Michał Pazdan – takie historie działają lepiej niż najlepszy wykład motywacyjny

redakcja

Autor:redakcja

26 czerwca 2016, 15:17 • 5 min czytania

Reklama
Michał Pazdan – takie historie działają lepiej niż najlepszy wykład motywacyjny

– Grałem obok Pazdana w obronie. I wiesz co? Nie czułem się wcale gorszy. Nikt się nie czuł – takie zdanie usłyszałem ostatnio podczas jednej z rozmów o futbolu. Niby zdanie jak zdanie, Pazdan grał przecież z paroma setkami piłkarzy, to nic szczególnego być jego kumplem z drużyny.

Reklama

To, co usłyszałem, doszło do mnie dopiero w momencie, gdy rozejrzałem się dookoła.

Jestem w siedzibie amatorskiego klubu FC Polska Wiedeń. Klubu nastawionego raczej na wychowywanie dzieciaków, utrzymującego dorosłą sekcję głównie po to, by móc ich wychowywać. W Austrii nie możesz szkolić młodzieży, jeśli nie masz zarejestrowanej drużyny w lidze. Z rozmowy z prezesem da się wyczuć, że gdyby nie dzieci, pierwszej sekcji nawet by nie było. Ósmy poziom rozgrywek. Jakość jak w meczach Tempa Pacanów z Wichrem Kostomłoty. Piłkarze przychodzący na treningi prosto z budowy, głównie po to, by mieć co robić po pracy. Za wygranie meczu można tu dostać co najwyżej skrzynkę piwa. Jeśli styl jest odpowiedni – także i wysokoprocentowy bonus. Od poważnego futbolu daleko jak stąd na Maracanę.

– Grałem obok Pazdana w obronie. I wiesz co? Nie czułem się wcale gorszy. Nikt się nie czuł.

***

Reklama

O zgrozo, jaka to jest piękna historia. Gość wyjechał do Francji jako łysol znany raczej fanom Ekstraklasy, czyli de facto wąskiej grupie ludzi. Bo z czego przed Euro kojarzył go pierwszy lepszy zaczepiony na ulicy kibic? Ten bardziej januszowy – z niczego. W ogóle go nie kojarzył. Ten na nieco wyższym poziomie wtajemniczenia – z tego, że to ten łysy obok Glika, który lubi coś odwalić. Albo że to ten od ciosów karate. Kiedy przed Euro mówiło się o nim w nieco poważniejszych rozmowach, to raczej w kontekście obaw. Powiedzmy to sobie szczerze, jeśli mielibyśmy przed turniejem wskazywać słabe punkty Polaków, prawdopodobnie ośmiu na dziesięciu z nas wskazałoby właśnie jego.

A kiedy – jak powiedział ostatnio Robert Podoliński – padła komenda „sprawdzam”, okazało się, że Pazdan ma fulla z asów na królach.

Teraz wróci do kraju jako bohater. Na ulicy rozpozna go każdy. Że Krychowiak będzie pewnym punktem turnieju – wiedzieli wszyscy. Że Glik będzie skałą nie do przejścia – także. Że Grosik czy Kuba będą szaleć na skrzydłach – podobnie. Ale Pazdan? Kim do cholery jest Pazdan?

Takie pytania już nie padną.

Reklama

***

Gdyby mój wiedeński rozmówca, który w Hutniku był wówczas prawym obrońcą, miał wskazywać lepszego z dwójki stoperów, nie byłby przekonany, czy wskazać na Pazdana. W ogóle mam wrażenie rozmawiając z nim, że Pazdanów jest dwóch. Pierwszy, którego pamięta z Hutnika Kraków i ten, który wymiata dziś w reprezentacji. Gdyby dziś „Pazdek” nie utrzymywał kontaktu ze starymi kolegami – podobne wrażenie miałby pewnie też rozmówca.

Hutnik to nie było miejsce, w którym można myśleć o starcie pięknej kariery. Nie było trampoliną, zamiast wybijać w górę raczej ciągnęło za kostki. Nie pijesz zbyt często – tyle wystarczy by powiedzieli, że się dobrze prowadzisz. Jesz normalny obiad, a nie ten z fast foodu – brawo, dbasz o dietę. O detalach czy dietach od Ani Lewandowskiej – które dziś są oczywistością dla obecnych 19-latków – nikt nie miał pojęcia. Ale co najważniejsze: nikt z nich nie był świadomy, że można. Że wielka piłka jest na wyciągnięcie ręki.

– Dlaczego akurat Pazdanowi się udało? – pytam.

Reklama

– Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Uwierz mi, wszyscy jesteśmy zaskoczeni.

Jedyna diagnoza, którą potrafi postawić to to, że Pazdana nie wciągnął melanż, czego nie można było powiedzieć o 90% jego kolegów, których lista priorytetów szybko ulegała zmianie. Dla ówczesnego Hutnika Kraków najbardziej ogarniętym na świecie człowiekiem był ten, który przychodził na trening i myślał o graniu w piłkę.

A Pazdan miał dziewiętnaście lat. I – oprócz tego, że na treningach myślał o graniu w piłkę – z tej ogólnej szarzyzny wcale się nie wyróżniał.

O reprezentacji – jak sam mówi – nawet nie marzył. Ale czy miał ku temu podstawy? Zainteresował się nim ktokolwiek z trenerów reprezentacji juniorskich? Miał w klubie ludzi, którzy go uświadamiali, wskazywali drogę? Którzy pokazywali „zobacz, jak ten piłkarz u nas wyrósł, patrz jaką robi karierę. Postępuj jak on”? Kolegów, którzy pchają do przodu, nakręcają, a nie są kulą u nogi?

Reklama

Jakby wtedy powiedział w grupie, że kiedyś będzie w jedenastce fazy grupowej Euro, zabiliby go śmiechem.

***

„Wtedy nie wyobrażałem sobie, by sobotę spędzić w domu. Weekend bez wyjścia? Niemożliwe. Miałem pięć różnych grup znajomych, zawsze znalazł się ktoś chętny. W Krakowie był klub, pod który podjeżdżaliśmy autobusem i by nie płacić 6 złotych za browar – bo wtedy to było naprawdę dużo – przed wejściem piliśmy po trzy warki strong. Potem w czasie imprezy już nic nie wydawaliśmy. Jeśli ktoś miał 20 złotych, to wracaliśmy taksówką. Ale rzadko komuś zostało tyle pieniędzy. Dlatego czekaliśmy do 4.17 na autobus. Powrót nad ranem i udawanie następnego dnia, że człowiek się dobrze czuje, był wtedy normą.”

Pazdan trochę nieekskluzywnie wchodzący w świat piłki (fragment wywiadu z albumu „W kadrze”).

Reklama

***

Przemek Trytko opowiadał mi kiedyś o doświadczonym zawodniku Arki Gdynia – zabijcie mnie, nie pamiętam o którym – którego jeden z kibiców zaczepił na ulicy i zarzucał mu, że tylko odcina kupony i nie ma nawet bladego pojęcia o historii klubu. Potem pytany o to w szatni odpowiada:

– Historia? Młody, ja tu jestem historią. Za to ile ja tu mam występów to oni wszyscy powinni bić mi brawo na stojąco przed każdym meczem. Ja jestem w miejscu, w którym każdy z nich mógł być. Talentu na tę ligę na pewno nie mam. Przecież ja nie byłem nawet najlepszy w swoim bloku. A dziś gram w ekstraklasie i mam wszystkich w dupie.

On nie był najlepszy w bloku. Pazdan będąc w wieku Kapustki nie wyróżniał się na tle rówieśników z Hutnika Kraków.

Reklama

Takie historie działają na wyobraźnię lepiej niż najlepszy wykład motywacyjny.

JAKUB BIAŁEK

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Śląsk wydarł Rakowowi trzy punkty. Dawid Kroczek skomentował porażkę

Braian Wilma
2
Śląsk wydarł Rakowowi trzy punkty. Dawid Kroczek skomentował porażkę

Weszło

Reklama