„Lopetegui mnie nie lubił”. Rony Lopes i jego upadki po Monaco

Przemysław Michalak

03 września 2026, 10:22 • 11 min czytania 3

Reklama
„Lopetegui mnie nie lubił”. Rony Lopes i jego upadki po Monaco

Motor Lublin zaskoczył, pozyskując bez wcześniejszych przecieków Rony’ego Lopesa, który natychmiast wskakuje do czołówki obcokrajowców z najlepszym CV w historii Ekstraklasy. To był swego czasu naprawdę kawał piłkarza. Dziś oczekiwanie, że nawiąże do tamtych momentów nie ma najmniejszego sensu, ale nie przestając chodzić po ziemi można mieć nadzieję, że w skali Motoru okaże się wzmocnieniem.

Reklama

Do Lublina nie przychodzi piłkarski truposz, który ostatnio leczył kolejną poważną kontuzję lub kopał sobie w Indiach czy innej Tajlandii. Wybranie takich kierunków przeważnie jest sygnałem, że dany delikwent wchodzi już jedynie w tryb maksymalnego spieniężenia swojej kariery w ciepłym klimacie.

Rony Lopes. Historia nowego piłkarza Motoru Lublin

Lopes, jakby nie patrzeć, cały czas funkcjonował na dość poważnym poziomie w zestawieniu z naszym ligowym futbolem. Za ostatnie półtora roku była to portugalska ekstraklasa. Finalnie i z Farense, i z Tondelą żegnał się z ojczystą elitą, ale indywidualnie nie był to okres kompletnie stracony.

W Farense wiosną ubiegłego roku grał praktycznie od deski do deski (14 meczów, 1135 minut). Był to słaby zespół, najczęściej dostawał w łeb. Lopes wyróżnił się golem strzelonym Benfice na Estadio da Luz. Najpierw rozprowadził akcję na lewe skrzydło, a następnie dobrze ją wykończył po wbiegnięciu w pole karne.

Reklama

W Tondeli 30-latek miewał wzloty i upadki. Dopóki trenerem był Ivo Vieira, grał regularnie. W listopadzie przyszedł jednak Włoch Cristiano Bacci, u którego popadł w niemal całkowitą niełaskę. Bywało, że siedział na trybunach. Nie pomagały też drobne urazy, które w międzyczasie mu się przytrafiały. Zimą interesowały się nim kluby drugiej ligi francuskiej (Nancy, Bastia, Pau), jednak postanowił zostać. Dobrze na tym wyszedł. Pod koniec marca Bacci został pożegnany, a w jego miejsce zatrudniono Goncalo Feio. Nowy trener z miejsca odkurzył Lopesa i uczynił go ważnym ogniwem w zespole. W ostatnich ośmiu kolejkach Liga Portugal zawsze wychodził na boisko w podstawowym składzie. Najkrótszy występ trwał 68 minut.

Strzelił w tym czasie trzy gole. Tondela zaczęła lepiej punktować i do końca miała szanse na utrzymanie. Wszystko przekreśliła jednak wyjazdowa porażka 1:3 z Arouką. Zabrakło dwóch punktów do piętnastej Estreli Amadora.

Reklama

Najmłodszy strzelec gola dla Manchesteru City

Mariusz Misiura po pokonaniu Legii w Pucharze Polski nie ukrywał na pomeczowej konferencji, że Feio pomógł w sprowadzeniu Lopesa, za co mu podziękował. Przy okazji zaapelował do dziennikarzy, żeby nie podgrzewali atmosfery medialnymi doniesieniami, bo przez plotki dotyczące możliwej zmiany szkoleniowca w Motorze transfer Portugalczyka omal się nie wysypał. Misiura zapowiedział, że już w sobotę znajdzie się on w meczowej kadrze, co zdaje się sugerować, że jest nieźle przygotowany.

Najpiękniejsze chwile w karierze Lopesa są już dziś tylko ciekawostką. Chodzi o czasy sprzed 8-9 lat, czyli tak dawne dzieje, że bez względu na to, jaka była skala tamtych wyczynów, nie mają one znaczenia dla teraźniejszości. Jest jednak co wspominać.

Rony Lopes to syn Brazylijczyka i Portugalki. Urodził się w brazylijskim Belem, ale w wieku czterech lat przeniósł do Portugalii i tam zaczął trenować. W 2011 roku niesamowicie zdolnego 16-latka młodzieżowych drużyn Benfiki kupił Manchester City. W styczniu 2013 zadebiutował pucharowym meczem z Watfordem (3:0). Wszedł w 88. minucie za Davida Silvę i od razu zdobył bramkę, dobijając strzał Mario Balotellego. Mając wtedy 17 lat i 9 dni stał się najmłodszym strzelcem gola w historii dla pierwszego zespołu MC.

Reklama

Nie dało mu to jednak przepustki do Premier League. W następnym sezonie poprzestał na czterech występach w krajowych pucharach. W półfinałowym rewanżu EFL Cup z West Hamem (3:0) asystował przy trafieniach Alvaro Negredo i Sergio Aguero.

Fantastyczny sezon w Monaco

Poważne granie w wymiarze ligowym zaczęło się dla niego w sezonie 2013/14, gdy został wypożyczony do Lille. Pokazał się z bardzo dobrej strony (23 mecze w Ligue 1, 3 gole, 3 asysty), co skłoniło Monaco do zapłacenia za niego 12 mln euro. Początki miał trudne i po paru miesiącach powędrował na kolejne wypożyczenie do Lille, tym razem aż półtoraroczne. Tam okrzepł na dobre, do Monaco wracał już jako francuski ekstraklasowiec pełną gębą. Był gotowy na wielkie rzeczy.

Reklama

W sezonie 2017/18, między innymi u boku Kamila Glika, zrobił furorę, zastępując sprzedanego do City Bernardo Silvę. Grał w stylu podobnym do niego. W samej Ligue 1 zdobył 15 bramek i zaliczył 7 asyst. Do tego dołożył gola i asystę w Lidze Mistrzów oraz bramkę i cztery ostatnie podania w krajowych pucharach. Całościowo: 17 goli, 12 asyst. Sztos.

Nic dziwnego, że w tym okresie zadebiutował w reprezentacji Portugalii. Jako junior był też kuszony przez brazylijską federację, tyle że chodziło tylko o sondowanie tematu i namawianie, bez powołania na stole. Uznał więc, że zostawi temat otwarty i zobaczy, jak się sprawy potoczą. – To trudne. Chociaż całe życie mieszkałem w Portugalii, nadal mam rodzinę w Brazylii. Moje serce jest nieco rozdarte między obie strony. Jednocześnie cieszę się, że Portugalia i Brazylia śledzą moje losy. To jeszcze bardziej motywuje mnie do ciężkiej pracy – przyznawał.

Sentyment do brazylijskiego Ronaldo przyczynił się do powstania jego pseudonimu. – Zawsze trenowałem w koszulce Ronaldo Fenomeno. Wszyscy nazywali mnie Ronaldo. Mój trener powiedział, że to za długie i że lepiej brzmi skrócony Rony. Tak zaczęto mnie nazywać. Skończyło się na Rony Lopes – wyjaśnił Marcos Paulo Mesquita Lopes, bo tak brzmi jego pełne nazwisko.

Reklama

„Kontuzje zniszczyły mi karierę”

Fernando Santos w listopadzie 2017 powołał go na spotkania towarzyskie i dał mu 10 minut z USA. Później ciągle go monitorował. Lopes znalazł się w szerokiej, 35-osobowej kadrze na mundial w Rosji, ale po odsiewie zabrakło dla niego miejsca. Drugi reprezentacyjny występ miał miejsce niedługo po MŚ, w sparingu z Chorwacją.

Kolejnych wezwań od Santosa nie dostawał, bo też przestawał dawać argumenty. Po kapitalnym sezonie wydawało się, że największe kluby stoją przed nim otworem. Monaco go jednak nie sprzedało, a on spuścił z tonu. Po części przez najpoważniejsze problemy zdrowotne w karierze. Lopes w pierwszym meczu po powrocie ze zgrupowania kadry Portugalii (wrzesień 2018) doznał kontuzji ścięgna podkolanowego. Stracił cztery miesiące, do gry wrócił dopiero na początku następnego roku. Ze ścięgnami miał już problemy w Lille i przeważnie to właśnie tego typu dolegliwości mu dokuczały.

– Kontuzje zniszczyły mi karierę. Pojawiały się, gdy byłem w dobrej formie i trwały tygodniami. I zawsze były to kontuzje ścięgien podkolanowych: trzy razy lewego, trzy razy prawego. Nikt nie potrafił mi powiedzieć, skąd się wziął problem. Szukałem wyjaśnienia prawie całe życie! Wyobrażałem sobie siebie w Realu Madryt, Barcelonie czy Manchesterze City. Myślę, że mógłbym tam być. Czasami zastanawiam się, gdzie bym był, gdybym nie miał tych kontuzji. ​​Chciałbym wiedzieć – mówił w wywiadzie dla „L’Equipe” w 2022 roku.

Reklama

Monchi płaci 25 mln euro i uważa, że to promocja

Po dojściu do zdrowia Lopes znów regularnie występował w wyjściowej jedenastce Monaco, ale przestał wyróżniać się liczbami. Zbiegło się to z kryzysem całej drużyny, która ledwo uniknęła spadku. Klub z księstwa miał jednak biznesowe szczęście. W Sevilli pamiętali jeszcze jego wcześniejsze wyczyny. Z nadzieją, że wróci na ten poziom, w sierpniu 2019 wyłożyli za niego 25 mln euro i zapewnili pięcioletni kontrakt. Portugalczyk do dziś jest drugim najdroższym zakupem andaluzyjskiego klubu. Droższy był jedynie – sprowadzony zresztą w tym samym okienku – Jules Kounde, za którego zapłacono Bordeaux 35 baniek.

Francuz spłacił się z nawiązką, Barcelona trzy lata później wzięła go za 50 mln euro. Lopes natomiast pozostaje najkosztowniejszym niewypałem w dziejach Sevilli. Portal AS.com w tekście z 2024 roku zatytułowanym „Ruina Lopes”, wyliczył, że każda minuta jego gry kosztowała ten klub 41,5 tys. euro i to bez uwzględnienia pensji, wynoszącej 2 mln euro netto rocznie.

Nadzieje były olbrzymie. Gdyby Rony Lopes nie doznał tylu kontuzji w zeszłym sezonie, mówilibyśmy o zawodniku, którego kwota transferu wyniosłaby nie mniej niż 40 milionów euro. Monchi po raz kolejny wykorzystał szansę rynkową, ponieważ Portugalczyk ma ogromny potencjał, który w końcu może wykorzystać w Sevilli. Jeśli zostanie wystawiony na prawym skrzydle z możliwością swobodnego schodzenia do środka, Sevilla będzie miała wszechstronnego, bezpośredniego zawodnika o niezwykłej jakości, który może decydować o losach meczu” – pisał dziennik „AS”. Ależ źle się te słowa zestarzały.

Reklama

 – Chciałem go rok temu w Romie, ale wtedy trzeba było zapłacić 50 mln euro – komentował Monchi.

Rony Lopes w barwach Sevilli

Brak szans w Sevilli

Portugalczyk miał idealnie pasować do systemu 4-3-3, którym zawsze grał trener Julen Lopetegui. Wymieniano nie tylko jego atuty ofensywne, ale także przykładną pracę defensywną na skrzydle.

Od początku jednak wszystko układało się źle. Lopes przyszedł w połowie sierpnia, czyli już po zakończeniu przygotowań. Lopetegui większość nowych zawodników miał do dyspozycji wcześniej i skład w pewien sposób już mu się wykrystalizował. Do tego sam zawodnik przyznał, że intensywność treningów i meczów w Hiszpanii to dla niego coś nowego w porównaniu do tego, z czym zetknął się we Francji. W Sevilli nigdy nie zaistniał, nawet po upływie wielu miesięcy. Licząc wszystkie fronty, uzbierał 14 meczów, dających mu 602 minuty. Jedyny konkret (asysta) zaliczył w Lidze Europy z luksemburskim Dudelange.

Reklama

Bez regularnych występów trudno mu było dostosować się do wysokiej intensywności wymaganej przez Lopeteguiego i koło się zamykało. Szkoleniowiec nie dawał mu więcej szans nawet wtedy, gdy z powodu urazów wypadli Nolito i Ocampos. Na domiar złego, Lopes przed odejściem do Sevilli zagrał dla Monaco w 1. kolejce nowego sezonu Ligue 1, przez co odpadała możliwość jego tymczasowego odejścia w styczniu. Sytuacja nie poprawiła się nawet po powrocie do rywalizacji po koronawirusowym zamieszaniu i wprowadzeniu możliwości dokonywania pięciu zmian w jednym spotkaniu.

Rony Lopes

Trener go nie lubił

Nie mogę rozgrywać meczu mojego życia, kiedy wychodzę na boisko raz w miesiącu. Gdy zaczynałem, Lopetegui dał mi dziesięć minut, a potem grałem w Lidze Europy i sądziłem, że będę grał więcej. Ale tak nie było. Pomyślałem, że to dziwne i że to nie moja wina. Moim zdaniem te nieliczne szanse wykorzystywałem, ale nie dało mi to zbyt wiele – komentował. 

Po pierwszym mocno rozczarowującym sezonie Sevilla nie dała mu drugiej szansy. Zamiast tego, zaczęły się wypożyczenia. Te do Nicei i Olympiakosu przeszły bez większego echa. Co innego pobyt w Troyes w sezonie 2022/23. Drużyna, w której parę meczów rozegrał wtedy Mateusz Lis, z hukiem spadła z Ligue 1, ale Lopes zdobyciem siedmiu bramek i zaliczeniem pięciu asyst wystawił sobie bardzo pozytywne świadectwo. 

Reklama

W tym czasie udzielił wywiadu „L’Equipe”, w którym wrócił do nieudanych początków w Sevilli. Lopetegui usłyszał pod swoim adresem kilka gorzkich słów. – Przyjechałem i spotkałem trenera, z którym grałem tylko w czwartki w Lidze Europy. W weekendy, w La Liga, byłem w domu. Nie byłem nawet z drużyną. Powtarzał mi, że będę bardzo ważny. A po lockdownie powiedział mi: „Jesteś w świetnej formie fizycznej, nawet lepszej niż ci, którzy grają na twojej pozycji, ale ja zagram innymi”. Kiedyś byłem obok kolegi z drużyny, trener podszedł i zapytał go, jak się czuje. Mnie o nic nie pytał. Pomyślałem sobie: „Kima ja tu jestem?”. Zawsze pozostawałem profesjonalistą. Lopetegui mnie po prostu nie lubił, to wszystko – przekonywał.

Julen Lopetegui

Julen Lopetegui 

W Olympiakosie też nie udało mu się nadawać ze swoim głównym przełożonym na właściwych falach. – Naprawdę nie rozumiałem, dlaczego zostałem zmiennikiem. To przecież trener Pedro Martins mnie ściągał. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać: „Ale czy to moja wina? Czy to ja robię coś źle?” – wspominał.

Reklama

Dobry rok w Troyes wybił go do Bragi

W Andaluzji liczono, że tak udany rok w Troyes pozwoli odzyskać część zainwestowanych środków i odciążyć budżet płacowy. Każde kolejne wypożyczenie oznaczało bowiem tylko częściowe pokrywanie wynagrodzenia piłkarza przez nowy klub. Nawet grając gdzie indziej, Lopes w jakimś stopniu ciągle generował koszty.

Chętnych do transferu gotówkowego jednak brakowało, dlatego Sevilla zdecydowała się oddać go do Bragi bez kwoty odstępnego, byle już tylko mu nie płacić. Zagwarantowała sobie jedynie 20 procent z następnej sprzedaży piłkarzy oraz pół miliona euro w ewentualnych bonusach, których i tak nie udało się uzyskać.

Ponownie nastąpił zjazd. Lopes zameldował się w Bradze dość późno, a ta akurat wyjątkowo wcześnie jak na portugalski klub rozpoczęła przygotowania, bo czekały ją eliminacje Champions League – zresztą zakończone sukcesem. Do tego miał na skrzydłach po prostu liczną i mocną konkurencję w osobach Ricardo Horty, Alvaro Djalo czy młodziutkiego Rogera Fernandesa. W pierwszym półroczu od początku zagrał raptem dwa razy i… w obu przypadkach strzelał gole. Wiosną jego sytuacja poprawiła się nieznacznie. Niby więc w edycji 2023/24 uzbierał 32 mecze, lecz minut wyszło mu ledwie 650. Na koniec przydał się, zapewniając zwycięstwo 3:2 nad Vitorią Guimaraes w doliczonym czasie:

Reklama

Jeszcze może coś dać

Lopes miał nadzieję, że pod wodzą nowego trenera Ruiego Duarte karta się odwróci, ale nie zdołał go przekonać i dostał wolną rękę w poszukiwaniu nowego klubu. Powędrował do tureckiego Alanyasporu, w którym jesienią 2024 ograniczył się do jednej asysty w Super Lig i pięknej bramki w Pucharze Turcji przeciwko trzecioligowemu Fethiyesporowi.

Nad Bosforem był dość mocno przywiązany do boku pomocy, co nie zgadzało się z jego charakterystyką. To nie jest torpeda na skrzydle ani super drybler. Bazuje na dobrej technice użytkowej, sprycie i bardzo dobrym strzale. Oglądając jego gole, widać, że rzadko przed posłaniem piłki do siatki popisywał się czymś dodatkowym w postaci dryblingu, minięcia rywala i tym podobne. Przeważnie znajdował się we właściwym miejscu we właściwym czasie i po maksymalnie jednym kontakcie uderzał z wielką precyzją (i często też siłą) w któryś róg. Przydaje się także jako wykonawca stałych fragmentów gry. Najlepiej czuje się jako podwieszony napastnik, „dziesiątka” lub prawoskrzydłowy schodzący do środka. W Motorze daje Mariuszowi Misiurze spore pole manewru.

Reklama

Po półrocznym pobycie w Turcji Lopes wrócił do Portugalii. W Farense i Tondeli nie porósł mchem, pokazując, że jeśli otrzyma zaufanie, jeszcze jest w stanie od czasu do czasu wybić się ponad przeciętność. Dziś nie mówimy o postaci, która sprawi, że zespół słaby stanie się średni, a średni dobry, ale jeżeli zostanie otoczony odpowiednimi piłkarzami, na poziomie Ekstraklasy może się wyróżniać bardziej niż jego kolega z Monaco i Tondeli, Ivan Cavaleiro. Ten w Stali Mielec podczas krótkiej przygody co niego pokazał, a był do odgruzowania w znacznie większym stopniu niż Rony Lopes.

Reklama

fot. Newspix

3 komentarze
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama