Liverpool w końcu się przełamał. Po dwóch remisach na starcie sezonu The Reds pojechali na Portman Road i zrobili to, czego oczekiwali od nich kibice – odnieśli pierwsze zwycięstwo pod wodzą Andoniego Iraoli. Bohaterami przeciwko Ipswich zostali Cody Gakpo i Alexander Isak, a debiut zaliczył także kosztujący fortunę Bradley Barcola.
Były skrzydłowy PSG rozpoczął jednak na ławce rezerwowych, a Andoni Iraola posłał do boju od pierwszych chwil innych sprowadzonych latem piłkarzy – Ronalda Araujo, Jeremy’ego Jacqueta i Victora Munoza. Remisy z Newcastle i Nottingham to nie był najlepszy start sezonu dla The Reds. Dość powiedzieć, że przed tym spotkaniem to Ipswich mogło pochwalić się lepszym dorobkiem punktowym.
Liverpool wreszcie zwycięski. Dwa ciosy w kilka minut i po meczu
Ekipa Gary’ego O’Neila zgarnęła bowiem komplet oczek pokonując w 1. kolejce Sunderland 2:1. Później pokonała jeszcze w Pucharze Ligi Leicester, ale bolesnym sprowadzeniem na ziemię okazała się zeszłotygodniowa wizyta na Old Trafford. The Tractor Boys prowadzili, co prawda z Manchesterem United po trafieniu Leifa Davisa, lecz później tryb turbo uruchomił Bruno Fernandes i skończyło się wynikiem 5:2. Portugalczyk zaliczył w tym meczu asystę i popisał się hat-trickiem.
W związku z tym nowy szkoleniowiec Ipswich na pewno liczył na większą dyscyplinę u swoich podopiecznych i dokonał też jednej zmiany w składzie. Do jedenastki wskoczył kupiony latem z Bayeru Leverkusen Exequiel Palacios, a na ławce usiadł Marcelino Nunez. To właśnie poślizgnięcie się Chilijczyka sprawiło, że Fernandes doprowadził w ostatnim meczu Ipswich do wyrównania.
Przeciwko Liverpoolowi ekipa gospodarzy nie mogła sobie wyobrazić gorszego początku. Już w 6. minucie po podaniu Cody’ego Gakpo pierwszego gola strzelił bowiem Alexander Isak. A jakby tego było mało – kilka chwil później na zegarze było już 2:0. Duet, który rozmontował defensywę rywali znowu ten sam: Gakpo – Isak.
Dwoma znakomitymi zagraniami Holender pokazał, że jednak fani The Reds niekoniecznie muszą rozpaczać z tego powodu, że latem ostatecznie nie trafił do Manchesteru City. The Citizens oferowali za niego 85 milionów funtów, a Liverpool domagał się okrągłej setki. Krytykowany za poprzedni sezon skrzydłowy nawiązał do najlepszych chwil, podobnie jak Isak. Pierwsze miesiące jego przygody na Anfield po transferze z Newcastle za 125 milionów funtów były najeżone kontuzjami i wahaniami formy.
𝐃𝐔𝐁𝐋𝐄𝐓 𝐈𝐒𝐀𝐊𝐀! ✌️ ⚽ Liverpool prowadzi z Ipswich!
Dwie świetne asysty zaserwował Cody Gakpo! 🍪
📺 Transmisja: https://t.co/Nlao77caWq pic.twitter.com/mXkfi5UhFQ
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 4, 2026
W obydwu bramkowych sytuacjach wykazał się jednak zimną krwią i dobrą techniką. Zwłaszcza widać to było przy drugim trafieniu, kiedy bez wielkich kłopotów minął Jacoba Greavesa. Co ciekawe, w 33. minucie Szwed mógł mieć już na swoim koncie hat-tricka, kiedy trafił do siatki po podaniu Floriana Wirtza. Okazało się jednak, że snajper Liverpoolu był w tej sytuacji na spalonym i wynik nie uległ zmianie.
The Reds robili jednak wiele, aby jeszcze przed przerwą pozbawić złudzeń słabo dysponowanego beniaminka. Kilkukrotnie uderzał choćby z dystansu Dominik Szoboszlai. Węgier wielokrotnie udowodnił już, że potrafi to robić, ale nie mógł znaleźć sposobu na Kjella Scherpena. Interwencje Holendra trzymały jakkolwiek Ipswich przy życiu, podobnie jak rajdy prawą stroną Abdula Fatawu. Po jednym z takich podań wzdłuż bramki czujnie w polu karnym interweniował Araujo, który wybijał piłkę poza strefę zagrożenia.
Ustawiony na prawej obronie Urugwajczyk nieźle radził sobie z Daizenem Maedą. Kompletnie odcięty od gry był również Emersonn. Po słabych występach w defensywie w dwóch pierwszych kolejkach taka postawa stanowiła dla fanów Liverpoolu przyjemne ukojenie skołatanych nerwów.
Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia, bo w 47. minucie powinno być 3:0 dla Liverpoolu. Z bliskiej odległości po dośrodkowaniu Szoboszlaia zbyt słabo głową uderzył jednak Alexis Mac Allister. Piłkę spokojnie wyłapał Scherpen. Liverpool raczej kontrolował boiskowe wydarzenia, a w 64. minucie Andoni Iraola uznał, że to właściwy moment by wpuścić na murawę kosztującego 123 miliony funtów Barcolę. Francuski skrzydłowy zadebiutował w Liverpoolu i zdążył pokazać kilka efektownych rajdów. Po jego podaniu w jednej z sytuacji w polu karnym nieco zagubił się Gakpo.
Welcome to the Premier League, Bradley Barcola 👋 pic.twitter.com/7NtocbcILB
— Premier League (@premierleague) September 4, 2026
Spore zagrożenie Liverpool wykreował także chwilę po wejściu Barcoli, ale akurat nie za sprawą nowego zawodnika. Po podaniu Araujo w przepychance z Davisem znakomicie poradził sobie Szoboszlai. Węgier wychodził już na czystą pozycję i był faulowany przez obrońcę Ipswich. Po analizie VAR sędzia Darren England zastanawiał się nad podyktowaniem rzutu karnego, ale okazało się, że wcześniej Szoboszlai był na spalonym, więc skończyło się bez jedenastki.
W momencie, w którym Barcola pojawiał się na placu gry, z boiska schodził Alexander Isak i miało to wpływ na poczynania ofensywne The Reds. Im dłużej bowiem trwał mecz, tym mniej aktywni byli goście pod bramką rywali. Ipswich próbowało szukać kontaktowego gola za sprawą choćby uderzeń Julio Enciso, ale niewiele z tego wynikało. Najbliżej był chyba w 86. minucie Jack Clarke, lecz piłka po odbiciu od obrońcy Ipswich Issy Diopa poszybowała obok słupka.
Dobrze zaprezentowali się stoperzy The Reds Jeremy Jacquet oraz Virgil van Dijk i ekipa Iraoli dała radę dowieźć dwubramkowe zwycięstwo. Andoni Iraola podobnie więc, jak Arne Slot przed dwoma laty pierwsze zwycięstwo w roli szkoleniowca Liverpoolu odniósł właśnie na Portman Road w Ipswich – i to w rozmiarze 2:0. Holender zrobił to jednak już w pierwszym spotkaniu, a trener rodem z Kraju Basków musiał poczekać chwilkę dłużej. Widać jednak, że coraz więcej trybów w jego machinie się zazębia i ekipa z Anfield może mieć powody do optymizmu.
Jeszcze przed przerwą reprezentacyjną dojdzie do mocniejszej weryfikacji formy Liverpoolu. Już w najbliższym meczu, w środę 9 września The Reds podejmą na Anfield Atletico Madryt w Lidze Mistrzów.
Tydzień później zagrają z Tottenhamem w Pucharze Ligi, a 20 września na Iraolę czeka sentymentalny powrót na Vitality Stadium, gdzie będzie czekało Bournemouth. Marco Rose i jego ekipa na pewno zrobią jednak wiele, aby to popołudnie nie było zbyt udane dla byłego ulubieńca fanów na południu Anglii.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix