NBA rusza na podbój Europy! A przynajmniej zapowiada, że rusza – i to od kilku lat. Konkretów brakowało aż do teraz, choć… nadal do końca nie wiadomo, po co właściwie NBA chce się w Europie rozwijać. Według najnowszych wieści NBA Europe wygląda zresztą bardziej „tylko” niż „aż” jak alternatywa dla Euroligi. W dodatku nowe rozgrywki przez długi czas nie będą rentowne. O co więc w tym wszystkim chodzi? Już tłumaczymy.
W ostatnim czasie bardziej palący był temat ekspansji NBA na głównym rynku. To znaczy: dokooptowania do ligi nowych drużyn. Władze NBA widzą jednak duży potencjał w rynku europejskim i – z pomocą światowej federacji koszykarskiej – idą na zwarcie.
Walka o widza, pieniądze i prestiż dopiero się zaczyna.
Spis treści
- NBA chce stworzyć ligę w Europie! Co wiemy o NBA Europe?
- NBA i FIBA łączą siły. Przeciwnikiem Euroliga
- Kto zagra w NBA Europe? FC Barcelona mówi "nie", ale Real Madryt jest bliżej
- NBA zabiega o inwestorów. Wśród zainteresowanych Manchester City, Zlatan Ibrahmović i Saudyjczycy
- NBA Europe wcale nie będzie wielką rewolucją?
NBA chce stworzyć ligę w Europie! Co wiemy o NBA Europe?
W połowie stycznia drużyny NBA zagrały cztery mecze na Starym Kontynencie. Orlando Magic i Memphis Grizzlies gościli najpierw w Berlinie, a kilka dni później w Londynie. Od 2011 roku takich przypadków było łącznie szesnaście. Nic dziwnego – Europejczycy w NBA od dawna brylują, więc warto sięgać po tutejszego kibica.
Pierwszoplanowymi postaciami ligi w pierwszej i drugiej dekadzie tego wieku byli przecież Pau Gasol (Hiszpan), Tony Parker (Francuz) czy Dirk Nowitzki (Niemiec). Teraz wśród najlepszych graczy są m.in. Nikola Jokić (Serb), Giannis Antetokounmpo (Grek) czy Luka Doncić (Słoweniec), a coraz mocniej w tym gronie rozpycha się kosmiczny Victor Wembanyama (Francuz).

Od jakiegoś czasu słychać jednak, że NBA chce być w Europie obecna bardziej niż dotychczas. I w kompletnie innym wydaniu. Komisarz Adam Silver chciałby bowiem na Starym Kontynencie stworzyć ligę pod egidą NBA.
Oficjalnie nadal nic nie jest potwierdzone. Zapowiedzi słychać już od kilku lat. Po ostatnich gościnnych występach w Niemczech i Anglii udało się w końcu wyłuskać trochę konkretów i szczegółów na temat rozgrywek, które NBA chce organizować we współpracy z FIBA. Oto co na ten moment wiemy o ramowym planie NBA Europe:
- Start w październiku 2027 roku.
- 16 zespołów biorących udział w rozgrywkach.
- 12 drużyn ze stałym miejscem w lidze – kluby zlokalizowane w dużych europejskich miastach w Anglii (Londyn i Manchester), Francji (Paryż i Lyon), Hiszpanii (Madryt i Barcelona), Włoszech (Rzym i Mediolan), Niemczech (Monachium i Berlin), Grecji (Ateny) i Turcji (Stambuł).
- Cztery miejsca „do wzięcia” w ramach kwalifikacji – jeden bilet dla zwycięzcy rozgrywek koszykarskiej ligi mistrzów (które organizuje FIBA), a trzy kolejne dla najlepszych drużyn z krajowych rozgrywek wyłonionych poprzez turniej kwalifikacyjny.
- Kwalifikacje do ligi w czerwcu 2027 roku.
Część tych informacji to coś, co NBA podaje nawet na swojej oficjalnej stronie. Część jednak to wciąż tylko domysły i przecieki, do których dotarł portal The Athletic. Chociaż start projektu za pasem, nadal nie wiadomo, jakie konkretnie kluby wezmą w nim udział. Jest zresztą całkiem możliwe, że część drużyn… po prostu jeszcze nie istnieje, bo przecież w niektórych z wymienionych miast tak naprawdę nie ma dużych koszykarskich zespołów.
I tutaj pomóc mogłyby uznane na Starym Kontynencie marki, czyli drużyny występujące w najważniejszych europejskich rozgrywkach – w Eurolidze. Sęk w tym, że NBA, FIBA i Euroliga nie mają ze sobą po drodze.
NBA i FIBA łączą siły. Przeciwnikiem Euroliga
Euroliga to od lat najbardziej prestiżowe rozgrywki klubowe w Europie. Utworzone w 1958 roku z ramienia światowej federacji, z czasem stały się ligą pół-zamkniętą, nad którą FIBA w 2001 roku utraciła kontrolę. Teraz organizatorem rozgrywek jest prywatna spółka, a żeby tam grać, trzeba mieć licencję, liczyć na dziką kartę albo dojść do finału EuroCup (drugi poziom europejskich rozgrywek, także zarządzany przez Euroligę; odpowiednik Ligi Europy w piłce nożnej).
Euroliga jest więc bardziej zbliżona do modelu NBA, bo ani nie da się tam awansować poprzez zwycięstwo w ligach krajowych, ani też większość drużyn nie może stamtąd spaść. To nie podoba się jednak światowej federacji, która wolałaby bardziej sprawiedliwe i otwarte zasady rywalizacji.
Dlatego też FIBA w 2015 roku spróbowała odzyskać najważniejsze koszykarskie rozgrywki w Europie i… stworzyła alternatywę dla Euroligi, czyli koszykarską ligę mistrzów, do której kluby mogą zakwalifikować się po osiągnięciu dobrych wyników na rodzimym podwórku. Euroligi zbytnio to nie zabolało, bo nowe rozgrywki najlepszych ekip Starego Kontynetu nie przyciągnęły. Była to zresztą kolejna odsłona konfliktu między światową federacją a Euroligą, który trwa do dziś i objawia się też choćby tym, że Euroliga nie dostosowuje swojego terminarza pod okienka reprezentacyjne, przez co często najlepsi europejscy gracze nie mogą brać udziału np. w meczach kwalifikacyjnych drużyn narodowych.
Przy tym wszystkim należy wspomnieć, że Euroliga też ma w ostatnich latach swoje problemy. Wiele klubów zmagało się lub wciąż zmaga się z problemami finansowymi. Władze rozgrywek wprowadziły więc ograniczenia związane z wydatkami, żeby wpłynąć na finansową stabilność drużyn i przy okazji zwiększyć sprawiedliwość w rywalizacji. Jednocześnie liga coraz częściej szuka pieniędzy na zewnątrz.
W ubiegłym sezonie po raz pierwszy w historii turniej Final Four został rozegrany poza Europą – mianowicie w Abu Zabi. We wrześniu 2025 roku ogłoszono natomiast, że nowym głównym sponsorem rozgrywek na kolejne cztery lata zostali Ethiad Airways (emiracka narodowa linia lotnicza, która sponsoruje m.in. Manchester City) oraz marka Experience Abu Dhabi powiązana z departamentem kultury i turystyki Abu Zabi.
Co więcej, do ligi dołączyła nowopowstała drużyna z… Dubaju, która otrzymała 5-letnią licencję na grę w Eurolidze. Koszty podróży europejskich zespołów (dla niektórych to nawet siedem godzin lotu do Dubaju) zgodnie z umową pokrywać ma sama Euroliga w ramach współpracy właśnie z Etihad.
Zagrożenie w postaci NBA Europe jest jednak być może największym, jakie pojawiło się na horyzoncie w ostatnich latach. W końcu mowa o największej marce w świecie koszykówki. W Eurolidze twierdzą jednak, że wcale się wielkiego brata nie boją. – Słyszymy o tych wszystkich planach, fajerwerkach, potencjale i o tym, jak wspaniale to będzie wyglądać – stwierdził niedawno Paulius Motiejunas, szef Euroligi, cytowany przez Associated Press. – Ale teoria to jedno, a rzeczywistość to drugie. My funkcjonujemy już od 26 lat i wiemy, jak to się robi w Europie – dodał.
Kto zagra w NBA Europe? FC Barcelona mówi „nie”, ale Real Madryt jest bliżej
Co istotne, obecne 10-letnie euroligowe licencje zespołów – które de facto są jej akcjonariuszami – wygasają w tym roku. W związku z tym Euroliga od dłuższego czasu zabiega o podpisy najważniejszych ekip pod nowym porozumieniem. Do tej pory udało się już „zatrzymać” 10 z 13 klubów-udziałowców. Wśród nich jest FC Barcelona, której władze w poprzedni czwartek poinformowały o przedłużeniu licencji o kolejnych 10 sezonów aż do rozgrywek 2036-37, co dla Euroligi jest niewątpliwie dużym sukcesem.
Katalończycy jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych na świecie klubów na pewno byliby dla NBA dużym zastrzykiem, jeśli chodzi o medialność i walidację nowego europejskiego projektu. Zielonego światła na pozostanie w Eurolidze nadal nie dały jednak trzy zespoły: ASVEL Lyon-Villeurbanne, Fenerbahçe oraz Real Madryt.
W zasadzie pewne jest, że ASVEL dołączy do rozgrywek pod egidą NBA. Właścicielem klubu jest Tony Parker – czterokrotny mistrz NBA i MVP finałów z 2007 roku – który wziął udział w spotkaniu dedykowanym nowej lidze, które NBA zorganizowała w Londynie. Ba, był jednym z prelegentów, co stanowi czytelny sygnał, że chciałby się w ten projekt zaangażować. W gronie zainteresowanych jest też Fenerbahçe, z kolei władze Realu Madryt jeszcze niczego nie potwierdzają, jednak według ostatnich doniesień medialnych najprawdopodobniej opuszczą Euroligę na rzecz NBA Europe.
I to akurat dla NBA byłaby już spora wygrana.
Jak zresztą donosi The Athletic, w Londynie z przedstawicielami NBA spotkali się też ci, którzy licencję przedłużyli, w tym wspomniana Barcelona oraz Olimpia Milano, Bayern Monachium, Alba Berlin czy Panathinaikos. Po prawdzie nikt nie chce zamykać sobie drzwi do współpracy z NBA. Naprawdę nikt, bo nawet władze Euroligi twierdzą, że są otwarte na jakąś formę kooperacji. Jednocześnie wysyłają NBA list z ostrzeżeniem, że dalsze rozmowy z jej udziałowcami mogą skończyć się pozwem, ale z tego akurat Adam Silver nic sobie nie robi.
Z wypowiedzi komisarza wynika, że nie traktuje on Euroligi zbyt poważnie. – Jeśli uważałbym, że w Europie nie da się zrobić nic więcej od Euroligi, to nie poświęcalibyśmy naszemu projektowi tyle czasu i uwagi – oznajmił na konferencji prasowej w Berlinie.
Być może więc Real Madryt swoją decyzją wywoła efekt domino, choć do tego droga jeszcze daleka. Szczególnie że Euroliga na pewno nie podda się bez walki. W udzielanych klubom licencjach jest co prawda możliwość rezygnacji z dalszej rywalizacji w Eurolidze (za opłatą w wysokości 10 milionów euro – nie jest to więc rzecz, której nie da się „przeskoczyć”), natomiast nie ma tam nic o rezygnacji z powodu nowego projektu NBA. Jeśli więc ktoś będzie chciał „uciec” z Euroligi przed wygaśnięciem licencji, to musi przygotować się na możliwą batalię sądową.
NBA zabiega o inwestorów. Wśród zainteresowanych Manchester City, Zlatan Ibrahmović i Saudyjczycy
NBA tymczasem zaprasza do rozmów nie tylko kluby, ale również przedstawicieli świata piłkarskiego i wielkie prywatne fundusze inwestycyjne, także te z Zatoki Perskiej. To przecież często naczynia połączone. Władze NBA dobrze widzą, ile pieniędzy inwestują w Europie szejkowie z krajów arabskich.
