Piękna Roma w trybie deklasacji. Tandem Malen – Dybala nie do zatrzymania

Marcin Ziółkowski

24 sierpnia 2026, 22:51 • 5 min czytania 0

Reklama
Piękna Roma w trybie deklasacji. Tandem Malen – Dybala nie do zatrzymania

Mało kto spodziewał się takiego rozstrzygnięcia sprawy na koniec pierwszej kolejki. Roma na Stadio Olimpico rozbiła Fiorentinę aż 4:0. Był to prawdziwy pokaz piłkarskiej magii, zwłaszcza w wykonaniu Donyella Malena i Paulo Dybali. Duet ten zapewnił Rzymianom dużo dobrego. Holender do bramki Davida de Gei trafił trzykrotnie, a Argentyńczyk tyle samo razy mu asystował. Dużo pracy czeka Fabio Grosso w Fiorentinie… 

Reklama

Jan Ziółkowski, zgodnie z oczekiwaniami, nie podniósł się z ławki.

Okoliczności meczu

AS Roma już wiedziała, że oba mediolańskie kluby czy Juventus dopisali już do tabeli trzy punkty i nie chciała być gorsza.

Inter jak czołg. Zieliński z premierowym golem i śrubuje rekord

Gian Piero Gasperini od razu dokonał w Rzymie długo oczekiwanego powrotu do Ligi Mistrzów, ale wątpliwe jest, że wymarzonego debiutu doczeka tam Jan Ziółkowski. Młody Polak wiosną stopniowo spadał w hierarchii. Chrapkę na niego mają dwa kluby saudyjskie, a według najświeższych informacji wypożyczyć Ziółkowskiego chce Monza.

Reklama

Fiorentina za to zaimponowała wielu kibicom ruchami poczynionymi latem. Poza przybyciem Fabio Grosso w roli trenera, warto tu wyróżnić Arthura Attę czy Christa Inao Oulaia, którzy kosztowali (każdy z osobna) blisko 30 milionów euro. Do tego dochodzi wypożyczenie Franco Mastantuono. Mecz na Stadio Olimpico zapowiadał się więc pasjonująco, choć bez kibiców gości, mających zakaz wyjazdowy. Oznaczało to komplet publiczności w barwach Giallorossich – ponad 60 tysięcy.

Szansę debiutu otrzymali Emanuele Lulli, a także Rodrigo Mora. Co ciekawe, z nazwiska Portugalczyka można ułożyć… nazwę nowego pracodawcy. Nowy numer 86 Romy skompletował też swoim wyborem kolekcję Giallorossich. Wszystkie pozostałe numery, od 1 do 99, były już w historii klubu wcześniej wykorzystane.

Reklama

Roma XI: Svilar – Mancini, Ndicka, Hermoso – Lulli, Kone, Cristante, Wesley – Dybala, Mora – Malen.

Fiorentina XI: de Gea – Dodo, Dragusin, Ranieri, Joao Mario – Ndour, Fagioli, Brescianini – Mastantuono, Atta – Pellegrino.

Roma dominująca, Fiorentina bezzębna

Początek spotkania był dość spokojny. Warto wyróżnić dwie próby z dystansu Paulo Dybali, który jeszcze na początku pomyślał, że będzie strzelał.

Po jednej z nich Romie należał się rzut rożny, ale o dziwo, sędziowie nie wychwycili kontaktu z piłkarzem Fiorentiny po drodze. Wspomnijmy bowiem o czymś takim jak „silent check”. W Serie A zespół arbitrów ma weryfikować choćby takie rzeczy, jak to, czy rzut rożny został przyznany sprawiedliwie. W ten sposób właśnie odebrano Romie korner po 13 minutach gry.

Reklama

Siedem minut później wbiegł w pole karne Rodrigo Mora. Debiutant walnął w przeciwny róg bramki, a David de Gea kapitalnie wyciągnął się jak struna. Te sekundy gry zasługiwały na oklaski. Następna akcja to bramka ze spalonego Mario Hermoso. Ciągle było 0:0.

W końcu doszło do momentu, w którym to Paulo Dybala wszedł na obroty. Przebiegł z piłką blisko 30 metrów i podał do Donyella Malena. Ten piętą ośmieszył Dodo i pokonał de Geę. To była akcja pełna boiskowej magii. Sami zresztą zobaczcie, można to oglądać w zapętleniu.

Reklama

Fiorentina w ofensywie zawodziła. Brakowało serwisu dla Pellegrino, a Mastantuono był duchem. Gdy już mógł ruszyć przed przerwą z akcją, to stracił piłkę. Jak zauważył jeden z portali statystycznych, w 45 minut przegrał aż osiem z dwunastu pojedynków (!). Co innego Rodrigo Mora. Ten mógł się podobać.

Pomimo pięknej bramki, ofensywnych akcji było mało. Fiorentina spała, nie istniała na murawie.

Malen i Dybala, czyli rzymski sposób na gole

Mastantuono po przerwie ciągle próbował, chciał się przełamać, bo kiepsko mu wcześniej szło. W przeciągu pięciu minut: jego rajd przyniósł rzut wolny zza pola karnego, a za chwile został sfaulowany ponownie. I to by było na tyle.

Roma była niemrawa, ale za to… skuteczna. Do zdobycia bramki potrzeba było jej bardzo niewiele. Mario Hermoso ustawiony niedaleko Svilara daleko wykopał piłkę na kilkadziesiąt metrów w stronę Dybali. Argentyńczyk zatrzymał się i znalazł podaniem – a jakże – Malena. Holender rozpędził się i po bliższym słupku i rękach de Gei trafił na 2:0. Fiorentinie jedna akcja po przerwie podcięła skrzydła.

Reklama

Nie było siły na duet Malen-Dybala. Argentyńczyk po godzinie gry miał już trzy asysty, a Holender hattricka. Dzięki determinacji Lulliego Roma mogła zaatakować po raz kolejny. Dybala popędził w pobliże bramki de Gei, wystawił piłkę do Malena, a ten nie potrzebował wiele do zmiany wyniku. Było już w zasadzie po meczu. Rzymianom poszło nadspodziewanie łatwo, pewnie sami się tego nie spodziewali.

Reklama

Fabio Grosso dokonał w 63. minucie trzech zmian. Mastantuono mógł już odpoczywać. Wprowadził na przykład Moise Keana. I Włoch, który jest blisko przenosin do Como, oddał dwa celne strzały.

Obok bramki za to uderzył na kilka minut przed końcem Santiago Castro, kolejny debiutant. Argentyńczyk na Olimpico miał tak jak Kean, dwie szanse.

Reklama

Ale AS Roma i tak podwyższyłą prowadzenie. Inny ze zmienników – Niccolo Pisilii – dobił Toskańczyków. W sytuacji sam na sam na kilka minut przed końcem z bliska pokonał de Geę. Bramka na 4:0 oznaczała, że Roma została pierwszym liderem Serie A. Wynik utrzymał się do końca.

Dużo pracy przed Violą i Fabio Grosso, bo było to brutalne zderzenie się z dużą jakością rywala.

AS Roma – Fiorentina 4:0 (1:0)

  • 1:0 – Donyell Malen – 27′
  • 2:0 – Donyell Malen – 52′
  • 3:0 – Donyell Malen – 60′
  • 4:0 – Niccolo Pisilii – 86′
Reklama

 

 

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Chelsea rusza po Alvareza. W ofercie… Nicolas Jackson

Kacper Korpak
0
Chelsea rusza po Alvareza. W ofercie… Nicolas Jackson
Piłka nożna

Mistrzowski atak przykrył fatalną obronę. Chelsea rozpoczęła sezon od zwycięstwa

Braian Wilma
2
Mistrzowski atak przykrył fatalną obronę. Chelsea rozpoczęła sezon od zwycięstwa

Piłka nożna

Reklama
La Liga

Chelsea rusza po Alvareza. W ofercie… Nicolas Jackson

Kacper Korpak
0
Chelsea rusza po Alvareza. W ofercie… Nicolas Jackson
Piłka nożna

Mistrzowski atak przykrył fatalną obronę. Chelsea rozpoczęła sezon od zwycięstwa

Braian Wilma
2
Mistrzowski atak przykrył fatalną obronę. Chelsea rozpoczęła sezon od zwycięstwa