Pogoń nie taka krystaliczna, Widzew nie taki pokrzywdzony [KOMENTARZ]

Przemysław Michalak

29 lipca 2026, 16:19 • 6 min czytania 6

Reklama
Pogoń nie taka krystaliczna, Widzew nie taki pokrzywdzony [KOMENTARZ]

Z wypiekami na twarzy obserwatorzy polskiej piłki śledzą najnowszą dramę transferową z wątkiem macedońskim, łódzkim i szczecińskim. Darko Czurlinow już co najmniej jedną nogą był w Widzewie, by ostatecznie po nocnym wyjeździe z Łodzi wylądować w Pogoni. Po fakcie jedni narzekają na drugich i przerzucają się pretensjami. Z tego, co do tej pory otrzymaliśmy, moim zdaniem wynika głównie to, że obie strony pewne rzeczy wyolbrzymiają na swoją korzyść.

Reklama

W sumie jest to „klasyka klasyki”, typowo ludzkie zachowanie. Jeśli człowiek chce, jest w stanie wyprzeć wszystko i każdą rzecz obrócić na tyle, że wychodzi na świętego, który po prostu musiał postąpić tak, a nie inaczej. Dokładnie takie działania widzę w tym przypadku. Pogoń umniejsza nieeleganckości swoich działań, Widzew zaś chwilami robi z siebie większą ofiarę niż jest w rzeczywistości.

Obie strony chwilami ubarwiają rzeczywistość. Komentarz do sprawy z Czurlinowem

Przypomnijmy: Czurlinow był już na badaniach medycznych w Widzewie i został zakwaterowany w jednym z łódzkich hoteli. Wydawało się, że lada dzień zostanie piłkarzem klubu finansowanego przez Roberta Dobrzyckiego. Zwrot akcji nastąpił w sobotę wieczorem, gdy do akcji wkroczyła Pogoń, namówiła zawodnika i jego agenta, żeby jeszcze tej nocy udali się do Szczecina. Tam doszło do kilku spotkań z Alexem Haditaghim i Tanem Keslerem. Widzew próbował jeszcze coś zdziałać, ale na próżno. W poniedziałek po południu Portowcy ogłosili pozyskanie reprezentanta Macedonii Północnej.

I zapewne temat dość szybko zostałby odłożony na półkę po paru komentarzach o braku klasy ze strony zawodnika czy Pogoni, gdyby nie Haditaghi i jego aktywność twitterowa. Jak można było przypuszczać, chciał on wybielić siebie i klub, więc bagatelizował znaczenie wszystkiego, co w tej historii mogło stawiać go w nie najlepszym świetle. Nietrudno było się zapętlić w zeznaniach i jak już wiecie, miejscami do tego doszło.

Reklama

Kilka minut (nie)wiedzy nie ma znaczenia

Najbardziej jaskrawy przykład dostaliśmy na wstępie. Haditaghi próbował przekonywać, że wcale nie mieliśmy do czynienia z typowym przykładem transferowego „hijackinu”, czyli przechwycenia piłkarza dogadującego się z konkurencją. Szanujmy się. Przylot do Łodzi, hotel na koszt Widzewa (ten wątek jeszcze poruszymy), ustalenie warunków kontraktu, przejście badań medycznych… Co jeszcze trzeba byłoby tutaj dodać, żebyśmy uznali, że Pogoń bez skrupułów podebrała dogadywanego zawodnika ligowemu rywalowi, dokładnie wpisując się w definicję tego zjawiska? Trudno tu coś dopisać. No, ewentualnie sesję zdjęciową w nowych barwach, co miało miejsce z Antonio Colakiem i Górnikiem Zabrze. Zresztą, wtedy również w Legii umywali ręce, Michał Żewłakow mówił, że o niczym nie wiedział, że to Fredi Bobić pilotował transfer i tym podobne. Wracamy do tego, że człowiek zawsze szuka dla siebie okoliczności łagodzących.

Idźmy dalej. Właściciel Pogoni myli fakty, twierdząc, że piłkarz ten spodobał mu się już na finiszu sezonu 2024/25, gdy Pogoń przegrała walkę o puchary poprzez remis z Jagiellonią w Białymstoku i gol Czurlinowa. Wszystko fajnie, ale bramkę dla Jagi zdobył wtedy Norbert Wojtuszek po asyście Jesusa Imaza. Czurlinow był w tej akcji przedostatnim dogrywającym. Bez problemu można uwierzyć Haditaghiemu, że zaimponowała mu gra Macedończyka, ale żeby tak się pomylić szukając argumentu? Dziwne.

Rozbrajające jest podkreślanie, że przy pierwszym kontakcie z zawodnikiem Pogoń nie wiedziała, do jakiego klubu ma on zaraz przejść i dowiedziała się o tym „dopiero kilka minut później” (inna sprawa, że media pisały o Widzewie już w piątek). To naprawdę robi różnicę, panowie, że o 12:30 nie wiedzieliście, a o 12:40 już tak. Rzuciliście zupełnie nowe światło na tę kwestię, bez dwóch zdań.

