W Belo Horizonte świat wywrócił się do góry nogami

redakcja

Autor:redakcja

08 lipca 2014, 22:23 • 5 min czytania

Reklama
W Belo Horizonte świat wywrócił się do góry nogami

Każdy kraj ma swoją Hiroshimę – pisał Alex Bellos w odkopanej na krótko przed mundialem książce „Futebol”. Jeśli tak, to Brazylia ma już dziś i Hiroshimę, i swoje Nagasaki. Przy czym Maracanazo z 1950 roku to nic w porównaniu z tą dzisiejszą masakrą. 1:7 i 0:5 już po pół godziny. Zamienimy się na chwilę w komentatorów Telewizji Polskiej i (z usilnie skrywaną dumą) przypomnimy – takiej fury goli na mundialu Brazylijczycy nie stracili nigdy. Zbliżyli się do niej tylko raz… Z Polską, w 1938 roku. Po dogrywce i to koniec końców wygrywając.

Reklama

Andrzej Grajewski przed paroma dniami, jeszcze przed ćwierćfinałami, przekonując nas do swoich typów stwierdził: „Wygra Brazylia. No, chyba że chcecie, żeby skończyły się mistrzostwa”. Przypomniały nam się dziś te słowa oraz to, jak po cichu trzymaliśmy kciuki, żeby gospodarze nie odpadli z Chile. Mieliśmy przeczucie, że wykładka w 1/8, dwa tygodnie przed finałem, spowoduje, że ten napompowany emocjami i oczekiwaniami mundialowy balon nagle zamieni się w jakąś dziurawą, zużytą dętkę. Ze to już nie będzie to samo. W jakimś stopniu pewnie tak się stanie. Gdy patrzyliśmy na trybuny zalewające się łzami już po dwóch kwadransach, na tych ludzi jeszcze przed przerwą wychodzących ze stadionu, to w zasadzie byliśmy tego pewni. Ale dziś już przyszedł taki moment, kiedy tej Brazylii nam nie szkoda. Nie takiej Brazylii, będącej zaprzeczeniem tej prawdziwej, dawnej. Nie tej z wąsatym Fredem i bramkarzem grającym za drobne w kanadyjskim klubie. Nie drużyny, która w roli gospodarza mistrzostw świata świetnie w piłkę gra tylko w meczu z nędznym Kamerunem, po czym najlepiej wychodzi jej śpiewanie hymnu. Neymar, Thiago Silva – oni (ale zwłaszcza Neymar) chyba nawet nie powinni żałować, że nie mogli dzisiaj zagrać. W oczach ludzi będą jeszcze bardziej wyjątkowi i niezastąpieni. A ci Niemcy… Ten walec, ta perfekcyjna i bezwzględna maszyna, naprawdę była poza ich zasięgiem.

Niebywałe. Jeśli ktoś o godzinie 22:23 postanowił wyjść na chwilę po herbatę, niewykluczone, że ominęły go i cztery bramki. Pyk, pyk, pyk. Było to wszystko tak niewiarygodne, tak tym Niemcom wszystko nagle wychodziło, że zdawało się, że jeszcze chwilę i Neuer wejdzie na ofensywnego pomocnika, i sam zacznie strzelać gole. Aż wypadałoby się zastanowić po raz n-ty, jak kolosalne znaczenie w sporcie ma psychika. Nie nogi tylko głowa. Jak ci Brazylijczycy po pierwszym i drugim golu musieli być zdewastowani, że raz za razem popełniali tak kuriozalne błędy. Że na poziomie półfinału mistrzostw świata jakikolwiek zespół miał możliwość grać z nimi jak na boisku szkolnym, gdzie największego frajera ustawia się na bramce, a potem upokarza, kolokwialnie mówiąc, kopiąc w dupę. – Das schönste spiel der welt – ogłosił niemiecki „Bild”, przy stanie 5:0. A my już sami nie wiedzieliśmy: czy to jeszcze półfinał mistrzostw świata, czy może Centralna Liga Juniorów w wydaniu wesołych 17-latków z Polski?

Wynik, sam w sobie niesamowity, szczelnie przykrył dziś dwa osiągnięcia indywidualne. Może nawet trzy, bo chociażby klasę Kroosa wypadałoby na tym turnieju podkreślać przy każdej okazji. Ale chcieliśmy tu teraz wspomnieć akurat o napastnikach. O Klose, który nie grał długo, tylko 57 minut, ale i tak  – właśnie w tym pamiętnym meczu – z szesnastoma golami stał się najlepszym snajperem w historii mistrzostw świata. O Klose, ale także o Muellerze, najbardziej kołkowatym z tych najznakomitszych napastników świata, który z pewnością wkrótce ruszy za tym pierwszym w pościg. Już raz był na mundialu ex-aequo królem strzelców. W Brazylii zdobył pięć goli, w sumie uzbierało mu się ich dwanaście. Wszystko to w zaledwie dziesięciu występach, mając na karku dwadzieścia cztery lata. Wynik na poziomie innego wielkiego Muellera – Gerda. A przecież jeszcze przynajmniej dwa wielkie turnieje przed nim.

Reklama

No i finał z Holandią albo Argentyną.

Trudno nie mieć silnego przekonania, że obejrzeliśmy mecz, o którym kiedyś będziemy opowiadać wnukom – że to właśnie takie wydarzenia przy okazji mundialu np. w 2026 roku w studiu TVP będzie wspominał 86-letni wówczas Andrzej Strejlau. Ale z drugiej strony, zabrakło nam w nim (nam – wybrednym) przynajmniej dwóch istotnych elementów. Od 30. do 90. minuty – dramaturgii gry o najwyższą stawkę. I przede wszystkim rywala dla Niemców. Bo Brazylia wystąpiła dzisiaj tylko w roli ucznia.

A my na koniec tylko uprzejmie przypomnimy, że następny trening strzelecki kadry Niemiec zostanie zorganizowany na Stadionie Narodowym. Dokładnie 95 dni od teraz.

 

Reklama

AKTUALIZACJA: Tyle się wciąż dzieje wokół tego meczu, że jesteśmy wam winni małą aktualizację.

W najbliższym czasie symbol narodowy Brazylijczyków mógłby wyglądać następująco. Sieć zalewają już dziesiątki memów i najróżniejszych grafik.

David Luiz w emocjonującej mowie, z oczami zaczerwienionymi od łez, odniósł się do poniesionej klęski: – Chciałem tylko uczynić tych ludzi szczęśliwymi. Przepraszam brazylijskich fanów. To dzień wielkiego smutku. Ale również lekcja. Lekcja życia.

Reklama

Julio Cesar też nie był w najlepszej formie. Chwilami musiał zasłaniać twarz rękami.

Uprzedzając poranny przegląd prasy, tak będzie wyglądać okładka Przeglądu Sportowego:

Reklama

Co w brazylijskich mediach?

– Historyczna kompromitacja
– Kibice bili brawo tylko Niemcom
– Brak Neymara nie tłumaczy tego, co się dzieje.
– Wodospad łez na trybunach
– Największa porażka w historii

Bezpośrednio po meczu doszło ponoć do drobnego incydentu, kiedy do szatni Brazylijczyków próbował się dostać Cafu. Legenda Canarinhos, której prezydent tamtejszej federacji oświadczył, że nie chce „obcych” w tym miejscu i o tym czasie. Obcych czy nie, miał do tego prawo.

Reklama

Pora wsłuchać się w wypowiedzi trenerów.

Przegrany i zdruzgotany Scolari:

– Odpowiedzialnym za katastrofę jestem ja. Ja podejmowałem decyzje. Jestem w szoku, to najgorszy dzień mojego życia. Nie przez Neymara, nie przez emocje. Przez rytm, który narzucili Niemcy.

Reklama

I triumfujący Joachim Loew:

– Takiego wyniku oczywiście nie można się było spodziewać. Ale właśnie to pokazuje, jak bardzo nieprzewidywalne są niektóre mecze. – Bardzo ważne było, by pasję Brazylijczyków zniwelować spokojem, zrównoważeniem, ale i odwagą. Brazylia była zszokowana po bramkach i kompletnie nie wiedziała, co dalej robić. Obrona była kompletnie rozregulowana. Bardzo się cieszę z osiągnięcia Miro Klosego. 16 bramek w mistrzostwach świata – to naprawdę niesamowite – zaznaczył selekcjoner Niemców. Klose zdobył w meczu z Brazylią jedną z bramek i został samodzielnym liderem klasyfikacji najlepszych strzelców w historii MŚ. Jesteśmy w finale i trochę pokory na pewno nam dobrze teraz zrobi. Doskonale wiem, co czuje Luiz Felipe Scolari, bo w 2006 roku, my też odpadliśmy w półfinale.

Brazylia rozpacza. Trudno powiedzieć czy nam samą porażką, czy obecną kondycją swojej kadry.

Reklama

Chociaż znaleźli się już ponoć tacy, którzy spuentowali ten wieczór hasłem: lepsze 1:7 z Niemcami niż porażka z Argentyną. Hm, szczerze wątpimy, zwłaszcza, że ta ciągle nie jest wykluczona.

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Królewski ma uwagi do Mariusza Jopa. „To nie może tak wyglądać”

Mikołaj Duda
10
Królewski ma uwagi do Mariusza Jopa. „To nie może tak wyglądać”

Weszło

Reklama