Wisła robi wszystko, by pierwsza liga była ciekawsza

redakcja

Autor:redakcja

15 maja 2016, 14:44 • 2 min czytania

Reklama
Wisła robi wszystko, by pierwsza liga była ciekawsza

Wisła Płock mogła dziś oficjalnie przyklepać awans do Ekstraklasy, tymczasem oficjalnie wisi tylko Wigrom kontener whisky. Gdyby ekipa z Suwałk nie sprała Zawiszy na jej stadionie, płocczanie mogliby mieć gorąco, a tak mają tylko ciepło. Wisła na finiszu robi co może, by pierwsza liga była ciekawsza – dziś w tym celu przegrała z Chrobrym.

Reklama

Spodziewaliśmy się dobrego meczu, bo grała w końcu druga z czwartą drużyną, i na pewno się nie zawiedliśmy. Może nie roiło się od sytuacji bramkowych, może nie byliśmy świadkami jakiejś goleady, ale po obu ekipach widać było, że wysoka lokata w tabeli to zasługa naprawdę ciężkiej pracy. Dobra organizacja taktyczna, pomysł na grę ofensywną, kilka wyróżniających się indywidualności – to spotkanie pewnie potoczyłoby się zresztą inaczej, gdyby nie czerwona kartka Damiana Piotrowskiego. Kartka swoją drogą niezwykle głupia, bo będąca konsekwencją dwóch żółtek, z czego drugie uzyskane w kompletnie niegroźnych okolicznościach. Chrobry zaczynał dopiero wyprowadzać kontratak na swojej połowie, a Piotrowski zatrzymał rywala łapiąc go w pasie niczym wytrawny wrestler. Od tamtej chwili goście mieli na boisku do powiedzenia mniej więcej tyle, co ryby i dzieci w słynnym powiedzonku.

Głogowianie nie rzucili się na przeciwnika jak hieny na padlinę, a konsekwentnie grali swoje kontrolując przebieg spotkania. Do siatki udało się trafić zaraz po zmianie stron, a gol Maćka Górskiego powinien być pokazywany wszystkim młodym adeptom piłkarskim. Kapitalna zastawka, wzięcie na plecy obrońcy, szybki zryw i strzał z minimalnego kąta. Ten sam zawodnik mógł podwyższyć prowadzenie kwadrans później, ale jego jedenastkę odbił Kiełpin. Bezradny był już jednak w obliczu dobitki Lafrance’a.

Chrobry mógł, a w zasadzie powinien wygrać wyżej. Albo świetnie interweniował jednak bramkarz, albo piłkę wybijali z linii obrońcy. A Wisła? No cóż, bez wyrazu, bez iskry, z zaskakująco małą walecznością. Jeśli te dwie porażki w przeciętnym stylu – dziś i w Chojnicach – to nie chwilowa zadyszka, a poważny kryzys, to przyszedł w najgorszym możliwym momencie.

Wisła w razie zwycięstwa dziś mogła już odkorkować szampany i zacząć planowanie wypraw do Warszawy, Krakowa czy Poznania. To świętowanie płocczanie muszą jednak odłożyć o co najmniej tydzień, a wbrew pozorom terminarza wcale sprzyjającego nie mają: najpierw Zawisza w Płocku, czyli mecz o wszystko. W razie wpadki czekają jeszcze niebezpieczne Wigry, a także zawsze solidny GKS Katowice. Czas najwyższy się obudzić, jeśli ten sezon ma nie zakończyć się wielką frustracją.

Reklama

Najnowsze

Reklama
La Liga

Debiutant uratował debiut Mourinho. Espanyol postawił się Realowi

Jan Broda
0
Debiutant uratował debiut Mourinho. Espanyol postawił się Realowi

Weszło

Reklama