Na rodzimym rynku organizacja pilnuje tego, żeby zagraniczne fundusze nie mogły wejść w posiadanie więcej niż 20 procent akcji jednego klubu (co i tak udaje się ostatnio obchodzić – przykładem biznesmen Mark Walter, który został większościowym właścicielem Los Angeles Lakers, kupując klub po rekordowej w historii NBA wycenie 10 miliardów dolarów, co „przypadkiem” zbiegło się z zasileniem jego grupy kapitałowej dokładnie taką samą kwotą przez fundusz Mubadala Capital z Abu Zabi), ale w Europie takich ograniczeń nie będzie.
>>CZYTAJ TEŻ: LAKERS SPRZEDANI. REKORDOWA KWOTA!<<
Na londyńskim spotkaniu obecni byli więc przedstawiciele:
- Co najmniej kilku klubów Euroligi, w tym FC Barcelony i Realu Madryt.
- Manchesteru City, PSG i AC Milan (w tym Zlatan Ibrahmović, który jest doradcą mediolańskiego klubu).
- Public Investment Fund (właściciele m.in. Newcastle United) z Arabii Saudyjskiej oraz wielu innych funduszy inwestycyjnych.
- Nike (potencjalny sponsor główny) oraz Amazon Prime (potencjalny partner medialny).
Widać, że NBA na pewno wie jak przyciągnąć i zainteresować. Na wydarzeniu głos zabrali m.in. Andreas Zagklis, czyli sekretarz generalny FIBA oraz Pau Gasol, czyli była gwiazda NBA i być może przyszły szef NBA Europe. Najważniejsze jest jednak to, co mówi komisarz Silver. A on już w rozmowach z mediami zapowiadał, że inwestorzy… będą musieli wykazać się cierpliwością.
– Myślę, że minie trochę czasu, zanim to stanie się opłacalnym przedsięwzięciem biznesowym – oznajmił na jednej z europejskich konferencji prasowych. Według niego będzie potrzeba nawet kilku dekad, by tak się stało. Silver przyznał więc, że jeśli ktoś spodziewa się szybkiego zwrotu z inwestycji, to będzie zawiedziony i porównał nowy projekt do start-upu, w którego ramach to jego twórcy są inwestorami, a zysk przyjdzie dopiero z czasem.

Tymczasem według medialnych doniesień koszt wejścia do ligi miałby wynieść od 500 milionów do nawet miliarda dolarów. Dla zainteresowanych jest to tym bardziej rozczarowujące, że na razie NBA mówi tylko o zobowiązaniach, a nie o możliwym zysku. Nic więc dziwnego, że po spotkaniu w Londynie media opisywały nastrój wokół projektu jako… „rozczarowujący”, a obecność dużych klubów i przedstawicieli funduszy miała nie do końca wynikać z ogromnego zainteresowania tym projektem, a po prostu z czystej ciekawości.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że powstaje kolejna… alternatywa dla Euroligi, tyle tylko, że pod egidą NBA. To nadal będzie liga przede wszystkim dla najbogatszych ekip i w dużej części zamknięta. To nadal będzie też liga, która nie przyniesie jej uczestnikom wielkiego zysku, bo choć koszykówka rzeczywiście jest w Europie sportem numer dwa, to jednak pod względem popularności i pieniędzy nadal bardzo daleko jej do najlepszych piłkarskich rozgrywek.
Zresztą sam Silver trochę o tym mówi, stwierdzając wprost, że uczestnicy nowej ligi muszą zachować „długoterminową perspektywę”. Bo nawet NBA ze swoim marketingowym know-how oraz globalną reputacją będzie potrzebować czasu i przede wszystkim dużych inwestycji, by to wszystko zaczęło „spinać się” finansowo, a układ sił europejskiej koszykówki rzeczywiście się zmienił.
NBA Europe wcale nie będzie wielką rewolucją?
Najbardziej z rozwoju wydarzeń cieszy się chyba FIBA, która w ten sposób zyskuje szansę na odzyskanie kontroli nad najważniejszymi europejskimi rozgrywkami. To w dłuższej perspektywie byłby też plus dla krajowych reprezentacji, bo nowa liga byłaby z pewnością dostosowana pod ich terminarz.
Koniec końców największe znaczenie będzie miało jednak to, kto tak naprawdę weźmie udział w NBA Europe i jaki będzie jej poziom sportowy. Nawet najlepiej opakowana marketingowo czy technicznie liga nie przyciągnie przecież kibiców, jeśli najlepsi zawodnicy będą grali w innych rozgrywkach.
Najlepszych – głównie tych, którzy już grają w Europie, bo ciężko wyobrazić sobie transfery największych gwiazd NBA – przyciągną oczywiście pieniądze, czyli lepsze, wyższe kontrakty. NBA planuje też jednak inwestycję w szkolenie młodych graczy, co ma być sygnałem, że cały projekt nie jest czysto komercyjny. Przeciwnie: liga chce zostawić trochę dolarów na tutejszym rynku.
– Myślę, że to niezwykle ważne, abyśmy uszanowali europejskie tradycje koszykarskie. Staramy się znaleźć najlepsze połączenie tradycji i innowacji. To dlatego bardzo istotne jest, żeby nie tylko FIBA była naszym partnerem, lecz również istniejące już europejskie kluby, które rozumieją tutejszą kulturę koszykarską, tradycję, historię i wszystko to, co sprawia, że europejska koszykówka jest tak niezwykła – mówi szef NBA.
Jak na dłoni widać więc, że NBA Europe w swoim założeniu ma wcale nie być wielką rewolucją. Pytanie jednak, czy Silver zdoła przyciągnąć i duże marki, i inwestorów, by nowe rozgrywki były w stanie rzeczywiście rzucić wyzwanie Eurolidze. Dopiero potem NBA będzie mogła myśleć o tym, jak w dłuższej perspektywie zrobić z tego rentowny biznes.
Wiadomo więc, czym nowa liga na pewno nie będzie. Wizje o jakiejś europejskiej dywizji NBA, w której ramach kluby dołączyłyby do amerykańskich rozgrywek, to nadal zbyt duże logistyczne wyzwanie. Transatlantyckie granie jest możliwe, ale tylko w krótszych okresach, nie w postaci regularnej ligi. Całkiem możliwe, że zespoły występujące w NBA Europe będą zapraszane do Stanów Zjednoczonych na mecze towarzyskie albo np. na finały NBA Cup, czyli wewnątrzsezonowego turnieju.

Tak samo można spodziewać się, że kluby z NBA będą teraz jeszcze częściej odwiedzać Stary Kontynent. W przyszłym roku po raz drużyny z najlepszej koszykarskiej ligi świata po raz pierwszy zagoszczą w Manchesterze. Nieprzypadkowo, bo przecież miasto The Smiths czy Oasis też ma mieć swój zespół w NBA Europe.
Z nowej ligi na pewno też nie będzie można awansować do NBA. To nie będzie drugi poziom rozgrywkowy amerykańskiej ligi, szczególnie że w USA pojęcie spadków i awansów w zasadzie nie istnieje. Właściciele „rodowitych” klubów nie pozwolą przecież na to, żeby ich zespoły mogły zostać zdegradowane. Jeśli doczekamy się ekspansji ligi, to dlatego, że dołączą do niej dwa zespoły – najprawdopodobniej z Seattle i Las Vegas.
Właśnie to było tematem numer jeden ostatnich lat i choć ostatnio zeszło to na dalszy plan z powodu NBA Europe, to Adam Silver daje sobie czas na decyzję w tej sprawie do końca 2026 roku. Wygląda jednak na to, że podbój Europy stał się priorytetem. Nie z uwagi na samą ligę, lecz na to, że to początek walki o kształt koszykówki na Starym Kontynencie w kolejnych dekadach.
Czytaj więcej o koszykówce na Weszło:
- Legenda NBA: „Sportowcy dziś mają trudniej”
- Zmarł koszykarz 1. ligi. Jeszcze w piątek grał w meczu
- Sochan sam przyznaje, że myśli o transferze. Gdzie trafi?
TOMASZ KORDYLEWSKI
Fot. Newspix