Gra? Średnia. Walka? Do końca. Polacy wygrali w Lidze Narodów

Sebastian Warzecha

24 czerwca 2026, 23:13 • 3 min czytania 0

Reklama
Gra? Średnia. Walka? Do końca. Polacy wygrali w Lidze Narodów

Reprezentacja Polski siatkarzy w tegorocznej Lidze Narodów gra na razie średnio. W pierwszym turnieju, w Chinach, Polacy wygrali dwa mecze, ale tyle samo przegrali. Ich gra w dodatku momentami mocno falowała, ale – grali tam w dużej mierze zawodnicy albo młodzi, albo mniej w kadrze doświadczeni. W Gliwicach, gdzie odbywa się kolejny turniej, znalazło się już wielu z renomowanych polskich siatkarzy. Jednak i oni mieli problemy już na starcie – w meczu z Belgami.

Reklama

Liga Narodów siatkarzy. Polacy wymęczyli wygraną z Belgią

Z typowego składu Polaków w Gliwicach nie zjawili się właściwie tylko Tomasz Fornal, Kamil Semeniuk i Jakub Kochanowski. Byli za to nieobecni w Chinach Marcin Komenda, Wilfredo Leon czy Artur Szalpuk. Na parkiet na początku spotkania Nikola Grbić posłał jednak miks weteranów – Komendy, Artura Szalpuka czy Aleksandra Śliwki, który grał też w Chinach – z młodszymi zawodnikami: Alaksiejem Nasewiczem, Maksymilaniem Graniecznym i Jakubem Nowakiem.

Nasewicz szybko jednak parkiet opuścił, bo Polakom nie szło i Grbić nie zwlekał – wstawił Bartłomieja Bołądzia. Temu ataki wychodziły, Biało-Czerwoni zaczęli więc odrabiać straty, od których zaczęli spotkanie. Belgowie grali jednak lepiej, po prostu od naszych siatkarzy odstawali, zwłaszcza Ferre Reggers, który brylował w ataku. Polacy za to w ofensywie mieli wielkie problemy. I pierwszego seta w efekcie wygrali Belgowie.

Drugiego tez. Polacy co prawda lepiej serwowali i szybko odskoczyli rywalom – prowadzili nawet 6:1 – ale wrócił problem z nieskutecznością z przodu. Przyjęcie zresztą też nieco szwankowało, w efekcie Belgowie powoli wracali do seta. Grbić próbował reagować, zmienił rozgrywającego, jednak niewiele to dało. Rywale w pewnym momencie skarcili nas kilkoma blokami, wyszli na prowadzenie i byli w stanie zamknąć seta, którego Polacy – trzeba to tak określić – po prostu wypuścili z rąk.

Gdy jednak wydawało się, że Polacy meczu już nie odmienią, oni zrobili właśnie to.

Reklama

Na parkiecie został wprowadzony wcześniej na rozegranie Jan Firlej i okazało się, że to klucz do lepszej gry. Siatkarz Projektu Warszawa znakomicie obsługiwał partnerów, a ci zaczęli skuteczniej atakować. Dobrze radził sobie Bartłomiej Bołądź, który kilkoma atakami mocno skarcił Belgów. A ci dodatkowo zaczęli się denerwować, popełniali coraz więcej błędów. Polakom dalej ataki nie wychodziły idealnie, ale na tyle dobrze, że nie przeszkodziło im to wygrać seta – i to wygrać dość gładko.

W czwartym secie kluczowe okazały się błędy Belgów, ale też świetne zagrywki Bartłomieja Bołądzia oraz Jakuba Nowaka, którzy w środkowej fazie seta pomogli odskoczyć naszej reprezentacji. To znaczy: kluczowe do samej końcówki, bo gdy Polacy byli już właściwie o punkt od triumfu, to… całkowicie się zacięli. Stracili kilka oczek z rzędu, nie radzili sobie z defensywą Belgów, nadziewali się też na ich mocne serwisy. Doszło do gry na przewagi, w tej jednak lepiej spisali się nasi reprezentanci, a ostatecznie wygraną w partii dał nam Artur Szalpuk swoim dobrym blokiem.

Tie-break? W nim znów im dalej w seta, tym gorzej było z naszymi zawodnikami. Ci długo prowadzili, jednak pod koniec przewagę stracili i sami musieli gonić. Zrobili to jednak dobrze, wybronili kilka akcji, a finalnie znakomitymi kontrami Bartłomieja Bołądzia zdobyli decydujące o piłkach meczowych punkty. A ten ostatni zdobył – przez cały mecz raczej średnio sobie radzący – Aleksander Śliwka. Polacy zaczęli więc rywalizację w Gliwicach od wygranej, ale dalej… łatwiej nie będzie.

Reklama

Jutro bowiem przed Polakami starcie z Turcją, w sobotę zagramy z Niemcami, a w niedzielę – z Argentyną.

Polska – Belgia 3:2 (21:25, 23:25, 25:19, 28:26, 15:13)

0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Piękny gol Bośniaka na mundialu! Jeden z najmłodszych w historii [WIDEO]

Mikołaj Duda
0
Piękny gol Bośniaka na mundialu! Jeden z najmłodszych w historii [WIDEO]

Inne sporty

Reklama