35 pytań przed startem 35. edycji Ligi Mistrzów

Adrian Mańko

08 września 2026, 11:48 • 15 min czytania 7

Reklama
35 pytań przed startem 35. edycji Ligi Mistrzów

To jest ten moment w roku, kiedy sezon piłkarski rozpoczyna się na dobre. Jasne, ligi grają już od miesiąca, a niektóre dłużej. Jeszcze w trakcie mundialu kopano w eliminacjach europejskich pucharów. Był Superpuchar Europy. Ale – nie oszukujmy się – to wszystko przedbiegi. Początek Ligi Mistrzów to prawdziwy moment, gdy gaśnie żółte światło na piłkarskim sygnalizatorze, a zapala się zielone.

Reklama

Startuje sezon nr 35 rozgrywek pod szyldem Champions League. Jednocześnie to już trzeci, który rozgrywany będzie w nowym kształcie, z fazą ligową i systemem szwajcarskim. Był czas przywyknąć do tej nowinki, a może nawet się z nią polubić. Emocje do ostatnich sekund ostatniej kolejki wynagradzają oczywiste minusy, takie jak niewyobrażalny natłok meczów, brak okazji do zrewanżowania się czy losowanie bez klasycznych kuleczek. Kto pamięta, co działo się w końcówce styczniowego meczu Benfica – Real, ten raczej nie będzie psioczył na zreformowaną Ligę Mistrzów.

Postanowiliśmy więc zadać sobie 35 istotnych pytań przed pierwszym gwizdkiem nowego sezonu i po trosze spróbować na nie odpowiedzieć.

Ale na początek pytanie quizowe – bez nagród, ale i bez sprawdzania. Czy wiecie, który zawodnik jako ostatni kopnął piłkę do siatki w rozgrywkach Champions League? Odpowiedź na końcu!

  1. Czy PSG powtórzy sukces Realu?

Reklama

W całej historii UEFA Champions League, a ta liczy sobie już trzy i pół dekady, tylko dwóm drużynom udało się obronić trofeum. Jedną z nich był Real Madryt pod batutą Zinedine’a Zidane’a. „Królewscy” w latach 2016-2018 wygrywali Ligi Mistrzów trzykrotnie! Przed nimi nikt nie obronił uszatego pucharu ani razu, a oni zrobili to dwa lata z rzędu. Po niecałej dekadzie wydaje się to osiągnięcie niebywałe, a kto wie, czy ten rekord nie zostanie z nami na długo.

No chyba, że już za 9 miesięcy powtórzy go PSG. Paryżanie są tym drugim klubem, który Ligę Mistrzów obronił. 30 maja piłkarze Luisa Enrique pokonali Arsenal po rzutach karnych i na dziś są głównym faworytem startującej edycji. Czy będziemy mieli paryską dynastię w europejskiej piłce?

  1. Czy Arsenal jest gotowy?

Ktoś powie, że był gotowy już we wspomnianym finale. Przecież „Kanonierzy” byli o lepiej wykonywane rzuty karne od upragnionego, dziewiczego sukcesu w Lidze Mistrzów. To jedna strona tego srebrnego medalu. Druga jest taka, że Arsenal przez większą część tej rywalizacji był piłkarsko gorszy. Bronił się bardzo głęboko, licząc, że dowiezie nieco szczęśliwie wywalczone prowadzenie. Nie dowiózł i nie były pozbawione racji opinie, że na koniec wygrał futbol. Nie była to aż tak brutalna różnica klas, jak w przypadku finału mundialu, ale tutaj również jedni grali w piłkę, a drudzy… No jakby mniej. Ale The Gunners – wbrew obiegowej opinii – nie przespali okienka transferowego. Bruno Guimaraes, Ezri Konsa i Christos Tzolis to transfery szyte na miarę. Na miarę potrzeb drużyny i na miarę wymagań bardzo zasadniczego Mikela Artety.

Reklama

Mistrza Anglii już mają, na Ligę Mistrzów czekają…

  1. Czy możliwy jest triumfalny powrót Mourinho na szczyt?

Arsenal nie zaznał smaku zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Nigdy. Smak ten zna zaś Jose Mourinho. Problem w tym, że mógł już go zapomnieć, bo po raz ostatni wygrywał Champions League w 2010 roku (z Interem), a wcześniej w 2004 roku (z Porto). Od tamtych sukcesów minęło już odpowiednio: ponad półtorej dekady i ponad dwie dekady. Szmat czasu. Dość powiedzieć, że gdy Portugalczyk pokonywał Bayern w finale na Santiago Bernabeu, byliśmy ledwie miesiąc po katastrofie smoleńskiej.

Reklama

Przekorny los sprawił jednak, że „The Special One” powrócił na ławkę trenerską Realu Madryt. Realu, w którym przez lata toczył legendarne rywalizacje z Barceloną Pepa Guardioli. Realu, z którym wygrywał La Ligę i Copa del Rey. I Realu, z którym nie wygrał Ligi Mistrzów. Może zrobi to po latach, domykając pewien rozdział swojej historii.

  1. Mbappe, Haaland czy Kane?

Jeśli zastanawiamy się, kto zostanie królem strzelców rozpoczynającej się właśnie Ligi Mistrzów, to bez wahania w gronie kandydatów musimy wymienić te trzy nazwiska. Trzech najlepszych napastników na świecie. Wszyscy trzej pokazali klasę na mundialu. Wszyscy trzej strzelali sporo w poprzedniej edycji. Mbappe został królem strzelców (tak zresztą, jak w La Liga i na MŚ), Kane wicekrólem, a Haaland strzelił 8 goli. Mbappe i Haaland zaznali już smaku bycia najlepszymi snajperami w Lidze Mistrzów. Kane jeszcze nie. Anglik może być jednak spokojny o dobry serwis.

  1. Kto królem asyst?

Reklama

No właśnie – faworytem do wygrania klasyfikacji ostatnich podań jest ten, który dokonał tego na amerykańskim mundialu. Michael Olise, czyli klubowy kolega Kane’a. Francuz był zresztą najlepszy w tym względzie również podczas ostatniej edycji Ligi Mistrzów, ale wtedy tytułem musiał się podzielić z Viniciusem Jr (obaj po 8 asyst). W gronie mocnych kandydatów wymienić należy również Kvichę Kvaratskhelię, Achrafa Hakimiego czy Lamine’a Yamala.

Michael Olise

  1. A dlaczego nie Barcelona?

Słynny cytat z Romana Kołtonia pasuje jak ulał. Barca ostatni raz wygrała Ligę Mistrzów w 2015 roku, notabene pod wodzą Luisa Enrique, który dysponował wtedy w ataku śmiercionośną siłą tercetu Messi – Suarez – Neymar. Gimby nie znajo, ale chodziło to nieprawdopodobnie. Od tamtej pory Blaugrana bywała naprawdę blisko (jak w 2019 roku), bywała dużo dalej (odpadając w grupie), ale chyba od dawna nie była tak gotowym projektem. Bo przecież po starcie sezonu widać doskonale, że brak typowej „dziewiątki” wcale nie musi być problemem. Nie ma już Lewandowskiego, nie ma Torresa, nie udało się sprowadzić Alvareza, a maszyna Hansiego Flicka działa bez zarzutu i gromi kolejnych rywali.

Reklama

Jasne, rywale raczej mało wymagający, ale coś nam mówi, że Raphinha jako środkowy napastnik może okazać się strzałem w sam środek tarczy.

Flick jest na Camp Nou trzeci sezon. Dwa razy utarł nosa Realowi w La Liga, ale teraz chce utrzeć nosa całej Europie i znów wygrać Ligę Mistrzów, tak jak wygrał ją z Bayernem. Ma Rodriego w środku, więc ma pełne prawo myśleć, że to możliwe.

  1. Co zdziała środek za 375 milionów euro?

Może wam to umknęło, ale Manchester City ma zupełnie nowy środek pola. Na Etihad Stadium nie ma już Rodriego, nie ma już Bernardo Silvy, nie ma Tijaniego Reijndersa. Są za to Enzo Fernandez, Elliot Anderson i Ayoub Bouaddi. Za wszystkich The Citizens zapłacili skromne 375 milionów – odpowiednio 145 powędrowało do Chelsea, 135 do Nottingham Forest, a 95 do Lille. Kto bogatemu zabroni?

Reklama

Pytanie, czy Manchester City, już bez Pepa Guardioli, jest gotowy powtórzyć sukces z 2023 roku?

  1. Czy Mbappe to nowy Ibra?

Zlatan Ibrahimović – piłkarz wybitny, którego nikomu przedstawiać nie trzeba. W swojej bogatej karierze grał w wielu wspaniałych klubach, a jednak w żadnym nie zasmakował triumfu w Lidze Mistrzów. Kylian Mbappe to jeszcze żaden starzec, ale już i nie młodzieniaszek. Piłkarski zegarmistrz światła jeszcze się o niego nie upomina, ale coraz więcej osób wytyka Francuzowi brak triumfu w Champions League. Szczególnie, że rozgrywki te dwa razy wygrało PSG i to właśnie w momencie, gdy Mbappe z Paryża odszedł. Odszedł, bo chciał wygrywać uszaty puchar w Madrycie. Gdzieżby indziej, prawda? Real ma przecież tych tytułów najwięcej.

Los to jednak figlarz. Wiemy to nie od dziś. Mbappe wciąż czeka na swój pierwszy raz.

Reklama

Kylian Mbappe

  1. Co z tą Anglią?

Wydają chore pieniądze na transfery. Rok w rok biją rekordy. Beniaminki Premier League wywalają setki milionów na piłkarzy, o których nigdy nie słyszeliście, a o niektórych pewnie nie usłyszycie. Finansowa dominacja Anglików jest ogromna, ale nie przekłada się na dominacje w najbardziej prestiżowych rozgrywkach Europy. W ostatnich 14 latach klub z Premier League raptem trzy razy sięgały po Ligę Mistrzów – raz Liverpool (2019), raz Chelsea (2021) i raz Manchester City (2023). Do tego można dołożyć dwa przegrane finały The Reds i jeden Arsenalu. Finał przegrało też City, ale akurat z Chelsea.

Wniosek prosty. Finansowa hegemonia nie daje sportowej przewagi. W poprzedniej edycji Ligi Mistrzów jedynym angielskim klubem w półfinale był Arsenal. W ćwierćfinale był jeszcze Liverpool. Niemcy, Włosi, Francuzi i Hiszpanie wciąż trzymają się mocno i nie oddali futbolu krezusom z Wysp.

Reklama
  1. Co zwojują Polacy?

Przed nami pierwsza edycja Ligi Mistrzów bez Roberta Lewandowskiego od ponad 15 lat. Bohaterowie naszej młodości odchodzą. Zszedł z największej sceny Ronaldo, zszedł Messi, zszedł i Lewy.

Nie popadajmy jednak w nostalgiczne tony, bo na Lewandowskim świat się nie kończy. W startującej edycji Ligi Mistrzów będziemy mieli kilkunastu Polaków. Czego można po nich oczekiwać?

Bycia gwiazdą pierwszego formatu od Piotra Zielińskiego.

Reklama

Bycia czołowymi zawodnikami w swoich zespołach od Jana Bednarka, Jakuba Kiwiora, Tymoteusza Puchacza, Matty’ego Casha czy Wiktora Nowaka.

Przebłysków od Michała Skórasia, Oskara Pietuszewskiego, Oskara Kubiaka czy Jakuba Modera (gdy wróci do zdrowia).

Przesiadywania na ławce od Wojciecha Szczęsnego.

I leczenia paskudnej kontuzji od Maika Nawrockiego.

Reklama
  1. Czy zobaczymy polskich sędziów?

Bez wątpienia nie zabraknie polskich akcentów również w roli rozjemców zawodów. W gronie kandydatów do sędziowania najważniejszych meczów pozostaje Szymon Marciniak – zresztą już dziś dostanie przywilej poprowadzenia meczu Porto z Manchesterem City. Pozostali? Swoje szanse powinien dostać coraz odważniej wkraczający do elity Damian Sylwestrzak. W poprzedniej edycji poprowadził on dwa spotkania fazy ligowej.

Byłoby raczej sporą niespodzianką, gdyby w obsadzie sędziowskiej pojawił się jakiś inny sędzia główny rodem z Polski, ale trzymamy kciuki również za naszych arbitrów.

  1. Kto debiutuje?

Reklama

Na to pytanie odpowiedź jest akurat bardzo prosta – nowicjusze na balu mistrzów to w tej edycji LASK Linz, Como, Viking FK i Sabah. O tym ostatnim klubie napisaliśmy zresztą większy materiał, do którego odsyłamy.

Z całej czwórki najbardziej „sexy” projektem wydaje się Como. Cesc Fabregas na ławce rezerwowych, Nico Paz w składzie i urokliwie położony stadion, który finalnie został zaakceptowany przez UEFA. Zanosiło się na to, że włoski debiutant w Champions League będzie musiał grać domowe mecze na stadionie Udinese lub innym obiekcie w okolicy, ale na szczęście nie dokonała się ta zbrodnia na walorach estetycznych. Como zagra u siebie! Tuż nad jeziorem.

Reklama

Warto zwrócić też uwagę, że Norwegowie po raz pierwszy w XXI wieku mają dwóch przedstawicieli w jednej edycji. To moglibyśmy być my…

LASK z kolei dokonał nie lada wyczynu w eliminacjach, odrabiając straty z przegranego 0:3 meczu z Celtikiem. W rewanżu Austriacy pyknęli Szkotów aż 5:1.

Reklama
  1. A kogo nie zobaczymy?

Znamy już ligomistrzowych „żółtodziobów”. A jakich wielkich firm nie ujrzymy w tej edycji? Tottenham, Chelsea, Juventus, Milan, Lazio, Bayer Leverkusen, Monaco, Marsylia czy Benfica. To zdecydowanie najwięksi nieobecni.

  1. Komu nie mogą kibicować „rankingorze”?

Polska obecnie zajmuje 10. miejsce w rankingu UEFA. Jest to pozycja naszych marzeń. Przeskoczenie dziewiątej Turcji wydaje się skrajnie mało prawdopodobne. Niestety, znacznie bardziej realne jest osunięcie się w klasyfikacji. Będący bezpośrednio pod nami Czesi mają jeszcze 4 drużyny w Europie, Grecy również. Ciut dalej punktowo są Norwegowie i Duńczycy – jak na złość wszystkie te nacje mają po 4 zespoły, podczas gdy nam ostał się Lech i Jagiellonia.

Reklama

Cała nadzieja, że rywale nie będą punktować zbyt dobrze. Nie możemy więc kibicować Slavii Praga, AEK-owi Ateny, Bodo/Glimt i Vikingowi. Każdy punkt ekip z tego grona to mały szpikulec wbity w serce „rankingorza”. A warto pamiętać, że Bodo to przecież sensacja poprzedniej edycji, która pokonała m.in. Inter Mediolan i była o krok od ćwierćfinału.

  1. Na jakie mecze najbardziej czekamy?

Nowy (już nie taki nowy, ale powiedzmy) format Ligi Mistrzów powoduje, że w każdej kolejce mamy kilka hitów. Choćby dziś starcie Realu z Interem. Jakie są największe szlagiery fazy ligowej, które zgotował nam ślepy los, zwany komputerem?

  • Manchester City – PSG (14 października)
  • PSG – Barcelona (20 października)
  • Bayern – Arsenal (21 października)
  • Barcelona – Manchester City (8 grudnia)
  • Arsenal – Real Madryt (9 grudnia)
  • Inter – Liverpool (19 stycznia)
  • Manchester United – Bayern (20 stycznia)

A to tylko niektóre smakołyki z przepastnej karty dań fazy ligowej, która liczy – bagatela – 144 pozycje.

Reklama
  1. Co to za naszywka?

UEFA wprowadza od tego sezonu Champions League Debut Patch. Każdy zawodnik, który po raz pierwszy w karierze pojawi się na boisku w LM, będzie miał specjalnie oznaczoną naszywkę na rękawie koszulki.

Reklama
  1. Czy warto bić się w fazie ligowej?

Dwie poprzednie edycje Ligi Mistrzów wygrywało PSG i w obydwu musiało przebijać się przez fazę play-off, czy 1/16 finału, jak kto woli. To oznacza, że Paryżanie nie łapali się do czołowej ósemki tabeli po fazie ligowej, a potem i tak zgarniali trofeum. Czy warto w ogóle szarpać się o TOP 8 z perspektywy największych klubów?

Mimo wszystko warto. Unika się dodatkowego dwumeczu, na którym przy pechowych okolicznościach można się poślizgnąć jak na skórce od banana. W dodatku bytność w TOP 8 daje inne przywileje – rozstawienie w losowaniu i szansę na teoretycznie łatwiejszych rywali. A najlepiej być w TOP 2 – wtedy wszystkie rewanżowe mecze fazy pucharowej gra się u siebie i unika się drugiej drużyny z czołowej dwójki. Właśnie z tego względu w poprzednim sezonie Arsenal mógł trafić na Bayern dopiero w finale.

  1. Kogo czeka najdalsza podróż?

Reklama

Wygenerowane komputerowo losowanie fazy ligowej utworzyło szereg ciekawych par. Niektóre są mocno niekomfortowe logistycznie. Najdłuższa czeka w 6. kolejce Sabah Baku. Zachciało się Ligi Mistrzów na Kaukazie, to macie! Trzeba lecieć do Villarreal, a to ponad 4100 kilometrów. Do Stavanger w 4. kolejce też nielicha droga przed Tymkiem Puchaczem i jego drużyną – ponad 3600 kilometrów. Z kolei Barcelonę w 5. kolejce czeka prawie 4000 kilometrów lotu do Baku, gdzie domowe mecze rozgrywać będzie Sabah. Te wartości przełożą się na ponad 5-, a może nawet ponad 6-godzinne loty w jedną stronę.

  1. A kogo najkrótsza?

W 3. kolejce dojdzie do meczu Club Brugge – Lens. Obie lokacje dzieli 91 km w linii prostej, a szosą będzie to nieco ponad 100. Autokarowa wycieczka potrwa około półtorej godziny. Samolotem byłoby to… 10 minut, ale w Lens nie ma lotniska.

  1. A my gdzie mamy najbliżej?

Reklama

Jak zwykle w Lidze Mistrzów nie ma polskiej drużyny. Przywykliśmy już do tego smutnego stanu rzeczy. A gdzie najbliżej można wybrać się na mecz? Po sąsiedzku mamy np. Pragę i Bratysławę, ale o bilety na stadiony Slavii i Slovanu nie będzie łatwo – to dość małe (jak na realia Ligi Mistrzów) obiekty. Z naszych sąsiadów hymn Ligi Mistrzów słyszeć będą też oczywiście Niemcy – w Monachium, Stuttgarcie, Dortmundzie i Lipsku. Jest też Szachtar, ale Ukraińcy z oczywistych względów nie grają u siebie. Nie zagrają też w Polsce. Szachtar tym razem na swój domowy obiekt wybrał… Stamford Bridge.

Stamford Bridge

  1. Ile krajów ma swoich przedstawicieli?

Oczywiście w Lidze Mistrzów nie gra cała Europa. Nie gra nawet połowa Starego Kontynentu. W tym sezonie mamy przedstawicieli 16 państw. Rządzą, rzecz jasna, Anglicy i Hiszpanie.

Anglia, Hiszpania (po 5 klubów), Niemcy, Włochy (po 4), Francja (3), Holandia, Norwegia, Portugalia, Turcja (po 2), Austria, Azerbejdżan, Belgia, Czechy, Grecja, Słowacja, Ukraina (po 1).

  1. Kto najdłużej czekał?

Mamy w Champions League debiutantów, mamy wielkich nieobecnych, mamy też głośne powroty. Aż 7 lat na powrót do piłkarskiej elity Starego Kontynentu czekali kibice Romy i AEK-u Ateny, ale zdecydowanie najdłużej czekali fani Fenerbahce. Turecki klub powraca po 18 latach! Gdy grali tu po raz ostatni, Maxa Dowmana z Arsenalu nie było jeszcze na świecie!

  1. Czy ktoś powtórzy idealną fazę ligową?

W fazie grupowej dość często zdarzało się, że jakaś drużyna kończyła zmagania z idealnym bilansem 6-0-0. W fazie ligowej osiągnięcie to wydawało się dużo trudniejsze – nie tylko dlatego, że do rozegrania są o dwa mecze więcej, ale też ze względu na konieczność rywalizowania z dwoma ekipami z najmocniejszego koszyka. A jednak Arsenal osiągnął to w poprzednim sezonie. Wygrał osiem spotkań i nie pozostawił rywalom złudzeń. Mniej przekonujący był w fazie pucharowej, a zwłaszcza w finale, ale historyczne osiągnięcie to historycznie osiągnięcie.

Czy ktoś je powtórzy? Wątpliwe.

  1. A może ktoś wygra wszystkie mecze?

Zdarzył się i taki przypadek. Bayern wygrał wszystkie spotkania w Lidze Mistrzów 2019/20. Bawarczycy zadanie mieli ułatwione, bo faza pucharowa ze względów pandemicznych została okrojona do pojedynczych spotkań. Bayern wygrał wtedy „tylko” 11 meczów. Dziś sama faza ligowa to 8, a całe rozgrywki to minimum 15 spotkań. Minimum, bo można zagrać jeszcze w 1/16 finału, ale to się raczej wyklucza z samymi zwycięstwami.

  1. Czy pobijemy kolejkowy rekord goli?

Oby! W 3. kolejce poprzedniej edycji obejrzeliśmy aż 71 trafień, czyli średnio blisko cztery bramki na mecz. Wynik kozacki, a wyśrubowały go takie mecze jak Bayer – PSG (2:7), Barcelona – Olympiakos (6:1), PSV – Napoli (6:2), Eintracht – Liverpool (1:5) czy Chelsea – Ajax (5:1). Poprzeczka wisi więc bardzo wysoko, ale nie jest niemożliwa do pokonania. Wystarczy odrobina lektury piłkarskiej klasyki Jerzego Engela pt. „Futbol na tak” i powinno się udać. Trzymamy kciuki!

  1. Czy liczba goli Haalanda wyprzedzi liczbę występów?

Zachwycamy się statystykami Messiego, Ronaldo i Lewandowskiego, ale jeśli weźmiemy ratio goli na mecz, to Erling Haaland nie ma sobie równych. Norweg zagrał 58 meczów w Lidze Mistrzów i strzelił… 57 goli. Brak słów. I wcale byśmy się nie zdziwili, gdyby wyśrubował tę chorą średnią na jeszcze wyższy poziom, czyli ponad 1 bramki na mecz lub równo 1. On jest zdolny do wszystkiego.

Arsenal - Manchester City typy

  1. Czy ktoś zamachnie się na rekord CR7?

Skoro jesteśmy już przy niesamowitych dokonaniach strzeleckich, to może pora na nowy rekord goli w jednej edycji Ligi Mistrzów? Cristiano Ronaldo walnął 17 sztuk w sezonie 2013/14. Rok temu Mbappe miał ich „tylko” 15. W przeszłości tyle samo strzelali Robert Lewandowski (2019/20), Karim Benzema (2021/22) i sam Ronaldo (2017/18). Drugie miejsce podium w tej klasyfikacji dzierży… znów Ronaldo – 16 goli w edycji 2015/16.

  1. Kto ma największy stadion?

Kto ma największy skuter w mieście? Sidney Polak. A kto ma największy obiekt tej edycji Ligi Mistrzów? Borussia Dortmund, która pomieści na swoim Signal Iduna Park ponad 81 tysięcy fanów. Teoretycznie znacznie większe będzie Camp Nou, ale na razie do docelowej pojemności stadionowi Barcelony sporo brakuje.

  1. A najmniejszy?

O tym stadionie już pisaliśmy, ale w kontekście jego malowniczego położenia. Stadio Giuseppe Sinigaglia w Como pomieści ledwie nieco ponad 12 tysięcy wybrańców.

  1. Czy zobaczymy piłkarzy z egzotycznych krajów?

Liga Mistrzów to oczywiście futbol europejski, ale piłkarzy mamy z najróżniejszych miejsc na kuli ziemskiej. Oto dowód:

Steve Solbet (Sabah – Gwadelupa), Yoy-Lance Mickels (Sabah – Rwanda), Xander Severina (Sabah – Curacao), Renato Nhaga (Galatasaray – Gwinea Bissau), Geny Catamo (Sporting – Mozambik), Joe Bell (Viking – Nowa Zelandia), Aboubakary Koita (AEK – Mauretania), Pablo Rosario (Porto – Dominikana), Junior Firpo (Betis – Dominikana), Cesar Blackman (Slovan – Panama), Christian Martinez (Slovan – Panama), Saud Abdulhamid (Lens – Arabia Saudyjska), Melayro Bogarde (LASK – Surinam), Calvin Verdonk (Lille – Indonezja)

  1. Liga Mistrzów w czwartki?

Tak, dobrze widzicie. W najbliższy czwartek będzie można obejrzeć kilka spotkań Ligi Mistrzów.

Nie, niestety nie będzie to standardem. Ten zabieg był już stosowany przed rokiem i przed dwoma laty w kolejkach otwarcia. Poza tym – standardowo we wtorki i środy.

  1. Kiedy finał?

Zabawa dopiero się rozpoczyna, a my już wybiegamy w przyszłość do 5 czerwca, bo właśnie na ten dzień zaplanowany został finał Champions League 2026/27. Tym razem jego areną będzie madryckie Estadio Metropolitano, czyli domowy obiekt Atletico.

  1. Czy będzie Multiliga?

No jasne, że tak! Ostatnia kolejka fazy ligowej to wszystkie mecze o jednej porze. 18 spotkań na raz. 27 stycznia. Zaznaczcie kółeczkiem w kalendarzu na 2027 rok.

  1. Gdzie oglądać?

Podobnie jak w zeszłym sezonie – wszystkie mecze Ligi Mistrzów na specjalnych kanałach pokazywać będzie Canal+, ale jeden mecz w każdym tygodniu rozgrywkowym trafi do Telewizji Publicznej. Dziś jest to akurat starcie Porto z Man City. Łącznie takich transmisji w TVP będzie 17.

  1. Gotowi?

Bo my tak. Startujemy o 18:45 w Atenach i Brugii.

Lucas Beraldo

Aha, jako ostatni piłkę do siatki w Lidze Mistrzów kopnął… Lucas Beraldo z PSG. Po jego skutecznej egzekwowanym rzucie karnym do piłki ustawionej na „wapnie” podszedł Gabriel Magalhaes i kopnął nad poprzeczką.

fot. Newspix

7 komentarzy
Adrian Mańko

Wychowanek świętej pamięci Lubelskiego Sport Expressu, do którego trafił jeszcze w liceum, wyłowiony jako młody talent portalu Lublinianka.NET. W Lubliniance od 20 sezonów pełni rolę spikera, a w dziennikarstwie zwiedził kilka tytułów, ostatnio Dziennik Wschodni. Najdłużej pracował jednak na chwałę jednego z buków. Od 2005 roku tworzy własny projekt piłkarski - LAKP. Piłka nożna? Zawsze i wszędzie! Liga Mistrzów, Premier League, Ekstraklasa, okręgówka, B-klasa. Wszystko jedno. Nie gra w padla. Ale gra w tenisa. Lubi też żużel.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

„Wynik nie jest sprawiedliwy”. Trener Pogoni po meczu z Wisłą Płock

Braian Wilma
6
„Wynik nie jest sprawiedliwy”. Trener Pogoni po meczu z Wisłą Płock

Liga Mistrzów

Reklama