Czurlinow mógł się poczuć zlekceważony

Cały czas nie mówimy o czymś nielegalnym, o łamaniu jakichś przepisów, ale ta próba pokazania, że nie widzicie tego, co widzicie jest karkołomna. Chyba że naprawdę Czurlinow w pewnym momencie sam zaczął mieć na tyle duże wątpliwości co do Widzewa, że najpierw podjął decyzję o rezygnacji z transferu, kupił już bilety do domu i dopiero wtedy pojawiła się Pogoń z podstawionym samochodem dla niego i rodziny. To trochę rozmiękczyłoby bezwzględność Szczecinian w tej sprawie.

Reklama

Darko Czurlinow - Alex Haditaghi

Jestem natomiast w stanie uwierzyć, że Pogoń wcale nie przekonała Czurlinowa pieniędzmi (Szymon Janczyk potwierdził na Weszło, że chodzi o porównywalne apanaże), tylko ciekawszym pomysłem na zespół i przede wszystkim pokazaniem mu, jak bardzo klubowi zależy na jego sprowadzeniu. Bo właśnie to miało najbardziej nie podobać się zainteresowanemu: brak zaopiekowania na miejscu i poczucia się ważnym. Zamiast tego miał wrażenie, że jest kolejnym tematem do szybkiego odhaczenia, bo w kolejce czeka jeszcze kilka innych.

Strona piłkarza zarzucała tu Widzewowi brak profesjonalizmu. I to też brzmi dla mnie całkiem wiarygodnie. Pisał o tym u nas Szymon, pisze teraz także Daniel Trzepacz na PogonSportnet.pl. Cytuję: „Miał być zawiedziony faktem, że na lotnisku, ani w trakcie badań nie pojawił się nikt z włodarzy klubu aby go przywitać czy porozmawiać”.

Nie lekceważyłbym wagi takich niby szczegółów. Jeśli masz gdzieś spędzić w zamyśle kilka lat i sprowadzić się z rodziną, tego typu rzeczy wbrew pozorom są istotne i coś mówią. Zwłaszcza w zawodach, gdzie praktycznie wszyscy mają rozbuchane ego, a nie czarujmy się – piłkarstwo takim jest.

Reklama

Zapłacenie za hotel to kiepski argument krzywdy

Alex Haditaghi wyraźnie chciał rozwodnić zachowanie Pogoni, co spotkało się z ripostą Roberta Dobrzyckiego. „Tak, dokładnie, samochód odebrał go z hotelu Puro w Łodzi, za który zapłacił Widzew” – odpisał z nieskrywanym zniesmaczeniem.

Tutaj podobała mi się odpowiedź właściciela Portowców, że jeśli zapraszasz kobietę do restauracji i opłacasz cały rachunek, to jeszcze nie zobowiązuje jej, żeby za ciebie wyszła. Fakt, iż Widzew wydał kilkaset euro na nocleg dla piłkarza jest kiepskim argumentem na pokazanie swojej krzywdy. Propozycja pokrycia kosztów zakwaterowania łódzkiej drużyny przy najbliższym wyjeździe do Szczecina to bardzo zgrabne zamknięcie tego wątku ze strony Haditaghiego.

Uważam natomiast za mocno nie w porządku, że ujawnił on później prywatną wiadomość od Łukasza Masłowskiego. Nie jest ona miła, ale nie zawiera też jakichś wulgarnych wyzwisk czy gróźb, co mogłoby być uznane za przekroczenie granicy. To już typowa nadwrażliwość, choć Haditaghi nie bez racji przypomina zakusy Widzewa na Kamila Grosickiego, gdy ten znajdował się pod kontraktem z Pogonią.

Wtedy mogło dojść do naruszenia martwych, ale jednak przepisów. Pogoń żadnych regulaminów nie złamała, choć na pewno zagrała bezwzględnie, niezwykle twardo, bez nutki subtelności. Nie ona pierwsza i nie ostatnia. Raz ty podbierzesz komuś piłkarza na ostatniej prostej, innym razem ktoś tobie. Taki rynek, takie realia. Na koniec, jak w pierwszym dłuższym wpisie zauważył Haditaghi, lojalność obowiązuje cię tylko wobec klubu, który reprezentujesz.

Reklama

Bardziej zastanawia mnie sam Czurlinow i to czy w Pogoni za jakiś czas nie będą żałowali zatrudnienia piłkarza, który już drugi rok z rzędu kogoś wystawił w mało elegancki sposób. Dziś na tym skorzystali, ale jutro role mogą się odwrócić. Coś o tym wiedzą w Rakowie z Johnem Yeboahem. Najpierw wymusił na Śląsku odejście do Rakowa, a już po roku wymusił na Rakowie transfer do Venezii. Jak ktoś raz zachował się nie w porządku, można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że jeśli tylko poczuje interes, zrobi to ponownie.

fot. Newspix/Pogoń Szczecin/Accredito

6 komentarzy
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Nie była to królewska przygoda w Wiśle. Została tylko prezentacja…

Mikołaj Duda
1
Nie była to królewska przygoda w Wiśle. Została tylko prezentacja…

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Nie była to królewska przygoda w Wiśle. Została tylko prezentacja…

Mikołaj Duda
1
Nie była to królewska przygoda w Wiśle. Została tylko prezentacja…