Czy da radę zagrać gorsze pierwsze 45 minut w nowym sezonie ligowym niż zrobiła to drużyna z reprezentantem Polski w składzie? Takie wyzwanie rzuciła ekipa Matty’ego Casha, której wystarczyło zaledwie 30 minut, by stracić cztery gole. Jeden z jego kolegów może się cieszyć, że nie gra w Ekstraklasie. Po takim popisie miejsce w badziewiakach miałby zagwarantowane. Zresztą, raczej nie tylko on.
Aston Villa całkiem przyzwoicie zainaugurowała nowy sezon. W starciu o Superpuchar Europy zmierzyła się z PSG i chociaż nie udało jej się wygrać ze znacznie mocniejszym przeciwnikiem, to podjęła równorzędną walkę i do końca grała o odwrócenie wyniku. Przegrała tylko 1:2, a w ataku świetnie pokazał się młody Brian Madjo (choć był nieskuteczny).
W pierwszej kolejce Premier League już tak kolorowo nie było. Ekipa z Mattym Cashem po zaledwie 30 minutach przegrywała 0:4, a dodatkowo niedługo później straciła jednego zawodnika. Zapowiadało się na… siódemkę, ósemkę?
Katastrofalna inauguracja sezonu ligowego drużyny Polaka! Straciła cztery gole w 30 minut
Pierwszego gola Aston Villa w spotkaniu z Brighton straciła już w ósmej minucie. A prawdę mówiąc, przypomina on bramkę z kompilacji najbardziej kuriozalnych zagrań z polskich boisk. To jednak serio nie jest okręgówka, a angielska Premier League (podobno uznawana za elitarną).
Najpierw piłkę prosto pod nogi rywala podał Pau Torres, na jakąś dziwną wycieczkę wybrał się bramkarz Marco Bizot, a gdy wydawało się, że do Aston Villi uśmiechnęło się szczęście po strzale w słupek, to akurat napatoczył się Victor Lindelof, który skutecznie dobił uderzenie rywala. Kibice nieco prześmiewczo usprawiedliwiają Szweda oślepiającym słońcem.
Oh Lindelof……the sun ☀️ roasted him there. Forced an own goal out of him 😂😂😭 pic.twitter.com/CEDl1fWj9l
— Marco (@The_Maxxel) August 23, 2026
Zresztą, ogólnie defensywa ekipy z Villa Park mocno przypominała ostatnie wyczyny szwajcarskiego Thun przy Bułgarskiej w Poznaniu. W przeciwieństwie do ekipy Nielsa Frederiksena Brighton było bardziej wyrozumiałe dla rywala i zadowoliło się czterema golami w pierwszej części gry.
Bramkę zdobył Maxim De Cuyper i dwa razy trafił też Jack Hinshelwood. Co też wyprawiała obrona The Villans?! Przy swoim drugim golu Anglik wykorzystał kolejny juniorski błąd piłkarzy rywala. Dla odmiany piłkę we własnym polu karnym dał sobie zabrać Joao Gomes.
Katastrofa Aston Villi! Cztery gole stracone do przerwy przeciwko Brighton 🫨
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/1wptvdwffH pic.twitter.com/awevv0v6ff
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 23, 2026
Wspomniany Gomes niedługo później wygrał walkę o najgorszego zawodnika meczu. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy został ukarany drugim żółtym kartonikiem i mógł udać się do szatni. Właściwie może to i słusznie postąpił. Po co miał się męczyć, skoro kwestia zwycięstwa i tak już została rozstrzygnięta? Warto dodać, że był to jego debiut.
Proszę państwa, mamy nowy najgorszy debiut w historii Premier League ❗️
Joao Gomes w 40 minut zarobił dwie żółte kartki, a jego Aston Villa przegrywa 0:4 z Brighton 😬 pic.twitter.com/ZDrGk8YMkf
— Angielskie Espresso (@AngEspresso) August 23, 2026
Gomesowi pozostaje odpalić sobie highlightsy z debiutu Woodgate’a w Realu Madryt, żeby mógł się pocieszyć, że nie był jedyny z tak „genialnym” startem w nowym teamie.
Matty Cash pozostał na boisku i niestrudzenie dalej walczył o jak najniższy wymiar kary. Z pozytywów: nie wygląda na to, by reprezentant Polski był bezpośrednio winny w stratę którejś z czterech bramek.
Goście się zlitowali, w drugiej połowie mieli jakieś tam okazje, ale się specjalnie nie podniecali, żeby dużo nastrzelać. Ayari miał piłkę na woleju, Vusković uderzał po kornerze, Costinha trafił w słupek. Tak więc Cash z kolegami mogą się cieszyć, że nie dostali szóstki, tylko skończyło się na czwórce.
Z mniej optymistycznych informacji dla bocznego obrońcy: w następnej kolejce jego drużyna zmierzy się z mistrzem Anglii, więc łatwiej raczej nie będzie. Być może jednak Unai Emery będzie chciał dać jakiś impuls i następnym razem postawi na Arona Wan-Bissakę.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix