25 mgnień Messiego w bieli i błękicie. Opowieść o cierpieniu, presji i chwilach triumfu

Adrian Mańko

07 października 2026, 08:05 • 14 min czytania 7

Reklama
25 mgnień Messiego w bieli i błękicie. Opowieść o cierpieniu, presji i chwilach triumfu

O karierze Leo Messiego powiedziano i napisano już wszystko. Trudno się nie powtarzać. Legenda z Rosario właśnie zakończyła swoją reprezentacyjną drogę, która trwała ponad 21 lat. Argentyna żegna go ze łzami w oczach. Mecz z Beninem był jego 208. występem w barwach Albicelestes. Ta liczba robi ogromne wrażenie, podobnie jak szereg innych, które opisują niesamowitą karierę Messiego. Wiele z tych ponad 200 spotkań było kamieniami milowymi – dla samego zawodnika, dla jego ojczyzny, a nawet dla całej piłki nożnej. Wybraliśmy 25 przystanków drogi największego z największych. Drogi na szczyt, która wiodła przez wiele zakrętów.

Reklama

Mecz nr 1: Węgry – Argentyna (16 sierpnia 2005)

W dorosłej drużynie Barcelony w meczu La Liga Messi zdążył zadebiutować 10 miesięcy wcześniej. Na swój pierwszy raz w kadrze Albicelestes musiał jednak poczekać do sierpnia 2005 roku. Miał już wtedy skończone 18 lat, a półtora miesiąca wcześniej poprowadził młodzieżową reprezentację do tytułu mistrza świata.

Debiutu w seniorskiej kadrze diament z Rosario na pewno nie zaliczy do udanych. Argentyna wygrała wprawdzie towarzyski mecz z Węgrami 2:1, ale Messi minutę po swoim wejściu na boisko (sic!) obejrzał czerwoną kartkę. Czy była to słuszna kara? Można dyskutować z werdyktem doktora Markusa Merka, natomiast fakt jest taki, że nieczęsto widuje się takie debiuty.

Mecz nr 6: Chorwacja – Argentyna (1 marca 2006)

Towarzyskie spotkanie na trzy miesiące przed mundialem było momentem, gdy Messi doczekał się wreszcie pierwszej bramki w narodowych barwach. Trzeba przyznać, że jak na wonderkida, którym był przecież od samego początku, nie jest to imponujące osiągnięcie. Ale do specyficznego przeobrażenia Leo w łowcę goli jeszcze nawiążemy. Teraz po prostu spójrzmy na jego pierwszą bramkę w biało-błękitnej koszulce, nawiasem mówiąc w przegranym 2:3 meczu. Swoją drogą, klasyka gatunku:

Reklama

Mecz nr 8: Argentyna – Serbia i Czarnogóra 6:0 (16 czerwca 2006)

Formalnie Serbia i Czarnogóra były od 13 dni dwoma suwerennymi krajami, ale na MŚ 2006 grały jeszcze razem, a Messi zadebiutował tym spotkaniem na najważniejszej piłkarskiej arenie – mundialu. Wszedł na boisko na ostatni kwadrans i zdążył zaliczyć asystę przy bramce Hernana Crespo na 4:0, a potem walnąć gola na 6:0. W drużynie przeciwnej grał np. Daniel Ljuboja.

Mecz nr 20: Brazylia – Argentyna 3:0 (15 lipca 2007)

Argentyna nie zawojowała mundialu rok wcześniej, ale młody Messi raczej nie martwił się jeszcze wizją tego, że kilkanaście lat później wciąż nie będzie miał tytułu z dorosłą reprezentacją. 15 lipca pojawiła się pierwsza, wielka szansa na podniesienie w górę pucharu. Finał Copa America 2007. No i pierwsze wielkie rozczarowanie. Brazylia wygrała w wenezuelskim Maracaibo aż 3:0. Z perspektywy czasu ta porażka jest jeszcze boleśniejsza – kadra Canarinhos, delikatnie mówiąc, nie była naszpikowana gwiazdami. Oto skład z finałowego starcia: Doni – Maicon, Alex Costa, Juan dos Santos (k), Gilberto – Elano (34 Daniel Alves), Mineiro, Josué – Júlio Baptista – Robinho (90 Diego), Vágner Love.

Reklama

Na luźne rozjechanie Argentyńczyków wystarczyło.

Mecz nr 50: Argentyna – Niemcy (3 lipca 2010)

Trzy lata później Messi miał na koncie pierwszą Złotą Piłkę i nie był już tylko wschodzącą gwiazdą światowej piłki. Był zjawiskiem, piłkarzem prowadzącym Barcelonę do wielkich triumfów. Argentyna z nim w składzie była jednym z kandydatów do złota podczas afrykańskiego mundialu. Marzenia Albicelestes pogrzebali jednak Niemcy, choć nie byłoby wielką przesadą stwierdzenie, że pogrzebali je sami Argentyńczycy, zatrudniając w roli selekcjonera czynnego kokainistę. To był brutalny nokaut.

Kilka miesięcy wcześniej przy okazji sparingu obu kadr Diego Maradona nazwał Thomasa Müllera chłopcem do podawania piłek i odmówił udziału w konferencji prasowej wraz z 20-letnim piłkarzem Bayernu. W lipcu Müller strzelił jedną z bramek, a Niemcy rozgromili Argentynę 4:0. Drugie mundialowe podejście Messiego zakończyło się drugim niepowodzeniem. Tym razem na etapie ćwierćfinału.

Reklama

Mecz nr 70: Argentyna – Brazylia 4:3 (9 czerwca 2012)

To tylko sparing, ale to również moment, gdy Messi wreszcie upolował Brazylię. I to jak! Obłędnie skuteczny w tamtym okresie Leo ustrzelił hat-tricka. Wcześniej przeciwko Canarinhos trafił raptem raz.

Co ciekawe, był to drugi hat-trick Messiego w kadrze. Kilka miesięcy wcześniej trzema sztukami „poczęstował” Szwajcarię. Swoją drogą to dobry moment, by wziąć na tapet liczby na jego pierwszym etapie w narodowych barwach. W pierwszych 66 spotkaniach w biało-błękitnych barwach zdobył on tylko 18 bramek. Bez tragedii, ale i na pewno bez rewelacji, zwłaszcza zestawiając z tym, co wyprawiał w Barcelonie. Można też przytoczyć obecne liczby Erlinga Haalanda w reprezentacji Norwegii – 57 występów i 65 trafień. Szaleństwo.

Reklama

Mecz nr 93: Niemcy – Argentyna (13 lipca 2014)

Trzecie podejście Messiego w drodze po Puchar Świata miało zakończyć się sukcesem. Grał dobry, choć na pewno nie spektakularny turniej, a Argentyna, ustawiona dość defensywnie, dotarła do finału. Messi trafiał do siatki czterokrotnie, ale wyłącznie w fazie grupowej. W fazie pucharowej podopieczni Alejandro Sabelli postawili na konsekwentną grę w tyłach – nie stracili gola ze Szwajcarią, Belgią i Holandią. Oranje pokonali po rzutach karnych. W finale po regulaminowym czasie było 0:0. Argentyńczycy mogli żałować niewykorzystanej szansy Gonzalo Higuaina. „Pipita” strzelił też gola, ale ten nie został uznany z powodu spalonego.

W dogrywce swój złoty moment wykorzystał Mario Götze. I to on sprzątnął Messiemu sprzed nosa marzenia o złocie.

Messiemu na otarcie łez pozostał tytuł najlepszego zawodnika turnieju.

Reklama

Mecz nr 103: Chile – Argentyna (4 lipca 2015)

Rok później Messi miał wreszcie wygrać mistrzostwo kontynentalne. Pomogli w tym Brazylijczycy, którzy sensacyjnie polegli w ćwierćfinale z Paragwajem. Droga do sukcesu wydawała się więc utorowana, a zwycięstwo 6:1 w półfinale z pogromcami Canarinhos było stemplem na oświadczeniu woli. Woli zwycięstwa.

Tyle tylko, że trzeba było jeszcze ograć Chile, mającym fantastyczne pokolenie piłkarzy. Ekipa La Roja nie pękła i doprowadziła do rzutów karnych po remisie 0:0. W pierwszej kolejce Messi się nie pomylił. W drugiej i trzeciej serii jego koledzy już owszem – zawiódł Gonzalo Higuain, zawiódł też Ever Banega. Celny strzał Alexisa Sancheza na początku czwartej kolejki zakończył zabawę. Messi mógł tylko mieć nadzieję, że uda się już… za rok.

Mecz nr 113: Argentyna – Chile (26 czerwca 2016)

Copa America nie jest najbardziej regularnym turniejem na świecie. W 2016 odbyła się kolejna edycja mistrzostw Ameryki Południowej – tym razem z dopiskiem „Centenario” z okazji 100-lecia CONMEBOL. Gościnne południe zaprosiło północ do udziału… i organizacji. Impreza odbyła się w USA, a Messi – choć był jeszcze daleko od swojego wyjazdu do MLS – brylował w Stanach. Strzelił pięć goli i dorzucił cztery asysty – to wszystko w zaledwie pięciu spotkaniach.

Reklama

A raczej… w czterech. Bo w finale znów było zero. Zero po stronie zdobyczy bramkowej i „zero tituli”. Chile znów dotrwało do rzutów karnych, choć w grupie przegrało z Argentyną 1:2. Messi znów zaczynał strzelanie jedenastek. Mógł dać przewagę, bo wcześniej pomylił się Arturo Vidal. A jednak nie dźwignął presji.

Potem jeszcze pomylił się Lucas Biglia. Powiedzonko, że „nic dwa razy się nie zdarzy” nie znalazło zastosowania. Chile obroniło tytuł, znów po finałowych rzutach karnych przeciwko Albicelestes.

W Messim coś pękło. Czwarty wielki finał z kadrą, czwarty przegrany. W żadnym nie strzelił gola. Ba, w każdym z nich Argentyńczycy nie potrafili zdobyć choćby jednej bramki. Czuł, że zawodzi. Porównania do Diego Maradony i oczekiwania całego narodu go przytłaczały. Diego przywiózł do Buenos Aires puchar w 1986 roku, a Leo przeżywał tylko klęskę za klęską.

Reklama

Tak, po tym spotkaniu Messi ogłosił koniec reprezentacyjnej kariery. Kariery pod względem liczby występów okazałej – 113 meczów to naprawdę dużo. I jednocześnie kariery niespuentowanej żadnym sukcesem.

Można tylko zastanawiać się, jak wyglądałaby nowożytna historia futbolu, gdyby wychowanek Newell’s Old Boys wytrzymał w swoim emocjonalnym postanowieniu. Nikt nie mógł wtedy przypuszczać, że kariera Leo w barwach Albicelestes potrwa jeszcze ponad 10 lat i liczyć będzie kolejnych blisko 100 spotkań.

Dodajmy, że po tamtym finale uchwycono słynne, viralowe ujęcie z Sanchezem w tle.

Reklama

Mecz nr 122: Ekwador – Argentyna (10 października 2017)

Już rok później Argentyńczycy przekonali się, jak bardzo potrzebują Messiego. W ostatniej kolejce eliminacji MŚ 2018 Albicelestes musieli wygrać z Ekwadorem. W przeciwnym razie nie pojechaliby na mundial! Mecz nie mógł się rozpocząć gorzej dla ekipy Jorge Sampaoliego. Gospodarze objęli prowadzenie już w pierwszej minucie. Wtedy jednak rękawy do pracy zakasał Messi.

Czwarty hat-trick w narodowych barwach, ale zdecydowanie najcenniejszy. Argentyna zerwała się ze stryczka i pojechała do Rosji. Po co? Wiadomo, po złoto!

Mecz nr 128: Francja – Argentyna (30 czerwca 2018)

Argentyna Sampaoliego była dość karykaturalnym tworem. Przez fazę grupową przeszła ledwo co, a Messi strzelił jednego, za to bardzo efektownego gola w meczu z Nigerią. Już w 1/8 finału przyszło jednak spodziewane pożegnanie Albicelestes z marzeniami. Wprawdzie w pewnym momencie tego szalonego meczu było nawet 2:1 dla Argentyńczyków, ale ostatecznie Trójkolorowi, ze wschodzącą gwiazdą futbolu w osobie Kyliana Mbappe, wygrali 4:3. Messi na pożegnanie zaliczył asystę przy bramce swojego przyjaciela, Sergio Aguero. Na otarcie łez.

Reklama

To po tym meczu angielski komentator wygłosił zdanie, które – jak to się zwykło mówić – bardzo źle się zestarzało.

– Ostatni mecz Lionela Messiego na mistrzostwach świata na pewno i być może ostatni dla jego kraju. Następne będą miały miejsce, gdy będzie miał 35 lat.

Reklama

No cóż, da się przewidywać przyszłość lepiej…

Mecz nr 135: Brazylia – Argentyna (3 lipca 2019)

Argentyna wyszła z grupy podczas Copa America 2019 w naprawdę żałosnym stylu. Przegrała z Kolumbią, zremisowała z Paragwajem po golu Messiego z karnego i pokonała zawsze groźny Katar. Nie pytajcie, co na Copa America robił Katar. Nie wiemy też, co na Eurowizji robi Australia. W ćwierćfinale udało się jeszcze pokonać Wenezuelę, ale kolejne bolesne zderzenie Leo z rzeczywistością przyszło 3 lipca w półfinale. Brazylia wygrała 2:0 po golach Gabriela Jesusa i Roberto Firmino.

Kilka dni później Argentyna wywalczyła trzecie miejsce, pokonując Chile. W meczu o brąz Messi obejrzał swoją drugą czerwoną kartkę w karierze, jeszcze bardziej absurdalną niż ta pierwsza.

Reklama

Mecz nr 151: Argentyna – Brazylia (10 lipca 2021)

Wspominaliśmy już o nieregularności turniejów o mistrzostwo Ameryki Południowej? W 2021 rok rozegrano kolejną edycję Copy, przeniesioną z 2020, oczywiście z powodu covidu. Z kadrą Albicelestes już od trzech lat pracował imiennik Messiego – Scaloni. Przyszedł czas na pierwsze efekty jego pracy?

Patrząc na dotychczasową historię finałów z udziałem Messiego można było w to wątpić. Ale Argentyńczycy zagrali naprawdę bardzo dobry turniej, a sam Leo był wybitny – strzelił cztery gole i dołożył pięć asyst. Koroną najlepszego snajpera podzielił się z Luisem Diazem. Wśród asystentów nie miał sobie równych.

W finale bohaterem został jego wieloletni druh w reprezentacyjnej udręce, Angel Di Maria. Po jego stylowym lobie Argentyna wygrała 1:0. Półtorej dekady cierpienia zakończyło się tamtego wieczoru na Maracanie.

Reklama

Mecz nr 161: Włochy – Argentyna (1 czerwca 2022)

Na kilka miesięcy przed mundialem w Katarze Messi i spółka pokazali, że podczas turnieju mogą być liczącą się siłą. W dziwnym tworze, jakim jest Finalissima, pokonali ówczesnego mistrza Europy, czyli Włochy 3:0. Messi wprawdzie bez gola, ale zaliczył występ wręcz epicki.

Mecz nr 162: Argentyna – Estonia (5 czerwca 2022)

Kilka dni później Messi pokazał, że jest w wybornej formie. W meczu z Estonią strzelił… pięć goli. Tak jak 10 lat wcześniej w starciu z Bayerem Leverkusen w Lidze Mistrzów. Leo przez chwilę mógł się poczuć jak CR7, Robert Lewandowski czy Erling Haaland, nabijający sobie bramkową kabzę na europejskich ogórkach.

Reklama

Mecz nr 167: Argentyna – Meksyk (26 listopada 2022)

Argentyna rozpoczęła katarski mundial fatalnie. Na inaugurację przegrała z Arabią Saudyjską 1:2, przy okazji kończąc swoją serię 36 meczów bez porażki. Miał być – w końcu – Puchar Świata, a tymczasem zaczęło się od totalnej wtopy. Strata punktów z Meksykiem mogła kosztować Argentynę pożegnanie z turniejem.

– Przed meczem powiedziałem Messiemu: „jeśli sytuacja stanie się trudna, będziesz musiał nas uratować” – mówił po meczu Angel Di Maria. I tak właśnie się stało.

W 64. minucie Leo wziął sprawy w swoje ręce.

Reklama

Argentyna wygrała 2:0. Musiała jeszcze domknąć temat w meczu z Polską.

Mecz nr 168: Polska – Argentyna (30 listopada 2022)

Tak naprawdę w karierze Messiego to mało znaczący moment, ale polski wątek się przyda. Albicelestes wygrali 2:0, ale i przegrani, i wygrani awansowali do 1/8 finału. Messi zmarnował w tym meczu rzut karny i był to jego jedyny na katarskim mundialu bez trafienia.

Reklama

Mecz nr 170: Holandia – Argentyna (9 grudnia 2022)

Ćwierćfinał z Holandią był thrillerem. Argentyna prowadziła 2:0. Messi zaliczył fenomenalną asystę, a potem podwyższył z rzutu karnego. Holendrzy odrobili straty w końcówce, a o awansie Albicelestes do finału zdecydowały rzuty karne. Messi nie zawiódł. Po bardzo nerwowym, pełnym złośliwości i obfitującym w kartki meczu dał upust swoim emocjom. Gdy udzielał wywiadu, rzucił w kierunku Wouta Weghorsta: – Co się gapisz, głupku?.

Mecz nr 171: Argentyna – Chorwacja (13 grudnia 2022)

Popis Argentyny w drodze do finału. Chorwacja została ograna 3:0. Messi otworzył wynik strzałem z rzutu karnego, ale prawdziwy show dał przy golu Juliana Alvareza, ustalającym rezultat meczu. Legenda głosi, że Josko Gvardiol potrzebował po meczu Aviomarinu.

Reklama

Mecz nr 172: Argentyna – Francja (18 grudnia 2022)

Moment największej chwały Messiego w biało-błękitnej koszulce. Fenomenalny finał z Francją, zakończony remisem 3:3 i rzutami karnymi. Messi znów wytrzymał wojnę nerwów – zarówno w trakcie meczu, jak i potem w konkursie jedenastek. Kapitan skończył mecz z dwoma bramkami i niepoślednim udziałem przy bramce Angela Di Marii na 2:0. W przeciwnej drużynie szalał Kylian Mbappe (hat-trick), a nad wszystkim czuwał nasz Szymon Marciniak. Finał finałów. Szczyt futbolu.

Po decydującym karnym Gonzalo Montiela Leo padł na kolana. Jego wielkie, sportowe marzenie się spełniło. Na piątym mundialu w życiu. Cztery i pół roku po przytaczanych już słowach angielskiego komentatora, który „skończył” jego mundialową karierę.

Reklama

Mecz nr 187: Argentyna – Kolumbia (14 lipca 2024)

La Scaloneta, jak określono kadrę Scaloniego, szła jak burza. Wygrana w Copa America 2021, efektowny triumf w Finalissimie, mistrzostwo świata. W 2024 do tej listy dorzucono kolejny skalp. Albicelestes obronili tytuł najlepszej drużyny Ameryki Południowej. W finale pokonali Kolumbię 1:0 po dogrywce. Messi zszedł z boiska w 66. minucie z kontuzją kostki. Turniej nie był jego popisem – strzelił raptem jednego gola. Nie zmienia to jednak faktu, że znów mógł podnieść nad głowę trofeum. Koledzy wygrali to dla niego.

Mecz nr 200: Argentyna – Algieria (16 czerwca 2026)

Jedni wieszczyli Leo koniec mundialowej kariery w 2018 roku, inni byli pewni, że ostatnim akordem będzie okraszony złotem turniej w Katarze. Ale Messi miał inne plany. Poprowadził Argentynę na północno-amerykańskie mistrzostwa, choć piłkarsko był już trochę na peryferiach, grając w MLS. Ośmiokrotny zdobywca Złotej Piłki został królem strzelców eliminacji w strefie CONMEBOL, choć jego PESEL niebezpiecznie zaczął przypominać o nadchodzących 40. urodzinach.

Reklama

Wszyscy zastanawiali się, jaki będzie jego realny poziom na tle innych na mundialu. I wystrzelił konkretnie. W jubileuszowym, dwusetnym meczu w narodowych barwach Messi walnął hat-tricka. Został pierwszym piłkarzem, który zagrał na sześciu mundialach w życiu, choć już nazajutrz dołączył do niego jego odwieczny rywal, Cristiano Ronaldo.

W taki oto sposób Leo rozpoczął swoją drogę do kolejnego mundialowego medalu.

Był hat-trick, ale były też łzy. Wkrótce świat dowiedział się, z czego wynikały. Chodziło o jego tatę…

Mecz nr 206: Anglia – Argentyna (15 lipca 2026)

Messi rozgrywał olśniewające mistrzostwa. Nie olśniewające jak na 39-latka – po prostu absolutnie genialne. Strzelał, asystował, ciągnął Argentynę za uszy. Nikt nie rozpamiętywał jego pudeł z rzutów karnych, bo Leo z nawiązką nadrabiał to, jak i swoje legendarne wręcz „człapanie” po boisku. Spacerowicz swój ostatni mundialowy popis dał w półfinale.

