Reklama

Barwny świat przydomków amerykańskich drużyn i nasze TOP5

Łukasz Poznański

Autor:Łukasz Poznański

19 stycznia 2024, 18:11 • 9 min czytania 24 komentarzy

Dlaczego Lakers to Lakers, skoro Los Angeles wcale nie słynie z jezior, a odległość największego w Kalifornii Lake Tahoe od Crypto.com Areny to 700 km? Biorę po 200zł z konta każdej drużyny i słucham państwa. Zagłębiamy się w barwny świat przydomków amerykańskich drużyn. Jak to się wszystko zaczęło i co warto o przydomkach wiedzieć? Odpowiadamy. A na deser wyróżniamy kilka naszych ulubionych nazw. Macie własnych faworytów takiego wyścigu?

Barwny świat przydomków amerykańskich drużyn i nasze TOP5

Na początku był baseball

Nadawanie dwuczłonowych nazw drużynom sportowym zawierających toponim (nazwę miasta czy stanu) i przydomek jest w Stanach Zjednoczonych uświęconą tradycją. Tak jak w “Misiu” Barei tradycja narodziła się w Warszawie w godzinach popołudniowych, tak i w tym wypadku możemy określić jej genezę. Musimy w tym celu cofnąć się o jakieś 150 lat – do czasów powołania pierwszej zawodowej ligi za oceanem.

Ta liga to National Association of Professional Base Ball Players, profesjonalna liga baseballa, która istniała w latach 1871-1875. To tam na liście należących do niej zespołów odnajdziemy pierwsze nazwy nadane według wspomnianej charakterystycznej konwencji. Są to między innymi Czerwone Skarpety z Bostonu czy Białe Skarpety z Chicago (Boston Red Stockings, Chicago White Stockings). 

SPRAWDŹ: PROMOCJA W FUKSIARZ.PL DLA NOWYCH GRACZY. 100% BEZ RYZYKA DO 300 ZŁ

Reklama

Cały czas w pierwszej historycznej lidze baseballa były też jednak drużyny z bardzo oficjalnymi długimi tytułami, jak Mutual Baseball Club of New York czy Athletic Base Ball Club of Philadelphia. Na długo przed wynalezieniem Internetu i telewizji główny nośnik informacji codziennych stanowiły gazety. W nich jednak, nieco inaczej niż w sieci, każdy wyraz i znak miał w nich swoją cenę i znaczenie. Przy podawaniu wyników długie nazwy zespołów stawały się dla dziennikarzy kosztowne i niepraktyczne. Zabrali się więc do szukania skrótów i przydomków.

Nie zawsze dało się użyć jedynie nazwy miasta. W sytuacji, gdy w jednej lokalizacji istniało więcej drużyn, trzeba było zastosować inny wzorzec. Wymyślano więc skrócone nazwy pochodzące od kolorów strojów albo szukano innych pomysłów. Drużyna Union Base Ball Club Lansingburgh występowała na co dzień na boisku o nazwie Haymakers Ground w mieście Troy. Nazywano ich więc Troyans lub Haymakers i w takiej formie zostali zapamiętani wbrew oficjalnemu tytułowi.

W 1876 powstała National League, nowa liga baseballa. Początkowo były w niej jedynie dwa zespoły z długimi nazwami w starym stylu. Rok później oba opuściły rozgrywki i nowa konwencja od tego czasu niezmiennie rządzi w Stanach. 

Pomysł oficjalnych przydomków to biznesowy strzał w dziesiątkę. Kluby zyskują dzięki niemu konkretny symbol, wokół którego mogą kształtować całą swoją strategię wizerunkową. Nazwa może nawiązywać do unikalnego charakteru miasta albo historycznych wydarzeń, by budzić jeszcze pozytywniejsze skojarzenia. 

Tyle teorii. A praktyka? Czasem mocno od niej odbiega. Poniżej zgłębiamy historię kilku kultowych przydomków i prezentujemy mały weszlacki ranking nieudanych propozycji. 

Vademecum fana NBA

Historię nazw drużyn NBA zaczynamy od najbardziej utytułowanych zespołów. Los Angeles Lakers to popularni Jeziorowcy. Ich nazwa rzeczywiście pochodzi od jezior, ale tych położonych w Minnesocie, reklamującej się jako kraina, gdzie jest ich aż 10 000. Klub działał początkowo w Minneapolis, a do Kalifornii przeniósł się dopiero po trzynastu latach w 1960 roku.

Reklama

Po przeprowadzce Lakersi nie zmienili nazwy. Dlaczego? Nowy właściciel nie uważał takiego ruchu za niezbędny. Być może dlatego, że organizacja miała już pewien prestiż po erze George’a Mikana i jego pięciu mistrzowskich tytułach zdobytych w Minneapolis.

Zastrzeżone numery Los Angeles Lakers pod kopułą Crypto.com Arena

Numery zasłużonych graczy zastrzeżone przez Los Angeles Lakers. 99 należał do George’a Mikana

Kolejny przykład to Utah Jazz. Muzyczna nazwa pasowała jak ulał do New Orleans, jak początkowo zwał się klub. Organizacja wyniosła się jednak stamtąd po paru latach i przeniosła do mormońskiego stanu kojarzącego się raczej z piękną przyrodą, zimowymi igrzyskami w 2002 roku zorganizowanymi w Salt Lake City czy festiwalem filmowym. 

Skoro było o Lakers, trzeba poświęcić też słowo Boston Celtics. Tu sprawa jest dość oczywista. Nazwa Celtics to ukłon w stronę irlandzkiej społeczności licznie zamieszkującej miasto. Irlandczycy szczycą się bezpośrednim pochodzeniem od starożytnego plemienia Celtów. 

Maskotką drużyny z Bostonu jest leprechaun, związany z Irlandią skrzat. Co ciekawe w trakcie meczów nie nosi on charakterystycznego futrzastego stroju. Udaje go po prostu ucharakteryzowany facet, a do tego znakomity dunker i akrobata. Unikalna kultura Celtics została świetnie przedstawiona w stworzonym przez HBO serialu “Winning Time”, który przybliżał losy ich epickich pojedynków z Lakers w latach 80.

Kilka nazw zespołów najlepszej koszykarskiej ligi świata nie tłumaczy się na język polski. Ciężko też je zrozumieć bez osadzenia w amerykańskiej kulturze. Dotyczy to z pewnością jednej z najdroższych organizacji sportowych na świecie, New York Knicks. 

Knicks to skrót od Knickerbockers, wyrazu oznaczającego charakterystyczne podwinięte nad kostką spodnie noszone przez holenderskich osadników, którzy jako pierwsi przybyli w te okolice. W Nowym Jorku to słowo-symbol. Spopularyzował je pisarz Washington Irving w satyrycznej historii miasta, którą stworzył pod pseudonimem Diedrich Knickerbocker. Utwór miał istotne znaczenie dla określenia nowojorskiej tożsamości, a wyraz zaczęto stosować jako synonim do “nowojorski”. Najpierw nazwę Knickerbockers otrzymała drużyna baseballowa z Manhattanu, a później koszykarze.

W Los Angeles oprócz Lakers można kibicować również Clippers. Drużyny dzielą nawet jedną halę, choć to ma się niedługo zmienić. Ci drudzy są w trakcie budowy nowego domowego obiektu. 

W czasach przedinternetowych w Polsce można było spotkać się z tłumaczeniem tej nazwy na “postrzygacze owiec”. Słowo clipper określa różne rodzaje nożyc. Dziś wiemy jednak, że to kolejny przypadek, gdy zespół pozostawił niezwiązany z miastem przydomek po przeprowadzce z innego miejsca. Kiedyś były to klipery z San Diego, czyli charakterystyczne dla nadmorskiej miejscowości żaglowce.

Na polski nie tłumaczy się jeszcze nazw teamów z Indiany i Portland, odpowiednio Pacers i Trail Blazers, choć w przypadku tych drugich pojawiało się kiedyś określenie “świetliste smugi”. Trafniejsze byłoby tu jednak mówienie o “pionierach”. Takie jest znaczenie tego wyrażenia i taki był też zamysł autorów, nawiązujących w ten sposób do historii miasta.

Pacer z kolei to inaczej pacemaker, biegacz albo samochód dyktujący tempo. Może to być też koń w wyścigach zaprzęgów, który biega charakterystycznym, nietypowym krokiem. Oba terminy związane są z Indianapolis, miastem znanym między innymi z samochodowych wyścigów Indianapolis 500. W tym roku koszykarze z Indiany grają na miarę swojej nazwy i rzeczywiście wyznaczają lidze prędkość. Notują najwyższą średnią punktów zdobywanych w każdym meczu, aż 125,6. 

Tyrese Haliburton, lider Indiana Pacers w meczu przeciwko Boston Celtics

Tyrese Haliburton, lider Indiana Pacers

Na deser zostawiliśmy sobie koszykarzy z miasta braterskiej miłości. Philadelphia 76ers to jedyny zespół w NBA z numerycznym przydomkiem. Zawdzięczają go dumnej historii. W 1776 roku podpisano w tym mieście Deklarację niepodległości Stanów Zjednoczonych. Philadelphia była też zresztą pierwszą amerykańską stolicą. Ma się czym szczycić. 

Inne osobliwe przypadki

Zespoły koszykarskie spośród czterech największych amerykańskich lig mają najbardziej ekstrawaganckie przydomki. W baseballowej MLB, futbolowej NFL i hokejowej NHL nazwy są zdecydowanie mniej zaskakujące, ale też odnajdziemy tam kilka osobliwości.

Skoro było o 76ers to nie sposób nie wspomnieć o futbolistach San Francisco 49ers. Ich charakterystyczne logo jeszcze parę lat temu było plakietką prestiżu na wielu kupowanych na bazarze elementach dziecięcej garderoby.  Czas dowiedzieć się więc, że kryje się za nim historia wielkiej gorączki złota w Kalifornii w 1849 roku. Jej uczestnicy, którzy wybrali się na zachodnie wybrzeże pełni nadziei na odmianę losu, noszą właśnie miano 49er. 

Drużyna z San Francisco w 1995 roku jako pierwszy team w historii zdobyła zresztą piąty Super Bowl. I może to tłumaczy słabość chińskich projektantów mody do ich logotypu.

San Francisco 49ers cieszą się z wygrania Super Bowl

San Francisco 49ers

Wspomnimy jeszcze jedną ekipę z NFL, ale za chwilę, w naszym rankingu. Tymczasem przedstawiamy Minnesota Twins z MLB. Dlaczego gracze z północnego stanu są bliźniakami? Chodzi o bliskie położenie dwóch miast, Minneapolis i Saint Paul. To Kędzierzyn-Koźle albo Bielsko-Biała, tyle że przed połączeniem. Twin cities mają wspólny klub baseballowy. Co ciekawe, Minneapolis jest największą miejscowością stanu, ale to Saint Paul jest jego stolicą. 

W najlepszej amerykańskiej lidze hokeja na lodzie mamy kilka zespołów z zagranicy. Vancouver Canucks w logo mają literkę “c” przechodzącą w głowę orki. Canuck – tym słowem niewiadomego pochodzenia Amerykanie określali niegdyś Kanadyjczyków. W ten sposób gracze z Vancouver podkreślają przynależność narodową. Robią to też Toronto Maple Leafs, czyli Liście Klonu.

Przy tym wszystkim nie można również zapomnieć o Montreal Canadiens, których przydomek ma zapewnić im wsparcie francuskojęzycznej części kraju. “Les canadiens” to miano francuskich osadników przybywających do Kanady. 

Jedna liga za oceanem jest na naszej czarnej liście. Chodzi o MLS. Drużyny piłkarskie w Stanach wyłamują się z konwencji i mają w kontekście nazw bardzo europejskie ambicje. W wykazie zespołów widzimy powtarzające się “FC” lub “CF”, napotykamy nawet na “Dynamo”, “Sporting”, “Inter” i kilka “United”. Czekamy jeszcze na “Real”. 

Jest tylko parę miast, które nie stara się na siłę podkreślać swojej “piłkarskości”, jak Portland Timbers, gdzie grał do niedawna Jarosław Niezgoda. Inny zespół wyróżnimy jeszcze w naszym rankingu.

Najlepsze nazwy – wyróżnienia Weszło!

Na koniec postanowiliśmy wyróżnić pięć naszych ulubionych organizacji. Czy to ze względu na mało oryginalną nazwę, czy wręcz przeciwnie – taką, która może zaskoczyć wszystkich dookoła, bo jest po prostu niezrozumiała. Przedstawiamy je poniżej z krótkim uzasadnieniem. Zachęcamy do dzielenia się własnymi pomysłami, kto jeszcze zasługuje na wyróżnienie. 

5. Philadelphia Philies (MLB)

Pierwsze wyróżnienie wędruje do drużyny baseballowej z Filadelfii. Zachęcamy, by poszukać polskiej analogii, wtedy ukazuje się w pełni kunszt twórców tego przydomka. Wrocławianie Wrocław, Opolanie Opole. Kibicowalibyśmy.

4. Oakland Athletics (MLB)

Kreatywność jest w cenie. Znów baseballiści, tym razem z Oakland, którzy są po prostu Sportowcami. Gratulujemy!

3. San Jose Earthquakes (MLS)

Może to nasza nieznajomość amerykańskiej kultury, ale wait… Trzęsienia Ziemi? Pierwsze co przywodzi na myśl ta zbitka, to seria kataklizmów, które nawiedziły miasto. Nie mają tam zresztą w San Diego szczęścia do nazw. Tę nową przyjęli w 2000 roku. Wcześniej nazywali się Clash, czyli Starcie. No chyba, że ktoś bardzo lubił tam brytyjski punk rock z przełomu lat 70. i 80.

2. Cleveland Browns (NFL)

Mamy w Polsce swój wątek dotyczący dwuznaczności przydomków. Czarni Radom czy Czarni Słupsk wywołują na twarzy mimowolny uśmiech, gdy wypowie się ich nazwy w myślach. Powinna ich jeszcze sponsorować Spółdzielnia Mleczarska w Chełmie, producent serka Bieluch.

Jeśli będziecie kiedyś nazywać jakiś klub, nie idźcie w kolory. Serio? Brązowi z Cleveland? Uwierzcie, Amerykanie też mają te skojarzenia.  

1. University of Hawaii Rainbow Warriors

Doceniamy sport akademicki, który za oceanem jest bardzo popularny. Wyróżnienie wędruje więc na Hawaje, a dokładnie do Honolulu. To tam siedzibę ma uniwersytet, którego sportowcy są Tęczowymi Wojownikami. Brzmi groźnie. 

ŁUKASZ POZNAŃSKI

Czytaj też:

Fot. Newspix

Stara się wcielić w życie ideał człowieka renesansu. Multilingwista. Pasjonat podróży autostopowych i noclegów pod gołym niebem. Przeżeglował morze (na razie jedno), przewspinał góry. Zaśpiewa, zagra. Trochę gorzej z tańcem, chyba że jest to taniec z piłką koszykową. Uwielbia się uczyć. Marzy, by w każdej dziedzinie umiejętności, myśli i wiedzy ludzkiej zdobyć choć podstawową orientację. W sporcie najbardziej pasjonuje go przekraczanie granic. Niezłomna wola, która pozwala zdyscyplinować każdą komórkę organizmu, by w określonej sekundzie osiągnąć powzięty cel.

Rozwiń

Najnowsze

Koszykówka

Komentarze

24 komentarzy

Loading...