Wojciech Szczęsny i jego bajeczki

redakcja

Autor:redakcja

25 marca 2009, 18:46 • 2 min czytania

Reklama

Ilekroć czytamy wypowiedzi Wojciecha Szczęsnego, zapala nam się lampka ostrzegawcza – uwaga, chłopak może zmyślać. Tym razem syn Macieja Szczęsnego zagrał w rezerwach Arsenalu przeciwko Chelsea (kilka naprawdę imponujących interwencji – byliśmy pod wrażeniem), co o dziwo wystarczyło, by „Gazeta Wyborcza” zrobiła z nim duży wywiad.
W wywiadzie Szczęsny mówi, że jest już w klubie numerem trzy, a nie cztery, bo nominalny numer trzy doznał kontuzji. No i wspomina własny uraz. Mówi tak: – Niektórzy mówią, że najważniejsza jest głowa, ale dla bramkarza ręce też są istotne. Nieszczęście stało się w poniedziałek, we wtorek miałem być wypożyczony do I-ligowego Watfordu, bo Estończyk Mart Poom doznał urazu i miałem zająć jego miejsce. W piątek czekał mnie mecz z Tottenhamem w Curling Cup. Niestety… Z euforii popadłem w tragedię.

Reklama

Można z tych słów wywnioskować, że w Watfordzie doszło do jakiejś awaryjnej sytuacji i na gwałt potrzebny będzie ktoś, kto zatrzyma Tottenham – oczywiście Szczęsny junior. Niestety, drogi Wojtku, sprawdziliśmy. Martin Poom doznał kontuzji 20 września. A mecz z Tottenhamem był 3 grudnia. Między jednym meczem a drugim odbyło się… piętnaście innych. Jeśli sądzisz, we wtorek przeszedłbyś do Watfordu, a w środę rozegrał mecz z Tottenhamem (tak, na pewno szykowano od razu miejsce w składzie dla 18-latka, który nie rozegrał w życiu ani jednego meczu w seniorskiej piłce i odstawionoby dwóch innych golkiperów), to znaczy, że faktycznie leczenie rąk nie wystarcza. Przyda się też coś na głowę.

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Ameyaw się pożegnał. „Wiele rzeczy pozostaje dla mnie niezrozumiałych”

Jan Broda
7
Ameyaw się pożegnał. „Wiele rzeczy pozostaje dla mnie niezrozumiałych”

Weszło

Reklama