Zeszło z nocki #13. Strzelanina Portugalii, potem raczej nudy

Jakub Radomski

24 czerwca 2026, 07:23 • 11 min czytania 0

Reklama
Zeszło z nocki #13. Strzelanina Portugalii, potem raczej nudy

Zaczęło się od efektownego występu Portugalii, która rozbiła Uzbekistan, ale później kibice mogli ziewać. W następnych trzech meczach emocji mieliśmy mało lub bardzo mało, a łącznie padły w nich zaledwie dwa gole. To był prawdziwy test dla mundialowych twardzieli. Oglądanie nudnego spotkania w środku nocy to naprawdę wielkie wyzwanie.

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Portugalia – Uzbekistan 5:0

  • 1:0 – Ronaldo 6′ (as. Cancelo)
  • 2:0 – Nuno Mendes 17′
  • 3:0 – Ronaldo 39′ (as. Fernandes)
  • 4:0 – Nematow 60′ (samobójcza)
  • 5:0 – Leao 87′

Przed meczem zastanawiano się, czy selekcjoner reprezentacji Portugalii Roberto Martinez będzie miał odwagę i posadzi Cristiano Ronaldo na ławce. Wielu ekspertów przekonywało, że powinien tak zrobić. Tymczasem były gwiazdor m. in. Realu Madryt wybiegł w pierwszym składzie. I w końcu się przełamał. W 6. minucie strzelił pierwszego gola. Później – czego nikt się nie spodziewał – oddał przy rzucie wolnym piłkę Nuno Mendesowi, a temu było łatwiej trafić do siatki. Jeszcze w pierwszej połowie Ronaldo dołożył drugiego gola, po pięknej akcji i podaniu od Bruno Fernandesa.

Uzbekistan był słabiutki i przestraszony, a zwłaszcza jego bramkarz Abduhowid Nematow, który był najsłabszym ogniwem drużyny. Portugalia w drugiej połowie nieco zdjęła pedał z gazu, ale i tak strzeliła dwa gole. Czwarta bramka? Uzbekistan wbił ją sobie praktycznie sam. Piątą zdobył rezerwowy Rafael Leao.

Reklama

Zespół Martineza wreszcie wyglądał jak zespół, który może dojść do ćwierćfinału i stoczyć w nim porywający bój z Argentyną (tak się układa drabinka).

Kozak i badziewiak meczu Portugalia – Uzbekistan

Kozak? Tu sprawa jest jasna. Cristiano. Wreszcie grał z drużyną: nie szukał za każdym razem strzału na siłę, w pierwszej połowie przy rzucie wolnym oddał piłkę Nuno Mendesowi, a ten podwyższył na 2:0. W drugiej części gry, gdy Portugalia miała rzut wolny z ok. 35 metrów, Ronaldo przebiegł nad piłką, co zmyliło rywali. Po chwili dostał podanie nad murem i mógł zdobyć trzeciego gola. Nie trafił, przeszkodził mu bramkarz.

Głosy, że Ronaldo nie nadaje się na pierwszy skład, pewnie zamilkną.

Reklama

Z badziewiakiem też sprawa jest jasna. To jest mundial świetnych występów bramkarzy, ale Nematow znalazł się po drugiej stronie. Był fatalny, po prostu. Przy dwóch, może nawet trzech golach mógł zachować się lepiej. Bramka na 4:0? Wbił sobie piłkę do bramki. Do tego dwa razy fatalnie się mylił w prostych sytuacjach, co mogło mieć opłakane skutki. Wiecie, kiedy widzieliśmy jego pierwszą udaną interwencję w meczu? W 74. minucie.

Co się działo w meczu Portugalia – Uzbekistan

Błysnął Ronaldo i po golach oczywiście prezentował swoją charakterystyczną cieszynkę. Tutaj widzicie ją z bliska:

Reklama

Nuno Mendes trafił z rzutu wolnego, co zaskoczyło wszystkich, a przy okazji zawodnik PSG też zapisał się w historii:

Reklama

Natomiast niektórzy kibice reprezentacji Uzbekistanu na stadion udali się… konno:

Ciekawa statystyka w meczu Portugalia – Uzbekistan

Jest ich sporo i dotyczą głównego bohatera spotkania. Ronaldo jest pierwszym piłkarzem w historii, który strzelał gole na sześciu różnych mistrzostwach świata:

Reklama

Cristiano ma najwięcej bramek na mundialach spośród wszystkich Portugalczyków. Choć średnia genialnego Eusebio imponuje bardziej:

Reklama

To ciekawe – są trzej piłkarze, którzy są zarówno najmłodszymi, jak i najstarszymi strzelcami gola dla swojej reprezentacji na mundialu. Ronaldo dzisiaj przeskoczył Pepe. Jest w tej trójce, podobnie jak Leo Messi, a postać numer trzy jest raczej nieoczywista:

Reklama

„Ronaldo jest jak Grzegorz Lato!” – już widzimy ten nagłówki. Ale po tym meczu mają sens, no bo sami zobaczcie:

I jeszcze jedno, tym razem o całej drużynie – Portugalia wyrównała swoje drugie najwyższe zwycięstwo w mistrzostwach świata. Mecz z Polską (Pauleta, 2002, pewnie niestety pamiętacie) spadł na czwarte miejsce:

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Anglia – Ghana 0:0

Mieliśmy spore oczekiwania wobec Anglii, która zaimponowała w spotkaniu z Chorwacją. Tylko dobra postawa Dominika Livakovicia uchroniła brązowego medalistę ostatniego mundialu od wyższej porażki. Niepokoić mogła wyłącznie postawa defensywy, dlatego Guehi pojawił się w wyjściowym składzie kosztem Stonesa i zagrał świetnie.

Nie można tego powiedzieć o ofensywnych graczach Anglii, którzy nie mogli przedrzeć się przez świetnie zorganizowaną defensywę Ghany. W drugim meczu z rzędu Queiroz ustawił w ten sposób zespół. Nieważne, czy jego zespół był faworytem, czy underdogiem – miała być pragmatyczna gra i liczenie na kontry. I to dało Ghanie jakże cenny remis, który znacząco przybliżył ją do awansu.

Reklama

Kozak i badziewiak meczu Anglia – Ghana

Taki to był mecz, w którym imponowali gracze defensywni, z łatwością wygrywający większość pojedynków z ofensywnymi piłkarzami. Dlatego wyróżnimy bezbłędnego Marca Guehiego, a także całą defensywę Ghany. Mensah i Senaya zamknęli drogę Madueke i Gordonowi, Opoku wybijał wszystkie złe centry Anglików, a bramkarz Asare uchronił zespół przed porażką, świetnie interweniując po strzale Saki.

Najgorsi na boisku byli skrzydłowi. Udane akcje angielskich bocznych pomocników można wymienić na palcach jednej ręki. Jeszcze mniej widoczni byli Semenyo oraz Williams. Ten pierwszy nie popisał się także w końcówce meczu, kiedy to zablokował piłkę lecącą do bramki… Anglii. Również więcej oczekiwaliśmy od Harry’ego Kane’a, który nie tylko zagrał przeciętnie, ale i zmarnował stuprocentową szansę w końcówce.

Co się działo w meczu Anglia – Ghana?

Niewiele, choć i tak można kilka sytuacji odnotować. Przede wszystkim Thomas Partey nie został ciepło przyjęty przez kibiców. Przy każdym jego kontakcie z piłką pojawiało się buczenie, a przed spotkaniem Djed Spence nie podał mu ręki.

Reklama

Mieliśmy również kontrowersję. Czy Ezri Konsa faulował Prince’a Adu?

Reklama

Jako się rzekło, słabo zagrał Harry Kane. Być może to sprawka ghańskiego znachora…

Ciekawa statystyka w meczu Anglia – Ghana

Po katastrofalnym występie przeciwko Chorwacji John Stones nie powąchał we wtorek murawy. To pierwszy mecz Anglii na wielkim turnieju od dekady, w którym zawodnika Manchesteru City zabrakło w wyjściowym składzie.

Reklama

W pierwszej połowie spotkania nie obejrzeliśmy ani jednego celnego strzału.

Reklama

Warto jeszcze dodać, że Ghana jest jedną z czterech ekip, które na tegorocznym mundialu nie straciły jeszcze gola.

Reklama

Mistrzostwa świata 2026. Panama – Chorwacja 0:1

  • 0:1 – Ante Budimir 54′

Nie był to szczególnie pasjonujący mecz. Pierwsza połowa mocno wynudziła, a biorąc pod uwagę polską godzinę rozpoczęcia tego spotkania, czyli 1:00, niektórzy mogli nie wytrwać i jednak wybrać sen. Ci jednak, którzy wygrali ze zmęczeniem, w nagrodę otrzymali nieco lepszą drugą odsłonę.

Złotego gola strzelił w 54. minucie Ante Budimir, wykorzystując podanie Josipa Stanisicia. Panamczycy ambitnie walczyli do samego końca, jednak braki jakości były odczuwalne i ostatecznie nie udało im się niczego wskórać. Wiedzą już, że po kończącym fazę grupową starciu z Anglikami wrócą do domu.

Reklama

Kozak i badziewiak meczu Panama – Chorwacja

Oba wyróżnienia – i to pozytywne, i to negatywne – będą dotyczyły jednej pozycji. Jako badziewiaka wskazujemy Petara Musę, który wyszedł w wyjściowym składzie Chorwacji jako środkowy napastnik. Kompletnie nie poradził sobie jednak z panamskimi obrońcami, a zwłaszcza w grze w powietrzu.

W efekcie selekcjoner Zlatko Dalić zmienił go w przerwie, wprowadzając na boisko Ante Budimira. Ten włożył w mecz sporo zaangażowania i walki, a przede wszystkim wykorzystał okazję bramkową i strzelił jedynego gola w meczu. Występ gracza Osasuny na tle jego rywala o miejsce w podstawowej jedenastce wypadł znacznie korzystniej.

Co się działo w meczu Panama – Chorwacja?

Panama nie będzie może drużyną, z powodu odpadnięcia której popadniemy w żałobę i będziemy płakali, że taki zespół odpada z mundialu już po fazie grupowej. Serca, jakie Panamczycy zostawili na murawie stadionu w Toronto, trudno jednak nie docenić.

Drużynowo ekipa ze strefy CONCACAF wyglądała co najmniej dobrze. Obrona nie pozwalała Chorwatom rozwinąć skrzydeł, a i w ataku piłkarze prowadzeni przez Thomasa Christiansena starali się zagrozić Dominikowi Livakoviciowi, którzy od czasu do czasu musiał się wykazać. Podobać mógł się zwłaszcza skrzydłowy Jose Rodriguez, który na co dzień występuje w meksykańskim Juarez.

Reklama

Panamczykom na tych mistrzostwach świata powoli już dziękujemy, ale jeśli mają wyglądać właśnie tak, to nie obrazimy się na ponowne spotkanie za cztery lata.

Ciekawa statystyka w meczu Panama – Chorwacja

W pierwszym meczu Argentyny na tym mundialu, z Algierią, 200. występ w reprezentacji rozegrał Lionel Messi. Teraz osiągnięcie to zdołał wypracować również Luka Modrić. Legendarny kapitan ekipy z Bałkanów tradycyjnie wyprowadził zespół na murawę jako kapitan, przekraczając kolejną barierę w narodowych barwach.

Reklama

Nie można wykluczyć, że są to ostatnie momenty Modricia w kadrze, a nawet w karierze, bo wciąż nie wiadomo, czy zdecyduje się przedłużyć kontrakt z Milanem mimo zdecydowanej woli klubu. My możemy zatem tylko chłonąć i cieszyć się, że takiego mistrza można jeszcze oglądać w akcji.

Mistrzostwa świata 2026. Kolumbia – Demokratyczna Republika Konga 1:0

  • 1:0 – Daniel Munoz 76′

Był to na pewno ciekawszy mecz niż starcia Anglii z Ghaną i Panamy z Chorwacją, ale też daleko mu do miana porywającego. Kolumbia niesamowicie zaczęła i do pierwszej przerwy na picie powinna prowadzić co najmniej jednym golem. Munoz dobijał w boczną siatkę strzał Diaza, potem bramkarz DRK odbił nogami kolejną próbę Diaza, a James Rodriguez poważnie go sprawdził uderzeniem z dystansu.

Lionel Mpasi-Nzau bronił jak w transie. Po przerwie wygrał kolejny pojedynek z Diazem, to była jego najlepsza interwencja. Skapitulował dopiero wtedy, gdy Kapuadi tak pechowo trącił piłkę po strzale Munoza, że ta zupełnie zmieniła kierunek. Szkoda stopera Widewa – do tego momentu rozgrywał dobry mecz, a tu zawiódł podwójnie, bo wcześniej w tej samej akcji dał się przepchnąć Cordobie.

DRK raziło jednak przede wszystkim nieudolnością w ofensywie. Dwa przyzwoite strzały zza pola karnego – jeden niecelny w 1. minucie, drugi celny w doliczonym czasie – to zdecydowanie za mało.

Reklama

Kozak i badziewiak meczu Kolumbia – Demokratyczna Republika Konga

O występie bramkarza DRK już było i to właśnie on został plusem meczu. Warto też wyróżnić Munoza, który ponownie był bardzo aktywny w ofensywie i zanim strzelił szczęśliwego gola, trafił do siatki na raty po minimalnym spalonym. Miał też wspomnianą dobitkę po akcji Diaza. W tyłach był pewny, a w razie czego nie bał się opieprzyć kolegów, naprawiając ich błędy. Taką scenkę oglądaliśmy pod koniec pierwszej połowy – Munoz zablokował dośrodkowanie Kayembe i ochrzanił partnerów, że nie poszli za wbiegającym rywalem.

Na minus przede wszystkim napastnicy. Cedric Bakambu i Yoane Wissa praktycznie nic nie zdziałali. Przez większość meczu znajdowali się poza grą. W szeregach Kolumbii ponownie zawiódł Luis Suarez, król strzelców ligi portugalskiej. 58 minut, zaledwie 14 kontaktów z piłką, żadnego większego zagrożenia. Zmieniający go Jhon Cordoba miał za to znaczący udział przy zwycięskiej bramce. Zmiana w ataku na spotkanie z Portugalią wydaje się logiczna.

Co się działo w meczu Kolumbia – Demokratyczna Republika Konga?

Rzucał się już w oczy na Pucharze Narodów Afryki, a teraz pojawił się na mundialu. Słynny kibic DRK w nietypowy sposób wspierał swoją drużynę w meczu z Kolumbią. Przez cały czas stał nieruchomo na podeście, jakby był posągiem. Ubiorem i gestami nawiązuje do byłego premiera Demokratycznej Republiki Konga, Patrice’a Lumumby. Był on pierwszym premierem tego kraju po uniezależnieniu się od Belgii. W 1961 roku został zabity przez separatystów wspieranych przez Belgów. W DRK jest bohaterem.

Ciekawa statystyka w meczu Kolumbia – Demokratyczna Republika Konga

Lionel Mpasi-Nzau to pierwszy od blisko trzydziestu lat bramkarz, który w meczu mistrzostw świata obronił aż pięć celnych strzałów w początkowych dwudziestu minutach. Po raz ostatni takiego wyczynu dokonał golkiper Jamajki Warren Barrett podczas MŚ 1998 w spotkaniu z Argentyną (0:5).

0 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Widmo „hańby w Kansas City”. Kuriozalna sytuacja w grupie J

Jan Broda
0
Widmo „hańby w Kansas City”. Kuriozalna sytuacja w grupie J

Mundial 2026

Reklama
Mundial 2026

Widmo „hańby w Kansas City”. Kuriozalna sytuacja w grupie J

Jan Broda
0
Widmo „hańby w Kansas City”. Kuriozalna sytuacja w grupie J