Witamy reprezentację Kolumbii w fazie pucharowej mundialu. Niektórzy typowali ją na czarnego konia turnieju i na razie mogą mieć przekonanie, że przeczucie ich nie myliło. Inna sprawa, że Luis Diaz i spółka nie zostali jeszcze naprawdę poważnie sprawdzeni. Trudno bowiem stwierdzić, żeby Demokratyczna Republika Konga wysoko zawiesiła poprzeczkę.
A jest to pewne rozczarowanie po remisie tej drużyny z Portugalią. DRK długo dzielnie i nieco szczęśliwie się broniło, ale z przodu nie miało praktycznie żadnych atutów. Dość powiedzieć, że Camilo Vargas do jedynej wymagającej interwencji został zmuszony dopiero w doliczonym czasie, gdy z dystansu uderzył Mbuku. Do tego momentu bramkarz Kolumbijczyków „wyróżnił się” tylko tym, że w jednej akcji za długo zwlekał z wybiciem piłki i zapędził się z nią do linii bocznej, co dało rywalom aut.
Kolumbia – Demokratyczna Republika Konga 1:0. Bramkarz długo był bohaterem
Przedstawiciel Afryki najbardziej składną akcję przeprowadził w… pierwszych sekundach. Rozegranie od obrony, następnie przez lewe skrzydło, aż wreszcie po podaniu do środka niecelnie sprzed pola karnego uderzał Kayembe.
Był to dobry prognostyk, tyle że kontynuacja nie nastąpiła. Podopieczni Sebastiena Desabre w atakowaniu byli nieśmiali, nieporadni i strasznie naiwni. Często łatwo tracili posiadanie dalekim wykopem, po którym Bakambu lub Wissa mieli małe szanse, żeby coś zdziałać.
Kolumbia zaczęła z rozmachem i przez ponad 20 minut tłamsiła rywala. W tym czasie oddała aż osiem strzałów, z czego pięć celnych.
Lionel Mpasi-Nzau miał pełne ręce roboty, choć w niektórych przypadkach dostawał uderzenia z daleka, żeby ładnie się rzucić na notę. Kilka razy jednak pokazał klasę. James Rodriguez oddał najbardziej wymagający strzał z dystansu, tutaj trzeba było się solidnie napocić. Potem bramkarz Le Havre zatrzymał nogami próbę Luisa Diaza z pola karnego. Wcześniej miał szczęście, że Munoz dobijał w boczną siatkę inny strzał asa Bayernu. Najlepszą interwencję zaliczył po przerwie. Centra Jamesa przeszła do Diaza, który mógł przyjąć i swobodnie kopnął piłkę, ale trafił w Mpasiego-Nzau. Dość długo była to jedyna konkretna sytuacja Kolumbii w drugiej połowie.
31-letni golkiper bezradny był dopiero po strzale zadziornego Daniela Munoza i rykoszecie od Kapuadiego. Stoper Widzewa Łódź do feralnej 76. minuty grał naprawdę dobrze. Interweniował pewnie i z wyczuciem, nie panikował pod presją. Dodatkowo potrafił posłać obiecujące podanie do przodu. Tu jednak zawalił. Najpierw dał się przepchnąć Cordobie, a następnie próbując doskoczyć do Munoza trącił piłkę tak, że bramkarz stał się bezradny. Prawdopodobnie bez rykoszetu spokojnie zrobiłby swoje, bo Munoz nie uderzył zbyt mocno.
Szaleństwo na trybunach stadionu w Guadalajarze! 🇨🇴
Kolumbia prowadzi z DR Konga 1:0. pic.twitter.com/4Eec2nUtL8
— TVP SPORT (@sport_tvppl) June 24, 2026
Mimo to Kapuadi na razie całościowo wypada obiecująco na MŚ i jeśli pójdzie tym tropem, kto wie, czy po turnieju Widzew nie otrzyma ciekawych ofert.
Kolumbia trochę wyhamowała po pierwszej przerwie reklamo… nawadniającej, ale koniec końców wygrała w pełni zasłużenie. Hit z Portugalią rozegra już na sporym luzie. DRK nie ma co płakać. Jeśli pokona Uzbekistan, czyli na papierze najłatwiejszego przeciwnika w grupie, awansuje.
Atrakcyjność meczu: 3/6
Zmiany:
Legenda
fot. Newspix