Leon z czwartym trofeum w niespełna 300 dni. Puchar dla Bogdanki

Jakub Radomski

11 stycznia 2026, 18:17 • 6 min czytania 0

Reklama
Leon z czwartym trofeum w niespełna 300 dni. Puchar dla Bogdanki

Wilfredo Leon w sobotę wieczorem zajął trzecie miejsce w plebiscycie na Sportowca Roku, a dziś udowodnił, dlaczego takie lokaty mu się należą. W 298 dni wywalczył cztery trofea z Bogdanką LUK Lublin. Dziś zdobył to ostatnie – Puchar Polski, pierwszy w historii klubu. Jego zespół męczył się w półfinale, ale w finale nie dał żadnych szans Asseco Resovii Rzeszów. To nie był piękny turniej finałowy w Krakowie: mógł się w nim tak naprawdę podobać tylko jeden z 11 rozegranych setów, do tego atmosfera na trybunach z kilku powodów była gorsza niż w poprzednich edycjach. Wpływ na wyniki miało też przemęczenie, choć akurat drużyna z Lublina potrafiła błyszczeć mimo ciągłego grania.

Reklama

Bogdanka jeszcze w czwartek o 20.30 rozgrywała spotkanie Ligi Mistrzów na wyjeździe z belgijskim Knack Roeselare (wygrała 3:2). Mogła grać wcześniej, np. we wtorek, ale klub nie dogadał się wystarczająco wcześnie w tym temacie z europejską federacją. Do hotelu wrócili przed pierwszą w nocy. W piątek wszyscy wstali tuż po 4.00, o 5.30 już wyjeżdżali. Ledwo zdążyli na lotnisko. Po przylocie prosto do hotelu Ibis w Krakowie. Tego samego dnia ostatni trening na Tauron Arenie. W sobotę już półfinał Pucharu Polski na tym obiekcie, z Indykpolem AZS-em Olsztyn. Co prawda zespół z Lublina wygrał po tie-breaku, ale jego gra mocno falowała. To nie było piękne spotkanie, wyjątkiem był tylko efektowny z obu stron czwarty set.

W podobnej sytuacji, poniekąd gorszej, był PGE Projekt Warszawa. W środę mieli mecz Champions League we francuskim Montpellier. Przez problemy z lotami podróżowali z przygodami: część zespołu musiała nawet dojechać na miejsce pociągiem. To nie mogło nie zostawić śladu. Zespół Tommiego Tiilikainena niespodziewanie przegrał 2:3 i na dodatek przyjechał do Krakowa nieco przemęczony. Piątkowe zajęcia wyglądały tak sobie. Można było usłyszeć, że dyspozycja Projektu jest pewną niewiadomą, choć z drugiej strony w drużynie była spora chęć udowodnienia czegoś po porażce we Francji. Półfinał przeciwko Resovii był klasycznym meczem, w którym niby nie brakuje ci do rywala dużo, jesteś blisko, ale obiektywny kibic i tak wie, kto najpewniej będzie górą w każdym z setów. I była górą Resovia, również dlatego, że Projekt w swoim stylu na boisku bardzo dużo improwizował i chwilami po prostu z tym przesadzał.

Nikola Grbić stawia na Kewina Sasaka kosztem Karola Butryna. Widzieliśmy, dlaczego

Finał przeciwko Resovii dużo lepiej zaczęła Bogdanka, która świetnie serwowała, a jej liderzy byli bardziej skuteczni w ataku. Po dwóch setach zespół z Lublina miał więcej asów (6:2) i bloków (8:5). Wydawało się, że obejrzymy wyrównane spotkanie, ale Resovia w pierwszych dwóch partiach nie istniała. Jej atakujący, Karol Butryn, który dobrze wypadł w półfinale, dziś w drugim secie został zdjęty i trudno się dziwić. Z ośmiu ataków skończył… jeden, do tego trzy razy posłał piłkę w aut i tyle samo razy został zablokowany. Efektywność ataku? Wynosiła u niego minus 63 procent, rzadka wartość w meczach na najwyższym poziomie. Ten mecz może stanowić kolejny argument, pokazujący, dlaczego obecny w Krakowie trener kadry Nikola Grbić stawia na ataku na Kewina Sasaka (Bogdanka), a nie na Butryna. To właśnie Sasak został wybrany (słusznie) MPV całego turnieju finałowego w Krakowie.

Reklama

W trzecim secie to zespół z Rzeszowa prowadził 12:9, ale Bogdanka doprowadziła do remisu, po najlepszej akcji meczu. Później to zawodnicy Stephane’a Antigi byli bardziej skuteczni, rzeszowianie popełniali proste błędy, m.in. w przyjęciu, i mecz skończył się w trzech setach.

W połowie pierwszej partii spiker, Marek Magiera, przypomniał, że lider Bogdanki, Wilfredo Leon, zajął w sobotę wieczorem trzecie miejsce w plebiscycie na Sportowca Roku. Na hali owacja. Finał był popisem zespołu z Lublina, a Leon grał dziś pierwsze skrzypce. Zagrał cztery asy serwisowe (przy tylko dwóch błędach w zagrywce, bardzo mało jak na niego), skończył dziewięć z 18 ataków, ale potrafił też np. dobrze bronić. Dla Wilfredo to czwarte trofeum wywalczone z zespołem z Lublina: był Puchar Challenge, mistrzostwo kraju, Superpuchar Polski, a teraz krajowy puchar. I pomyśleć, że kiedy trafiał do Bogdanki, sporo osób nie było przekonanych, czy to wszystko wypali.

Reklama

Rozgrywający Bogdanki: „Jeżeli można coś wziąć, trzeba to robić od razu”

Mecz o trofeum był szczególny dla Massimo Bottiego. Włoch w ubiegłym sezonie doprowadził do wielkich wyników Bogdankę, ale już w listopadzie 2024 roku zdecydował się przenieść do Rzeszowa. W piątek tłumaczył nam, że poczuł, że w Lublinie niewiele więcej może już zrobić, a Resovia, która w ostatnich sezonach głównie zawodziła, była sporym wyzwaniem. W Krakowie udało mu się awansować do wielkiego finału, ale w nim jego zawodnicy nie mieli szans.

Nocka z czwartku na piątek była nieprzespana. Regeneracja nie stała na najwyższym poziomie. W półfinale mimo trudności pokazaliśmy charakter. Mamy zespół, który nigdy nie pęka. Nawet gdy nam nie idzie, potrafimy wyciągać mecze. Wygrywamy kolejne spotkania, mimo że nie zawsze gramy świetnie. W finale mieliśmy spotkanie pod pełną kontrolą. Zagraliśmy świetnie w każdym elemencie. Nie chcieliśmy doprowadzić do tego, co wydarzyło się w lidze, kiedy też prowadziliśmy 2:0, wysoko wygraliśmy obie partie, ale później Resovia odmieniła losy meczu. Dzisiaj było inaczej – cieszył się po meczu rozgrywający Bogdanki, Marcin Komenda.

A po chwili dodał: – Przed finałem śmialiśmy się z Mateuszem Malinowskim, że jeżeli wygramy puchar, będziemy mieli w Polsce zdobyte już wszystko. Tak się stało, ale spokojnie: my dalej jesteśmy głodni. Jeżeli można coś wziąć, trzeba to wziąć od razu, bo później może nie być już drugiej szansy. To maksyma, którą się kierujemy.

Reklama

Trochę pustych miejsc i taki sobie doping. Z czego to wynikało?

W tegorocznym turnieju finałowym zabrakło największych siatkarskich potęg ostatnich lat, które teraz nie mają już równie mocnych składów: ZAKS-y i Jastrzębskiego Węgla. Nie było też Aluronu CMC Warty Zawiercie, który został pokonany u siebie w ćwierćfinale przez Resovię. To przełożyło się na atmosferę i frekwencję na trybunach. W sobotę Tauron Arena trochę świeciła pustkami, na finale też było nieco wolnych miejsc. Doping? Każdy z zespołów wspierały kluby kibica, ludzie ubrani w barwy, ale nie były to duże grupki. Oczywiście na to wszystko ma też wpływ nakładanie się imprezy na Puchar Świata w skokach w Zakopanem, czyli ostatni występ Kamila Stocha na polskiej ziemi, ale wiadomo – Tauron Arena jest obleganą halą i nie jest łatwo o znalezienie, zwłaszcza w późniejszym etapie, odpowiedniego terminu.

Resovia czekała na Puchar Polski od 1987 roku. I jeszcze poczeka. A triumf Bogdanki to pierwsze zwycięstwo zespołu z tego miasta w historii rozgrywek.

Bogdanka LUK Lublin – Asseco Resovia Rzeszów 3:0 (25:15, 25:20, 25:20)

JAKUB RADOMSKI 

WIĘCEJ O SIATKÓWCE NA WESZŁO:

 

Reklama
0 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

PZPN powinien przenieść finał Pucharu Polski. Czy to zrobi?

AbsurDB
12
PZPN powinien przenieść finał Pucharu Polski. Czy to zrobi?

Polecane

Reklama
Piłka nożna

PZPN powinien przenieść finał Pucharu Polski. Czy to zrobi?

AbsurDB
12
PZPN powinien przenieść finał Pucharu Polski. Czy to zrobi?