Wielki talent, trudna mentalność. Czy Agbonifo podbije Ekstraklasę?

Przemysław Michalak

22 lipca 2026, 15:04 • 9 min czytania 4

Reklama
Wielki talent, trudna mentalność. Czy Agbonifo podbije Ekstraklasę?

Długo, naprawdę długo kibice Jagiellonii Białystok czekali tego lata na jakieś ekscytujące wzmocnienie w ofensywie (Nik Prelec takim nie jest), ale wygląda na to, że było warto. Jeśli Jeremy Agbonifo nawiąże do przebłysków ze swojej na razie krótkiej kariery, już będzie dobrze. A jeśli Adrian Siemieniec pomoże mu wejść na wyższy poziom – co z niejednym piłkarzem mu się udało – będzie znakomicie.

Reklama

Jaga wzięła od RC Lens skrzydłowego, który nadal uchodzi na rynku za wielki talent. Kwestia tego, żeby wreszcie okrzepł i nabrał rozpędu, bo jak dotąd jest głównie obietnicą na coś wielkiego. Raz na jakiś czas rozbudza apetyty czymś godnym uwagi, ale potem ma problem, żeby iść za ciosem.

Jeremy Agbonifo – nowy skrzydłowy Jagiellonii [HISTORIA]

20-latek znajduje się pod koniec pierwszej dziesiątki w zestawieniu najdrożej sprzedanych piłkarzy w historii szwedzkiej ekstraklasy. Lens zimą ubiegłego roku wypożyczyło go z BK Hacken za milion euro z klauzulą obowiązkowego wykupu za kolejne 6,5 mln europejskiej waluty w razie wywalczenia utrzymania w Ligue 1, co ostatecznie bez trudu się udało. Nie trzeba zdawać matury z matematyki, żeby policzyć, iż łącznie Francuzi wydali na niego 7,5 bańki, czyli naprawdę sporo.

Niektórzy kibice „Les Artesiens” dziś uważają ten ruch za bardzo kosztowną wpadkę, którą przypisują niepracującym już w klubie trenerowi Pierre Dreossiemu i dyrektorowi sportowemu Diego Lopezowi. Gdy pojawiły się doniesienia, że Agbonifo najpewniej przeniesie się do Polski, portal AllezLens napisał:

Reklama

Podczas gdy RC Lens zostało pochwalone za rekrutację przeprowadzoną latem ubiegłego roku, na czele której stał duet Benjamin Parrot-Jean-Louis Leca i wreszcie zorganizowany dział skautingowy, tego samego nie można powiedzieć o poprzednim kierownictwie, na czele którego stał duet Dreossi-Lopez. Najbardziej jaskrawym przykładem pozostaje pozyskanie Jeremy’ego Agbonifo. Sprowadzając zawodnika ze szwedzkiego Hacken łącznie za 7,5 mln euro, Lens popełniło poważny błąd. Napastnik nigdy nie zadomowił się w Artois, zanim został wypożyczony do FC Basel zeszłego lata, a następnie wrócił do Hacken tej zimy. Dwa nowe doświadczenia, dwie nowe porażki. (…) Ten ruch pozostanie jednym z najbardziej niezrozumiałych w erze Dreossiego i Lopeza” – czytamy. 

Jeremy Agbonifo

Błysk w meczu, który był koszmarem Yegbe

Oddanie go do Jagiellonii ma być próbą minimalizowania strat. „L’Equipe” wspominało o opcji wykupu dla strony polskiej za 3 mln euro, ale Szymon Janczyk podawał u nas, że chodzi o niższą kwotę. Czytaj: kwotę realną, która obecnie już nie rzuca na kolana w ekstraklasowych realiach, choć nadal dla wielu klubów oznaczałaby pobicie rekordu zakupowego. I tak też byłoby w przypadku Białostoczan.

Lens postanowiło wydać na niego dużą kasę w oparciu o raptem 19 meczów, które rozegrał w pierwszym zespole Hacken w 2024 roku. Zadebiutował 20 lipca i dalej już poszło. W drugim występie zaliczył asystę, w trzecim strzelił premierowego gola. A jeśli Terry Yegbe spotka go wkrótce na polskich boiskach, być może się skrzywi, bo odżyją u niego wspomnienia z prawdopodobnie najgorszego dnia w piłkarskim życiu.

Reklama

Tak, ten kozak, który rozbija w obronie rywali Lecha Poznań i dopiero co cudownie kopnął do bramki Aarhus, jako stoper Elfsborga rozegrał fatalny mecz z Hacken (1:3). Już na początku strzelił kuriozalnego samobója. Po dośrodkowaniu ze skrzydła nikt go nie atakował, mógł zrobić wszystko, a on odbił piłkę tak, że ta wpadła do siatki obok zdezorientowanego bramkarza. Gdyby działo się to dwie czy trzy dekady temu, pewnie usłyszałby kilka trudnych pytań.

To jednak nie był koniec. W 80. minucie Agbonifo przepchnął Yegbe przy linii bocznej, zabrał mu piłkę, wpadł w pole karne i z premedytacją strzelił między nogami innego obrońcy. Piękna akcja, znamionująca olbrzymie możliwości chłopaka.

Reklama

Młody skrzydłowy latem 2024 błyszczał także w eliminacjach Ligi Konferencji. O ile jego ofensywne konkrety z Dudelange czy Paide nie były czymś szczególnym, o tyle piękne przymierzenie w dalszy róg z niemieckim Heidenheim miało już swoją wymowę, mimo że Hacken przegrało dwumecz 3:5.

Gol w debiucie w Lens przy udziale Frankowskiego

To wszystko sprawiło, że 29 stycznia Lens ogłosiło jego pozyskanie. Trener Will Stil od początku sygnalizował, żeby na starcie nie oczekiwać za dużo, bo Agbonifo przyszedł w połowie obozu przygotowawczego w szwedzkich klubach.

Mimo to dwa dni później dał mu zadebiutować z Montpellier i wpuścił na ostatnie pół godziny. Efekt? Gol w debiucie (spory wkład w tę akcję miał Przemysław Frankowski) i udział w cennej wygranej 2:0. „Dynamiczny i pewny siebie w pojedynkach, reprezentował nowy profil w drużynie” – komentowano.

Reklama

Jak się okazało, był to najlepszy moment reprezentanta szwedzkiej młodzieżówki na francuskich boiskach. Do końca sezonu rozegrał jeszcze tylko siedem meczów, z czego zaledwie jeden w podstawowym składzie – przeciwko Rennes. „Nieskuteczny w fizycznej walce, nie wygrał żadnego z siedmiu stoczonych pojedynków, a jego wkład w defensywę był niewystarczający. Pomimo chęci, jego mierna gra nie uzasadniała pozostawienia go na boisku i słusznie został zastąpiony w przerwie” – tak brzmiała jedna z recenzji dotycząca tego występu.

Lens koniec końców bez stresu się utrzymało. Odkąd przyszedł Agbonifo, wygrało aż siedem razy i finiszowało na ósmym miejscu. Jeszcze chwila i załapałoby się na Ligę Konferencji. W klubie jednak doszło do nowego rozdania z trenerem i dyrektorem sportowym, co nie było dobrą wiadomością dla Szweda, bo odeszli ludzie, którzy go tu chcieli.

Reklama

Problemy komunikacyjne

Nowy szkoleniowiec Pierre Sage od początku dawał do zrozumienia, że Agbonifo nie ma u niego przyszłości. Podczas letnich przygotowań dał mu tylko pół godziny w sparingu z Dunkierką. – Widać u niego potencjał, ale jeszcze nie zrozumiał roli, jaką ma pełnić – stwierdził Sage, cytowany przez „Voix Des Sports”.

Jeremy Agbonifo i Przemysław Frankowski

Jeremy Agbonifo i Przemysław Frankowski w barwach RC Lens.

Piłkarz ten nie za bardzo pasował mu do ustawienia z trójką stoperów i wahadłowymi, które przejął od poprzednika. Pisano także, że chłopak ma problemy z aklimatyzacją ze względu na barierę językową, przez co nie czuł się dobrze ani w szatni, ani w codziennym życiu. To zresztą w jego przypadku nie pierwszyzna, nie jest najbardziej kontaktowym gościem pod słońcem. Do piłkarskiego rozwoju musiał pchać go ojciec. Najpierw wręcz wymusił na nim, by jako 12-latek zapisał się na treningi w Hacken, a cztery lata później przekonał, żeby sprawdził się w juniorach FC Porto. Tam problemy komunikacyjne najmocniej mu doskwierały, po treningach najczęściej siedział sam w pokoju. W Portugalii wytrwał rok i wrócił do Hacken.

Reklama

Agbonifo bardzo długo chciał się cieszyć piłką w podwórkowym stylu – bez presji, reżimu, taktyki i tak dalej. Dopiero mając 17 lat postanowił,  że wchodzi w ten świat na poważnie i kolejne wydarzenia potoczyły się bardzo szybko.

Kompromitacja z rzutem karnym

Wracając do RC Lens. Stało się jasne, że trzeba mu znaleźć inny klub, przynajmniej tymczasowo. Zgłosiło się FC Basel (było też zainteresowanie Lecha Poznań) i dogadano się w sprawie wypożyczenia. Gdyby Szwajcarzy chcieli go zatrzymać, musieliby wyłożyć 4,5 mln euro.

Jeremy Agbonifo w barwach Basel

Jestem bardzo szczęśliwy, że dołączyłem do klubu słynącego na całym świecie z doskonałych możliwości rozwoju i zaprezentowania swojego talentu na najwyższym poziomie – powiedział Agbonifo na przywitanie. Niby zwykła grzecznościowa formułka, ale nad Sekwaną odebrano ją jako przytyk pod adresem Lens, które nie dało mu zbyt dużego kredytu zaufania. 

Reklama

W Szwajcarii również zadebiutował z konkretem. W krajowym pucharze z drugoligowym Etoile Carouge w doliczonym czasie doprowadził do remisu i dogrywki, w której obie ekipy wyprowadziły jeszcze po jednym ciosie. O wszystkim decydowała seria rzutów karnych. Basel ją wygrało, ale Agbonifo się ośmieszył. Chciał zaimponować strzałem „panenką” i nawet zmylił bramkarza, lecz jednocześnie nie trafił w bramkę.

Trener Ludovic Magnin od razu dostał sygnał, że przyszło mu współpracować z zawodnikiem trudnym do okiełznania. Chemii między nimi raczej nie było. 20-latek sporadycznie grał w wyjściowej jedenastce. Częściej wchodził jako zmiennik, a wcale nie tak rzadko bywało, że w ogóle nie podnosił się z ławki lub trybun.

Bura od trenera Basel

Magnin nie ukrywał, że nie do końca odpowiada mu mentalność jego podopiecznego, choć starał się szukać pozytywów. – Musi zrozumieć, że trzeba ciężko pracować. Nie przez przypadek wcześniej nie grał w pierwszym składzie. To młody człowiek, który musi zrozumieć, co jest ważne. Nie można spocząć na laurach. Ale ostatnie dwa tygodnie były dla niego naprawdę dobre – mówił podczas jednej z konferencji były obrońca Werderu Brema i VfB Stuttgart. 

Reklama

Szwajcarskie media pisały o nim: „Błyskotliwy, ale arogancki. Utalentowany, ale zbyt pewny siebie”.

Agbonifo wyróżnił się jeszcze w styczniu tego roku, gdy strzelił gola z Salzburgiem w Lidze Europy. Miał sporo szczęścia, bo w zasadzie dośrodkowywał, tyle że jeden z obrońców skiksował i nie trafił w piłkę, co zupełnie zmyliło bramkarza.

Trzy tygodnie później, już po zmianie trenera, Bazylea skróciła wypożyczenie, więc Lens na drugą część sezonu musiało wysłać go gdzie indziej.

Reklama

Nieudany powrót do macierzystego klubu

Padło na Hacken, czyli powrót na stare śmieci po roku. – To dla mnie najlepsza rzecz. To znajome miejsce, gdzie mogę grać w piłkę i mieć poczucie ciągłości. Poza tym chcę pomóc klubowi, któremu wiele zawdzięczam – cieszył się zawodnik.

– Fakt, że zdecydował się wrócić do domu, świadczy o jego wielkiej lojalności i przekonania do tego, co reprezentujemy. Będzie atrakcyjnym wzmocnieniem zarówno dla drużyny, jak i ligi, bardzo miło widzieć go z powrotem – dyrektor sportowy Martin Ericsson również był optymistą.

Niestety, praktyka tego nie potwierdziła. Znany z Pogoni Szczecin trener Jens Gustafsson nie do końca mógł liczyć na Agbonifo. Ten najpierw doznał urazu, a później jeszcze doszła choroba, przez co w sezon 2026 nie wszedł optymalnie przygotowany. Sam zainteresowany przyznawał, że jest daleki od najwyższej formy. I trudno powiedzieć, że ją odzyskał. Wiosną w lidze szwedzkiej rozegrał tylko osiem meczów (1 gol, 1 asysta), z czego zaledwie dwa od pierwszego gwizdka sędziego.

Jeremy Agbonifo w barwach Hacken

Reklama

30 czerwca Hacken ogłosiło, że to koniec wypożyczenia. Agbonifo wrócił do Francji głównie po to, żeby czekać na kolejny kierunek, który obierze. Trener Dino Topmoeller nawet nie rozważał go pod kątem przydatności w Ligue 1.

Pasowanie do stylu gry Jagiellonii

Wypożyczenie do Jagiellonii może być korzystne dla wszystkich stron. Jest nadzieja, że piłkarz po wydarzeniach w Basel nieco dojrzał. Do tego filozofia futbolu Adriana Siemieńca powinna pasować do jego charakterystyki, co zawsze jest istotne.

On sam zresztą to dostrzega. – To była dla mnie bardzo dobra oferta. Styl gry Jagiellonii był jednym z najważniejszych powodów, dla których chciałem tu trafić. Ta drużyna zawsze chce grać w piłkę. Gra bardzo progresywnie, atakuje. Dla mnie to bardzo ważne, aby znaleźć się w takim zespole i grać futbol, jaki trener i Jagiellonia chcą prezentować – podkreślał na oficjalnej stronie klubu.

Czekamy zatem na popisy 20-latka z nadzieją, że w Ekstraklasie pokaże swoje lepsze oblicze. Od jego postawy może naprawdę dużo zależeć, bo skrzydła w poprzednim sezonie stanowiły największy problem w białostockim zespole. Jeśli się sprawdzi, Jaga będzie mogła go wykupić z przekonaniem, że wkrótce zarobi na nim jeszcze większe pieniądze.

Reklama

fot. Newspix

4 komentarze
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama