Donnarumma wisi kolegom po piwie. Jego błąd nie kosztował punktów

Patryk Idasiak

04 listopada 2026, 23:21 • 5 min czytania 0

Reklama
Donnarumma wisi kolegom po piwie. Jego błąd nie kosztował punktów

Manchester City zagrał jak typowy Manchester City, a RB Lipsk jak typowy RB Lipsk. Czyli tak, że obejrzeliśmy w sumie pięć goli, a były też słupki, poprzeczki i zmarnowane szanse. Wesoło z przodu, wesoło z tyłu. Wielki błąd popełnił Gianluigi Donnarumma, ale niech się cieszy, że bez żadnych konsekwencji. A Erling Haaland może w ogóle nie dotykać piłki, żeby zrobić to w kluczowym momencie. 

Reklama

Oto najlepszy przykład tego, że zmierzyły się tu ze sobą dwie drużyny mocno nastawione na ofensywę, ale bardzo dziurawe w obronie. RB Lipsk w sezonie 2026/27:

  • dwa razy wpakował rywalowi szóstkę i raz dostał szóstkę od Bayernu
  • raz wpakował rywalowi piątkę
  • raz wpakował czwórkę i dwa razy sam ją dostał (1:4 z Como, 1:4 z Realem)

The Citizens też ciągle tracą gole. Przystępowali do tego starcia, nie notując czystego konta sześć razy z rzędu. No i z Lipskiem też się to nie udało, co podbija tę statystykę do siedmiu.

To był sentymentalny mecz dla Martina Demichelisa – trenera RB, który przecież w Manchesterze zdobył mistrzostwo i rozegrał 106 spotkań. Po drugiej stronie na wspominkową wycieczkę wybrał się Josko Gvardiol, kupiony przez Citizens właśnie z Lipska za ponad 77 mln funtów. Właśnie – na wycieczkę – bo nie otrzymał nawet minuty.

Reklama

Pierwsza połowa to była tylko rozgrzewka

To Manchester City przejął inicjatywę, ale bardziej wyglądało to na nabijanie posiadania. Z prawej do lewej, z lewej do prawej i od nowa, cierpliwie. Erling Haaland gdzieś tam czyhał, ale piłki nie wąchał. Rozgrywali Chusanow, Nunes czy Cherki. Dwóch ostatnich było zaangażowanych w pierwszą sytuację. Sporo miejsca miał Francuz w polu karnym, ale kopnął po prostu kiepsko.

Może i The Citizens częściej mieli piłkę, ale to gospodarze trzema szybkimi podaniami po odbiorze popędzili z akcją 4 vs 3. Goście sprawnie wrócili do obrony i zażegnali kłopoty – Matheus Nunes stanął na linii mocnego strzału Rauma. W międzyczasie Donnarumma mógł sobie narobić kłopotów, lekceważąc uderzenie Antonio Nusy. To, co w relacji Flashcore jest „świetną obroną strzału” w rzeczywistości było dziurawymi rękami Włocha, który nie złapał piłki.

W 25. minucie Haaland miał na koncie dwa kontakty z piłką. Generalnie nudził się i on, i oglądający to dość senne spotkanie do tego czasu. Jeśli ktoś był konkretniejszy, to RB Lipsk. Uśmiechał się wyraźnie i bił brawo trener Martin Demichelis, kiedy Baumgartner próbował dokręcić piłkę z 20 metrów.

Reklama

Dobry fragment gry ekipy z Lipska skończył się… golem dla Manchesteru City. Tylko niefortunne zagranie Castello Lukeby sprawiło, że goście prowadzili do przerwy. Przecież Nico O’Reilly tak naprawdę fatalnie i za plecy zagrał do Enzo Fernandeza, który czyhał by władować do pustej. A wyszła mu asysta do stopera rywali.

Co za błąd Donnarummy!

Gospodarze po przerwie ruszyli z animuszem, żeby tym razem trafić już do tej prawidłowej bramki.

Reklama

Donnarumma musiał interweniować już po siedemnastu sekundach. Chwilę później popisał fenomenalną paradą po strzale Baumgartnera. No i właśnie – jeśli ktoś chciałby zobaczyć typowy mecz włoskiego golkipera, to wystarczy pokazać mu te cztery minuty. Najpierw genialna parada, żeby za chwilę odwalić takiego babola, że to aż wstyd. Odkrył cały bliższy słupek, przeczuwając wrzutkę. Przeczucie go jednak ewidentnie zawiodło.

Tak, dostał gola stąd, tylko spójrzcie na to świetne ustawienie.

Reklama

A tutaj to wszystko już w tempie meczowym.

Przynajmniej wszystko się rozkręciło – zaczęli atakować i jedni, i drudzy – próbował Cherki, później Ezechiel Banzuzi walnął w boczną siatkę. Jeden z nielicznych kontaktów Haalanda z piłką mógł się od razu zakończyć golem, ale pojedynek z nim wygrał Maarten Vandevoordt. To była naprawdę wielka parada. Zdecydowanie lepiej powinien też uderzyć Makana Baku, mający szansę na dublet.

Reklama

Generalnie działo się.

I „zadziało” się też bezpośrednio w siatce. Dostaliśmy dwa szybkie gole – na 1:2 i na 2:2. Manchester City za długo się nie nacieszył z prowadzenia po bramce Enzo Fernandeza. Warto wyróżnić tu Ilimana Ndiaye, który w ostatnich pięciu meczach ma cztery asysty. Odpowiedział na to Antonio Nusa, a Enzo – co dał, to zabrał kompletnym odpuszczeniem krycia Manzuziego.

Trochę trenerzy porobili zmian, zwłaszcza Demichelis w 75. minucie wykorzystał już komplet (weszli m.in. Nkunku czy strzelec gola z Realem – Tidiam Gomis). Maresca wpuścił Jeremy’ego Doku i oczekiwał zapewne tego, co ten zrobił w spotkaniu z Liverpoolem, ale nic takiego nie miało miejsca.

Ale od czego jest Erling Haaland?

Przynajmniej w wykonaniu Belga, bo kapitalny rajd w stylu skrzydłowego zrobił… Eliott Anderson, żeby zagrać passa niczym Kevin De Bruyne – idealnie tak, że minął dwóch obrońców. Erling Haaland nie mógł tego zmarnować. No i co z tego, że to był jego dopiero 13. kontakt z piłką w 78 minut? Na takie chwile właśnie Norweg czyha!

Reklama

Nie można nie powiedzieć, żeby RB Lipsk nie próbował – David Raum omal nie przelobował Donnarummy z rzutu wolnego, dokładnie tak jak kiedyś Ronaldinho Davida Seamana w 2002 roku na mundialu. Goście też odpowiedzieli strzałem w poprzeczkę Rayana Cherkiego i w słupek Erlinga Haalanda.

No więc tych goli mogło być jeszcze więcej. To była taka wesoła druga połowa, typowa otwarta gra, jak w fazie ligowej Ligi Mistrzów. Na koniec to już gospodarze w ogóle nie bronili, ale ani Haaland (wspomniany słupek), ani Doku nie potrafili podwyższyć wyniku.

Reklama

RB Lipsk – Manchester City 2:3

  • 37′ Lukeba (sam.) – 0:1
  • 49′ Baku – 1:1
  • 58′ Fernandez – 1:2
  • 61′ Nusa – 2:2
  • 78′ Haaland – 2:3

Fot. Newspix

0 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Niesamowity trening Cracovii. Nie obyło się jednak bez kontrowersji [WIDEO]

Kacper Korpak
0
Niesamowity trening Cracovii. Nie obyło się jednak bez kontrowersji [WIDEO]
Liga Mistrzów

Najwyższe wyjazdowe zwycięstwo w historii Ligi Mistrzów. Takie lanie dostał Skóraś

Maciej Piętak
0
Najwyższe wyjazdowe zwycięstwo w historii Ligi Mistrzów. Takie lanie dostał Skóraś

Liga Mistrzów

Reklama
Liga Mistrzów

Najwyższe wyjazdowe zwycięstwo w historii Ligi Mistrzów. Takie lanie dostał Skóraś

Maciej Piętak
0
Najwyższe wyjazdowe zwycięstwo w historii Ligi Mistrzów. Takie lanie dostał Skóraś