Ulga Enzo Mareski. Cherki i obrońcy uratowali Manchester City

Patryk Idasiak

23 sierpnia 2026, 17:51 • 4 min czytania 1

Reklama
Ulga Enzo Mareski. Cherki i obrońcy uratowali Manchester City

Są takie pudła typu „ja bym to szczelił w klapkach”, które można potem eksponować i trudno uwierzyć, że profesjonalny piłkarz nie trafił do siatki. Manchester City miał takie dwa z Bournemouth. Nowa fryzura nie pomogła Erlingowi Haalandowi. Długo wydawało się, że Enzo Maresca przegra drugi mecz, ale kierownicę do ręki wziął Rayan Cherki i postanowił szukać nie Haalanda, tylko skutecznych obrońców. 

Reklama

Pudło Haalanda się zemściło

Sytuacja Marco Rose – nowego menedżera Bournemouth – jest bardzo podobna jak u Enzo Mareski. Też ma przed sobą bardzo trudne zadanie, zastąpić gościa, który został bohaterem kibiców i wykręcił niesamowite wyniki. Pep Guardiola postanowił po 10 latach odpocząć, a Andoni Iraola po trzech latach u sterów Wisienek przejął Liverpool. Doprowadził ich do pierwszego w historii awansu do europejskich pucharów (Liga Europy za szóste miejsce w Premier League).

Może i transferów przychodzących w City mało, ale Maresca ma za to nowego napastnika! O taki jest nowy wygląda Erlinga Haalanda:

Reklama

Haaland zawiódł i pierwszy raz nie trafił w inauguracyjnej kolejce Premier League. A powinien to zrobić w pierwszej połowie, kiedy Nico O’Reilly posłał świetne dośrodkowanie z lewej strony. Chyba już wszyscy widzieli piłkę w siatce, ale Norweg jakoś koślawo na nią nabiegł, nie wiedział czym właściwie ma uderzać, no i nie uderzył niczym.

A przecież to był w zasadzie pewny gol.

Reklama

Potem trwała wyrównana walka w środku pola i w końcu coraz więcej do powiedzenia mieli goście. Pudło Haalanda się zemściło. Po długim podaniu walkę o piłkę wygrał Rayan, dograł na skrzydło do Evanilsona, a ten dostrzegł po drugiej stronie Marcusa Taverniera. Wystarczyło tylko lewą nogą wkopać piłkę do bramki. Szybka akcja, dwa podania i Manchester City został rozklepany.

Później City miało szczęście, bo Tavernier uderzał groźnie zza szesnastki, a Justin Kluivert kopnął zdecydowanie za lekko, próbując dokręcić piłkę na dalszy słupek. To była naprawdę niezła szansa, żeby do przerwy prowadzić dwiema bramkami. Goście grali nieźle, na pewno nie prowadzili fartem.

Reklama

Marc Guehi… defensywnym pomocnikiem

Tylko, że w drugiej połowie Bournemouth trochę zatraciło swoją tożsamość i zamiast zaatakować niezbyt pewnie czującego się przeciwnika… wycofało się. Na początku jeszcze Wisienkom dopisało ogromne szczęście. W leadzie mowa była o dwóch katastrofalnych pudłach – jedno było dziełem Haalanda, a drugie – chyba jeszcze gorsze – Marca Guehiego.

Trzy metry do pustej, piłka na głowie, strzał obok bramki.

Reklama

A propos Guehiego – bo nazwaliśmy go w tytule obrońcą. Jest od wielu, wielu lat podstawowym stoperem reprezentacji Anglii, w Crystal Palac i City Guardioli też zawsze grał na środku. Enzo Maresca zszokował wszystkich kibiców i wystawił go jako… defensywnego pomocnika. Można było przecierać oczy ze zdumienia, widząc go ganiającego w środkowej strefie boiska.

Manchester dążył do wyrównania i to się udało za sprawą… Marca Guehiego. Tym razem, już w trudniejszej sytuacji, trafił z główki. W końcówce gola strzelił jeszcze inny obrońca – Josko Gvardiol, który zachował się niczym rasowy snajper, idealnie wklejając się w linię obrony.

Reklama

Tę sytuację analizował VAR, bo sędzia boczny po trafieniu podniósł chorągiewkę. Okazało się, że linia półautomatycznego spalonego wskazała jako kluczowy punkt stopę obrońcy Bournemouth.

Warto dodać, że obu panom asystował Rayan Cherki, który wszedł na boisko w 63. minucie.

Reklama

Po męczarniach Manchester City wyrwał zwycięstwo. Wisienki mogą żałować podejścia do tego meczu, bo wystarczyło zagrać odrobinę odważniej. Zresztą, po trafieniu na 1:1 to goście przejęli chwilowo inicjatywę i pokazali, że są w stanie szybko wymieniać piłkę. Ale nie jest to zmartwienie Enzo Mareski.

Manchester City – Bournemouth 2:1

  • 26′ Tavernier – 0:1
  • 84′ Guehi – 1:1
  • 90+1′ Gvardiol – 2:1

Fot. Newspix

1 komentarz
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda
0
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Piłka nożna

Reklama
Ekstraklasa

Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda
0
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!