Alireza Beiranvand świetnym występem w meczu z Belgią po raz kolejny zachwycił piłkarski świat. Nie tylko grą, ale też historią, która brzmi jak gotowy scenariusz na hollywoodzki film. Gdyby była fikcją, opowieść o piłkarzu, który z chłopaka śpiącego na ulicy stał się zawodnikiem meczu na mistrzostwach świata, moglibyśmy uznać za zbyt piękną, by była prawdziwa. Ale ta opowieść fikcją nie jest.
2018 rok, mistrzostwa świata w Rosji. Spotkanie Iran – Portugalia w ramach ostatniej serii gier grupy B. Portugalczycy prowadzą 1:0 po golu Ricardo Quaresmy, a na początku drugiej połowy mają znakomitą okazję, by podwyższyć prowadzenie: sędzia dyktuje rzut karny po faulu irańskiego obrońcy na Cristiano Ronaldo. Piłkę na jedenastym metrze naturalnie ustawia sam poszkodowany. CR7 bierze długi rozbieg i uderza mocno, ale bramkarz świetnie rozczytuje jego zamiary. Broni strzał i to w taki sposób, że nie daje nawet rywalom szansy na dobitkę – zaraz po uderzeniu piłka bezpiecznie spoczywa w jego dłoniach.
Tak oto o Alirezie Beiranvandzie usłyszał cały świat. Osiem lat później, w spotkaniu z Belgią na mistrzostwach świata w Ameryce Północnej, 33-letni dziś bramkarz znów o sobie przypomniał.
Alireza Beiranvand. Bramkarz, który rzucił wyzwanie losowi
Jedną z największych zalet mundiali jest niewątpliwie to, że potrafią przekierować światła reflektorów z największych gwiazd na zawodników nieznanych szerszej publiczności. Na co dzień irańska piłka interesuje głównie rodzimych obserwatorów, tymczasem historia Alirezy Beiranvanda może być dla żyjących marzeniami dzieciaków nie mniejszą inspiracją niż popisy Thibauta Courtoisa czy Manuela Neuera.
Beiranvand, aby zostać piłkarzem, musiał rzucić wyzwanie losowi. Urodził się w rodzinie żyjących koczowniczo pasterzy i jako najstarsze dziecko, już od najmłodszych lat pracował przy wypasie owiec. Wolny czas wypełniał mu sport – wraz z kolegami grał w piłkę nożną i miejscową grę Dal Paran, polegającą na rzucaniu kamieniem na jak największą odległość.
Gdy rodzina osiadła w Sarabias, niewielkiej miejscowości w irańskiej prowincji Lorestan, 12-letni Alireza zaczął uczęszczać na treningi lokalnej drużyny. Jego ojciec nie pochwalał jednak tego zajęcia – uważał, że chłopak powinien poszukać sobie pracy, łapać się dorywczych zajęć. Jak wspominał po latach w rozmowie z „Guardianem”, zdarzyło się, że jego ojciec wręcz zniszczył mu rękawice bramkarskie i strój. Nastolatka przed treningami to nie powstrzymało – trenował, broniąc gołymi rękami.
– Nie mieliśmy stabilnej sytuacji finansowej, żyliśmy w biedzie. Obiecałem samemu sobie, że wyjadę i odniosę sukces – tłumaczył Beiranvand w rozmowie z FIFA.
Decyzję o wyjeździe podjął bez pozwolenia rodziców. Pożyczył pieniądze od krewnych i znajomych, kupił bilet autobusowy do Teheranu i pewnego dnia uciekł z domu. Początek nowego życia nie był dla Alirezy łatwy. Chłopaka nie było stać na nocleg, zostało mu życie na ulicy.

Piłka ważniejsza niż dach nad głową
Osiągnął jednak najważniejsze: dostał szansę, by zacząć gonić za karierą piłkarza. W autobusie 15-latek poznał trenera Hosseina Faiza. Szkoleniowiec zaoferował chłopakowi przyjście na testy do drużyny, którą prowadził. Był tylko jeden problem – za udział w testach trzeba było zapłacić. Według różnych relacji chodziło o 150–200 tys. tomanów, czyli kwotę całkowicie poza zasięgiem nastolatka, który musiał się zapożyczyć nawet na bilet autobusowy do Teheranu.
– Gdybym miał taką kwotę, znalazłbym sobie miejsce do spania – wspominał bramkarz.
Ostatecznie Faiz zgodził się, by Beiranvand trenował z drużyną bez pobierania od niego pieniędzy. Pod dach tymczasowo przygarnął go kapitan drużyny, a niedługo później inny kolega załatwił mu pracę w szwalni swojego ojca – tam mógł pracować i spać.
– Pracowałem do drugiej w nocy, szedłem spać, potem znów pracowałem od siódmej do południa, a następnie szedłem na trening – opisywał piłkarz.
Niedługo później trafił do drużyny Naft Teheran, co oznaczało koniec pracy w szwalni. Imał się różnych zajęć – pracował na myjni samochodowej i w pizzerii. Gdy pracował w myjni, zakład odwiedziła legenda irańskiej piłki, Ali Daei. Zawstydzony Beiranvand nie zamierzał jednak prosić go o pomoc. Równie zawstydzony rzucił pracę w pizzerii, gdy pewnego dnia lokal odwiedził jego trener.
– Znosiłem wszystkie te trudności dla futbolu. Od pierwszego dnia wiedziałem, że moim głównym celem i zadaniem jest gra w piłkę, więc musiałem to robić, aby osiągnąć swój cel. Gdziekolwiek poszedłem, mówiłem: „Dajcie mi tylko miejsce do spania, będę dla was pracował” – tłumaczył Irańczyk.
Wreszcie nastoletni Beiranvand zatrudnił się przy sprzątaniu ulic. Do dziś wspomina ten moment swojego życia bez krztyny wstydu.
– Tak, pracowałem też jako sprzątacz ulic. Jestem z tego dumny, bo wiem, że ludzie wykonujący tę pracę są niezwykle wierni, oddani i wspaniali. Oni naprawdę służą ludziom – mówił w rozmowie z FIFA.
Przełom w karierze i rekordowy wyrzut
Wytrwałość się opłaciła. Swoją grą zapracował na powołania do młodzieżowych reprezentacji Iranu, a z czasem przebił się do pierwszej drużyny Naftu. Uwagę, w tym zagranicznych mediów, przykuł w 2014 roku. Podczas meczu ligowego zanotował asystę wyrzutem piłki ręką na kilkadziesiąt metrów, daleko za linię środkową boiska. Tego typu wyrzuty to znak firmowy Beiranvanda – coś, co zostało mu z gry w Dal Paran w młodości.
Niedługo później, w styczniu 2015 roku, doczekał się debiutu w dorosłej reprezentacji, a eliminacje do mundialu w Rosji kończył już jako podstawowy bramkarz kadry. Jego debiut w meczu o punkty był słodko-gorzki. Beiranvand dostał miejsce między słupkami pod nieobecność Alirezy Haghighiego, który nie otrzymał wizy na wylot do Guamu. Iran wygrał 6:0, ale kończył mecz w dziesięciu – bramkarz otrzymał czerwoną kartkę za zagranie piłki ręką poza polem karnym. Ponieważ Irańczycy wykorzystali limit zmian, mecz w bramce dograł jeden z defensorów.
Nie przeszkodziło mu to jednak kończyć eliminacji już jako podstawowy bramkarz reprezentacji. W 2016 roku, już jako zawodnik Persepolis FC, podczas jednego z meczów eliminacyjnych zapisał się w historii – jego wyrzut w meczu z Koreą Południową z 11 października na odległość 61,0026 metra został uznany za rekord Guinnessa w odległości wyrzutu w oficjalnym meczu piłki nożnej.
To zresztą nie jedyny rekord Guinnessa dzierżony przez Beiranvanda. W 2019 roku golkiper zaliczył też najdłuższy zmierzony wykop. W spotkaniu Zob Ahan – Persepolis posłał piłkę na odległość 78,014 metra.

Bohater mundiali, rozczarowanie w Europie
Jednak nie dzięki rekordom, a występom na mundialach Irańczyk zapisał się w pamięci kibiców. Pamiętny obroniony rzut karny Ronaldo z 2018 roku to scena, która przeszła do historii mistrzostw świata. Występ w Katarze zapamiętamy głównie z pechowej kontuzji – już na początku pierwszego meczu grupowego z Anglią zderzył się głową z kolegą z drużyny. Próbował kontynuować mecz (na co dostał zgodę od sztabu medycznego, dziś wydaje się to nie do pomyślenia), ale wyraźnie oszołomiony i zdezorientowany po chwili opuścił boisko. Było to przy stanie 0:0, ostatecznie Anglicy rozbili Irańczyków 6:2. Beiranvand opuścił kolejny mecz z Walią. Wrócił dopiero na ostatnie spotkanie, z USA, przegrane 0:1 i oznaczające pożegnanie Team Melli z turniejem.
Cztery lata później znów przypomniał o sobie piłkarskiemu światu znakomitym występem przeciwko Belgii, za który otrzymał nagrodę zawodnika meczu. O skali wyczynu niech świadczy to, że po drugiej stronie świetne interwencje zaliczył też uznawany za jednego z najlepszych bramkarzy na świecie Thibaut Courtois. Fantastyczna obrona strzału Maxima De Cuypera z pewnością będzie jednym z obrazków tych mistrzostw.
Just look at this save from Alireza Beiranvand 🤯! #BELIRN #Iran pic.twitter.com/jsa6jyWmCA
— The Final Whistle (@Rufus_45) June 21, 2026
Po takim spotkaniu naturalne wydaje się pytanie: dlaczego taki bramkarz nie gra w dobrym europejskim klubie? Cóż, Beiranvand tę przygodę ma już za sobą i podczas dwuletniego epizodu na Starym Kontynencie nie błyszczał. Można tu wskazać różne powody: problemy zdrowotne, trudną adaptację, mocną konkurencję czy brak regularnej gry. W każdym razie rozegrał jeden sezon w Royal Antwerp i jeden na wypożyczeniu w Boaviscie. Łącznie zaliczył ledwie 21 występów, po czym wrócił do Iranu.
To z jednej strony zawód, ale w pewnym sensie dodaje to historii tego zawodnika kolorytu. Mundiale po prostu kojarzą się z takimi piłkarzami – wspomnijmy tylko Guillermo Ochoę z Meksyku, który co cztery lata włączał na turnieju tryb ściany. Bohaterem mistrzostw w Ameryce Północnej, nawet częściej wspominanym od reprezentanta Iranu, jest 40-letni Vozinha z Republiki Zielonego Przylądka, który grał w lidze cypryjskiej czy słowackiej, a obecnie występuje na zapleczu portugalskiej ekstraklasy.
Nie wydaje się przy tym, że Beiranvand musi jeszcze coś komuś udowadniać. Podczas jego trudnych początków w stolicy Iranu jeden z krewnych miał go zauważyć pracującego w myjni i powiedzieć o tym ojcu piłkarza: „Myślisz, że twój syn wyjechał grać w piłkę? On pracuje w Teheranie!”. Dziś każdy może się przekonać, że spełnił swoje marzenie. Wystarczy włączyć telewizor.
Nic nie podsumuje tej historii lepiej, niż cytat z samego Alirezy (za materiałem FIFA):
– Nigdy nie zapomnę trudności, przez które przeszedłem i jestem z nich dumny. Zawsze bardzo chciałem odnieść sukces. Moja droga czyni mnie wzorem do naśladowania. Przede wszystkim dla samego siebie.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix