Szulczek szczerze przyznał się do wpadki. „To był mój błąd”

Jan Broda

Autor:Jan Broda

03 września 2026, 23:11 • 3 min czytania 2

Reklama
Szulczek szczerze przyznał się do wpadki. „To był mój błąd”

Raków przegrał piąty mecz z rzędu w Ekstraklasie. Częstochowianie przegrali 1:2 z Górnikiem Zabrze i okupują ostatnie miejsce w tabeli. Dawid Szulczek, który tymczasowo zastępuje na ławce zwolnionego Dawida Kroczka, zabrał głos po spotkaniu. Trener Medalików przyznał wprost, że eksperymenty w składzie były błędem. 

Reklama

Czarna seria Rakowa trwa w najlepsze. Częstochowianie przegrali wszystkie pięć dotychczasowe mecze w nowym sezonie i są jedyną ekipą w Ekstraklasie z zerowym dorobkiem punktowym. Nie pomógł nawet efekt nowej miotły. Po zwolnieniu Dawida Kroczka na ławce zastąpił go jego asystent, Dawid Szulczek, lecz debiut pod jego wodzą nie był udany. Medaliki przegrały 1:2 z Górnikiem.

Widzieliśmy, jak wyglądała druga połowa. Chciałbym, żebyśmy tak grali przez 90 minut, jak w ostatnim fragmencie, gdy napędziliśmy się przed strzelonym golem na 1:2 i później otrzymywaliśmy to prawie do samego końca. Wcześniej mieliśmy problemy z końcówkami spotkań gdy robiliśmy zmiany – dzisiaj te zmiany zdecydowanie poprawiły obraz gry – skomentował.

„To był mój błąd”. Szulczek bije się w pierś

Szulczek namieszał ze składem. Od pierwszej minuty oglądaliśmy m.in. Jakuba Jendryka, Ojo Abrahama i Marko Perovicia. Efekt? Nie minęła godzina gry, a wszyscy trzej siedzieli już na ławce. Najwcześniej z boiska zszedł Perović, który został zmieniony jeszcze w pierwszej połowie. Trudno więc o lepsze podsumowanie ich występów.

Zapytany o zaskakujące wybory personalne, Szulczek wprost przyznał się do błędu.

Reklama

– Po pierwsze, po negatywnej serii trzeba szukać innych rozwiązań, jeżeli to, co robiliśmy wcześniej się nie sprawdza. Po drugie, chcieliśmy zablokować lewą stronę Górnika, gdzie Janża i Josema świetnie grają progresywnie, stąd zdecydowaliśmy, by Jendryka grał praktycznie cały mecz wysoko. Nie ma co się oszukiwać – nie wyglądało to dobrze, graliśmy słabo w pierwszej połowie. Widząc, że Górnik również się tego zaadaptował, szybko zmieniliśmy, jeszcze w trakcie pierwszej połowie, zmieniliśmy jedno wahadło i delikatnie skorygowaliśmy plan gry, a w przerwie mogliśmy dokonać większej liczby zmian i wyjść na drugą połowę zawodnikami, którzy dłużej przebywają ze sobą w szatni, dłużej grają i po prostu lepiej się rozumieją – tłumaczył.

– Chcieliśmy dać trochę świeżej krwi i szansę zawodnikom, którzy grali mniej. Trzeba pamiętać, że część z nich została sprowadzona w tym okienku i po prostu jeszcze ze sobą nie mają nici porozumienia. Inaczej wygląda to na treningu, a inaczej z rywalem w warunkach meczowych. Było dużo nieporozumień i strat w środku pola, co napędzało Górnika. Moim zdaniem to jest główny powód, dlaczego wyglądaliśmy tak słabo w pierwszej połowie. Z biegiem czasu, jak ci zawodnicy będą się lepiej znać, odwrócimy to. To był błąd, że wystawiłem w pierwszym składzie aż tylu nowych zawodników – dodał. 

O przełamanie nie będzie łatwo. W następnej kolejce Raków pojedzie na Bułgarską zmierzyć się z Lechem. Szulczek jasno zapowiedział, że w starciu z mistrzami Polski postawi na sprawdzonych w boju żołnierzy. – Zestawimy taki skład personalny, który będzie w stanie przejąć inicjatywę. Nie wiem, jakim wynikiem zakończy się ten mecz, ale z pewnością potrzebujemy taką energię, jaką zaprezentowaliśmy pod koniec spotkania – przyznał.

Reklama

Fot. Newspix

2 komentarze
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama