Inter wjechał w nowy sezon jak czołg. Zieliński już z golem na koncie

Marcin Ziółkowski

22 sierpnia 2026, 20:45 • 5 min czytania 1

Reklama
Inter wjechał w nowy sezon jak czołg. Zieliński już z golem na koncie

Inter Mediolan, choć potrzebował trochę czasu na rozruch, zgodnie z planem wypunktował Monzę. Beniaminek, który posiada prawdopodobnie najsłabszą kadrę z 20 obecnych zespołów Serie A, przegrał zdecydowanie. Remis utrzymywał się przez blisko 25 minut meczu, ale ostatecznie Nerazzurri zwyciężyli 4:1. Co to był za występ Francesco Pio Esposito! A Piotr Zieliński? Trafił do siatki po przerwie i rozegrał nieco ponad 80 minut. Pomocnik śrubuje rekord liczby bramek Polaka we Włoszech, a licznik obecnie wskazuje liczbę 51. Mieliśmy też inny polski wątek w tym meczu.

Reklama

Serie A is back. Inter is back!

Cóż może być piękniejszego dla fanów Serie A od pierwszego w sezonie odsłuchu „O generosa”? Nie wiemy, ale się domyślamy. Na ten dzień, początek 95. sezonu Serie A, fani Interu czekali na pewno z niecierpliwością. Utrzymanie na szczycie to coś, co w Serie A od 2020 roku się nie udało. Nerazzurri wzmocnili się latem choćby trzema Anglikami – Johnem Stonesem, Curtisem Jones, a także zaskoczeniem mundialu – Djedem Spence’em.  Piotr Zieliński rozpoczął sezon w wyjściowym składzie.

Podobnie jak Adam Bakoune. Zawodnik Monzy grający na boku obrony urodził się we Wrocławiu i zanotował w Mediolanie debiut w Serie A. Kolejny etat we włoskiej elicie odhaczył też Ivan Jurić. Czy w Monzy skutecznie odrodzi się po trzech kolejnych nieudanych podejściach? Dowiemy się w najbliższych miesiącach, ale o optymizm było trudno.

Reklama

Brianzoli są faworytem do spadku, skład Lombardczyków nie robi większego wrażenia. Nowo zatrudniony dyrektor sportowy, a więc znany z West Hamu Pedro Obiang, ma bardzo dużo do zrobienia. Kibice mimo nowego nabytku ogłoszonego dzień przed meczem, Idrissy Toure, musieli poczekać na jego debiut. Problemy ze stawem skutecznie uniemożliwily mu występ w Mediolanie.

Inter XI: J. Martinez – Bisseck, Akanji, Bastoni – Diouf, Barella, Calhanoglu, Zieliński, Dimarco – Esposito, L. Martinez,

Monza XI: Pizzignacco – Kouadio, Lucchesi, Carboni – Birindelli, Ondoa, Mout, Bakoune – Colpani, Varela, Mangas.

Inter spokojny, momentami za bardzo

Inter nie chciał forsować zbytnio tempa, ale siłą rzeczy – przy takim rywalu aż kusiło, aby w sprawny sposób rozpocząć strzelanie w nowych rozgrywkach. W takich meczach ostatnie czego trzeba to drżenie o wynik.

Reklama

No i nie trzeba było długo czekać. Błyskawiczna była akcja spod bramki Josepa Martineza w okolice pola karnego Monzy. Francesco Pio Esposito odegrał do Andy’ego Dioufa. Przekwalifikowany na prawe wahadło środkowy pomocnik znalazł Hakana Calhanoglu, a ten z 25 metrów potężnie kropnął, zostając tym samym strzelcem pierwszego gola w rozgrywkach Serie A 2026/27. Śmiało możemy już zgłosić tego gola do najpiękniejszych w tym sezonie.

Monza specjalnie nie panikowała, a Inter postraszył Pizzignacco jedynie groźnym uderzeniem Barelli z daleka. Nieoczekiwanie jednak, gospodarze zlekceważyli zagrożenie i za to oberwali. Gustavo Varela, bohater pucharowego starcia z Avellino w Pucharze Włoch, mając Manuela Akanjiego na plecach przyjął piłkę i zwiódł Szwajcara. A skończyło się tym, że Portugalczyk pokonał Martineza ładnym płaskim strzałem. Brianzoli zaskoczyli, była to składna akcja, a sporo dobrego zrobił w niej znany ligowiec Andrea Colpani.

Reklama

Po kilku minutach Varela miał kolejną okazję, ale tym razem szczęście nie dopisało. Wynik do przerwy się nie zmienił. Inter momentami był zbyt spokojny i to mogło niepokoić fanów tej drużyny. Monza też była niemrawa, ale wykorzystała swoją okazję.

Paliwo dotarło po przerwie. Inter odpalił piąty bieg

Po przerwie nie trzeba było długo czekać na emocje. Pizzignacco nie popisał się przy interwencji i wybił piłkę pięścią przed siebie. Z okazji skorzystał Piotr Zieliński i pokonał młodego bramkarza. Piłkarz z Ząbkowic Śląskich kontynuował więc śrubowanie najlepszego polskiego wyniku strzeleckiego w historii ligi. Trafił po raz 51. w Serie A.

Reklama

Broniący tytułu Inter na tym nie poprzestał. Kontynuował pokaz piłkarskiej magii. Andy Diouf ponownie bez problemu poradził sobie z rywalem, dograł do będącego w pobliżu piątego metra Francesco Pio Esposito, a włoski golden boy skierował piłkę do bramki piętą. Mistrzowie byli w tak zwanej formie mutant.

Reklama

Kolokwialnie mówiąc, maszyna zdążyła się dobrze naoliwić. Do tego stopnia, że autorem kolejnego z goli był… obrońca. A nie chodziło wcale o stały fragment gry. Esposito wziął na siebie obrońcę, a po chwili zdezorientowania piłka wylądowała pod nogami Yanna Bissecka. Ten popędził sam i uderzył z dystansu lewą nogą. Aż się człowiek zastanawiał, co ten Inter jeszcze wymyśli. To był tryb La Zabawa.

Reklama

Na ostatnie 15 minut Cristian Chivu wprowadził na murawę Johna Stonesa. Spotkało się to z dużym entuzjazmem na Stadio Giuseppe Meazza. Oficjalnie zadebiutował też syn legendy klubu, Aleksandar Stanković.

Poza bramkami w tym spotkaniu trudno było wyróżnić poszczególne akcje. Gospodarze po przerwie kontrolowali grę, a Monza… była zwyczajnie przybita. Nie tak Brianzoli wyobrażali sobie otwarcie sezonu. Inter odhaczył pierwszy triumf.

Inter Mediolan – AC Monza 4:1 (1:1)

  • 1:0 – Hakan Calhanoglu – 6′
  • 1:1 – Gustavo Varela – 29′
  • 2:1 – Piotr Zieliński – 48′
  • 3:1 – Francesco Pio Esposito – 55′
  • 4:1 – Yann Bisseck – 63′

 

Reklama

 

 

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama