Manchester United w obliczu zmiany. „Carrick out” kwestią godzin?

Marcin Ziółkowski

26 października 2026, 17:08 • 3 min czytania 3

Reklama
Manchester United w obliczu zmiany. „Carrick out” kwestią godzin?

Kibice Czerwonych Diabłów w cyrku się nie śmieją. Miejsce w pobliżu strefy spadkowej przywraca niemiłe wspomnienia ze schyłkowej ery Erika ten Haga i pierwszego sezonu Rubena Amorima, ale to niestety bolesna rzeczywistość. Manchester United jest w największym dołku od wielu miesięcy i nadchodząca zmiana trenera będzie jedną z najważniejszych decyzji ostatnich lat w klubie. Pytanie tylko – kiedy do niej dojdzie? Pogłoski mówią nawet o trwającym tygodniu.

Reklama

Manchester United może zwolnić Carricka tak naprawdę w każdej chwili

Dzień po porażce z Bournemouth (0:3), w ośrodku treningowym Manchesteru United zebrał się sztab kryzysowy. Na dyskusje w temacie przyszłości Michaela Carricka przybyli Jason Wilcox, a także Omar Berrada. Media spekulują o tym, że Anglik nie poprowadzi United w meczu z Chelsea, ale nie ma jeszcze na ten temat żadnych oficjalnych informacji. TalkSport twierdzi, że asystenci Carricka są przekonani, że ostatni mecz ich kolegi ze sztabu już za nim.

Co ciekawe, mimo dnia wolnego do klubu przyjechał też Bruno Fernandes, ale w tym przypadku nie chodzi o jakiekolwiek mediacje z trenerem, a zaplanowane wcześniej spotkanie w sprawie szeroko rozumianego „leczenia”.

Trudno wyobrazić sobie inną opcję niż zwolnienie byłego piłkarza Czerwonych Diabłów, ale nie można jeszcze niczego przesądzić na sto procent. Za United bardzo trudne dwa tygodnie. Dwa remisy i trzy porażki to bilans Carricka po pierwszej przerwie reprezentacyjnej. Po spotkaniu z Atletico Madryt ulało się co nieco Lisandro Martinezowi.

Wywołał do tablicy Wilcoxa, pytając „gdzie jest teraz dyrektor sportowy?”. Po wszystkim Martinez przyznał w oświadczeniu, że emocje wzięły górę. Trudno jednak było uwierzyć w to, że wszystko już jest super i maszyna Carricka już na dobre ruszy. W Como, po spotkaniu, tym razem oberwało się Carrickowi – i to ze strony Bruno Fernandesa.

Reklama

Portugalczyk na pytanie o taktyczne uwagi skwitował to tak:

– To decyzja sztabu, aby nie grać kryciem jeden na jednego. Czasami jednak, gdy zostawiasz takim zespołom za dużo swobody przy piłce, nabierają one pewności siebie. Mają tak wielu zawodników za linią piłki, że zmuszają cię do ciągłego biegania i wywołują frustrację. (…)

Reklama

– Powiedziałem tylko, że moim zdaniem czasami musimy grać odważniej pod presją, zaryzykować wysoki pressing i sprawić, by rywali poczuli się niekomfortowo.

Carrick skomentował te słowa:

– W drugiej połowie faktycznie próbowaliśmy pressingu z kryciem jeden na jednego, ale właśnie wtedy straciliśmy bramkę. Niezależnie od tego, jaki system stosujesz, jeśli nie biegasz, nie ruszasz do przodu i nie wracasz do obrony, nie wygrasz.

Reklama

Carrick – „dead man walking”

Wielu odebrało to jako szpilkę wobec Bruno. W przegranym meczu z Bournemouth Portugalczyk przesiedział 90 minut na ławce. Skończyło się 0:3, a mało co może już realnie uratować Carricka. Według ostatnich doniesień, nie ma jeszcze porozumienia ws. potencjalnej odprawy Anglika – nie ustalono tego z jego agentem.

Wśród potencjalnych następców Carricka wymienia się Eddiego Howe’a czy Juliana Nagelsmanna. Popularna opcja pośród kibiców i dziennikarzy, a więc Antonio Conte, wydał ostatnio oświadczenie, ze nie prowadzi żadnych zaawansowanych negocjacji i zasugerował między wierszami, że za wcześnie na jakiekolwiek dywagacje w jego kwestii.

Manchester United przegrał w tym sezonie sześć z dwunastu meczów. Wygrał jedynie dwukrotnie: z Ipswich Town w Premier League oraz Sabah FK w Lidze Mistrzów.

Reklama

Szesnastą drużynę ligi angielskiej czeka teraz wyjazd na Stamford Bridge, gdzie 31 października zmierzy się ona z Chelsea. Czerwone Diabły mają raptem punkt przewagi nad strefą spadkową i dwa oczka nad ostatnim Sunderlandem.

 

 

Reklama

 

Fot. Newspix

3 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl gry Barcelony i Bayernu Hansiego Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama