Le cabaret? Osiągnięcia „Lewego” a pozycja w Złotej Piłce
Niemcy

Le cabaret? Osiągnięcia „Lewego” a pozycja w Złotej Piłce

Piąte miejsce w strzeleckiej klasyfikacji wszech czasów Ligi Mistrzów, z widokami nawet i na podium. Czwarte w klasyfikacji snajperów w historii Bundesligi z podium oddalonym o dwa gole. Jeden finał i trzy przygody z Champions League zakończone na półfinale. Dziewięćdziesiąt drużyn klubowych, których bramkarzy pokonywał. Sześć bramek w meczach z Realem Madryt, pięć w starciach z Bayernem, osiemnaście przeciwko Borussii Dortmund.

Dowody światowej klasy Roberta Lewandowskiego, przynależności do elity piłkarzy dziś, ale i do elity napastników wszech czasów, można mnożyć. Jednego mu jednak wciąż brakuje. Podium w plebiscycie Złotej Piłki, o samej statuetce nie wspominając – w czasach Messiego i Ronaldo już samo podium to honor porównywalny ze Złotą Piłką przed ich piłkarskim duopolem.

W tym roku gruchnęła wieść, że Lewandowski na galę Złotej Piłki po raz pierwszy w życiu się wybierze, co zaczęto natychmiast interpretować tak, że będzie w trójce. Że dano mu do zrozumienia, że będzie podczas eventu w Paryżu niezbędny.

Podczas poprzednich obyło się bez Polaka. Od kiedy został w 2013 roku nominowany po raz pierwszy, łącznie pięć razy – wliczając nominację za 2019 – znalazł się w zestawie zawodników, na których można było głosować w kontekście finałowego triumfu. A jak to wyglądało rok po roku i, co ważniejsze, co takiego robił w klubie i kadrze „Lewy”, by zapracować sobie na konkretne miejsce, na czele z czwartym za rok 2015?

2013 – 13. miejsce
60 meczów, 39 goli, 15 asyst
Finał Ligi Mistrzów
2. miejsce w Bundeslidze
Superpuchar Niemiec

Bez nominacji po prostu nie mogło się tutaj obyć. Gdy dobrniecie do końca, będziecie już to wiedzieli doskonale, że dla elektorów Złotej Piłki liczą się przede wszystkim spotkania w fazie pucharowej Champions League i występy, które natychmiast kojarzy się z konkretnym zawodnikiem. Które stają się tak symboliczne, że stają się niemal przysłowiem.

Lewandowski połączył w 2013 roku jedno i drugie. Samo dojście do finału Ligi Mistrzów to mogłoby być za mało, by znaleźć się wśród najlepszych. Polak był przecież wciąż na piłkarskim dorobku, nie tak dawno zerwał z łatką tego gościa, który myjąc zęby nie trafia szczoteczką w usta, a wieczorem pudłuje nawet, gdy ma trafić do łóżka. Ale wzięcie Borussii na plecy, cztery gole z Realem Madryt w jednym spotkaniu? Grubą wadę wzroku trzeba by było mieć, by tego nie dostrzec.

Szczęśliwie dla Lewandowskiego, głosujący raczej nie zerkali na mecze reprezentacji Polski, bo te były wybitnie nieinteresujące. W eliminacjach mundialu nie udało nam się ugrać nic, Lewandowski zdobył tylko 3 gole w 10 spotkaniach. Waldemar Fornalik zwyczajnie nie potrafił zrobić dobrego użytku z trójki z Dortmundu, której najbardziej wysuniętym zawodnikiem był napastnik coraz uporczywiej dobijający się do światowej czołówki.

Robert Lewandowski

2014 – bez nominacji
52 mecze, 27 goli, 14 asyst
1/4 finału Ligi Mistrzów
2. miejsce w Bundeslidze, król strzelców 2013/14

Z jednej strony 2014 był dla Lewandowskiego wielkim rokiem. Przeskoczył z klubu aspirującego do czołówki europejskiej pierwszej ligi do absolutnego czuba. Natychmiast obwołano go brakującym ogniwem Bawarczyków, szukających na szpicy zawodnika weltklasse. Klasy światowej. Tym miał się w kolejnych latach stać kształtowany przede wszystkim przez własne dążenie do doskonałości.

Ale początki w Bayernie nie były wymarzone. Dziesięć jesiennych goli to było o trzy mniej niż sezon wcześniej w pierwszej połówce rozgrywek zdobył Mario Mandzukić. A przecież „Lewy” miał z łatwością przeskoczyć ustawioną przez Chorwata poprzeczkę i wnieść atak Bawarczyków na nowy, zdecydowanie wyższy poziom.

Stąd też trudno się dziwić, że Lewandowskiego ominęła za 2014 rok nominacja do Złotej Piłki, nawet mimo zgarniętej za sezon 2013/14 korony króla strzelców Bundesligi.

2015 – 4. miejsce
51 meczów, 49 goli, 12 asyst
1/2 finału Ligi Mistrzów
Mistrzostwo Bundesligi
Król strzelców eliminacji Euro 2016

Wspominaliśmy o meczach-symbolach, które przemawiają do wyobraźni elektorów jak nic innego? Rok 2015 to absolutnie najsłynniejsze spotkanie w wykonaniu „Lewego”. 5 w 9 – i każdy wie doskonale, o co chodzi. Bayern gra z Wolfsburgiem, Lewandowski zaczyna mecz na ławce. Wchodzi przy stanie 0:1, w 8 minut i 59 sekund robi się 5:1. Wszystkie pięć trafień zapisuje na swoim koncie Polak. Pep Guardiola łapie się za głowę z niedowierzaniem, ten obrazek obiega wszystkie serwisy sportowe, wracając regularnie po dziś dzień.

Lewandowskiemu ten kawał piłkarskiej sztuki udał się w idealnym momencie – jesienią, kilka tygodni przed zamknięciem głosowania. Uwieńczył tym samym rok, w którym strzelał gole w każdej fazie Ligi Mistrzów od 1/8 do półfinału. Zaczął od gola i dwóch asyst z Szachtarem, podbił dubletem z Porto i poprawił bramką z Barceloną.

Do tego w reprezentacji szło wybornie. Adam Nawałka znalazł klucz do Lewandowskiego, a on zaliczył najlepszy rok w biało-czerwonych barwach. Miał udział średnio przy dwóch golach na mecz, 11 bramek i 3 asysty w 7 spotkaniach to wynik absolutnie kosmiczny. Nie było choćby jednego starcia naszej kadry, w którym „Lewy” nie trafiłby do bramki. Trudno więc dziwić się na przykład Scottowi Brownowi, kapitanowi reprezentacji Szkocji, który umieścił Lewandowskiego na pierwszym miejscu w swojej trójce, przed Cristiano Ronaldo i Thomasem Muellerem. W końcu „Lewy” zdobył oba gole w zremisowanym ze Szkotami 2:2 spotkaniu.

Lewandowski zgarnął w 2015 łącznie 4,17% głosów. Z Messim (41,33%) i Ronaldo (27,76%) przegrał znacząco, ale już do trzeciego Neymara (7,86%) nie tracił wcale tak wiele.

2016 – 16. miejsce
61 meczów, 47 goli, 6 asyst
1/2 finału Ligi Mistrzów
Mistrzostwo Bundesligi, król strzelców 2015/16
Puchar Niemiec
Superpuchar Niemiec
Ćwierćfinał Euro 2016

To właśnie przy okazji gali Ballon d’Or 2016 Lewandowski spłodził nieśmiertelnego mema.

 

Liczył na zdecydowanie więcej niż szesnaste miejsce. Wygrał przecież Bundesligę, Puchar Niemiec, krajowy superpuchar, był w ćwierćfinale Euro 2016 z reprezentacją Polski i w tymże starciu strzelił otwierającego gola. Nie mylił się w obu seriach jedenastek na mistrzostwach Starego Kontynentu, władował 39 goli w Bayernie, 8 w kadrze. Strzelał w Lidze Mistrzów przeciwko dwóm najlepszym defensywom ostatnich lat – w 1/8 finału z Juventusem i w półfinale przegranym przez straconego u siebie gola z Atletico. W eliminacjach rosyjskiego mundialu ciągnął nas za uszy – strzelał w każdym z jesiennych meczów, do dziś wspominamy z dumą hat-trick z Duńczykami.

Jednocześnie można zrozumieć głosujących, bo na największej scenie – podczas mistrzostw Europy – Lewandowski przyciągnął reflektory dopiero w piątym spotkaniu. Wcześniej można się było zastanawiać, dlaczego „zastawia, skupia uwagę, robi miejsce”, a nie jest egzekutorem. Jedynym elektorem, któremu to nie przeszkadzało, był mongolski dziennikarz Byambaa Tsagaanbaatar.

2017 – 9. miejsce
55 meczów, 53 gole, 12 asyst
1/4 finału Ligi Mistrzów
Mistrzostwo Bundesligi
Superpuchar Niemiec
Król strzelców eliminacji MŚ 2018

Kabaretu nie było, bo po roku przerwy znów była pierwsza dziesiątka. Przerwana została seria Bayernu, który od kilka lat kwalifikował się rokrocznie do najlepszej czwórki Champions League, niemniej niewiele w tym winy Lewandowskiego. Zagrał wiosną w trzech spotkaniach (z Realem w pierwszej odsłonie ćwierćfinału wisiał za kartki), każde kończył z golem na koncie.

Został oprócz tego mistrzem Bundesligi – jak zresztą w każdym do tej pory sezonie w Bayernie. I choć nie zgarnął korony króla strzelców w Niemczech, o co miał później spore pretensje do partnerów, odbił sobie w eliminacjach mundialu. Gdzie zwycięsko, w stosunku 16 do 15, wyszedł z walki na gole z Cristiano Ronaldo. Ostatnie piękne miesiące pod wodzą Adama Nawałki – potem było już tylko gorzej – okrasił dwoma hat-trickami (z Rumunią i Armenią) oraz wielkim występem w decydującym o naszym awansie na mundial starciu z Czarnogórą. Gol, dwie asysty, 4:2 dla Polski.

Pierwszy raz w karierze „Lewy” przekroczył też barierę 50 bramek w roku kalendarzowym. Zatrzymał licznik na 53, w Europie przebili go tylko: strzelec 56 goli, Harry Kane i gorszy o dwa trafienia od Anglika Leo Messi.

Pilka nozna. Eliminacje do MS 2018. Polska - Czarnogora. 08.10.2017

2018 – bez nominacji
58 meczów, 44 gole, 9 asyst
1/2 finału Ligi Mistrzów
Mistrzostwo Bundesligi, król strzelców 2017/18
Superpuchar Niemiec

Mundial. Jedno słowo, które kładzie się cieniem na ocenie całego 2018 roku w wykonaniu Lewandowskiego. Wyschło też jego źródełko z bramkami w decydujących fazach Ligi Mistrzów. Bayern doszedł do półfinału, ale ani w 1/4, ani w 1/2 nie mógł liczyć na gole „Lewego”. Zaczęło się wiosną fajnie, był dublet podparty asystą z Besiktasem, ale potem – susza. Pięć meczów bez jakiegokolwiek konkretu, począwszy od rewanżu z Turkami, przez ćwierćfinał z Sevillą, aż po półfinał z Realem.

Do tego w Lidze Narodów, w spotkaniach które mogły grzać postronnych kibiców, a wśród nich „wyborców” Złotej Piłki – mierzyliśmy się przecież dwukrotnie z Włochami i Portugalią – Lewandowski czterokrotnie kończył z czystym kontem. Na nic więc kolejny tytuł w Bundeslidze, skąd i tak dawno nikt nie dostał Złotej Piłki, na nic też dziesiątki zdobywanych dla Bayernu bramek. Jak na standardy „Lewego” – średni rok.

2019 – nominowany
53 mecze, 51 goli, 11 asyst
1/8 finału Ligi Mistrzów
Mistrzostwo Bundesligi, król strzelców 2018/19
Puchar Niemiec

Jak się jednak miało nieco później okazać, był on tylko przygrywką do wielkiego koncertu z porywającymi solówkami Lewandowskiego. Jesienią 2019 Polak był najlepszym napastnikiem na świecie i co do tego nie ma w ogóle żadnych wątpliwości. Zastanawiać można się, czy nie był aby w ogóle najlepiej dysponowanym piłkarzem na kuli ziemskiej.

Skok na piąte miejsce w klasyfikacji strzelców wszech czasów w Lidze Mistrzów.

Gole w każdej z jedenastu pierwszych kolejek Bundesligi.

Dziesięć trafień w pięciu meczach grupowych Champions League, z czego cztery w mniej niż kwadrans meczu z Crveną Zvezdą.

Wielka szkoda, że spotkanie przeciwko zespołowi z Serbii miało miejsce już po zamknięciu głosowania, bo dajemy głowę, że gdyby elektorzy mieli je „na świeżo”, tak jak mieli cztery lata temu piątkę wbitą Wolfsburgowi, kilka dodatkowych głosów Lewandowski miałby jak w szwajcarskim banku.

Mimo to można chyba liczyć na co najmniej drugi najlepszy wynik „Lewego” w historii. Optymista powie, że w zasięgu jest może nawet pierwsze podium. Ale zostanie natychmiast skontrowany argumentem nie do wytrącenia. Wiosną w Champions League, gdy Bayern poległ już w pierwszej rundzie fazy pucharowej Ligi Mistrzów, a Polak za nic nie potrafił zrobić krzywdy Liverpoolowi.

fot. FotoPyK, NewsPix.pl

KOMENTARZE (9)