Papszun potwierdził poważną kontuzję. Pozostali do dyspozycji

Patryk Idasiak

09 kwietnia 2026, 15:03 • 3 min czytania 4

Reklama
Papszun potwierdził poważną kontuzję. Pozostali do dyspozycji

Legia Warszawa mogła się obawiać o kadrę na mecz z Górnikiem Zabrze. Przede wszystkim kontuzji nabawił się Wahan Biczachczjan podczas oddawania strzału w ostatnim spotkaniu Ekstraklasy i nie mógł dalej grać. Na dyskomfort narzekali również Kamil Piątkowski i Radovan Pankov. Ten drugi zszedł w Szczecinie z tego powodu z boiska. Jak się okazuje, kontuzja pomocnika wygląda na poważną. Reszta jest do dyspozycji Marka Papszuna. 

Reklama

Ormianin w 60. minucie miał niezłą okazję na zdobycie bramki przeciwko swojemu byłemu zespołowi. Nie dość, że zmarnował sam na sam, to jeszcze kopnął w taki sposób, że od razu poczuł coś w udzie i zasygnalizował, że coś mu się stało. Położył się na trawie, zakrył twarz koszulką i pokazywał konieczność zmiany. Nie wyglądało to optymistycznie i zwiastowało poważny problem. Nie był to udany mini jubileusz, bo Biczachczjan rozgrywał 50. mecz w koszulce Legii.

Papszun potwierdza absencję Biczachczjana

W przypadku kontuzji sytuacja nie jest optymistyczna, szczególnie jeśli chodzi o Wahana Biczachczjana. Uraz wygląda poważnie i istnieje ryzyko, że może go zabraknąć do końca sezonu, choć ostateczne wnioski przyniosą dopiero dokładne badania – powiedział na konferencji prasowej Marek Papszun. Dodał też, że Pankov i Piątkowski trenują i powinni normalnie z Górnikiem wystąpić, a to w przypadku Serba nie było takie pewne.

Do końca pozostało siedem kolejek i Wahan Biczachczjan był bardzo ważnym piłkarzem w kontekście walki o utrzymanie. Może nie widać tego po liczbach, bo strzelił raptem jednego gola w rundzie wiosennej, natomiast aż w dziesięciu spotkaniach z rzędu wychodził w podstawowej jedenastce, wygrywając rywalizację z Kacprem Urbańskim. Papszun wystawiał go nie na skrzydle, lecz za plecami Milety Rajovicia, w roli dziesiątki.

Przed Legią bardzo wymagający terminarz. Bo zmierzy się… z trzema kandydatami do walki o tytuł – najpierw domowy mecz z Górnikiem Zabrze, potem kolejny domowy mecz z Zagłębiem Lubin i wyjazd do Poznania. O ile Zabrzanie są w niezłej formie, to Lubinianie już nie – ponieśli bowiem trzy porażki z rzędu. Papszun wie, że sześć punktów zdobytych na Łazienkowskiej może przechylić szalę na walkę o awans do europejskich pucharów, co delikatnie sugeruje (cytaty za Legia.net):

Reklama

Przed nami kolejne bardzo ważne mecze, które traktujemy jak finały. Najbliższe dwa spotkania będą kluczowe i mogą pokazać, w którym kierunku pójdziemy – czy będziemy mogli realnie myśleć o miejscach wyżej w tabeli, czy raczej skoncentrujemy się na walce o utrzymanie. Wszystko zależy od naszych wyników i podejścia. Bardzo istotne jest, żeby zachować odpowiedni balans mentalny. Nie możemy ani popadać w hurraoptymizm, ani się załamywać. Najważniejsza jest codzienna praca, koncentracja i przygotowanie do kolejnych spotkań. Jeśli uznamy, że teraz będzie już łatwo, to szybko możemy wrócić do punktu wyjścia.

Realna jest sytuacja, w której awans do Ligi Konferencji da także piąte miejsce w Ekstraklasie. Wojskowi są od ośmiu spotkań niepokonani, ale aż pięć z nich w tej serii zremisowali.

CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:

Fot. 400mm.pl

4 komentarze
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama