w teoretycznie beznadziejnej sytuacji, ale na dziś wydaje nam się, że latem w Ekstraklasie ponownie mogą się zameldować…

TOMASZ HOŁOTA (Arminia Bielefeld) 

Liga: 7 meczów (399 minut), 0 goli i 1 asysta
Pozostałe rozgrywki: 2 mecze (78 minut), o goli i 0 asyst

Kibice Arminii mieli kiedyś polskiego „Króla Artura”, teraz Polakom próbującym sił w tym klubie bardzo daleko do takich zaszczytów. Michał Mak już spakował mandżur i wrócił do Lechii Gdańsk, w której o grę też nie będzie mu łatwo. Tomasz Hołota mógł postąpić tak samo, ponownie u siebie chciał go mieć Śląsk Wrocław, ale kluczowe było weto samego zawodnika. – Rozmawialiśmy na ten temat z Adamem Matyskiem, dyrektorem sportowym Śląska i doszliśmy już właściwie do porozumienia w kwestii wypożyczenia. Tomek uznał jednak, że woli zostać u nas i podjąć walkę – to Samir Arabi, dyrektor sportowy niemieckiego klubu w wypowiedzi dla Bilda.

Reklama

Już na wiosnę Hołota dwa razy wszedł z ławki, lecz w ostatnich dwóch meczach zabrakło dla niego miejsca w kadrze meczowej. Można doceniać ambicję, ale nic nie wskazuje na to, że to się uda.

JAKUB KOSECKI (SV Sandhausen) 

Liga: 10 meczów (616 minut), 0 goli i 1 asysta
Pozostałe rozgrywki: 2 mecze (148 minut), o goli i 0 asyst

Pozmieniało się troszeczkę na niemieckiej prowincji. Na początku to Kosecki regularnie pojawiał się na boisku, a Łukasik patrzył na jego grę w ławki. Z kolei teraz to defensywny pomocnik ma więcej okazji do pokazania się – od dziewięciu meczów za każdym razem dostaje jakieś minuty, trzy razem wychodził w pierwszym składzie. Czy się dziwimy? I tak, i nie.

Reklama

Tak, bo to jednak Kosecki jest tam bardziej znany, zdecydowano się po okresie wypożyczenia ściągnąć go jeszcze raz. No a poza tym jego potencjał oceniamy jednak trochę wyżej.

Nie, bo popatrzcie, ile bramek wypracował „Kosa”. Jeśli chodzi o skrzydłowego, to śmiech na sali. Nawet Łukasik jest lepszy (gol i asysta).

Od trzech meczów Kosecki nie mieści się w kadrze. I pomyśleć, że niecałe cztery lata temu obaj panowie grali w kluczowym meczu eliminacji z Ukrainą.

PATRYK TUSZYŃSKI (Rizespor)

Reklama

Liga: 13 meczów (613 minut), 0 goli i 0 asysta
Pozostałe rozgrywki: 6 meczów (374 minuty), 4 gole i 0 asyst

Przygoda Tuszyńskiego z Turcją kojarzy nam się głównie z tamtejszym pucharem. Tak się składa, że to rozgrywki znacznie bardziej rozbudowane niż w większości krajów, więc okazji do gry jest sporo. W poprzednim sezonie Rizespor doszedł do półfinału, w którym lepsze było Galatasaray, a po drodze Polak strzelił 6 goli i zanotował 2 asysty. Teraz też zespół z wybrzeża Morza Czarnego jest w ćwierćfinale, a wpływ Tuszyńskiego na ten wynik jest zauważalny (4 gole). Jednak jeśli zadamy sobie pytanie, czy warto się jarać golami strzelonymi głównie trzecioligowcom, odpowiedź jest oczywista.

Najważniejsza jest liga, a tu Tuszyński po prostu zawodzi. Jeszcze w zeszłym sezonie ustrzelił przynajmniej 2 gole i zanotował 2 asysty, a teraz same puste przeloty. Aż dziw, że dostał tyle szans, jeśli weźmiemy pod uwagę starą śpiewkę o tym, że „w zagranicznych klubach nikt nie będzie czekał aż wystrzelisz z formą”. Tuszyński wyraźnie przegrywa rywalizację z Leonardem Kweuke (9 goli w lidze), przed nim w kolejce do składu jest także młody Turek Ogulcan Caglayan. W nowym roku w lidze Polak dostał tylko 33 minuty, sytuacja Rizesporu nie jest łatwa, można chyba powiedzieć, że cierpliwość się kończy.

***

Reklama

Oczywiście nie jest tak różowo, że to już wszyscy piłkarze, którzy mają swoje problemy poza granicami. Jednak w przypadku Adama Matuszczyka (całe 3 minuty w tym sezonie w Eintrachcie Brunszwik) czy Łukasza Szukały (3 występy w Osmanlisporze w Pucharze Turcji) nie moglibyśmy mówić o powrotach, bo ci piłkarze nigdy w Polsce nie grali. No i pewnie wciąż bliżej im do szukania pracy na rynkach, na których mają swoją markę. W przypadku Bartłomieja Drągowskiego (0 występów) i Bartosza Kapustki (3 mecze w FA Cup) ze względu na ich wiek i cenę spodziewalibyśmy się bardziej wypożyczeń do innych zagranicznych klubów. Za to w Ekstraklasie chętnie ponownie zobaczylibyśmy np. Cezarego Wilka, ale tu sprawa wygląda trochę inaczej – gość jest tak sponiewierany przez kontuzje, że – po pierwsze – najważniejsze by w ogóle wrócił do regularnej gry, a po drugie – nawet ciężko ocenić czy na wyjeździe sobie poradził.

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany

Mikołaj Duda
0
Raków był już dogadany na duży transfer. Kontuzja pokrzyżowała plany
Ekstraklasa

Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Mikołaj Duda
11
Angel Rodado zagra dla… reprezentacji Polski? „To byłby zaszczyt”

Weszło

Reklama