Były piłkarz Lecha nawet tam nie zadebiutował. Teraz gra w 2. lidze

Mikołaj Duda

04 czerwca 2026, 20:25 • 3 min czytania 1

Reklama
Były piłkarz Lecha nawet tam nie zadebiutował. Teraz gra w 2. lidze

Według słów Tomasza Rząsy, miał być jakościowym upgradem w porównaniu do Pedro Rebocho. No cóż, te słowa najlepiej w Poznaniu się nie zestarzały. Portugalczyk od kilku lat bardzo udanie sobie radzi w Arabii Saudyjskiej, a Szwed w Lechu zdecydowanie nie spełnił oczekiwań. W nowym klubie lepiej nie było, więc… wylądował w drugiej lidze.

Reklama

Elias Andersson do Lecha trafiał kilka miesięcy po debiucie w reprezentacji Szwecji, a także jako jeden z liderów rodzimego Djurgarden. Lewy obrońca wraz z kolegami dotarł do 1/8 finału Ligi Konferencji, w której musiał uznać wyższość Lecha prowadzonego przez Johna van den Broma. W każdym razie po ogłoszeniu transferu nie brakowało komentarzy kibiców ze Sztokholmu, że tracą swojego najlepszego zawodnika.

Rzeczywistość okazała się dla Szweda brutalna, a ostatnio kompletnie się nie odnalazł w nowym klubie po odejściu z Lecha.

Były piłkarz Lecha nie odnalazł się w nowym klubie. Teraz występuje na starej pozycji w drugiej lidze

Dla Szweda w Poznaniu udany był tylko początek. Obiecująco zaprezentował się w swoim debiucie przeciwko Piastowi Gliwice, a kilka dni później popisał się fenomenalną asystę w eliminacjach Ligi Konferencji. W spotkaniu z Żalgirisem Kowno posłał kapitalną asystę prosto na głowę Dino Hoticia.

Reklama

Później było już tylko gorzej i z czasem nawet stracił miejsce w składzie, mimo że jego konkurencja do najlepszych nie należała. John van den Brom wolał stawiać na Michała Gurgula, dopiero zaczynającego przygodę z seniorskim futbolem oraz szykującego się do końca kariery Barry’ego Douglasa.

O ile jeszcze w swoim pierwszym roku przy Bułgarskiej dość regularnie pojawiał się na placu gry, o tyle już po przyjściu Nielsa Frederiksena niemal całkowicie został przyspawany do ławki rezerwowych. Jego ostatnim występem, który dobrze podsumował tę nieudaną przygodę była rozegrana godzina z Puszczą Niepołomice, gdy czerwoną kartkę w pierwszej połowie obejrzał Michał Gurgul.

Bilans Szweda w Polsce zatrzymał się na 31 występach i czterech asystach. Poprzedniej zimy udał się na półroczne do duńskiego Viborga. Tam również furory nie zrobił, co najlepiej oddaje fakt, że zdążył zagrał w zaledwie sześciu meczach i nawet nie przekroczył bariery 400 rozegranych minut. Lech latem pozyskał Joao Moutinho do rywalizacji z coraz lepiej sobie radzącym Gurgulem, więc było jasne, że Andersson nie ma tu czego szukać. To poskutkowało kolejnymi przenosinami do Danii. Tym razem definitywnie do Randers.

Reklama

Systematyczny zjazd trwał dalej. W nowym zespole Szwed zagrał jeden mecz. Tyle że… w rezerwach. W pierwszym zespole trzykrotnie znalazł się w kadrze meczowej, jednak ani razu nie pojawił się na placu gry. Z tego względu po pół roku po raz kolejny zmienił barwy klubowe.

30-latek w zimowym okienku transferowym zdecydował się na powrót do ojczyzny. Gdy z niej wyjeżdżał, to miał status czołowego gracza ekipy ligowej czołówki, a po niespełna trzech latach zasilił szeregi ekipy z drugiego poziomu rozgrywkowego. I w końcu. Andersson zaczął grać regularnie. Co ciekawe, wrócił do gry jako środkowy pomocnik, czyli na pozycji, która jest mu doskonale znana. To właśnie w takiej roli trafiał do Djurgarden, gdzie z czasem przesunięto go na lewą obronę.

W każdym razie w Nordic United wyrósł na gwiazdę. Zagrał we wszystkich 10 dotychczasowych spotkaniach i nawet na moment nie zszedł z boiska. Zaliczył nawet dwie asysty i wraz z kolegami walczy o awans do szwedzkiej ekstraklasy. Na ten moment zajmuje drugie miejsce ze stratą dwóch punktów do lidera.

Reklama

Fot. Newspix

1 komentarz
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Polecane

Kosmos. Chwalińska zarobiła na tym turnieju dwa razy więcej niż w karierze

Patryk Idasiak
3
Kosmos. Chwalińska zarobiła na tym turnieju dwa razy więcej niż w karierze

Inne ligi zagraniczne

Reklama