No dobra, ruszyła się Premier League, ruszają się inne rozgrywki, zwane tymi poważnymi. Tyle że my i tak ochoczo, z ręką na sercu, wyczekujemy na kolejne boje toczone pod banderą Ekstraklasy. Ciasna, ale własna. Prawdziwa, namacalna, niewiarygodna. Tutaj nic nie jest pewne, co jakiś czas zapowiadamy sobie, że dosyć, że przegięcie, że już więcej jej nie obejrzymy, po czym… tak, odliczamy godziny, aż Szyndrowski czy inny Klepczyński wybiegną na murawę. A dzisiaj – dwa niedzielne starcia…

Podoliński próbuje złapać oddech, a Lechia nie utopić się w Wiśle

KRAKOW 26.07.2014 MECZ 2. KOLEJKA T-MOBILE EKSTRAKLASA SEZON 2014/15: CRACOVIA KRAKOW - LEGIA WARSZAWA 1:3 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: CRACOVIA CRACOW - LEGIA WARSAW 1:3 ROBERT PODOLINSKI FOT. PIOTR KUCZA/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

1. Jak Quim Machado zamierza to wszystko upchnąć?

Sami zastanawiamy się, czy – gdybyśmy byli trenerami – chcielibyśmy znaleźć się na miejscu Portugalczyka. Facet wpakował się do bogatego klubu, gdzie nie zależy od niego zbyt wiele, a piłkarze zjeżdżają wagonami. I to piłkarze naprawdę, jak na tę ligę ciekawi. Spójrzmy, kto trafił do Gdańska tego lata:

– Danijel Aleksić
– Ariel Borysiuk
– Mavroudis Bougaidis
Adam Buksa
– Diogo Ribeiro
– Adam Dźwigała
– Henrique Ribeiro
– Adłan Kacajew
– Daniel Łukasik
– Filip Malbasić
– Mateusz Możdżeń
– Bartłomiej Pawłowski
– Damian Podleśny
– Tiago Valente
– Dariusz Trela.

A jeszcze wcześniej Sadajew, Vranjes czy Makuszewski… Z wyjątkiem Podleśnego – uznani ligowcy (Trela czy Możdżeń), rokujące dzieciaki (Dźwigała, Buksa), piłkarze na zakręcie (Łukasik, Pawłowski, Borysiuk) i wcale nie tacy starzy obcokrajowcy, których CV wygląda naprawdę przyzwoicie (Valente, Aleksić, Kacajew, Malbasić). Tylko jak to wszystko pozbierać do kupy? Samo ciągłe przesuwanie kolejnych do rezerw może obrócić się przeciwko trenerowi, a i trudno przypuszczać, by goście, którzy kasują porządny – jak na ten ligę – hajs zaakceptowali ławkę bez mrugnięcia okiem. Coś nam podpowiada, że pana Joaquima czeka spory test. Test, jak zarządzać grupą.

2. Czy któryś z wiślackich juniorów powącha murawę?

Przed nami piąta kolejka Ekstraklasy, Franciszek Smuda kiedy tylko może, stara się ponarzekać na liczebność swojej kadry, ławka Wisły budzi politowanie, bo siedzą na niej prawie same anonimy, juniorzy starsi zdobywają mistrzostwo Polski, a ogólny dorobek młodzieżowców w seniorach 2014/15 wygląda tak:

– Alan Uryga – 90 +66 + 90 +55
– Tomasz Zając – 16 + 24 + 1 + 21.

Pozostali nie weszli na murawę choćby na minutę. Teoretycznie trudno o to do Smudy mieć pretensje, bo – kto wie – może cała ta paczka mistrzów do piłki seniorskiej nadaje się jak Mateusz Cetnarski, ale czy takie postępowanie trenera jest wychowawcze? Czy wpychanie chłopaków na ławkę, nie dając im nawet cienia nadziei, że lizną tę Ekstraklasę, ma sens? Takie pytania będą wracać w przyszłości przy okazji analiz, na kim Wisła w przyszłości będzie mogła zarobić. My mamy cichą nadzieję, że będzie to Zając…

3. Czy pętla na szyi Podolińskiego zaciśnie się jeszcze bardziej?

Niewielu tak niedoświadczonych trenerów cieszyło się na naszej karuzeli taką marką, jak właśnie szkoleniowiec Cracovii. Zasłużenie? Można dyskutować. Podoliński pokazał się na rynku, jako trener, który wycisnął maksimum z przeciętnego Dolcanu, jako innowator, który trzyma się taktyki 3-5-2 i jako patriota o bardzo wyrazistych poglądach. Dlaczego więc poszedł do Cracovii? Bo – tak to odbieramy – znudziło mu się już dalsze czekanie na Ekstraklasę, a tematy Jagiellonii i Bełchatowa już dawno przestały być aktualne. Tyle tylko, że Podoliński wpakował się w prawdziwe bagno. Klub z zaszczepionym genem porażki, ściągający ananasów ze spadkowiczów (Cetnarski/Rymaniak) o dość patologicznym zarządzaniu. Efekt? Po trzech porażkach przy Kałuży zrobiło się gorąco i właściciel – że tak to ujmiemy – z buta ruszył na rozmowę ze szkoleniowcem. Zwycięstwo przy skandalicznym sędziowaniu nad Koroną lekko poprawiło sytuację Podolińskiego, ale na jak długo?

A, i jeszcze jedno – przypuszczamy, że pan trener zapłonął ze wstydu oglądając ostatnią „Ligę od kuchni”. Jechał po sędziach, jak najbardziej zagotowana wersja Probierza, a na koniec ci sami sędziowie zapewnili mu pierwszą wygraną w Ekstraklasie. Emocje emocjami, ale klasę wypada zachowywać przy każdej okazji.

Fot.FotoPyK