Kamil Majchrzak stanął dzisiaj przed szczególnym wyzwaniem – zagrał ze swoim idolem, czyli Novakiem Djokoviciem. I zagrał dobrze, na tyle, że kilkukrotnie Serb wyraził na swój sposób uznanie. Genialny był w wykonaniu Polaka zwłaszcza pierwszy set. Dwa kolejne, niestety, już słabsze. I choć Kamil ostatecznie przegrał, to jednak po walce i naprawdę udanym spotkaniu. A w starciu z legendą taką jak Djoković, to też swoje znaczy.
Kamil Majchrzak urwał seta Djokoviciowi
13. Tyle pojedynków stoczyli do tej pory polscy tenisiści w starciach z Novakiem Djokoviciem. I nie jest zaskoczeniem, że żadnego nie wygrali. Choć to nie tak, że nie było szans. Były. Łukasz Kubot grał z Novakiem jeszcze wtedy, gdy ten był w szóstej setce rankingu ATP. Ale że Kubot sam był wtedy w czwartej, to oberwał w dwóch setach z piekielnie utalentowanym nastolatkiem. Hubert Hurkacz na Wimbledonie w 2023 roku przegrał w czterech partiach, ale były to cztery sety niesamowicie wyrównane – dwa pierwsze przegrał po tie-breakach, wygrał trzeciego i dopiero w czwartym dał się przełamać po raz pierwszy w meczu.
Choć najbliżej to był Hubert, owszem, ale w zeszłym sezonie. I to na mączce, w Genewie. Tam wygrał pierwszego seta, a dwa kolejne przegrał po tie-breakach. Bolał zwłaszcza trzeci, gdzie Polak na starcie przełamał rywala. Ale potem tę przewagę stracił. I skończyło się porażką – już ósmą w meczach z Serbem.
Kamil Majchrzak nigdy jeszcze z Djokoviciem nie grał. Do dzisiejszego meczu podchodził z czystą kartą i w być może najlepszym momencie swojej kariery. Bo jest Majchrzak 57. na świecie, walczy o awans do TOP 50 (jeszcze go tam nie było), od ponad roku gra na poziomie tej drugiej tenisowej ligi – nieco za światową czołówką, ale będąc w stanie rywalizować z zawodnikami z TOP 10 w pojedynczych spotkaniach. A to poziom, do jakiego mógł w pewnym momencie przestać aspirować – przez rok przecież nie mógł grać w tenisa przez zawieszenie za nieumyślny doping, wcześniej wiodło mu się różnie.
Innymi słowy: jest u Kamila dobrze. A dzisiaj mogło być jeszcze lepiej, bo w końcu nikt nie powiedział, że nie mógł sprawić sensacji.
Po prostu trzeba było wyjść na kort z taką nadzieją. I grać jak najlepiej.
Znakomity początek
Kamil Majchrzak zaczął mecz z Novakiem Djokoviciem od przełamania. Nieźle to brzmi, co? A dodać można, że po tym, jak sam wybronił się od breaka, to przełamał rywala po raz drugi i prowadził już 4:1. Generalnie: na korcie centralnym w Indian Wells fani mogli przeżywać spory szok. Majchrzak jednak wydawał się pewny swego, grał tak, jak trzeba było – uważnie, dokładnie, ale nie tylko bezpiecznie, bo nie obawiał się też przyspieszać akcji.
Djoković za to popełniał sporo błędów. Część była wymuszona dobrą grą Majchrzaka, część wynikała z pomyłek samego Serba. Niemniej: nam to pasowało. Bo Polak był dzięki temu na prowadzeniu nawet wtedy, gdy wreszcie dał się przełamać.
As good as it gets 💫@KamilMajchrzakk has come to play!@BNPPARIBASOPEN | #TennisParadise pic.twitter.com/nGKwByBE6g
— ATP Tour (@atptour) March 7, 2026
To był zresztą moment, który miał nam pokazać, jak nastawiony jest Kamil do tego meczu. Bo Djoković zaczął gonić. Z 4:1 dla Polaka zrobiło się 4:3, a Serb coraz lepiej grał na returnie, zmuszając Kamila do lepszego serwowania i wytężonej pracy w wymianach. Ta praca jednak przynosiła skutki i Majchrzak dostał wreszcie gema, w którym serwował na seta, po czym… przegrał w nim trzy pierwsze piłki. Katastrofa, ale do naprawienia – choć wydawałoby się, że niekoniecznie z takim geniuszem returnu, jak Djoković.
A jednak Kamilowi się udało. Obronił wszystkie break pointy – przede wszystkim za sprawą tego, że odważnie prowadził w nich grę i nie bał się atakować – po czym dołożył jeszcze dwa punkty. I wygrał seta w meczu z Novakiem Djokoviciem, 24-krotnym mistrzem wielkoszlemowym i wciąż światowym numerem trzy.
Ładny wpis do CV. Ale musiał Kamil pomyśleć, że jeszcze ładniejszy byłby, gdyby ugrał i drugą partię, a z nią – mecz.
Novak chwycił. I nie puścił
Djoković znakomicie zaczął trzecią partię. Przełamał Kamila na start, wybronił się samemu przed break pointami… i nie zwalniał. W pewnym momencie wydawało się nawet, że wygra seta do zera. Co jednak interesujące – nie była to wcale przesadnie jednostronna partia w wymianach, Majchrzak miał swoje szanse. Ale nie potrafił z nich skorzystać, bo Djoković – jak to on – był niezwykle skuteczny w tych kluczowych momentach kolejnych gemów.
Kamil mógł więc cieszyć się, że udało mu się ugrać gema. Honorowego, bo stanęło w tym secie tylko na jednym.
W trzeciej, ostatniej partii, ugrał dwa. To jednak był set pełen walki i naprawdę świetnych wymian. Była choćby taka na 40 uderzeń, wygrana przez Polaka, po której Nole padł na kort i głęboko oddychał. Było kilka świetnych minięć. Były szanse na wygranie większej liczby gemów, na walkę do końca seta. Ale znów – Djoković był świetny w kluczowych momentach, a do Kamila chyba dotarło z kim gra i na co ma szansę. Możliwe, że rolę odegrało też zmęczenie, bo Polak zaczął mylić się znacznie częściej.
40 UDERZEŃ W JEDNEJ AKCJI 😱
Pierwszy gem w trzecim secie dla Kamila Majchrzaka 😎#IndianWells pic.twitter.com/mMghR117OD
— Polsat Sport (@polsatsport) March 7, 2026
Efekt – tym bardziej w starciu z kimś takim jak Novak – był łatwy do przewidzenia.
Djoković wygrał, gra dalej. Kamil może być jednak z siebie zadowolony, bo dotarł do II rundy w Indian Wells i przegrał z rywalem, z którym raczej mało kto dawał mu szansę. A przegrał – to ważne! – po walce. Na tyle dobrej, że kilkukrotnie widać było w czasie wymian wyrazy uznania od Serba dla Polaka. A i po meczu podziękowania przy siatce były naprawdę serdeczne. Generalnie więc: to był dobry mecz Kamila. I dobry prognostyk na kolejne turnieje.
Kamil Majchrzak – Novak Djoković 6:4, 1:6, 2:6
Fot. Newspix
Czytaj więcej o tenisie na Weszło:
- Iga Świątek z problemami, ale wygrała
- Ojciec Świątek się odpalił: „G*wno wiesz, w nogach śpisz”
- Dwie minuty. W tyle rozeszły się bilety na uhonorowanie Federera