Górnik ma Puchar Polski po 54 latach! Gasparik znów to zrobił

Jakub Radomski

02 maja 2026, 17:59 • 5 min czytania 103

Reklama
Górnik ma Puchar Polski po 54 latach! Gasparik znów to zrobił

Kiedy zespół z Zabrza ostatni raz sięgał po Puchar Polski, premierę w naszym kraju miał film Kazimierza Kutza „Perła w koronie”, opowiadający  o niełatwym losie górników. Kibicom Górnika przez lata też nie było łatwo, ale wreszcie doczekali się wyjątkowej chwili. Na Stadionie Narodowym ich ulubieńcy zasłużenie pokonali 2:0 Raków Częstochowa i sięgnęli po Puchar Polski po 54 latach. Pierwszy gol był zaskakujący, bo Górnik wykorzystał element, który był dotąd jego słabym punktem. Druga bramka? To była klasyka gatunku, kapitalna akcja Maksyma Chłania. Wszystkim tym, którzy trochę deprecjonują rolę trenera w dzisiejszej piłce, warto powiedzieć, że Michal Gasparik wywalczył dziś czwarty krajowy puchar w pięciu ostatnich sezonach. 

Reklama

Z jednej strony Górnik, który ostatnie trofeum wywalczył w 1988 roku (mistrzostwo Polski). Który na Puchar Polski czekał aż 54 lata – od 1972 roku, kiedy 25-letni wówczas Włodzimierz Lubański ładował cztery gole Legii Warszawa, a jego zespół zwyciężył 5:2. Górnik, mający trenera, który jak mało kto potrafi prowadzić zespół w krajowych pucharach, bo Michal Gasparik ze Spartakiem Trnawa w każdym z czterech ostatnich sezonów dochodził do finału Pucharu Słowacji, a trzy z takich meczów wygrał.

Górnik wyjątkowo pragnący zwycięstwa. Lukas Podolski, który zdobywał już puchary Niemiec, Anglii, Turcji i Japonii, chciał dołożyć piąty, u nas. Przed meczem mówił, że cały jego zespół będzie harował na murawie do wyrzygania.

Po drugiej stronie Raków, przed meczem lekki faworyt. W końcu grał w trzech finałach w ostatnich pięciu latach, a w 2021 i 2022 roku wygrywał.

Nietypowy zestaw finalistów, ale jednocześnie ciekawy, intrygujący. Choć niektórzy mieli obawę przed spotkaniem, czy nie zobaczymy zamkniętego i trochę nudnego meczu. I przez ponad pół godziny to było właśnie takie spotkanie.

Reklama

To miała być mocna strona Rakowa Częstochowa. Ale to Górnik Zabrze strzelił gola ze stałego fragmentu gry

Lepiej zaczął Raków, który z większą łatwością dostawał się pod bramkę Górnika, ale zawsze czegoś brakowało, najczęściej Jonatanowi Brautowi Brunesowi, najlepszemu strzelcowi drużyny z Częstochowy. W Górniku lekko dziwić mogła obecność w pierwszym składzie Roberto Massimo. Niby Niemiec wyszedł też od pierwszej minuty w meczu ligowym z Jagiellonią (2:1) i Gasparik tłumaczył wtedy, że próbował czegoś pod finał Pucharu Polski, ale zawodnik nie wypadł w Białymstoku najlepiej.

A dziś? Massimo był długo najbardziej aktywnym zawodnikiem Zabrzan, choć na początku podejmował złe decyzje. A to dał sobie zabrać piłkę, a to niedokładnie podawał, lub niepotrzebnie wchodził w drybling. Ale jednocześnie piłka go szukała, często przy niej był. I nadeszła 32. minuta. Górnik wywalczył rzut rożny i zdobył bramkę w klasyczny, dość prosty sposób. Dośrodkował Erik Janża, na krótki słupek, a tam znalazł się właśnie Massimo i trafił do siatki.

Reklama

Dla mierzącego 183 cm wzrostu Niemca to był pierwszy gol w barwach Górnika, strzelony w 12. spotkaniu. I na pewno najważniejszy. 

Przy okazji okazało się, że piłka nożna potrafi zaskoczyć. Wykorzystywanie stałych fragmentów gry to w obecnym sezonie bolączka zespołu Gasparika. Zapowiadając ten finał, pisaliśmy na Weszło: Górnik pod wodzą Gasparika stał się drużyną, która znacząco lepiej broni i nie traci wielu bramek po rzutach rożnych, wolnych czy wrzutach piłki z autu. Ale gorzej jest, jeśli chodzi o wykorzystywanie stałych fragmentów. W tym sezonie oba zespoły, które zmierzą się na Narodowym, zdobyły w Ekstraklasie 43 gole. Tyle że Górnik po stałych fragmentach tylko 12 razy trafiał do siatki, a Raków robił to 21 razy„.

A tu cyk – to Górnik strzelił tę mega ważną bramkę właśnie w ten sposób, co ewidentnie wybiło Raków z uderzenia.

I to jego kibice po 40. minucie chóralnie zaczęli skandować: „Puchar Polski znowu będzie nasz!” Jakby wiedzieli, że ich piłkarze nie dadzą już sobie odebrać prowadzenia do końca spotkania.

Reklama

Historyczny moment. Puchar Polski wraca do Zabrza po 54 latach

W drugiej połowie Raków próbował coś zdziałać, ale jednocześnie odnosiło się wrażenie, że mecz jest pod kontrolą Górnika. Najpierw niezłą szansę na 2:0 miał Sondre Liseth, ale jego strzał został zablokowany. A później zespół Gasparika zadał decydujący cios. Tym razem bramka padła w sposób, jakiego można było oczekiwać: Maksym Chłań przejął piłkę, od razu się z nią zabierając, wykonał krótki drybling i idealnie uderzył zza pola karnego. Oliwier Zych nie miał szans, a gola strzelił ten, o którym mówiło się, że indywidualnym przebłyskiem jest w stanie przesądzić o losach pucharu. 

I tak się stało.

Reklama

Co ciekawe, gol na 2:0 padł na bramkę, znajdującą się przy trybunie wypełnionej fanami Górnika, przy tzw. Torcidzie, gdzie właśnie rozwieszano transparent z datami, kiedy klub z Zabrza sięgał po wcześniejsze Puchary Polski. Gdy piłka wpadała do siatki, widać było tylko tę ostatnią – 1972 rok. 

Symboliczne.

W tym momencie było już praktycznie po meczu. Raków stworzył jeszcze zagrożenie pod bramką Górnika, ale Brunes był na pozycji spalonej. Poza tym i tak górą w ich pojedynku był Marcel Łubik.

Na ostatnie minuty na boisku pojawił się Podolski i po chwili doszło do awantury, ale tym razem Niemiec wystąpił w roli ofiary. Brunes brutalnie go sfaulował i Norweg, który ewidentnie nie wytrzymał nerwowo, został wyrzucony z boiska.

Reklama

Przed meczem nie dawało się wyczuć wśród kibiców wrogiej atmosfery. A kiedy zawodnicy obu drużyn wyszli na boisko i miała miejsce minuta braw pamięci zmarłego Jacka Magiery, jego nazwisko zaczęli skandować fani Rakowa, a podłączyli się do tego kibice Górnika. Tych drugich na stadionie było wyraźnie więcej, zajęli jakieś 2/3 Narodowego. I byli głośniejsi. Ale trudno się dziwić, bo kiedy Górnik ostatni raz sięgał po puchar, zdecydowanej większości z nich nie było na świecie.

Teraz się doczekali.

Górnik Zabrze – Raków Częstochowa 2:0 (1:0)

  • 1:0 Massimo – 32′
  • 2:0 Chłań – 65′

WIĘCEJ O PIŁCE NA WESZŁO:

Fot. Newspix.pl 

103 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama