Prokuratura w PZPN. O chodzi w sprawie tajemniczej umowy z Publicon Sport?

Wojciech Górski

07 października 2026, 10:17 • 8 min czytania 9

Reklama
Prokuratura w PZPN. O chodzi w sprawie tajemniczej umowy z Publicon Sport?

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie działania na szkodę Polskiego Związku Piłki Nożnej. Według informacji TVN24 chodzi o szkodę majątkową wielkich rozmiarów – nie mniejszą niż cztery miliony złotych. W centrum zainteresowania śledczych znalazła się umowa PZPN z firmą Publicon Sport, która przez długi czas była jednym z najpilniej strzeżonych dokumentów w związku. Umowa, której szczegółów mieli nie znać członkowie zarządu, stała się zarzewiem potężnego konfliktu wewnątrz federacji, a jej zapisy wciąż budzą ogromne wątpliwości.

Reklama

O co dokładnie chodzi w tej sprawie? Dlaczego umowę z Publicon Sport nazywano „najbardziej tajnym dokumentem” w PZPN? Jak to możliwe, że kontrakt mógł zostać automatycznie przedłużony aż do 2032 roku? Dlaczego przy jego analizowaniu pojawiły się pytania o bezstronność Komisji Rewizyjnej?

I wreszcie – co takiego znalazła prokuratura, że zdecydowała się wszcząć śledztwo?

To historia, która zaczęła się znacznie wcześniej niż w momencie, gdy prokurator zainteresował się dokumentami PZPN. Ale właśnie teraz, według informacji podanych niedawno TVN24, rozpoczął się jej kolejny, bardzo poważny rozdział.

Usiądźcie, opowiemy, o co chodzi w kolejnej awanturze z uniwersum PZPN. Chyba, że wolicie wersję wideo, to odsyłamy tutaj.

Reklama

Najpilniej strzeżony dokument w PZPN

Zacznijmy od listopada ubiegłego roku. To wtedy Artur Warcholiński przygotował dla TVN24 reportaż „W związku z pieniędzmi”, w którym po raz pierwszy tak szeroko przedstawiono kulisy przedziwnej współpracy PZPN z firmą Publicon Sport. Oczywiście, sam temat nie pojawił się znikąd. W środowisku piłkarskim o umowie mówiło się już wcześniej, ale raczej w kuluarach, między działaczami i osobami, które miały wiedzę. Problem polegał na tym, że bardzo niewiele osób miało okazję w ogóle zobaczyć zawartą umowę na własne oczy.

Kiedy wówczas pytałem o nią jednego z działaczy, usłyszałem, że jest to – tu cytat – „najpilniej strzeżony dokument w PZPN”.

Późniejsze wydarzenia pokazały, że nie był to szczególnie przesadzony opis. Gdy bowiem treść umowy zaczęła przedostawać się do opinii publicznej, okazało się, że nie mówimy o zwykłej umowie marketingowej. Przeciwnie – jej zapisy stały się źródłem pytań, pretensji i w końcu otwartego konfliktu wewnątrz PZPN.

Reklama

Warcholiński dotarł nie do jednej, lecz do trzech umów zawartych przez związek z firmą Publicon Sport. I właśnie ich zapisy sprawiły, że sprawa zaczęła żyć własnym życiem.

Cezary Kulesza

4,4 miliona złotych rocznie. Niezależnie od wszystkiego?

Według ustaleń TVN24 PZPN miał zagwarantować Publicon Sport minimum 4,4 miliona złotych rocznie z tytułu sprzedaży licencji i nowych produktów. I tutaj pojawia się pierwszy zgrzyt, ponieważ gwarancja miała obowiązywać również wtedy, gdy sam związek zarobiłby na tych działaniach… mniej.

Do tego dochodziła stała opłata za obsługę marketingową oraz prowizje od zawieranych umów. To jednak nadal nie wszystko. Publicon Sport miał otrzymywać 150 tysięcy złotych miesięcznie ryczałtu za samo przygotowywanie ofert. Według ustaleń TVN24 firma miała również pobierać prowizje od niektórych umów, nawet jeśli nie uczestniczyła w ich negocjowaniu.

Reklama

W kontrakcie pojawił się jeszcze jeden zapis, który wywołał spore zamieszanie. PZPN nie mógł… wypowiedzieć umowy. To właśnie ten fragment był później przedmiotem pytań kierowanych do władz związku. Cezary Kulesza skwitował go zresztą w charakterystyczny dla siebie sposób:

– Nie ma takich umów, których nie można rozwiązać.

Problem polegał na tym, że skoro rzeczywiście nie ma, to po co w ogóle znalazł się w niej zapis, który miał ograniczać możliwość jej wypowiedzenia? To jedno z pytań, które przez długi czas pozostawało bez satysfakcjonującej odpowiedzi.

Sprawa naliczania prowizji

Reportaż TVN24 dotyczył również sposobu naliczania prowizji. Pojawiły się w nim przykłady firm, które – według Warcholińskiego – zaprzeczały, że współpracowały z Publicon Sport, mimo że firma miała pobierać procent od ich kontraktów zawieranych z PZPN. Wśród wymienianych przedsiębiorstw znalazły się Biedronka, Tarczyński czy FAKRO.

Reklama

Jeszcze ciekawszy był przypadek InPostu. Publicon Sport miał otrzymywać prowizję również od umowy z tą firmą, mimo że współpraca InPostu z PZPN rozpoczęła się jeszcze przed… pojawieniem się Publiconu w związku.

Cezary Kulesza i Łukasz Wachowski

Wachowski i Kula podpisali umowę

Warto przy tym zaznaczyć, kto właściwie podpisał umowę ze strony PZPN. Pod dokumentem znalazły się podpisy sekretarza generalnego Łukasza Wachowskiego oraz wiceprezesa ds. finansowo-organizacyjnych Henryka Kuli. Pod dokumentem nie ma natomiast podpisu Cezarego Kuleszy. To istotne również dlatego, że później właśnie wokół sposobu przedstawiania umowy członkom zarządu pojawił się jeden z najpoważniejszych konfliktów.

Według informacji TVN24 Łukasz Wachowski miał przedstawiać kwestię możliwości wypowiedzenia umowy w sposób, który później wzbudził zastrzeżenia części członków zarządu. Pojawiło się więc pytanie, czy osoby podejmujące decyzje w związku rzeczywiście znały wszystkie istotne postanowienia dokumentu.

Reklama

A jeden z nich był szczególnie ważny: umowa miała przewidywać automatyczne przedłużenie o kolejne pięć lat, jeśli PZPN nie zareaguje przed 31 stycznia 2026 roku. W praktyce oznaczało to przedłużenie kontraktu aż do 2032 roku. Gdyby więc sprawy nie ujawniono, kontrakt zostałby automatycznie przedłużony.

Dlatego też na zeszłorocznym listopadowym zebraniu zarządu doszło w tej sprawie do burzliwej dyskusji.

Najpierw Publicon, później awantura

Na wspomniane już posiedzenie zarządu zaproszono czterech przedstawicieli Publicon Sport. Ci pojawili się przed działaczami, przedstawili swoje stanowisko, odpowiadali na pytania, a następnie opuścili salę. Dopiero wtedy rozpoczęła się właściwa dyskusja dotycząca umowy.

Jak już wówczas informowaliśmy ws. Publiconu – atmosfera była bardzo nerwowa. Szczególnie impulsywnie miał reagować Henryk Kula, który – według uczestników spotkania – na pojawiające się pytania i wątpliwości odpowiadał wręcz agresywnie. Ostatecznie zdecydowano, że sprawą zajmie się Komisja Rewizyjna PZPN.

Reklama

I można by w tym miejscu powiedzieć: świetnie, jest organ kontrolny, który sprawdzi, co wydarzyło się przy zawieraniu umowy. Tylko że wtedy pojawił się kolejny problem. Żeby go zobaczyć, należy zerknąć, kto konkretnie miał kontrolować tę sprawę.

Komisja Rewizyjna, czyli kto kontroluje kontrolujących?

Wewnętrzną komisję mieli utworzyć trzej członkowie Komisji Rewizyjnej: Tomasz Salski, Jarosław Bryś oraz Marcin Szeliga. I tutaj zaczyna się kolejny rozdział tej historii. którą opisywaliśmy wówczas w tekście „Sami swoi. Kuriozalna komisja PZPN w sprawie tajnej umowy”. Bo tak:

Tomasz Salski, będący jednocześnie przewodniczącym Komisji Rewizyjnej, w przeszłości był udziałowcem ŁKS-u Łódź. A ŁKS w okresie, gdy Salski był związany z klube… współpracował z Publicon Sport. Firma sama przedstawiała łódzki klub jako jednego ze swoich klientów.

Reklama

To nie był zresztą koniec tego powiązania. Salski, na zaproszenie firmy, pojawił się na XXXI Forum Ekonomicznym w Karpaczu, gdzie podczas panelu dyskusyjnego siedział obok Szymona Sikorskiego, prezesa Publicon Sport, oraz Łukasza Wachowskiego, czyli jednego z dwóch ludzi, którzy podpisali umowę z firmą.

Drugi członek komisji, Jarosław Bryś, jest wiceprezesem Śląskiego Związku Piłki Nożnej. A kto jest prezesem Śląskiego ZPN? Henryk Kula.

Doszło więc do sytuacji, w której jeden z członków komisji miał badać umowę, którą podpisał jego… bezpośredni przełożony.

Trzecim z komisji został Marcin Szeliga, również związany ze Śląskiem i przedstawiany jako znajomy Henryka Kuli.

Reklama

Nic więc dziwnego, że sam skład błyskawicznie stał się przedmiotem dyskusji. Jeżeli powołujemy organ do zbadania potencjalnych nieprawidłowości, dobrze byłoby chyba zadbać o to, żeby nikt później nie mógł powiedzieć, że komisja była personalnie uwikłana w badaną sprawę.

W tym przypadku takich pytań pojawiło się całkiem sporo.

PZPN nie czekał na wynik kontroli

Co ciekawe, PZPN nie zdecydował się czekać wyłącznie na rezultat prac Komisji Rewizyjnej. Równolegle zlecono wewnętrzny audyt, a 12 stycznia 2026 roku federacja poinformowała, że nie zamierza przedłużać współpracy z Publicon Sport.

Umowa ma więc obowiązywać do 31 lipca 2027 roku. To istotna różnica, bo gdyby PZPN nie podjął decyzji o braku przedłużenia, kontrakt – zgodnie z opisywanym wcześniej mechanizmem – mógłby zostać automatycznie przedłużony o pięć lat, aż do 2032 roku. Sprawa na jakiś czas ucichła, by wrócić po blisko dziesięciu miesiącach. Tym razem za sprawą prokuratury.

Reklama

Prokuratura wszczyna śledztwo

Informację, że Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota wszczęła śledztwo w sprawie działania na szkodę PZPN przekazał Artur Warcholiński, a więc autor reportażu „W związku z pieniędzmi”. Według informacji TVN24 śledczy mówią o szkodzie majątkowej wielkich rozmiarów, w kwocie nie mniejszej niż 4 miliony złotych.

Wcześniej do prokuratury oraz Centralnego Biura Antykorupcyjnego miało wpłynąć 19 zawiadomień dotyczących możliwości popełnienia przestępstwa.

Co dokładnie badają śledczy?

Reklama

Jak informuje TVN24, prokuratura sprawdza, czy osoby zobowiązane do zajmowania się sprawami majątkowymi PZPN zawarły 9 lutego 2023 roku ze spółką Publicon Sport gospodarczo nieuzasadnioną umowę. Badany ma być również sposób wypłacania prowizji i wynagrodzeń. Chodzi między innymi o to, czy były one wypłacane niezależnie od zakresu faktycznie świadczonych usług oraz czy mogło dochodzić do płatności za usługi, które nie zostały wykonane.

Natomiast – w tym miejscu trzeba postawić bardzo wyraźną granicę między tym, co już wiemy, a tym, co dopiero ma ustalić prokuratura. Wszczęcie śledztwa nie oznacza, że doszło do przestępstwa. Nie oznacza też winy konkretnych osób. Śledczy dopiero mają ustalić, czy przedstawiane im okoliczności rzeczywiście uzasadniają postawienie zarzutów.

„Nic mi nie wiadomo”

Oczywiście w całej historii nie mogło zabraknąć pytania o stanowisko prezesa PZPN. TVN24 zwrócił się w tej sprawie do Cezarego Kuleszy. Odpowiedź? Łatwa do przewidzenia.

– Nic mi nie wiadomo, więc się nie odnoszę. Od pana dostaję informację, a pan nie jest urzędnikiem, żeby mi takie informacje przekazywać. Proszę wysłać pytania do rzecznika – odpowiedział Kulesza, cytowany przez stację.

Reklama

Klasyczna, dość oczywista zagrywka prezesa PZPN.

Czy dalszy ciąg tej historii będzie mniej przewidywalny? Na razie wiemy jedynie tyle, że to z pewnością nie koniec głośnej sprawy.

9 komentarzy
Wojciech Górski

Uwielbia futbol. Pod każdą postacią. Lekkość George'a Besta, cytaty Billa Shankly'ego, modele expected Goals. Emocje z Champions League, pasja "Z Podwórka na Stadion". I rzuty karne - być może w szczególności. Statystyki, cyferki, analizy, zwroty akcji, ciekawostki, ludzkie historie. Z wielką frajdą komentuje mecze Bundesligi. Za polską kadrą zjeździł kawał świata - od gorącej Dohy, przez dzikie Naddniestrze, aż po ulewne Torshavn. Korespondent na MŚ 2022 i Euro 2024. Głodny piłki. Zawsze i wszędzie.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
MLS

Lewandowski spotkał się ze znajomym. Asysta po wejściu z ławki

Maciej Bartkowiak
10
Lewandowski spotkał się ze znajomym. Asysta po wejściu z ławki

Piłka nożna

Reklama
MLS

Lewandowski spotkał się ze znajomym. Asysta po wejściu z ławki

Maciej Bartkowiak
10
Lewandowski spotkał się ze znajomym. Asysta po wejściu z ławki