Anglia prowadziła 1:0 i zapowiadało się na pożegnanie Albicelestes z marzeniami o obronie tytułu. Messi tym razem do siatki nie trafił, ale zaliczył dwie asysty – najpierw do Enzo Fernandeza, a następnie prawą nogą na głowę Lautaro Martineza.

Duet Lionelów – Messi i Scaloni – wszedł do swojego czwartego z rzędu finału.

Mecz nr 207: Hiszpania – Argentyna (19 lipca 2026)

Ale czwartego z rzędu triumfu nie było. Gdyby był, to prawdopodobnie byłby to najbardziej niesprawiedliwy finał w historii mistrzostw świata. Hiszpania zdominowała Argentynę i kwestią czasu wydawało się, kiedy wreszcie otworzy wynik. W końcu w dogrywce grających w osłabieniu Argentyńczyków pognębił Ferran Torres.

Ale i w tym, słabym dla całej drużyny i słabym w swoim wykonaniu, meczu Messi mógł zostać bohaterem. To on z wyczuciem dograł do Giuliano Simeone, który wykładał już piłkę Marcosowi Senesiemu. Tylko fantastyczna interwencja Pau Cubarsiego uratowała Hiszpanię przed rzutami karnymi…

Mecz nr 208: Argentyna – Benin (6 października 2026)

Ostatni epizod tej historii napisał się w nocy. Argentyna pokonała Benin 3:0, Messi strzelił gola i zanotował dwie asysty. Były łzy przy ostatni raz odśpiewywanym hymnie Argentyny, piękny transparent pożegnalny, kilka słów od kapitana Beninu i specjalna figurka wręczona legendzie piłki oraz oczywiście owacje na stojąco.

To była historia pisana cierpieniem, bólem i stale niespełnionymi marzeniami. Gehenna trwała przez lata. Messi przegrywał finały, a nawet porzucił grę w kadrze – ale tylko na kilka tygodni. Wrócił, a potem znów czekały go rozczarowania. Wszystko zmieniło się w ostatnich latach, gdy był już grubo po trzydziestce. To może być piękne przesłanie dla wszystkich, którzy tracą nadzieję, nie wierzą już w swój sukces, chcą rezygnować z marzeń.

Messi spełniał je w czasie, gdy wielu piłkarzy kończy już swoje kariery. I choć w przedostatnim meczu w biało-błękitnych barwach powróciła do niego stara przyjaciółka imieniem porażka, to było to już tylko dopełnienie tej historii. Trzeci w karierze finał mundialu, drugi przegrany. Bo przegrywać czasem to normalna rzecz, jak śpiewała głosem Krzysztofa Cugowskiego Budka Suflera.

A w przypadku Messiego – o ironio – spektakularnych porażek było więcej niż triumfów. Co w najmniejszym stopniu nie zmienia jego statusu.

fot. Newspix

7 komentarzy
Adrian Mańko

Wychowanek świętej pamięci Lubelskiego Sport Expressu, do którego trafił jeszcze w liceum, wyłowiony jako młody talent portalu Lublinianka.NET. W Lubliniance od 20 sezonów pełni rolę spikera, a w dziennikarstwie zwiedził kilka tytułów, ostatnio Dziennik Wschodni. Najdłużej pracował jednak na chwałę jednego z buków. Od 2005 roku tworzy własny projekt piłkarski - LAKP. Piłka nożna? Zawsze i wszędzie! Liga Mistrzów, Premier League, Ekstraklasa, okręgówka, B-klasa. Wszystko jedno. Nie gra w padla. Ale gra w tenisa. Lubi też żużel.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Euro U-21

Brzęczek o awansie na Euro: Piłkarski Bóg wyciągnął wnioski

Jan Broda
33
Brzęczek o awansie na Euro: Piłkarski Bóg wyciągnął wnioski

Piłka nożna

Reklama
Euro U-21

Brzęczek o awansie na Euro: Piłkarski Bóg wyciągnął wnioski

Jan Broda
33
Brzęczek o awansie na Euro: Piłkarski Bóg wyciągnął wnioski