Aston Villa udanie zainaugurowała rozgrywki Ligi Mistrzów. Zespół z Birmingham wygrał w Brugii 3:2, co może zawdzięczać w głównej mierze postawie rywali w obronie. Najgorszym zawodnikiem na boisku był Yann Sommer, który przed przerwą popełniał błąd za błędem.
Club Brugge 2:3 Aston Villa. Dramat Yanna Sommera
Zanim zaczniemy jechać po Szwajcarze, ważne ogłoszenie. Jeśli ktoś odpalił tę relację tylko po to, żeby sprawdzić, jak wypadł Matty Cash, to oszczędzimy wam kilku minut czytania – Polaka zabrakło w kadrze meczowej. Jak podało The Athletic, prawy obrońca nie zdążył w pełni wyleczyć drobnego urazu mięśniowego i w Birmingham woleli chuchać na zimne.
Dobrze, to wróćmy do golkipera mistrza Belgii, bo jego występ to była istna katastrofa. Wszystko zaczęło się od akcji już w 11. minucie spotkania. Pau Torres przejął piłkę na własnej połowie i zaczął biec. To nie był jakiś spektakularny sprint, tylko co najwyżej coś w stylu zwykłego porannego truchtu. Nawet gracze gospodarzy umożliwili Hiszpanowi poczuć się jak na treningu, bo stanęli w miejscu jak tyczki. Zero doskoku, zero pressingu, Torres na spokojnie mógł wprowadzić piłkę pod pole karne rywala. Tam zagrał na prawo, do Johna McGinna, a ten uderzeniem lewą nogą z pierwszej piłki zaskoczył Sommera.
Czemu Szwajcar nie chciał obronić tego strzału? Zlekceważył tę próbę? Myślał, że piłka nie wpadnie? Otóż wpadła i było 1:0 dla przyjezdnych.
Pierwszy gol w nowym sezonie Ligi Mistrzów UEFA! 🔥👑 John McGinn zdobywa bramkę dla Aston Villi! 🎯
📺 Oglądaj: https://t.co/xB1gR5SiDw pic.twitter.com/7jJm1zMY9p
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 8, 2026
Chwilę później Sommer znów się nie popisał. Najpierw udanie złapał piłkę po strzale głową Camary, a następnie chciał wznowić grę. Bramkarz zastanawiał się, co chce zrobić, i gdy stwierdził, że wyrzuci piłkę przed siebie, wziął zamach i trafił w swojego klubowego kolegę. Futbolówka wyleciała już z pola karnego, ale dalej była w zasięgu Sommera, więc ten ją… złapał. Sędzia podyktował rzut wolny, ale na szczęście Szwajcar uniknął kary indywidualnej. Kary zespołowej też nie było, bo Buendia uderzył w mur.
Nie dobrnęliśmy do połowy pierwszej części spotkania, a Sommer ponownie zawiódł. Jackson rozklepał defensywę rywala wraz z Joao Gomesem, a Brazylijczyk zwieńczył akcję dograniem na czwarty metr do Buendii. Argentyńczyk uderzył nienajlepiej, w rękę golkipera, ale wystarczyło, mimo że strzał mocny nie był. Uczciwie rzecz biorąc, nie należy obarczać Szwajcara wyłączną winą za utratę tego gola, bo krycie obrońców Brugii w tej sytuacji nie istniało.
Aston Villa wróciła zatem na prowadzenie, bo zaledwie trzy minuty wcześniej skapitulował Zion Suzuki. Jan Virgili zakręcił na skrzydle zastępującego Casha Aarona Wana-Bissakę, a następnie wyłożył piłkę na dwunasty metr, gdzie stał niepilnowany Hugo Vetlesen. Norweg się nie pomylił i na chwilę mieliśmy remis.
Sommer udał się na grzyby
Akurat pogoda była idealna, bo rozpadało się w pewnym momencie w Belgii. Najdorodniejszym prawdziwkiem był jednak Szwajcar, co w połączeniu z defensywą Brugii, dziurawą niczym, nomen omen, szwajcarski ser, sprawiło, że do przerwy Villa luźno mogła zapakować piątkę. Po minucie szansę na gola miał Buendia, dwie niezłe okazje zmarnował Hemmings, z dystansu celnie uderzył McGinn, z powietrza próbował Jackson… Pierwszą połowę ekipa z Birmingham zakończyła z czternastoma strzałami na koncie.
Przełożyło się to finalnie na trzy gole – tego ostatniego przed przerwą strzelił Nicolas Jackson, który wykorzystał podanie Pau Torresa za linię obrony. W okolicach linii środkowej Senegalczyk spotkał Yanna Sommera, minął go bez problemów i zapakował piłkę do pustaka.
Wycieczka Yanna Sommera… Tylko gdzie i po co? 🫣
📺 Oglądaj: https://t.co/xB1gR5SiDw pic.twitter.com/bsJgNzo1QF
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 8, 2026
Aston Villa miała dwubramkową zaliczkę, ale miejscowi się nie poddali.
Cash może spać spokojnie
Już w pierwszej połowie Belgowie prezentowali się w ofensywie co najmniej przyzwoicie. Szczególnie podobać się mógł Virgili, który na lewej stronie wygrywał starcia z Wanem-Bissaką. Ogólnie prawy obrońca zagrał w defensywie słabo, a zwieńczeniem tego był sprokurowany rzut karny. Reprezentant Demokratycznej Republiki Konga zablokował dośrodkowanie we własnym polu karnym ręką, którą uniósł na wysokość głowy. Aż dziwne, że nie zauważył tego w pierwsze tempo sędzia tego meczu.
Jedenastkę pewnie wykorzystał Nicolo Tresoldi i gospodarze ruszyli po wyrównującego gola. Suzuki musiał sparować na rzut rożny piłkę po strzale Forbsa, a po kornerze bliski szczęścia był Tresoldi, którego próbę Japończyk odbił niepewnie na słupek.
Unai Emery przeprowadził potrójną zmianę i gracze z Birmingham po chwili znów przejęli kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi. Jackson nie wykorzystał sytuacji sam na sam, Hemmings zagrał groźnie wzdłuż bramki, McGinn miał połowę pola karnego dla siebie, jednak nie dostał podania od Gomesa, a Seys wybił piłkę z linii bramkowej po strzale Bogarde’a.
W końcówce Belgowie nie mieli już wielu argumentów. To był efekt wysokiej intensywności i odwagi w grze gospodarzy, co sprawiło, że w ostatnim kwadransie nogi już tak nie niosły. Było ich stać tylko na pojedyncze zrywy w doliczonym czasie gry, ale ostatecznie nie dali rady odrobić strat.
To nie był łatwy mecz dla angielskiego zespołu. Belgowie napsuli sporo krwi faworytowi, ale z taką defensywą o grze w fazie pucharowej mogą pomarzyć. Unai Emery z kolei w końcu ma drobny powód do uśmiechu. The Villans wygrali pierwszy mecz w sezonie, a potrzebowali do tego aż pięciu prób.
Club Brugge – Aston Villa 2:3 (1:3)
- 0:1 – John McGinn 11′
- 1:1 – Hugo Vetlesen 19′
- 1:2 – Emiliano Buendia 22′
- 1:3 – Nicolas Jackson 43′
- 2:3 – Nicolo Tresoldi 61′ (karny)
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix