Coraz więcej dyskutuje się o konieczności zreformowania Pucharu Polski. Ostatnio za wprowadzeniem systemu rozstawień w tych rozgrywkach opowiedział się Marek Papszun, a wszystko to w momencie, gdy do 1/8 finału PP dotarły zaledwie cztery ekipy z Ekstraklasy. Zdanie Zbigniewa Bońka jest jednak jasne: ręce precz od Pucharu Polski. – Absolutnie nie dotykałbym możliwości uprzywilejowania drużyn z Ekstraklasy – przekonuje były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej w kolejnej odsłonie cyklu „Zibi Top”.
Jeśli i Ty chcesz zadać pytanie Zbigniewowi Bońkowi, zostaw je w komentarzu pod tym tekstem. Okazją do zostawienia swojego pytania są też dedykowane posty w social mediach.
O rozstawieniach w Pucharze Polski:
Absolutnie nie dotykałbym możliwości uprzywilejowania drużyn z Ekstraklasy. Wręcz przeciwnie. Przegranie z drużyną z 1. ligi i potem okazywanie braku szacunku poprzez mówienie, że trzeba zmienić system, jest wielkim nieporozumieniem. Natomiast trzeba zastanowić się nad tym tematem troszeczkę głębiej.
My cały czas myślimy, że pomiędzy Ekstraklasą a 1. ligą jest jakaś wielka różnica. A ja dam dobry przykład: jeżeli Legia miałaby dziś więcej pieniędzy i nie byłoby w niej Papszuna, to Szczepaniak, Adamski albo Zjawiński dalej strzelaliby bramki w Grodzisku czy w Polonii Warszawa. Nikt by o nich specjalnie nie wiedział. Oni przyszli, bo Papszun ich chciał, bo umiał ich znaleźć. Teraz grają w Ekstraklasie i nie odbiegają umiejętnościami od nikogo, od żadnych obcokrajowców. Problem jest taki, że w 1. i 2. lidze gra bardzo wielu Polaków, którzy zostali wypchnięci z najwyższego szczebla rozgrywkowego przez średnich bądź słabych obcokrajowców.
Oczywiście zdarzają się i przyjeżdżają też obcokrajowcy lepsi. Ale 70% z nich nie robi żadnej, ale to absolutnie żadnej różnicy. I nad tym trzeba się zastanowić. Nad promocją polskich piłkarzy, promocją juniorów. A nie rozmawiać o tym, jaki stworzyć system, żeby chronił drużyny Ekstraklasy i dawał im możliwość dojścia do finału najlepiej bez grania, mając pusty los.
Niech każdy kibic Legii Warszawa to usłyszy! 😂🫡
„We fucked then again” – Niels Frederiksen
#LEGLPO #Legia #Lech #LechPoznań #Ekstraklasa https://t.co/ldqTmSoFOx
— Victor Green (@VictorGreenPL) October 25, 2026
O napięciu na linii Frederiksen – Papszun:
Wymiana zdań była sympatyczna i fajna, tylko – jak to się mówi – karma szybko wraca.
Niels po meczu mówił, co zrobił Legii Warszawa, a kilka dni później trener Siarki Tarnobrzeg mógłby to samo powiedzieć o Lechu Poznań. Ja nie mam nic do tego, żeby trenerzy sobie troszkę docinali, żeby się z siebie ponabijali, tylko później w praktyce to może się obrócić przeciwko tobie.
O sprzedaży praw telewizyjnych Ekstraklasy:
Jestem trochę zdziwiony, że jest siedem miesięcy do zakończenia rozgrywek, a prawa telewizyjne Ekstraklasy nie zostały w ogóle sprzedane. Dopiero zaczyna się przetarg. Uważam, że przetarg na takie prawa to powinien być ogłaszany z półtorarocznym wyprzedzeniem. Tak to funkcjonuje na świecie, wszędzie. Z każdym miesiącem pozycja Ekstraklasy w tej karcie przetargowej się osłabia.
Miejmy nadzieję, że w końcu znajdą się klienci – oczywiście będzie wśród nich Canal+, na sto procent – którzy będą tym zainteresowani i zaproponują jakąś poważną sumę. Bo na razie my mówimy i chwalimy się kwotami rzędu 300-400 milionów, tylko że to jest naprawdę mało w porównaniu z innymi krajami. Jesteśmy wielkim krajem, mamy 38-40 milionów mieszkańców i piękne stadiony. Jeśli chcemy mieć lepszą piłkę, to musimy mieć większe budżety. A potem jeszcze umiejętnie te pieniądze wydawać, ale sprzedaż praw telewizyjnych jest bardzo istotnym elementem całej tej układanki.
🚨 𝐖𝐈𝐄𝐋𝐊𝐀 𝐊𝐎𝐍𝐓𝐑𝐎𝐖𝐄𝐑𝐒𝐉𝐀 🚨
Od żółtej kartki za „nurkowanie” do decyzji o rzucie karnym dla drugoligowej Avii Świdnik w doliczonym czasie gry meczu 1/16 finału STS Pucharu Polski z Radomiakiem 🤯 A więc dogrywka!
🔴📲 Oglądaj online ▶️ https://t.co/sD178HAZmS https://t.co/KxqdIuMbbv
— TVP SPORT (@sport_tvppl) October 29, 2026
O problemie z VAR-em:
VAR jest tylko i wyłącznie pozytywną rzeczą. Natomiast problem jest taki, że to nie VAR robi błędy, tylko ludzie, którzy go obsługują.
Każda katastrofa lotnicza i kolejowa to też jest prawie zawsze efekt błędu ludzkiego. Z VAR-em jest tak samo. Są różne charaktery sędziów: niektórym się wydaje, że są policjantami. Siedzą przed monitorem i szukają kwadratowych jaj, nie wiadomo czego. Rzeczy, których na boisku nikt nie widzi. A to nie jest zadanie VAR-u. Zadaniem VAR-u jest po części nadzór, a poza tym – analiza bramek. Czy była prawidłowa, czy nieprawidłowa. Czy był spalony, czy go nie było. Czy był faul, czy nie. Dlatego powtarzam, że problemem nie jest VAR, tylko ludzie, którzy go obsługują i chcą za mocno ingerować w boiskowe wydarzenia.
O Ewie Pajor, drugiej w Złotej Piłce:
Ewa jest znakomita, fantastyczna. Jest to przykład dziewczyny, która nigdy się nie poddaje. Dziewiątka, która biega, pressuje. Do tyłu, do przodu. Fantastyczny kapitan. Nigdy nie widziałem Ewy Pajor, która miałaby jakieś pretensje do swoich koleżanek, zdając sobie sprawę, że jest najlepsza w zespole. Ona biega za nie, pressuje za nie. Jest naprawdę fantastyczna. Nigdy nie jest zrezygnowana, nie macha rękoma. Nie czuje się na boisku pokonana przed końcowym gwizdkiem.
Wydaje mi się, że jakby ktoś się zastanowił nad całą jej drogą – z Uniejowa, przez Konin do Barcelony – to jest dowód dla wszystkich polskich dziewczynek, że piłka nożna dla nich też może być kapitalnym przeżyciem. Można być znanym, można zarobić, można mieć satysfakcję, można realizować sny swojego dzieciństwa. Ewa jest idealnym tego przykładem.
O nowym stadionie Interu i Milanu:
Rzeczywiście – serce boli. Człowiek płacze, jak słyszy, że San Siro ma być rozebrane i powstanie nowy stadion w Mediolanie.
No ale San Siro nie spełnia już warunków stadionu nowoczesnego, gdzie są przede wszystkim te przestrzenie VIP-owskie, skyboxy – kluby na tym zarabiają. Wiadomo, że w Mediolanie będzie nowy obiekt. Dzień, w którym San Siro zniknie, będzie dniem, w którym skończy się pewna epoka w futbolu. To jest stadion, o którym można pisać książki. O meczach, które się tam odbywały i o emocjach, które na tym stadionie panowały. No ale jest to rzecz nieunikniona.
O przegranym scudetto w 1986 roku:
Powiem szczerze, że do dzisiaj mi ten mecz siedzi na wątrobie. To nie jest tak, że gdybyśmy wygrali z Lecce, to bylibyśmy mistrzami. Mieliśmy tyle samo punktów co Juventus, pewnie sezon zakończyłby się meczem dodatkowym o tytuł. Natomiast przegranie tego meczu 2:3 to była rzecz niebywała. Mogliśmy wtedy wygrać 9:2. Prowadziliśmy 1:0, zdobyliśmy drugiego prawidłowego gola, ale sędzia odgwizdał spalonego, którego absolutnie nie było.
Potem jakieś rozluźnienie się wdarło, dwa-trzy błędy w obronie i mecz się zakończył tak, jak się zakończył. Zostaliśmy wtedy wicemistrzami Włoch i zdobyliśmy Puchar Włoch. Roma grała wtedy fantastyczny futbol.