Problemy Igi Świątek, ale przezwyciężone. Polka w III rundzie Indian Wells

Sebastian Warzecha

08 marca 2026, 00:43 • 4 min czytania 3

Reklama
Problemy Igi Świątek, ale przezwyciężone. Polka w III rundzie Indian Wells

Prawdopodobnym jest, że Iga Świątek sprzed dwóch czy trzech sezonów wygrałaby takie spotkanie w niecałą godzinę i kilka minut później byłaby już na rozruchu po nim. Dzisiejsza, obecna Iga w tym samym momencie przegrywała gema serwisowego i miała wielkie problemy w drugiej partii. Bo pierwszą wygrała gładko, ale potem – już tradycyjnie – zaczęły się męczarnie. Dziś udało się je przezwyciężyć. Pytaniem pozostaje: co będzie z trudniejszymi rywalkami?

Iga Świątek ze zwycięstwem. Wymęczonym

Bądźmy tu całkowicie szczerzy: Kayla Day to nie tenisistka, która powinna sprawiać Idze Świątek wielkie problemy. Amerykanka kiedyś była sporym talentem, wygrała nawet juniorskie US Open… ale to było dekadę temu. A od tego czasu się nie przebiła. Nie to, że jest słaba – słabe zawodniczki nie dochodzą do 84. miejsca na świecie. Tyle że to Kayla zajmowała dwa lata temu – obecnie jest 187. na świecie.

Wiadomo, że takie tenisistki motywują się na spotkania z najlepszymi. Że Kayla nie miała nic do stracenia, mogła po prostu starać się grać najlepiej, jak umiała. I przez to bywa, że zawodniczka na papierze dużo słabsza, potrafi sprawić renomowanej rywalce problemy. No, gdy zejdzie z nich sama presja gry z wiceliderką rankingu WTA.

Bo w pierwszym secie Iga grała po swojemu, znakomicie. A Kayla była bezradna.

Reklama

Właściwie trudno tu napisać cokolwiek więcej o tej partii niż „odbyła się”. Trwała niespełna pół godziny, Iga zgarnęła wszystkie gemy. To taki widok, do którego przez lata się przyzwyczailiśmy – Polka dominująca na korcie i zostawiająca rywalki z zerem po ich stronie wyniku. Równocześnie – w sumie nie spodziewaliśmy się aż takiej przewagi. Świątek nie grała przez miesiąc, ostatni mecz rozegrała w Dausze, gdy przegrała z Marią Sakkari, a do tego sama mówiła, że może potrzebować chwili na przyzwyczajenie się do kortów i warunków (w tym powiewającego momentami mocno wiatru) panujących przy okazji turnieju w Indian Wells.

Tyle że jeśli jest ostatnio u Igi Świątek stała w jej grze, to jest nią to, że na starcie drugiej partii gra Polki znacznie się pogarsza. I okazuje się, że jest tak nawet w starciu z rywalką notowaną o 185 miejsc niżej w rankingu WTA.

Reklama

Bo w drugiego seta zdecydowanie lepiej weszła Day, od razu przełamując Igę i wychodząc na prowadzenie 2:0. Sama grała lepiej, ale też po stronie Igi zaczął się festiwal błędów. Gorzej funkcjonował serwis (klasyka), piłki z forehandu latały, gdzie chciał los, a nie Iga (klasyka), brakowało też wykończenia przygotowanej przez siebie wcześniej akcji (również klasyka). Polka wyratowała się jeszcze w trzecim gemie tej partii, gdy przegrywała przy swoim serwisie 0:40, ale drugie przełamanie straciła potem i tak.

Było 1:5. Trzeci set wisiał nad Igą. I wtedy nagle się odblokowała. Zrobiła to, czego często jej brakuje – postawiła na nieco bezpieczniejszy tenis, ale wciąż dość agresywny. Nieco zwolniła tempo uderzeń, szukała odpowiednich kierunków i głębokości. Niemniej, gdy trzeba było – dociskała. Atakowała drugi serwis Amerykanki, dokładała energii w poszczególnych wymianach. I powoli odrabiała straty. Gem po gemie okazywało się, że taka spokojniejsza gra Igi, na 80 procent jej możliwości, ale mająca na celu przede wszystkim unikanie błędów, spokojnie może dać Świątek sukcesy w starciach z rywalkami z niższych lokat.

Bo Iga doprowadziła w końcu do remisu, a nawet wyszła na prowadzenie 6:5. Day stać było jeszcze na gema przy swoim podaniu, ale w tie-breaku nie miała już szans. Świątek wykaraskała się z trudniej sytuacji, uniknęła konieczności grania trzeciej partii na start turnieju i w sumie to zaliczyła niezły trening. Pytaniem pozostaje, czy przełoży się on na kolejne mecze, czy znów zobaczymy podobne zapaści u Polki.

Reklama

To ostatnie jest istotne, bo w trzeciej rundzie w Kalifornii Iga zagra z…. niedawną pogromczynią, Marią Sakkari.

Iga Świątek – Kayla Day 6:0, 7:6 (2)

Fot. Newspix

Czytaj również na Weszło:

3 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Inne sporty