„Stary stadion – zostają wspomnienia, z nowym stadionem – te same marzenia”. Piłkarze i kibice Widzewa pożegnali dziś w ostatnim oficjalnym meczu obiekt przy al. Piłsudskiego. Pożegnali go remisem z GKS-em Katowice, przerywając tragiczną passę ośmiu porażek z rzędu, a przy okazji żegnają też trenera Rafała Pawlaka.

Chłopak z Barcelony robi show, a Widzew żegna stadion (i trenera)

To nie było wymarzone rozstanie. Siedem tysięcy ludzi, a więc komplet, przyszedł dziś na stadion dla samego klubu – nie dla drużyny. Bo z tą drużyną nie chce identyfikować się właściwie nikt. Wystarczy spojrzeć choćby w tabelę, gdzie Widzew jest ostatni i do bezpiecznego miejsca traci dziesięć punktów. Co więcej, w tym roku wygrał na własnym obiekcie tylko trzy mecze, ostatni 28. maja. Potrafił wygrać z Wisłą, Cracovią i Piastem, a przegrywał z Bytovią czy Olimpią Grudziądz. Ten rok kończy u siebie bilansem 3-10-4.

Jedna wygrana na cztery miesiące!

Dziś Widzew nie wygrał, ale przynajmniej przerwał swoją serię, a trener Pawlak nie jest już Pawlakiem 007 (taki miał bilans przed tym meczem). Przede wszystkim jednak łodzianie pokazali się z naprawdę niezłej strony – wiele ataków rywali zatrzymywał Nowak, znów niezawodny był Augustyniak, dobrą robotę na skrzydle robił Janiec. Rzadko kiedy zdarza nam się napisać, że Widzew zasłużył na zdobyte punkty czy choćby punkt, ale tym razem właśnie tak było. Remis nie ratuje jednak samego trenera, bo zaraz po końcowym gwizdku ogłoszono, że zespół od 1. grudnia przejmie Wojciech Stawowy. To on otwierał listę życzeń w klubie rok temu, kiedy prowadził jeszcze Cracovię, a Widzew ostatecznie zatrudniał Artura Skowronka.

***

Zresztą, dziś ten sam Skowronek stracił punkty w Łodzi. Będąc precyzyjnym – to, jak jego zespół potyka się o walczący Widzew, oglądał z wysokości trybun (obecnie jest zawieszony). I pewnie ma teraz ciężki orzech do zgryzienia: gra GKS-u jest daleka od oczekiwań, tak jak i miejsce w tabeli. Katowiczanie zjeżdżają właśnie do środka stawki z jedenastoma punktami straty do pozycji dającej Ekstraklasę.

***

A na górze – ścisk. 35 punktów ma Wisła, 35 ma Termalica (i jeden mecz mniej), 35 – również Zagłębie, a 32 Olimpia (mecz mniej). Lubinianie i płocczanie wygrali swoje dzisiejsze mecze, co pokazuje, że ci pierwsi wrócili na właściwe tory. To ostatnie starcie z Termaliką (1:1) nie było aż tak miarodajne, ale w głowach wielu utkwiło 0:2 przed własną publicznością z Miedzią.

***

Walcem po Tychach przejeżdża się też Sandecja Nowy Sącz, wygrywając 7:2, a za sterami zasiada Armand Ella Ken. To ten chłopaczek, o którym pięć lat temu mówiono, że jest największym talentem Barcelony i ma szansę zostać najlepszym piłkarzem świata. Otóż wylądował jakimś cudem w Polsce, w debiucie nic specjalnego nie pokazał, ale z GKS-em Tychy strzelił dwa gole i dorzucił dwie asysty. Ciężko wysnuwać na podstawie takiego meczu większe wnioski poza takim, że należy raczej na niego uważać.

Liczba komentarzy: 2
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments