Skosiłeś rywala. Dostajesz nagrodę, jakbyś miał rzut rożny. Czy to jest fair?

AbsurDB

Autor:AbsurDB

23 października 2026, 12:48 • 10 min czytania 3

Reklama
Skosiłeś rywala. Dostajesz nagrodę, jakbyś miał rzut rożny. Czy to jest fair?

Konieczność oczekiwania przez minutę na powrót na boisko przez zawodnika, który skorzystał z pomocy medycznej mocno zmieniła dzisiejszy futbol. Prosty przepis wyeliminował połowę przypadków zawodników zwijających się z bólu pod koniec meczu, w którym wygrywali, by po chwili doznać cudownego ozdrowienia. Problem polega na tym, że w pozostałych sytuacjach zespół, którego gracz naprawdę cierpi, jest karany. Z analizy Michaela Caleya wynika, że minuta oczekiwania kosztuje tyle, co przyznanie rywalom rzutu rożnego. Czy to aby nie jest zbyt wysoka kara dla strony, która nie zawiniła?

Reklama

Gra z przewagą, gdy rywal korzysta z pomocy medycznej, daje bardzo duże korzyści

Michael Caley to analityk piłkarski piszący w przeszłości dla Time’a, The Athletic i Washington Post. Od kilku miesięcy obowiązuje przepis o nakazie opuszczenia boiska na co najmniej minutę przez zawodnika, który korzysta z pomocy medycznej. Caley uznał, że to wystarczający czas, by pokusić się o pierwsze analizy wpływu tej zasady na to, co dzieje się na boisku.

Przypomnijmy, że od mundialu gramy zgodnie z nowymi regułami:

  • Odliczanie pięciu sekund przy wybiciach piłki przez bramkarza i wrzutach z autu, gdy zawodnik opóźnia grę. Jeśli nie zdąży zagrać piłki, trafia ona do przeciwnika.
  • Zawodnik ma dziesięć sekund na opuszczenie boiska przy zmianie. Jeśli nie zdąży, jego kolega może wejść dopiero, gdy upłynie co najmniej minuta.
  • W przypadku opuszczenia murawy w wyniku kontuzji (w najbliższym możliwym miejscu), zawodnik może wrócić dopiero po minucie (chyba że rywal otrzymał za przewinienie żółtą lub czerwoną kartkę).

Analiza na blogu Michaela Caleya opiera się na danych z pięciu najmocniejszych lig. O ile jeszcze dwa lata temu mecze trwały w nich średnio ponad sto minut, o tyle w trwającym sezonie wskaźnik ten spadł do 98 minut. Co ciekawe, piłka jest w grze przez średnio 58 minut, a jeszcze wiosną było to 55 minut. Oznacza to, że piłka jest teraz w grze przez 59% czasu, o cztery punkty procentowe dłużej niż przed zmianą przepisów. Marnowany czas gry spadł zatem aż o pięć minut.

Symulki zabierały nam dwie minuty w każdym meczu

To dość dużo. W każdym meczu tego sezonu mamy średnio o trzysta sekund mniej bezsensownych przerw. Daje to około 1700 minut w pięciu największych ligach. Prawie trzydzieści godzin gry, zamiast jej przedłużania.

Reklama

Z danych Opty Caley wywnioskował nawet, jaką oszczędność dał każdy z przepisów. Okazuje się, że średnio na mecz zyskaliśmy:

  • 23 sekundy dzięki szybszym zmianom
  • 36 sekund dzięki szybszym wznowieniom od bramki
  • 70 sekund dzięki szybszym wrzutom z autu
  • 118 sekund dzięki mniejszej liczbie przerw medycznych

Wygląda na to, że w przeszłości średnio przez dwie minuty na mecz zawodnicy wzywali pomoc medyczną, choć wcale jej nie potrzebowali. O ile liczba wrzutów z autu i wznowień od bramki oczywiście się nie zmieniła, to liczba przerw medycznych spadła z 2,6 na mecz do 1,3, a więc o połowę!

To wnioski pozytywne, ale Michael Caley dostrzega też wady. Sprawdził, jak radzą sobie drużyny, których zawodnik czeka minutę, aby dostać pozwolenie na wejście na murawę po skorzystaniu z pomocy lekarskiej. Wyniki są zdaniem Caleya porażające, a wpływ chwilowej gry w dziesiątkę znacznie większy niż mogłoby się wydawać.

Reklama

Drużyny bez zawodnika „powinny” w tym sezonie stracić aż siedem goli

Caley zidentyfikował w tym sezonie w czołowych ligach 218 sytuacji, gdy zawodnik po skorzystaniu z pomocy medycznej czekał na możliwość wejścia na boisko. Każda średnio trwała 64 sekundy. W tym czasie zespoły grające w jedenastu oddały 66 strzałów, a te, którym brakowało jednego gracza, zaledwie dziewięć razy celowały w bramkę rywala. Wskaźnik goli oczekiwanych (xG) zespołów grających w przewadze wyniósł łącznie 6,8, a ich rywali – zaledwie 0,4.

To olbrzymia różnica. Znacznie wyższa niż można by przypuszczać bez wglądu w szczegółowe dane. Dlaczego zatem nikt nie porusza tematu olbrzymiej przewagi, jaką daje gra z przewagą jednego gracza przez minutę? W dodatku przewagi, z której korzysta najczęściej drużyna sprawcy, a nie poszkodowanego, który musi czekać na wejście na boisko. Przyczyną wydaje się niska skuteczność zespołów grających w przewadze. Przynajmniej jak dotąd. Przy xG równym prawie siedmiu bramkom oczekiwanym, strzeliły one bowiem w tym sezonie zaledwie trzy gole, a więc dwukrotnie mniej niż „powinny”. Mało tego, pechowiec (którego nie udało mi się ustalić)… stracił bramkę grając z przewagą jednego zawodnika.

Jeżeli, czytelniku, kojarzysz gola straconego (bądź strzelonego) przez drużynę, której gracz musi czekać minutę na wejście na boisko, daj proszę znać w komentarzu.

W Ekstraklasie miało to miejsce w sierpniowym meczu Legii w Kielcach, co zauważył Czester, użytkownik portalu X:

Reklama

Wśród pechowców Korona i Tottenham

Tamta sytuacja była o tyle ciekawa, że z boiska chwilę wcześniej zejść musiał Ariel Mosór. Były zawodnik Legii, a teraz gracz Korony. Uderzona przez Wojciecha Urbańskiego piłka trafiła go z bliskiej odległości w głowę. Zdarzenie wyglądało mocno niepokojąco, bo zawodnik dosłownie słaniał się na nogach. W trakcie korzystania przez niego z pomocy medycznej Korona straciła bramkę. Łukasz Zjawiński był niepilnowany w tej części pola karnego, której zapewne pilnowałby Mosór.

To zdarzenie pokazuje pewną niesprawiedliwość tego przepisu. Mosór ewidentnie nie udawał i naprawdę potrzebował pomocy. Z drugiej strony, nie znajdował się poza linią boczną w wyniku faulu Legionisty, a jedynie mocnego uderzenia piłką w głowę. Inną sprawą jest fakt, że nawet bez zmiany zasad, prawdopodobnie okłady z lodu wykonywane przez sztab Kielczan trwałyby co najmniej tyle, ile Mosóra nie było na boisku. Nie ma pewności, czy odliczanie przez sędziego jednej minuty cokolwiek  tu zmieniło.

Reklama

Jak zauważył użytkownik Janek, podobne zdarzenie miało miejsce przed golem na 3:1 dla Widzewa we Wrocławiu. Juljan Shehu z bliskiej odległości znokautował zawodnika Śląska Grzegorza Tomasiewicza. Sędzia przerwał grę, choć Tomasiewicz protestował tak mocno, że dostał żółtą kartkę. Gdy czekał na wejście na boisko, RTS strzelił bramkę. Co ciekawe, Widzew też grał wtedy w dziesiątkę po szybkim wykluczeniu Przemysława Wiśniewskiego.

Klasyczny przykład, w którym drużyna eliminuje zawodnika rywali na minutę i w tym czasie strzela gola, znalazł z kolei użytkownik Filip. Chodzi o mecz Tottenhamu z Aston Villą. Tyrone Mings rozbija twarz Micky’emu van de Venowi. Holender jest opatrywany i musi opuścić boisko. W tym czasie jego Tottenham traci gola.

Reklama

Gdyby sędzia zdecydował się ukarać Mingsa żółtą kartką, zgodnie z przepisami ven de Ven nie musiałby czekać minuty na wejście na boisko.

Korzyść jest większa niż przy czerwonej kartce

Zdaniem Michaela Caleya fakt, że pomijane jest to, jak dużą przewagę ma zespół, którego rywal wymaga opieki medycznej, wynika z tego, że nie padł w tej sytuacji jak dotąd żaden ważny gol. Z danych o golach oczekiwanych wynika jednak, że prędzej czy później taka sytuacja nastąpi. W kluczowym spotkaniu ktoś wykorzysta taką sytuację. Wtedy zapewne wybuchnie powszechna dyskusja nad tym, czy jedna z drużyn nie ma zbyt dużej przewagi. W dodatku w sytuacji niezasłużonej, a czasem wręcz przez nią zawinionej.

Ktoś mógłby zapytać: „No i co z tego? Przecież wiadomo, że grając jedenastu na dziesięciu ma się dużą przewagę”. Owszem, możemy porównać to do sytuacji, gdy gracz otrzymuje czerwoną kartkę. Michael Caley udowadnia jednak, że w trakcie dodatkowej minuty przewaga jednego zespołu jest znacznie większa, niż gdy któraś z drużyn gra w dziesiątkę po wykluczeniu jej zawodnika!

Przeliczył na pełne dziewięćdziesiąt minut parametry zespołów, których rywal otrzymał czerwoną kartkę. W podobny sposób przekalkulował okresy, w których rywal czekał przez minutę na możliwość powrotu zawodnika po skorzystaniu z pomocy sztabu medycznego. Okazuje się, że pierwsza z sytuacji daje średnio przewagę 1,3 oczekiwanego gola na mecz, a druga aż dwóch oczekiwanych goli.

Reklama

Znacznie większa jest także przewaga podań w tercji obronnej rywala (81% do 19%), niż gdy przeciwnik po prostu gra w dziesiątkę po wykluczeniu jego zawodnika przez sędziego. Jak to możliwe?

Nikt nie przygotowuje się do grania przez minutę w dziesięciu

Na to pytanie w podcaście z Caleyem próbuje odpowiedzieć Mike Goodman. Dochodzi on do wniosku, że zespoły kompletnie nie są przygotowane na grę przez minutę bez jednego zawodnika. Wiedzą, że to się za chwilę skończy, że wystarczy przeczekać. Nie mają jednak gotowego planu taktycznego na wypadek, w którym nagle, praktycznie losowy gracz z ich składu musi opuścić murawę. Specjalne treningi pod tym kątem nie miałyby sensu. Trzeba by ćwiczyć zachowanie w dziesięciu różnych układach, bo przecież nie wiadomo, czy zejść będzie musiał akurat lewy obrońca czy prawy skrzydłowy. Byłoby to nieopłacalne. Lepiej przeczekać, co niestety bardzo często kończy się dopuszczeniem przeciwnika do sytuacji strzeleckiej.

Co innego przy czerwonej kartce. To nie jest sytuacja tymczasowa. Zespół (i trener) wie, że będzie tak musiał sobie radzić aż do końca meczu. Zmienia sposób gry, a najczęściej modyfikowany jest także skład. Wchodzi nowy, zazwyczaj defensywny zawodnik. Ustawienie jest trwale modyfikowane. Takie zachowania można ćwiczyć na treningach, podobnie jak grę z przewagą jednego zawodnika. Nie opłaca się tego robić na potrzeby minutowej zmiany składu drużyny.

Reklama

Choć być może analiza danych to zmieni. Z drugiej strony – takie zdarzenie przytrafia się rzadziej niż raz na mecz, więc trzeba się zastanowić, czy w ogóle warto tracić czas na przygotowanie się do niego. Możliwe, że strategia przeczekania jest lepsza. Tyle tylko, że jak widzimy, wiąże się z olbrzymim wzrostem szans rywali na gola. Co ciekawe, potwierdzają to dane dotyczące czerwonych kartek. O ile w dłuższym terminie zespoły potrafią się bronić w takiej sytuacji, to w pierwszej minucie po wykluczeniu zawodnika ukarana drużyna pozwala rywalom na tak wiele, jak podczas minutowej przerwy wynikającej z pomocy medycznej! Dopiero później, w dużej mierze dzięki dokonywanym zmianom zawodników, sytuacja zaczyna być nieco bardziej kontrolowana.

Ryzyko takie, jak przy rzucie rożnym

Michael Caley pokusił się nawet o próbę wyceny tego, ile „kosztuje” skorzystanie przez zawodnika z opieki medycznej. Jedna taka minuta wiąże się przeciętnie ze stratą około 0,03 oczekiwanego gola (xG). To wskaźnik niewiele niższy od tego, jaki daje jeden przyznany rzut rożny. Wagę kornera każdy kibic jest w stanie ocenić samodzielnie. Wiadomo, że nie jest to karny ani nawet rzut wolny. Jednak odczucie kibica, gdy jego drużynie przyznany jest róg, jest bardzo pozytywne. Kojarzy niejedną sytuację, w której zakończył się on golem. Nie przypadkiem powstała popularna przyśpiewka: „Róg, róg, róg. Gol, gol, gol!”

Analiza jest niezwykle dokładna i ciekawa. Sądzę, że bardzo dobrze pokazuje koszty nowego przepisu. Jest tylko jeden problem. Nie przykłada tak samo dużej wagi do korzyści. A te są olbrzymie. Już po dwóch pierwszych meczach mundialu, rozgrywanego według nowych zasad, pisałem:

Wnioski? Wygląda to wprost rewelacyjnie. Choć nowe przepisy nie wydawały się być aż tak znaczące, w praktyce jesteśmy świadkami małej rewolucji. Nagle nikt nie opóźnia wrzutów z autu. Nie zastanawia się przez dwadzieścia sekund, komu podać. Nie przekazuje piłki w ostatniej chwili koledze z drużyny, by to on wykonał wznowienie. Bramkarze nie wybijają piątki przez pół minuty. Mało tego: nagle zakończyły się kontuzje. Trup przestał słać się równo, szczególnie po stronie wygrywającej spotkanie. Oczywiście są i będą rzeczywiste urazy. Szkoda, że ich ofiary będą karane koniecznością opuszczenia boiska, ale jednak zysk jest olbrzymi.

Reklama

Czy ten przepis daje za dużo korzyści?

Pozbyliśmy się tysięcy sytuacji, w których zawodnik drużyny, która prowadzi akurat przypadkowo nagle czuje się bardzo źle. Na tyle, by potrzebować wsparcia medycznego. Po chwili, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jest gotowy do gry i wraca na boisko. A gra zatrzymana była na kilkadziesiąt sekund.

Cała analiza prowadzi jej autora, ale także mnie, do zadania kluczowych pytań. Czy przyznawanie nagrody wartej tyle, co rzut rożny drużynie, która na niego nie tylko nie zasłużyła, ale często spowodowała zejście zawodnika, jest OK? Czy kluby zauważą olbrzymią przewagę, jaką daje minuta przewagi i zaczną się do niej lepiej przygotowywać? Czy zawodnicy będą coraz mniej skorzy do przyznawania, że potrzebna jest im pomoc, co może skończyć się większą liczbą kontuzji?Można też zastanowić się, czy jeżeli gra przez minutę w osłabieniu jest aż tak niekorzystna, czy nie warto byłoby wprowadzić kar czasowych za na przykład brutalne lub taktyczne faule?

I najważniejsze: czy korzyść w postaci ograniczenia marnowania czasu o dwie minuty na mecz jest warta tego, by jednej z drużyn przyznawać tak dużą przewagę?

Reklama
Fot. Newspix.pl
3 komentarze
AbsurDB

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Lewandowski wskazał faworyta do Złotej Piłki. „Trzymam kciuki, jest niesamowity”

Braian Wilma
1
Lewandowski wskazał faworyta do Złotej Piłki. „Trzymam kciuki, jest niesamowity”
Liga Europy

Nik Prelec po Anderlechcie. „Ten mecz ułożył się dla nas bardzo źle”

3
Nik Prelec po Anderlechcie. „Ten mecz ułożył się dla nas bardzo źle”

Piłka nożna

Reklama
La Liga

Lewandowski wskazał faworyta do Złotej Piłki. „Trzymam kciuki, jest niesamowity”

Braian Wilma
1
Lewandowski wskazał faworyta do Złotej Piłki. „Trzymam kciuki, jest niesamowity”
Liga Europy

Nik Prelec po Anderlechcie. „Ten mecz ułożył się dla nas bardzo źle”

3
Nik Prelec po Anderlechcie. „Ten mecz ułożył się dla nas bardzo źle”