Saga transferowa z udziałem Marcusa Rashforda trwa w najlepsze. Reprezentant Anglii oficjalnie z powrotem stał się piłkarzem Manchesteru United po tym, jak FC Barcelona nie skorzystała z klauzuli pierwokupu. Wychowanek Czerwonych Diabłów może jednak… znowu wrócić na Camp Nou.
Przypomnijmy, Rashford trafił do FC Barcelony latem ub. roku na zasadzie rocznego wypożyczenia. W skąpanej słońcem stolicy Katalonii Anglik spisywał się przyzwoicie, choć jednocześnie trzeba zaznaczyć, że lepsze mecze przeplatał tymi gorszymi. Niemniej jednak, jeśli wziąć pod uwagę tylko suche liczby, jego transfer na papierze broni się – 49 meczów, 14 goli i tyle samo asyst.
Barca w umowie z Czerwonymi Diabłami zagwarantowała sobie klauzulę pierwokupu Rashforda za 30 milionów euro. Sęk w tym, że nie chciała jej płacić. Mistrzowie Hiszpanii, znani z kreatywnej księgowości, chcieli wprawdzie zatrzymać wychowanka Manchesteru w swoich szeregach, ale w ramach kolejnego wypożyczenia. Na takie rozwiązanie z kolei nie przystają na Old Trafford.
Podwójny powrót Rashforda. Najpierw do United, potem do Barcy?
Efekt? Jak poinformowała Marca, 15 czerwca upłynął termin aktywowania klauzuli. W związku z brakiem działań po stronie Blaugrany, Rashford formalnie z powrotem przenosi się do Manchesteru, gdzie również nie może być pewny swojej przyszłości. Klub z Premier League zdążył już bowiem zakomunikować, że nie ma najmniejszego zamiaru wysyłać go na kolejne wypożyczenia – ani do Barcelony, ani do żadnego innego klubu. W skrócie, albo Rashford zostanie na Old Trafford, albo odejdzie na zasadzie transferu definitywnego.
Na Camp Nou liczyli, że uda im się przyoszczędzić, oferując za Rashforda kwotę 15 mln, czyli o połowę mniejszą, niż pierwotnie zapisano w klauzuli. Manchester, rzecz jasna, nie zgodził się na takie warunki. Jakby tego było mało, Czerwone Diabły oczekują teraz za reprezentanta Anglii co najmniej 45 mln. Dla Arsenalu, Tottenhamu czy Bayernu, którzy są zainteresowani 28-letnim napastnikiem, to kwota w zasięgu.
Barcelona tymczasem wyszła na Januszy biznesu. Rubelka nie zarobiła, cnoty też nie zachowała.
Mimo to, sam Rashford, który przygotowuje się z Anglią do pierwszego meczu fazy grupowej mistrzostw świata z Chorwacją, przed Barceloną nie zamierza definitywnie zamykać drzwi. Do końca okienka transferowego pozostało jeszcze dużo czasu, a stanowisko Manchesteru United może ulec zmianie wraz z upływem kolejnych tygodni. – Anglik kurczowo trzyma się swojego marzenia o dalszym przywdziewaniu barw Blaugrany. Jedyną pewną rzeczą na ten moment wydaje się fakt, że po zakończeniu turnieju Rashford będzie musiał zameldować się z powrotem w Manchesterze, ponieważ jego przyszłość wciąż pozostanie niewiadomą – podsumowała Marca.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix