Mecz o wszystko. Mecz o marzenia. Mecz o Elitę. Polska w ostatniej kolejce mistrzostw świata musiała wygrać za trzy punkty. Ale grała z teoretycznie najsłabszą w całej dywizji Litwą. Teoretycznie, bo Litwini potrafili urwać punkty Francji i pokazać się z dobrej strony w meczach z innymi mocnymi rywalami. Było to więc spotkanie-pułapka, a Biało-Czerwoni musieli sobie z jej rozbrojeniem poradzić. Ale nie zrobili tego. W regulaminowym czasie gry tylko zremisowali i zostaną na kolejny rok w Dywizji IA.
Hokej. Polacy nie zagrają w Elicie
Na otwarcie mistrzostw świata Dywizji IA trudny mecz z Ukrainą. Mocne, fizyczne starcie, pełne walki, w którym nikt nie miał zamiaru odpuszczać. Polacy dwukrotnie wychodzili na prowadzenie tylko po to, by potem bramki stracić. Ale gdy trafili po raz trzeci, Ukraińcy już nie odpowiedzieli. Na koncie mieliśmy trzy punkty. Z Francją – w drugim starciu – udało się dodać jeden. Znów Polacy trafiali, a rywale odpowiadali. Tym razem jednak zabrakło trzeciego gola. W dogrywce też taki nie padł, decydowały karne. W nich Biało-Czerwoni przegrali.
Ale ten punkt był niezwykle cenny, przyszłe wypadki to pokazały.
Potem było bowiem starcie z Kazachstanem, w którym prowadziliśmy bardzo, ale to bardzo długo, by jednak w ostatniej tercji stracić trzy bramki i ostatecznie przegrać – po golu w końcówce – 2:3. Wygrać udało się w meczu o wszystko z Japonią. Też nie było łatwo, Japończycy długo się trzymali, dopiero na 8 minut przed końcem Polacy trafili na 3:2, a potem dołożyli gola na pustą bramkę i wygrali 4:2. Siedem punktów na koncie. Dokładnie tyle co Ukraina i Francja.
Ale przed ostatnim mecze – z Litwą – to Biało-Czerwoni zajmowali drugie, premiowane awansem, miejsce. Przed nimi był Kazachstan, którego już żadna siła nie mogła strącić z pozycji lidera. Za nimi przywołani już Ukraińcy i Francuzi.
Francuzi grali pierwsi. I przegrali z Kazachstanem. Po dogrywce, ale to nie miało absolutnie żadnego znaczenia – ważne było, że w przypadku naszej wygranej nie mogli nam zagrozić. Bo z nimi mieliśmy gorszy bilans bezpośredni, gdybyśmy mieli tyle punktów co Trójkolorowi, a Ukraina mniej – bylibyśmy pod Francuzami. Ukraińcy swój mecz z Japonią jednak wygrali w regulaminowym czasie gry. To znaczyło, że Polacy też muszą to zrobić. Tylko trzy punkty dawały nam awans. Litwini z kolei walczyli o to, by pozostać w Dywizji IA. Do osiągnięcia tego celu potrzebowali jakiegokolwiek punktu.
I również dlatego miało to być niezwykle trudne spotkanie.
Zmarnowana wielka szansa
Status faworyta potrafi sparaliżować. Polacy mieli na przykład spore problemy w starciu ze słabą Rumunią przed trzema laty w Nottingham, kiedy faktycznie do Elity awansowali. Zaczęli tam od straconego gola, długo nie potrafili na niego odpowiedzieć. Ostatecznie przezwyciężyli jednak słabości i wygrali 6:2. Dziś jeszcze w pierwszej tercji okazało się, że trzeba liczyć na powtórkę, bo był to stosunkowo słaby okres gry naszych zawodników, w którym Litwini nie odstawali, a wręcz przeciwnie.
A w dodatku, gdy w końcówce zaczęli grać w przewadze, to niemal z miejsca trafili do siatki.
Lithuania capitalizes right at the beginning of the power play. Poland’s penalty issues finally cost them.
1-0 🇱🇹 | D1A Worlds vs 🇱🇹 pic.twitter.com/JAgU0BAwY1
— Polish Puck (@PolandHockey) May 8, 2026
Z prowadzeniem zeszli na przerwę. Po niej Polacy bardziej „usiedli” na rywalach, często zmuszali ich do popełniania błędów i oddawania krążka. Naciskali, przeważali, próbowali uderzać. Przez kilka dobrych minut rywale nie mieli nawet w tej tercji strzału – ale potem przypomnieli, że mogą być groźny, bo zmusili Tomasa Fucika do trudnej interwencji. Skutecznej, więc dalej przegrywaliśmy tylko jednym golem. A wreszcie, pod koniec tej części gry, błąd popełnił litewski bramkarz, który wypuścił krążek.
Skorzystali z tego Polacy, a konkretnie Patryk Krężołek, świetnie dysponowany na turnieju w Sosnowcu. Skorzystał z dobrego podania i władował krążek w okienko bramki rywali.
Sęk w tym, że więcej goli w regulaminowym czasie gry już nie padło. Polacy mieli w trzeciej tercji momentami wielką wręcz przewagę. Nie dawało to jednak efektu bo albo minimalnie się mylili, albo dobrze spisywał się bramkarz Litwinów, albo jego obrońcy blokowali strzały, niesamowicie harując. Przypomnijmy: im wystarczał remis, więc murowali bramkę, aż miło, jedynie od czasu naciskając na Polaków i próbując wypadów. Świetnie im to wychodziło, niezwykle trudno było wypracować sobie dobrą sytuację do uderzenia.
TIE GAME! Krezolek gets a wide-open net in front after a great pass by Walega.
1-1 | D1A Worlds vs 🇱🇹 pic.twitter.com/ktuRKwWGhg
— Polish Puck (@PolandHockey) May 8, 2026
Choć Biało-Czerwonym kilkukrotnie się to udało. I naprawdę można było mieć nadzieję, że w końcu do bramki wpadnie i drugi strzał, w końcu w każdym meczu na tym turnieju Polacy zdobywali minimum dwa gole. Ale właśnie w tym ostatnim, najważniejszym, było zupełnie inaczej. Nawet w przewadze 6 na 5 (a przez ostatnie 40 sekund to i 6 na 4) nie udało się zdobyć drugiego gola. Choć byliśmy blisko, krążek obił nawet słupek. Z drugiej strony atak Litwinów przy naszej pustej bramce omal nie zakończył się golem dla nich.
Gdy więc wybrzmiała ostatnia syrena, jedna ekipa na lodzie świętowała. Ale byli to Litwini, którzy utrzymali się w Dywizji IA. Polacy powodu do radości nie mieli. A potem oberwali jeszcze golem w dogrywce, przegrali więc mecz i zdobyli tylko jeden punkt.
Choć to nie miało już znaczenia.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
I jak ich tu ocenić?
Przed turniejem osiem punktów po dobrych meczach można by wziąć w ciemno. Bo właściwie takie były oczekiwania ekspertów. Piotr Chłystek, dziennikarz „Przeglądu Sportowego” i autor książki „Cuda na kiju” o historii polskiego hokeja, mówił nam, spytany o to, czego by od Polaków chciał:
– Myślę, że to będzie wyrównany turniej. Dwa, najlepiej trzy zwycięstwa będą okej, ale przede wszystkim – dobra gra. To trochę tak, jak to było w piłce po meczu ze Szwecją w barażach – przegraliśmy, ale u wielu kibiców panowało zdanie, że widać jakiś progres, coś poszło do przodu, że dobrze się to oglądało i jest na czym budować. Jeżeli zdobędziemy 7 czy 8 punktów i nie awansujemy, to szat rozdzierał nie będę. To jest proces. Jedynym poważnym rozczarowaniem byłby spadek, opcjonalnie piąta pozycja po kiepskim turnieju.
No i właśnie tak się to skończyło. Polacy grali całkiem dobrego i pełnego ambicji hokeja. Wygrali z trudnym rywalem, z drugim przegrali po karnych, z trzecim zagrali równy mecz, przegrany minimalnie, w końcówce. Wygrali z Japonią, z którą mieli wygrać. Tyle że ten pozytywny obraz przyćmiewa to, co stało się z Litwą, niestety.
Za cztery pierwsze mecze można Biało-Czerwonym dać więc 4 z plusem w szkolnej skali. Za całość turnieju – i nie skorzystanie z tej szansy – jakąś trójkę. Bo nie wiadomo, kiedy znowu otrzymają taką szansę, nie wiadomo, kto spadnie z Elity i jak mocna będzie za rok Dywizja IA. Możliwe, że ten mecz z Litwą – przed własną publicznością! – był najważniejszym dla polskiego hokeja w najbliższych latach.
Trzeba go było wygrać. Po prostu.
Polska – Litwa 1:2 p.d. (0:1, 1:0, 0:0. Dogrywka: 0:1)
Tabela Dywizji IA:
- Kazachstan – 13 pkt
- Ukraina – 10 pkt
- Francja – 8 pkt
- Polska – 8 pkt*
- Litwa – 4 pkt
- Japonia – 2 pkt
Fot. Newspix
Czytaj również na Weszło:
- Polski klub przez 2 lata będzie grać w Czechach
- „Piłka nożna jak bomba atomowa”. Paweł Zygmunt o upadku hokeja
- Koniec 46-letniego oczekiwania. USA znów ze złotem olimpijskim