Zmiany na futbolowej mapie. Ten kontynent zaliczył najgorszy start

AbsurDB

Autor:AbsurDB

18 czerwca 2026, 17:42 • 5 min czytania 6

Reklama
Zmiany na futbolowej mapie. Ten kontynent zaliczył najgorszy start

Po pierwszej kolejce spotkań podczas mundialu zaczynamy dostrzegać pierwsze zmiany w geografii światowego futbolu. Mnóstwo niespodziewanych remisów, parę sensacji pokazują, że różnice między kontynentami się zacierają. Świetnie spisują się zespoły azjatyckie, całkiem nieźle gospodarze, ale cała reszta strefy CONCACAF wypada na razie fatalnie. Europa i Afryka grają mniej więcej to, do czego nas dotąd przyzwyczaiły, ale wielki zawód sprawiają przede wszystkim kraje Ameryki Południowej. 

Reklama

Które konfederacje stają się coraz silniejsze w światowej piłce, a które przechodzą duży kryzys?

Trzynaście meczów pierwszej kolejki mundialu zakończyło się zwycięstwami tych, którzy byli przed jej rozegraniem uważani za faworytów.

Padło aż dziewięć remisów, czasem między wyrównanymi ekipami, ale zdarzyły się też wyniki dość niespodziewane. O takie pokusiły się Katar, Zielony Przylądek, Arabia Saudyjska i Demokratyczna Republika Konga. Dwa razy wygrał nie ten, który „powinien”: Wybrzeże Kości Słoniowej z Ekwadorem i Australia z Turcją.

To, co łączy skazywanych na pożarcie, którzy urwali choć punkt rywalowi, to fakt, że są zespołami spoza Europy i Ameryki Południowej. Zawiodły za to Hiszpania, Urugwaj, Portugalia i Szwajcaria.

Do grona pozytywnych zaskoczeń można spokojnie dopisać jeszcze Egipt, Japonię i Maroko kosztem Belgii, Holandii i Brazylii.

Reklama

Wyraźnie widać postęp drużyn afrykańskich i azjatyckich kosztem głównie naszego kontynentu. Jednak chyba najbardziej zawiodła Ameryka Południowa. Nie zawiodły jedynie Argentyna i Kolumbia, choć trzeba pamiętać, że mierzyły się z relatywnie słabymi przeciwnikami.

Przedstawiciele CONMEBOL rzadko potykali się z takimi rywalami

A przecież w dotychczasowej historii mundiali to właśnie pojedynki krajów Ameryki Południowej z reprezentantami północnej części kontynentu i Azji należały do najbardziej jednostronnych.

Drużyny z największego kontynentu mierzyły się z nimi dotąd 27 razy i tylko dwa z tych spotkań udało im się wygrać. Zawsze w „polskiej” grupie. Dokonała tego Arabia w Katarze przeciwko Argentynie i Japonia z Kolumbią w Rosji. Nawet remisów w takich pojedynkach było jak na lekarstwo. W XXI wieku tylko dwa: Japonii z Paragwajem w 2010 roku oraz Korei z Urugwajem w Katarze.

W pojedynkach północ-południe Ameryka mierzyła się trzydzieści razy, ale tylko w siedmiu z nich nie wygrały zespoły z północy:

Reklama
  • Meksyk zremisował z Urugwajem w 1966 roku, z Paragwajem w 1986 roku i z Brazylią w 2014 roku oraz wygrał z Ekwadorem w 2002 roku
  • Kostaryka wygrała z Urugwajem w 2014 roku
  • USA wygrały z Kolumbią w 1994 roku i Paragwajem w 1930 roku

Tym bardziej wartościowa jest wygrana gospodarzy aż 4:1 z Paragwajem.

Potężna Azja

Zespoły z Azji poprawiły też znacząco swój bilans przeciwko drużynom z Europy. Katar urwał punkty Szwajcarom, Japonia – Holendrom, Korea pokonała Czechów, a Australia Turcję. Oczywiście w porównaniach biorę pod uwagę obecną przynależność kraju do konkretnej konfederacji. Gdyby brać kryteria czysto geograficzne, musielibyśmy zmienić założenie, kto w ostatnim z wymienionych spotkań właściwie jest z Azji.

W całej wcześniejszej historii nasz kontynent przegrał tylko piętnaście meczów z rywalami ze wschodu na aż osiemdziesiąt trzy rozegrane. W 2026 roku, dzięki wygranej Norwegii z Irakiem i Austrii z Jordanią, mamy w tym boju na razie wynik remisowy.

Reklama

Nieźli gospodarze, fatalna reszta regionu

Szczególną uwagę trzeba poświęcić zespołom ze strefy CONCACAF. Tercetowi organizatorów poszło łącznie całkiem nieźle i jedynie remis Kanady z Bośnią sprawia, że Kanadyjczycy mogą lekko drżeć o wyjście z grupy. Jednak bilans gospodarzy jest zdecydowanie pozytywny. Gorzej z resztą regionu.

Oczywiście, że po Curacao niewiele się spodziewaliśmy. Jasne, że Haiti nieźle zaprezentowało się przeciw Szkocji. Jednak porażka Panamy z, jak się wydawało, niezbyt potężną Ghaną oznacza, że poza gospodarzami nikt z CONCACAF nie zdobył nawet punkciku!

Wciąż czekamy na pojedynki Azji z Ameryką Północną i Afryką, a także Europy z… Ameryką Południową, bo wciąż jeszcze nie mieliśmy okazji do rewanżu za ostatni finał mundialu. Największy kontynent miał dotąd bardzo trudnych rywali, a mimo tego zanotował znacznie wyższą średnią punktów na mecz niż na wcześniejszych turniejach.

Azja w drugiej kolejce wyjaśni sobie wiele z gospodarzami, Afryką i Europą:

Reklama
  • Korea zagra z Meksykiem, Katar z Kanadą, Australia z USA
  • Japonia z Tunezją, Jordania z Algierią
  • Iran z Belgią, Irak z Francją, Uzbekistan z Portugalią, Arabia z Hiszpanią

Ostatnie cztery pary mogą być jednostronne, a niespodzianki w trzech pierwszych spotkaniach mogą rozbudzić na nowo antyazjatyckie sentymenty w Ameryce Północnej.

Hity w ostatniej kolejce

W starciach dwóch najmocniejszych kontynentów prawdziwe święto czeka nas w ostatniej kolejce. Odbędą się wtedy mecze: Szkocja – Brazylia, Ekwador – Niemcy, Urugwaj – Hiszpania, Portugalia – Kolumbia, wśród których szykują się prawdziwe hity. Wcześniej jednak dojdzie do spotkań Paragwaj – Turcja, Argentyna – Austria, które mogą nam dać przedsmak wielkich emocji.

Ponieważ Oceanię reprezentuje tylko Nowa Zelandia pomijam ją w analizach kontynentalnych.

Reklama

Jeśli weźmiemy pod uwagę starcia międzykontynentalne na dotychczasowych mundialach oraz na obecnym, to widać wyraźnie, że Azja i Ameryka Północna są na krzywej wznoszącej. Europa i Afryka notują tylko minimalny postęp, a olbrzymi regres zalicza Ameryka Południowa ku rozpaczy jej fanów.

Czy wywróciła nam się do góry nogami hierarchia kontynentalna światowego futbolu? Nie. Europa z Ameryką Południową są wciąż najlepsze. Daleko za nimi są Afryka i Ameryka Północna oraz Azja. Zmieniła się za to definicja „daleko”. To już nie jest przepaść taka, jak kiedyś.

Dotąd Europa i Ameryka Południowa zdobywały średnio dwa razy więcej punktów na mecz od reszty świata. Teraz wciąż są pod tym względem najlepsze, ale przepaść znacząco się zmniejsza.

Reklama

Faza pucharowa przywróci stary porządek?

Pytanie brzmi, czy tendencja ta utrzyma się aż do fazy pucharowej. Dotąd bowiem, o ile niespodzianki, czy sensacje zdarzały się w pierwszej części turniejów mistrzowskich dość często, to na decydującym etapie mocno ich brakowało. Nie licząc takich historii jak Maroko w Katarze, czy Korea Południowa ciągnięta za uszy przez sędziów w 2002 roku, to zazwyczaj od 1/8 finału następowała mocna weryfikacja niespodziewanych gwiazd fazy grupowej.

Na dalszy przebieg turnieju ogromny wpływ może mieć nowy format rozgrywek. Po pierwsze – wychodzi z grupy aż osiem zespołów z trzecich miejsc. Oznacza to, że wszystkim potęgom nawet po potknięciu trudno będzie nie awansować. Do 1/16 finału trafi też wiele zespołów przeciętnych. Przecież miejsc na tym etapie jest tyle, ile cztery lata temu było ich na całym mundialu.

Znaczenie będzie miała trudność poszczególnych części drabinki. O niej zdecydują dwie ostatnie kolejki fazy grupowej. Jednak istotne jest jeszcze to, że w fazie pucharowej będzie aż pięć rund włącznie z finałem. Dla nieco słabszej drużyny łatwiejsze jest przebrnięcie przez cztery rundy niż przez pięć. Im więcej etapów, tym szansa, że prześlizgnie się ktoś niespodziewany jest niestety mniejsza.

Reklama

Fot. Newspix.pl

 

6 komentarzy
AbsurDB

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Mundial 2026

Reklama