Festiwal kompromitacji trwa
Weszło

Festiwal kompromitacji trwa

Co parę dni jest to samo: wydaje się, że Legia Warszawa ustala poprzeczkę żenady na poziomie, do którego doskoczyć mogą tylko najgorsze kluby w Polsce. Po czym z gracją, dumą i zadowoleniem z siebie podbija wynik wyżej i wyżej. Po przerżnięciu na swoim terenie niemal wszystkiego, co było do przerżnięcia, przyszedł czas na widowiskowe 1:4 z Wisłą Płock, co zresztą wydaje się wcale nie najwyższym wymiarem kary.

Przyjezdni wcale nie prowadzili tu jakiegoś wyjątkowo intensywnego oblężenia. Bardziej nazwalibyśmy to walką podjazdową – z wyczekaniem na odpowiednią okazję, z zabójczo skutecznym punktowaniem każdego większego błędu przeciwnika. A że Legia ostatnio robi je częściej niż statystyczny polski polityk – skończyło się na czterech golach.

Pierwsza baza padła błyskawicznie, bo już w 11. minucie. Akcja rozpoczęła się na lewej stronie. Za drybling wziął się nie kto inny jak Merebaszwili, który z łatwością zwiódł Jędrzejczyka, bo temu nie za bardzo zależało na odbiorze piłki. Potem Gruzin fatalnie skiksował, choć centrostrzał wyszedł mu przedni. Zwłaszcza, że spod krycia Wieteski uciekł Ricardinho, po czym z łatwością pokonał Malarza.

Druga – pod koniec pierwszej połowy, gdy idealnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Dominik Furman. Kopnął piłkę, a spustoszenie w szeregach rywali poczynił równie wielkie, jakby obsługiwał trebusz.

Trzeci cios nadszedł parę minut po rozpoczęciu drugiej połowy, a wyprowadził go znów Ricardinho, wbijając piłkę do pustej bramki po tym, jak pod nogi wybił mu ją Malarz. Ale zaznaczmy też to, co stało się wcześniej. Pochwalmy Varelę za dziecinnie łatwe nawinięcie Hołowni na skrzydle, a potem kąśliwe dośrodkowanie w pole karne, które sprowokowało golkipera gospodarzy do złej interwencji.

Legioniści do tego momentu nawet nie ripostowali. Wręcz przeciwnie, niektórych można byłoby prędzej posądzić o sabotaż. Bo swoim kolegom na pewno nie pomógł Inaki Astiz, popełniając faul taktyczny na Vareli, za który obejrzał drugą żółtą, a więc i czerwoną kartkę. Gry nie napędził z kolei Krzysztof Mączyński, a na pewno nie własnej drużyny. Fatalną dał zmianę, wszak niedługo po wejściu na boisku podciął Łukowskiego we własnym polu karnym. Na 4:0 z 11 metrów trafił wcześniej wspomniany Varela.

Wskazaliśmy już tutaj kilka nazwisk winowajców – przewijać będą się Wieteska, Hołownia, Jędrzejczyk. Fakty są jednak takie, że w każdej formacji Legia ma albo piłkarzy nieruchawych, albo kompletnie rozproszonych, albo nieruchawych i rozproszonych. Trudno uniknąć wrażenia, że legioniści grają swój własny mecz, rozgrywany gdzieś bardzo daleko od murawy. Przecież to gapiostwo powtarza się tak często, że Wieteskę i Hołownię wypadałoby zapytać, czy nie zapomnieli zabrać głowy z szatni. Jędrzejczyk? Nieźle wszedł po banicji, ale szybko przystosował się do poziomu reszty – po pierwsze nie do końca orientuje się w sytuacji wokół niego, po drugie – jak już się orientuje, to za nią nie nadąża.

Gospodarzy było też stać tylko na jedną odpowiedź pod drugą bramką, gola honorowego autorstwa Carlitosa. Pięknie uderzył z rzutu wolnego, choć nie ma co ukrywać, była to łyżka miodu w beczce cysternie dziegciu dla warszawian.

Oddajmy natomiast cesarzowi co cesarskie – Dariusz Dźwigała wyszedł dziś na niezłego stratega. Zestawił środek pola Wisły Płock bardzo defensywnie, nakazał podopiecznym agresywny pressing na własnej połowie, odbieranie piłki już w okolicach koła środkowego i wychodziło im to całkiem nieźle dzięki zachowywanej dyscyplinie. Furman, Rasak oraz Szymański doskonale się asekurowali, a do tego ostatni z wymienionych hasał po boisku jakby na śniadanie zeżarł pudełko duracelli, czym notorycznie wkurzał przeciwników, uniemożliwiając im swobodne operowanie futbolówką.

Bo co z tego, że warszawianie byli częściej przy piłce, skoro było to posiadanie kompletnie bierne, pasywne? Podania krążyły, owszem, ale głównie pomiędzy obrońcami. Jakby na uśpienie, tylko że to nie płocczanie zaczynali smacznie chrapać, lecz sami gospodarze. O ich efektywności w pierwszej połowie niech świadczy liczba strzałów – 2 przeciwko 7. Gdyby chociaż podopieczni Sa Pinto dochodzili do sytuacji i je marnowali, przynajmniej jakoś by rokowali. A tak? Totalna bida z nędzą. Kłopoty Legii w rozegraniu pojawiały się już w momencie, gdy należało ją wyprowadzić z obrony.

Jeśli już ktoś brał w Legii grę na siebie w ofensywie, to głównie Carlitos. Czasem wyglądało to desperacko, na przykład kiedy wchodził w drybling z trzema przeciwnikami naraz, jednak lepszej opcji nie miał. Jego koledzy wykazywali znikomą inicjatywę. Taki Hamalainen najwyraźniej pokazał się nam w chwili, gdy stał w szeregu przed rozpoczęciem spotkania. Jose Kante zaczął w miarę regularnie dotykać piłkę w drugiej połowie, kiedy nieco odważniej na płocczan ruszyła cała Legia. Co ironiczne – dopiero przy wyniku 0:3. Dobrą okazję po rożnym miał Wieteska, lecz świetnie interweniował Dahne, z ostrego kąta uderzał Carlitos, lecz posłał futbolówkę obok słupka. Szesnastkę Nafciarzy przeszyło też parę dośrodkowań w kierunku Kulenovicia czy pozostałych napastników, lecz w zasadzie nic z nich nie wynikało.

Oj, ma nad czym pracować Sa Pinto. Coś nam mówi, że kilka nocek będzie musiał zarwać, żeby wydźwignąć Legię z kryzysu. Tylko metody chyba powinien dopasować lepiej do potrzeb zespołu, niż w ostatnim tygodniu. Fajnie, iż dał im fizyczny wycisk, bo chciał intensywności, lecz to efekty przyniosło odwrotne – w meczu Legioniści byli ospali, bezradni, nie radzili sobie z najprostszymi elementami futbolowego rzemiosła. Nie chcemy się za bardzo wtrącać, ale może jednak warto popracować również nad jakimiś ofensywnymi schematami oraz skutecznością?

Choć przyznajemy, na ten moment najbardziej logiczne wydaje się rozwiązanie z Misia, to z płaceniem wszystkim po pół dniówki.

legia-warszawa

Legia Warszawa

26-08-2018
1
:
4
wisla-plock-sa

Wisła Płock

6. kolejka

26.08.2018

15:30

Warszawa

3.0 3.4
A. Jędrzejczyk
4.0 2.3
A. Malarz
3.0 3.0
M. Kucharczyk
2.0 1.6
K. Hamalainen
2.0 3.0
M. Hołownia
5.0 3.2
C. Carlitos
3.0 2.5
J. Kante
2.0 2.3
M. Wieteska
2.0 2.1
I. Astiz
3.0 2.1
D. Antolić
4.0 2.9
C. Cafu
7.0 9.0
D. Furman
6.0 5.6
G. Merebaszwili
6.0 5.8
A. Dźwigała
6.0 7.0
D. Rasak
5.0 6.0
M. Warcholak
6.0 6.5
D. Szymański
3.0 5.5
M. Szwoch
6.0 6.0
I. Łasicki
5.0 5.5
A. Uryga
6.0 7.3
T. Daehne
8.0 9.0
M. Ricardinho
5.0 4.2
Jarosław Przybył

Zmiany gospodarzy:

K. Hamalainen

C. Pasquato

3.01.7

D. Antolić

K. Mączyński

2.01.0

M. Hołownia

S. Kulenović

3.02.0

Zmiany gości:

G. Merebaszwili

N. Varela

6.07.0

M. Ricardinho

J. Łukowski

5.04.0

M. Szwoch

O. Zawada

-4.0
Piękno goli Furmana i Carlitosa
Skuteczność peleryny-niewidki Hamalainena
Pomysłowość Legionistów

Nagroda specjalna*

Nervosol dla Sa Pinto
Żeby nie rozszarpał Legionistów w szatni
* każdy wybrany piłkarz ma prawo skontaktować się z w/w firmą i umówić się na odbiór nagrody.

Legenda:

Gol
Asysta
Kluczowe podanie
Samobój
Gracz meczu
Na minus
Zółta kartka
Dwie żółte kartki
Czerwona kartka